Porozmawiajmy o śmierci

Brakuje nam rytuałów związanych z odchodzeniem. W Ameryce Południowej jest ich znacznie więcej i są one poprzeplatane z rytuałami życia i co za tym idzie – jest więcej możliwości opowiadania o odchodzeniu i śmierci na różne sposoby. W kulturze zachodnioeuropejskiej potraciliśmy rytuały, które pomagały nam radzić sobie w tym procesie. Ludzie często umierają za parawanem w szpitalu, otoczeni przez aparaturę, a nie przez bliskich. Obserwujemy rozwój nauk medycznych, a jednocześnie zmalały możliwości i umiejętności towarzyszenia umierającym. Warto odtabuizować śmierć, na nowo nauczyć się, jak towarzyszyć w odchodzeniu. Często bowiem nie wiemy, jak sobie radzić z własnymi emocjami, co mamy robić w danej sytuacji, jak się zachowywać, jakie podejmować decyzje, co powiedzieć.

Trochę zapomnieliśmy, jak rozmawia się o sprawach ważnych i jednocześnie trudnych. I to prawda, że nie da się oswoić śmierci, bo jest ona doświadczeniem granicznym, ale da się, i warto, oswoić rozmawianie o niej.

Więcej o rozmowach o umieraniu, chorowaniu terminalnym, leczeniu paliatywnym i o radzeniu sobie z własnymi emocjami w WYWIADZIE ze mną, które udzieliłem dla Warszawskiego Miesięcznika Seniorów #POKOLENIA.

Photo by Sixteen Miles Out on Unsplash

Fot. Sixteen Miles Out / Unsplash

Trauma transgeneracyjna – wykład

III Konferencja poliwagalna 2024

Serdecznie zapraszam do udziału w III Polskiej Konferencji Poliwagalnej Rodzina: Bezpieczeństwo i połączenie, organizowaną przez Polski Instytut Poliwagalny, która odbędzie się w dniach 30 listopada – 2 grudnia 2024 r. w trybie on-line. 

Zbliżająca się konferencja będzie okazją, żeby zgłębić kluczowe znaczenie więzi rodzinnych dla zdrowia emocjonalnego i społecznego. Na konferencji będę miał przyjemność poprowadzić wykład Trauma transgeneracyjna – nazywanie nienazwanego.

Do przekazu traumy transgeneracyjnej dochodzi na ogół niezauważalnie, poprzez codzienny kontakt z bliską osobą, która albo sama doświadczyła traumy, albo pozostawała w relacji z kimś, kto doznał ogromnego cierpienia. Ten rodzaj niewypowiedzianej traumy często jest trudny do uchwycenia nie tylko przez osoby doświadczające jej skutków, ale i przez psychoterapeutów. Mój wykład będzie szansą do przyjrzenia się, czym jest trauma międzypokoleniowa, a także na czym polegają mechanizmy jej transmisji. Omówione zostaną przykładowe objawy, które mogą wskazywać na ten typ traumy oraz przedstawione zostaną wskazówki do zastosowania teorii poliwagalnej w pracy terapeutycznej osób z doświadczeniem traumy transgeneracyjnej. Serdecznie zapraszam!

Więcej informacji o Konferencji TUTAJ.

Zapisy na Konferencję TUTAJ.

Czy psycholog lub terapeuta mogą mieć depresję?

Jeśli chodzi o psychologów czy terapeutów nadal pokutują pewne mity dotyczące tych zawodu. Jeden z nich mówi, że psycholodzy czy terapeuci nie mają żadnych problemów, świetnie radzą sobie ze stresem, związki funkcjonują we wzorcowych związkach i nigdy nie przeżywają lęku czy nie doświadczają takich stanów jak depresja. Przekonanie to mówi, że dobry psycholog lub terapeuta nie korzysta z pomocy takich specjalistów jak psychiatra czy inny terapeuta. Jeśli z czymś sobie nie radzi, to znaczy, że nie jest dobrym specjalistą i być może nie powinien w ogóle wykonywać tego zawodu (co to za specjalista, który nie potrafi sam się ogarnąć?).

Tymczasem wykształcenie i znajomość narzędzi terapeutycznych może być czynnikiem dodatkowego stresu – bo kiedy czuję, że jestem w depresyjnym stanie, w tyle głowy mam, że nie powinnam w nim być, bo przecież wiem jak sobie poradzić. Może skutkować to niechęcią do przyznania się nie tylko przed innymi, ale i przed samym sobą, że zmagam się czy to z lękiem, czy z depresją, czy z innymi trudnymi doświadczeniami. Tymczasem nawet najlepszy terapeuta nie jest wolny od różnych problemów psychicznych, które mogą mu się przydarzać w życiu. Wynika to między innymi z tego, że życie jest złożone i dynamiczne, i pewne wypracowane sposoby działające w określonym czasie i miejscu mogą okazać się zupełnie nieskuteczne w radzeniu sobie z problemami, pojawiającymi się w innych okolicznościach życia. Wtedy osoba taka musi odnaleźć lub wypracować nowe sposoby funkcjonowania.

Więcej o tym temacie przeczytacie w mojej ROZMOWIE z psycholożką i psychoterapeutką Renatą Pająkowską-Rożen. Link do rozmowy w komentarzu.

Image by Mohamed Hassan from Pixabay

Fot. PMohamed Hassan / Pixabay

Terapia przez pisanie

Pisanie trudnych, intymnych książek w oparciu o własną historię może być pomocnym doświadczeniem. Mamy w terapii technikę “pisania narracji”. Zastanawiamy się, jak opisać to trudne i straszne, co nas spotkało, żeby było mniej bolesne. Na ostatnim etapie pracy z traumą, sprawdzamy, jak to wszystko, co się stało, poskładać z obecnym życiem. Mogę myśleć: „jestem beznadziejny, jestem ofiarą, dlaczego mnie to spotkało”, ale mogę chcieć myśleć: „nie cofnę tego, co się stało, ale mam wpływ na to, jak o tym opowiadam”. Na terapii pracujemy nad tym, by odzyskać poczucie wpływu na rzeczywistość. Pisanie książki to nazywanie, nadawanie znaczeń. Niektórym elementom można nadać większe znaczenie – np. temu, że przetrwałam, a innym je odebrać.

Jednak samo pisanie może też być pułapką. Są ludzie, którzy bez problemu opowiadają o najstraszniejszych rzeczach, które ich spotkały. Bez emocji, bez dotykania czegokolwiek. Czy to wystarczy do uzdrowienia? Nie. Żeby „transformować” trudne doświadczenia, potrzebujemy je dotknąć,  co wiąże się z tym, że może nas zaboleć. Czasem, gdy słucham strasznych historii opowiadanych “na zimno”, zastanawiam się, jak bolesne musiało to być doświadczenie, skoro ktoś tak bardzo musiał się od niego odciąć.

Więcej o pisaniu książek zawierających nasze trudne, bolesne przeżycia znajdziecie w WYWIADZIE ze mną, który ukazał się w październikowym wydaniu magazynu Twój Styl.

Image by Paul Stachowiak from Pixabay

Fot. Paul Stachowiak / Pixabay

Związki koluzyjne i zdrowa współzależność

Czym różnią się związki współzależne od zależnych? Dlaczego tak trudno wyjść z roli ratownika i co ma do tego chemia schematów? Czy wyrażenie złości może grozić utratą bliskości? I jak przestać wchodzić w relacje koluzyjne?

Już po raz trzeci gościłem u Kamy Wojtkiewicz w podcaście Sznurowadła myśli. Porozmawialiśmy o związkach koluzyjnych, w których dysfunkcyjny schemat jednego z partnerów jest komplementarny do schematu drugiego, co utrudnia budowanie bezpiecznej więzi. Rozmawialiśmy również o zdrowej współzależności, jak i zalewaniu miłością i nadmiernej zależności, która pozbawia nas poczucia Ja i autonomii. Zastanawiamy się nad tym, dlaczego dla wielu osób wyrażenie złości na partnera jest tak trudne i jakie inne zastępcze emocje wychodzą wtedy na wierzch. Jeżeli zdarza Wam się wchodzić w rolę ratownika czy ratowniczki lub osoby wymagającej ratunku, albo ciągle gonić za niedostępnymi emocjonalnie osobami, być może znajdziecie w tej rozmowie cenne tropy. Zapraszamy do posłuchania!

Nagrania można odsłuchać na stronie podcastu, Spotify, YouTube, Apple Podcasts oraz Google Podcasts.

Sznurowadła - koluzje

Pop psychologia to nie psychologia – cz. 2

Obiecany powrót do cyklu „pop psychologia to nie psychologia”, w którym rozprawiam się z obiegowymi nieporozumieniami, co do terminów psychologicznych i sposób patrzenia na nie. Dzisiaj druga odsłona tego cyklu, w którym pojawia się kilka kolejnych zdań, rozprawiających się z powszechnymi pop psychologicznymi stwierdzeniami (których znowu celowo nie będę tutaj podawać, żeby nie powielać treści).

  • Co cię nie zabiję, nie musi cię wzmocnić, ale może sprawić, że poniesione koszty będą odbijać się długoterminowymi skutkami przez całe życie.
  • Żałoba nie wymaga terapii – za to osoba w żałobie potrzebuje towarzyszenia, wysłuchania, zrozumienia.
  • ChAD (choroba afektywna dwubiegunowa) to coś więcej niż wahania nastroju.
  • Bycie asertywnym to nie tylko mówienie „nie”, a sama asertywność nie polega na wyrażaniu złości.

Link do pierwszej części cyklu TUTAJ.

Image by Ivča from Pixabay

Fot. Ivča / Pixabay

Odpoczynek, który nie regeneruje

Fot.  Ylanite Koppens / Pixabay

Wracamy z urlopu, na którym w ogóle nie odpoczęliśmy. Dlaczego?

Na pewno duży wpływ na nasz odpoczynek mają nasze schematy i wzorce myślenia, doświadczania i reagowania, które na ogół bywają nieuświadomione. Mieści się w nich nasz stosunek do odpoczynku, do czasu wolnego, do nicnierobienia. Ale też sposób, w jaki odnosimy się chociażby do naszej pracy. I mając takie przekonania jak chociażby „jeśli nie idę do przodu, to się cofam” lub „odpocznę po śmierci”, albo bardzo opresyjne „najpierw obowiązki, potem przyjemność”, naprawdę trudno będzie nam odpocząć i nabrać sił przez zwolnienie, odpuszczenie albo przez po prostu cieszenie się z chwili relaksu, z chwili bycia „tu i teraz”. Nowe technologie nie ponoszą za to odpowiedzialności – ona jest po naszej stronie i związana jest z decyzją, jak ich używamy.

Samo używanie smartfona, korzystanie z tabletu, przeglądanie internetu czy odpowiadanie na emaile podczas wakacji nie jest złe i w związku z tym nie należy tego robić. Ważniejsze jest bowiem, dlaczego to robimy. Część z nas może to robić ponieważ będzie chcieć stałego dostępu do internetu ze względu na portale społecznościowe. Dla innych dostęp do internetu będzie potrzebny ze względu na charakter pracy lub ich przekonania o swojej pracy. A dla jeszcze innych surfowanie po sieci będzie wypełniaczem tych momentów, kiedy zostają sami z własnymi myślami czy uczuciami, które w natłoku codziennych zajęć były do tej pory spychane na margines. I zrozumienie tych indywidualnych motywów jest istotnym wskaźnikiem, który może nas ukierunkować na poszukiwanie ewentualnych sposobów radzenia sobie z omawianymi tutaj zjawiskami.

Więcej o odpoczynku w dobie internetu i smarfonów przeczytacie w ARTYKULE dla Spider’s Web.

Spowolnienie tempa życia

Przyspieszanie tempa życia skutkuje próbą zrobienia więcej w coraz mniejszej jednostce czasu. Ścigamy się z innymi i sami ze sobą, robiąc wszystko w możliwie szybkim tempie. Dlatego też wielu z nas postrzega spowolnienie tempa zmian czy rozwoju jako zło konieczne. Jednak świadome zwolnienie tempa życia nie jest zaciąganiem hamulca, tylko raczej zdejmowaniem nogi z gazu. Buntowanie się przeciwko doświadczaniu wszystkiego w jak najkrótszym czasie, nie skutkuje tym, że coś tracimy. Świadome spowolnienie tempa funkcjonowania sprawia, że samo życie staje się bardziej ciekawe.

Mitem jest, że na wolniejsze życie mogą pozwolić sobie tylko zamożni ludzie w odpowiednim już wieku. Nieporozumieniem jest również łączenie idei świadomego spowolnienia życia koniecznością przeprowadzenia się na wieś, hodowania kóz i uprawy organicznych marchewek. Wielkie miasta oraz technologia nie są wrogiem powolnego życia. To kwestia decyzji, jak używamy chociażby urządzeń elektronicznych i na jaki styl życia się decydujemy w miejscu, gdzie mieszkamy. Możemy bowiem żyć w wielkim pośpiechu mieszkając również na wsi. Jeśli staramy się przeżywać każdy moment nie tak szybko jak to możliwe, ale tak dobrze jak to możliwe, wtedy wybieramy powolność. I możemy w ten sposób funkcjonować zarówno w leśniczówce i chatce w górach, jak i na Manhattanie, w Tokyo, Londynie czy w Warszawie.


Tekst pochodzi z artykułu W zmiennym tempie życia.

Photo by vision webagency on Unsplash 02

Po co nam romantyczność?

Wiara w mit romantycznej miłości nie pomaga budowaniu związków. Dlaczego zatem w ogóle go stworzyliśmy?

Mity zawsze powstają po to, żeby nam pomóc radzić sobie z trudnościami jakie stawia przed nami życie, żeby nam coś ułatwić. Wzorzec miłości romantycznej powstał w średniowieczu i był odpowiedzią na uczucie niemożliwe do spełnienia z powodu konwenansów, sprzeciwu rodziny, słowem – zewnętrznych przeszkód. Był rodzajem wytłumaczenia – to nie ich wina, że się pokochali. To nie był ich wybór, zdecydował los, Bóg, gwiazdy, przeznaczenie. Wiedzą od początku, że są siebie stworzeni, przeczuwali swoje istnienie.  Nie mogą się połączyć, ale ich miłość będzie trwała na wieki. Ten koncept ewoluował przez epoki, obrastał w symbole, a w końcu zaczęliśmy dopisywać do niego happy end. Jak w baśni albo komedii romantycznej. Współcześnie mit ten nadal jest obecny, ponieważ m.in. służy nam do zdejmowania z siebie odpowiedzialności – to nie ja popełniam błędy, to los zawinił, to wina przeznaczenia.

Oczywiście romantyczne fantazje nie muszą być szkodliwe same w sobie, rzecz w tym, że używamy ich do maskowania naszych rzeczywistych problemów. Skupiamy się na fantazji i nie pytamy siebie: dlaczego ja chcę, żeby mnie ktoś uratował? Co to właściwie znaczy, że czekam na właściwą osobę? Do czego to mi jest potrzebne? Jeśli mam mit, nie muszę poddawać swojego życia refleksji, nie musze iść na terapię, konfrontować się ze stratą wyobrażeń.

Więcej o tym, po co nam romantyczność, przeczytacie w ROZMOWIE, której udzieliłem dla magazynu PANI.

Image by Ylanite Koppens from Pixabay

Fot. Ylanite Koppens / Pixabay

Porozmawiajmy o umieraniu

Osobie, która odchodzi, często trudno rozmawiać o umieraniu. Rodzina też nierzadko nie chce poruszać tego tematu. Chory słyszy: „Wyzdrowiejesz, nie mówmy o tym…” Ludzie, którzy odchodzą, często muszą radzić sobie z trudnymi emocjami sami. Starsza osoba mówi: „Córeczko, chciałabym żeby na moim pogrzebie….”. A córka na to: „Co mama opowiada, jeszcze mama żyje!”. To z kim ona ma porozmawiać?

Warto zatem nie uciekać od tego tematu. Możemy zapytać: „Jak chcesz odejść?” i wysłuchać, co nam powie. To da tej osobie poczucie ulgi, zarówno ona jak i my skonfrontujemy się z własnym smutkiem, obawami. Warto pamiętać, że taka rozmowa może być również trudna dla osoby umierającej – może od trzech miesięcy myśli, jak zacząć rozmowę i wreszcie zebrała się na odwagę? Gdy usłyszy: „Nie umierasz, zjedz obiad”, być może drugi raz nie spróbuje porozmawiać z nami. A jeśli zaczniemy o śmierci rozmawiać, poczuje ulgę, już nie będzie myślała o tym, co zostało do załatwienia, zrobi się przestrzeń, by myśleć o innych rzeczach.

W wielu krajach istnieje testament życia. W nim piszemy jak chcemy umierać, do którego momentu być pod respiratorem (np. miesiąc i ani dnia dłużej), jak ma wyglądać ceremonia pogrzebowa, jakie kwiaty mają stać przy trumnie itd. To oswaja z procesem umierania, zmniejsza się napięcie – wiem, że będzie, jak chcę, nawet gdy nie będę już mógł / mogła o tym decydować. W Polsce na ogół decydują o tym lekarze i rodzina, a nie osoba najbardziej zainteresowana. Może warto to zmieniać.

Autor: Igor Rotberg

Photo by Harli Marten on Unsplash

Fot. Harli Marten / Unsplash