Depresja psychologa

Igor Rotberg rozmawia z Renatą Pająkowską-Rożen, psycholożką, terapeutką, kulturoznawczynią.

Igor Rotberg: Psychologia coraz częściej staje się dla ludzi użyteczna w życiu codziennym, psychologowie coraz chętniej zabierają głos w przestrzeni publicznej, a wizyta u terapeuty coraz rzadziej kojarzy się tylko z doświadczaniem ciężkiego zaburzenia psychicznego. Nadal jednak pokutują pewne mity dotyczące tego zawodu. Jeden z nich mówi, że psycholodzy nie mają żadnych problemów, świetnie radzą sobie ze stresem, funkcjonują we wzorcowych związkach i nigdy nie przeżywają lęku czy nie doświadczają takich stanów jak depresja. Przekonanie to mówi, że dobry psycholog nie korzysta z pomocy takich specjalistów jak terapeuta czy psychiatra. Jeśli z czymś sobie nie radzi, to znaczy, że nie jest dobrym psychologiem i być może nie powinien w ogóle wykonywać tego zawodu.

Renata Pająkowska-Rożen: Bo to jest to mityczne przekonanie, według którego psycholog uważany jest za osobę, posiadającą w sprawie duszy ludzkiej wiedzę nieomal tajemną i tak rozległą, że gwarantującą mu szczęśliwe życie zarówno pod względem materialnym, jak i osobistym.

Należałoby tu rozdzielić życie zawodowe psychologa od jego życia prywatnego. Dosyć trudno jest tu postawić wyraźną granicę, ale należy. Bo to, że psycholog jest dobrze wykształcony i ma długoletnią praktykę, wcale nie musi jeszcze oznaczać, że śpiewająco da sobie radę ze swoim życiem prywatnym.

Tymczasem my nie dajemy psychologom prawa do depresji i do zakrętów życiowych. Nie daje im tego prawa społeczeństwo, (co to za specjalista, który nie potrafi się sam ogarnąć?), Ale też nie dają go sobie sami psycholodzy, (bo przecież mamy wszystkie narzędzia, aby sobie poradzić). Co gorsza, wykształcenie i znajomość narzędzi terapeutycznych, może być nawet czynnikiem dodatkowego stresu – bo kiedy czuję, że jestem w depresyjnym stanie, w tyle głowy mam, że nie powinnam w nim być, bo przecież wiem, jak sobie poradzić. Tak naprawdę trudno jest przyznać się psychologowi do depresji, bo nie może jej mieć …psycholog.

IR: Zwracasz uwagę na bardzo ważną kwestię, mianowicie na to, że często ani społeczeństwo, ani sami psycholodzy nie dają sobie prawa do przeżywania trudności. Skutkuje to niechęcią do przyznania się nie tylko przed innymi, ale i przed samym sobą, że zmagam się czy to z lękiem, czy z depresją, czy z innymi trudnymi doświadczeniami. Tymczasem nawet najlepszy terapeuta nie jest wolny od różnych problemów psychicznych, które mogą mu się przydarzać w życiu. Wynika to między innymi z tego, że życie jest złożone i dynamiczne. I pewne wypracowane sposoby, działające w określonym czasie i miejscu, mogą okazać się zupełnie nieskuteczne w radzeniu sobie z problemami, pojawiającymi się w innych okolicznościach życia. Wtedy osoba taka musi odnaleźć lub wypracować nowe sposoby funkcjonowania.

RPR: Dlatego tak ważne jest, aby dać sobie to prawo do smutku, melancholii, nieradzenia sobie w jakiejś sytuacji. Dać sobie prawo do depresji będąc psychologiem. Taka postawa daje możliwość zajęcia się sobą, przyjrzenia się sytuacji, a w konsekwencji podjęcia kroków, aby poradzić sobie z problemem. Świadomość pozwala nam na autorefleksję, która jest potrzebna w poszukiwaniu rozwiązań. Świadomość jest potrzebna, aby wiedzieć czy stan, w którym się znajduję, jest wynikiem obciążenia zawodowego czy też sytuacji życiowej – ostatecznie tylko rzetelna diagnoza umożliwia właściwe działanie.

Wykonując zawód psychologa stale jesteśmy w kontakcie z osobami, które przeżywają osobiste dramaty. Często są to bardzo trudne sytuacje, pozostawiające swój emocjonalny ślad również u doświadczonego terapeuty. Dlatego każdy psycholog powinien bezwzględnie znać narzędzia, które umożliwią mu radzenie sobie z wykonywaniem trudnego zwodu.

IR: I właśnie owo posiadanie narzędzi, wiedzy, doświadczenia pracy z osobami przeżywającymi trudności może ułatwiać psychologowi podjęcie własnej terapii, sprawić, że będzie bardziej otwarty na szukanie pomocy. Nie znaczy to natomiast, że automatycznie nie będzie on miał żadnych problemów. Tak jak lekarz nie zawsze jest zdrowy i zdarza mu się chorować, a nauczyciel nie wychowuje samych genialnych dzieci, które zawsze są grzeczne i przynoszą tylko dobre oceny. Zasobem psychologa może być to, że wcześniej rozpozna u siebie niepokojące obawy i sięgnie po pomoc. Oczywiście kluczowa staje się tutaj ocena, na ile sprawy osobiste wpływają negatywnie na pracę w gabinecie, na proces terapeutyczny. Dlatego dobrym psychologiem nie jest ten, kto nie doświadcza żadnych trudności w życiu, ale ten potrafiący ocenić właściwie, kiedy przychodzi moment, w którym jego własne problemy zaczynają stanowić ograniczenie w pracy zawodowej i należałoby jej na jakiś czas zaprzestać.

RPR: To mamy ten moment… psycholog ma depresję i jest tego stanu świadomy. I co wtedy ma zrobić? Pracować dalej? Pójść na zwolnienie? Istotne jest, aby ktoś z zewnątrz ocenił stan, w którym psycholog się znajduje. Istotna jest samoświadomość, ale równie ważny bywa ogląd z zewnątrz, zasięgnięcie rady u innego terapeuty. Pomoże to znaleźć najlepsze rozwiązania na dany moment.

IR: I tutaj wracamy do kwestii mitu, od którego rozpoczęliśmy rozmowę. Skoro psycholog ma wiedzę z zakresu funkcjonowania psychiki, ma narzędzia i umiejętności, to powinien szybko sam sobie pomóc. Tymczasem okazuje się, że to nie wystarcza i niekiedy potrzebna jest pomoc drugiego specjalisty. Ale szukanie pomocy po pierwsze wiąże się z przyznaniem się przed sobą, że ma się problem, z którym trudno się uporać (tak, psycholodzy również ulegają mitowi, według którego ze wszystkim sami sobie poradzą). A po drugie pracując zawodowo, rozwijając swoje kompetencje, psycholog czy terapeuta często zna bardzo dużo innych psychologów i terapeutów. Więc, jeśli już zdecyduje się na przykład na terapię, do kogo ma się zgłosić?

RPR: Do dobrego psychologa lub terapeuty, pracującego w nurcie, który akceptujemy. I faktycznie może być problem ze znalezieniem takiej osoby, której nie znamy osobiście. Rozwiązaniem może być terapia przez Skype’a z kimś, kto mieszka w innym mieście.

IR: Na pewno przynajmniej warto się skonsultować. Niekoniecznie musi się okazać, że od razu trzeba podjąć farmakoterapię lub rezygnować z pracy. Być może kilka spotkań będzie wystarczających. Jednak bagatelizując problem, możemy doprowadzić zarówno do zaniedbań czy uchybień w wykonywanym zawodzie, jak i do pogorszenia własnego stanu zdrowia.

RPR: Depresja i stany obniżonego nastroju mają bardzo rozległe i różnorodne spektrum objawów. Ważne więc, aby reagować adekwatnie do sytuacji. W pewnych stanach trzeba po prostu sięgnąć po farmakologię i udać się na konsultację do psychiatry, nie przyjmować klientów i odzyskać równowagę psychiczną. Po jakimś czasie zaś elementem terapeutyzującym może być powrót do pracy. Nasza postawa wobec stanu, w jakim się znajdujemy, do jakiegoś stopnia uwiarygodni nasze działania zawodowe. Bo właśnie wtedy pokażemy, czym jest depresja…. chorobą bez ograniczeń wiekowych, statusu majątkowego czy też płci.

IR: Takie doświadczenie, związane z przebyciem np. depresji, z poradzeniem sobie z trudnościami, może być ważnym zasobem psychologa. Oczywiście, żeby być specjalistą, lekarz nie musi przejść wszystkich chorób, psychiatra przetestować wszystkich leków na sobie, a psycholog doświadczyć zaburzeń psychicznych. Jeśli jednak psycholog ma takie doświadczenie, może je – poza narzędziami, które posiada – również wykorzystać w późniejszej pracy zawodowej.

RPR: Doświadczenie przebytej depresji może być ogromnym zasobem. Jeśli już z jakiegoś powodu doświadczyliśmy tego stanu, po czym z niego wyszliśmy, to korzystajmy z tego. Użyjmy tej wiedzy zarówno we własnej sprawie (dlaczego tego doświadczam? jaka informacja z tego doświadczenia dla mnie płynie?), jak i dla lepszego zrozumienia problemów klientów. To może być bardzo korzystne dla relacji terapeutycznej, w której realizuje się każda terapia.

O rozmówczyni:
Renata Pająkowska-Rożen – absolwentka psychologii (Uniwersytet SWPS w Warszawie) i kulturoznawstwa (Uniwersytet Wrocławski). Ukończyła dwuletnie studium psychoterapii metodą Psychologii Procesu Arnolda Mindella (Instytut Psychologii Procesu w Warszawie) oraz szkolenie terapeutyczne pierwszego i drugiego stopnia w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Posiada certyfikat konsultanta i terapeuty w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach i tą metodą aktualnie pracuje. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, współzałożycielką Sekcji Podejścia Skoncentrowanego na Rozwiązaniach przy PTP. Specjalizuje się w terapii depresji, stanów zaburzeń nastrojów i oswajaniu procesu zmiany. Prywatnie zwolenniczka minimalistycznego stylu życia i wielbicielka polskiej szkoły filmowej. FB: Psychoterapia Zmiany.

Rozmowa dostępna jest również na portalu naTemat.

Reklamy

Zasoby wewnętrzne. Talenty. Mocne strony.

Zasobami wewnętrznymi może być praktycznie wszystko: cecha charakteru, umiejętność, wiedza, talent, strategia działania czy ważne wartości lub przekonania. Ważne jest, by pomagały w rozwiązywaniu doraźnego problemu lub osiągnięciu długoterminowego celu. Zasoby wewnętrzne w odróżnieniu od zewnętrznych (takich jak pieniądze, ludzie, technologie itd.) nie wyczerpują się, a niektóre z nich ulegają wzmocnieniu gdy z nich korzystamy. Twierdzi się, że każdy człowiek ma dostęp do prawie wszystkich swoich zasobów wewnętrznych, nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z ich posiadania, jak również wszystkie umieją w pełni je wykorzystać.

Talentami mogą być różne cechy. Są wrodzone i wyrażają się w unikalnym wzorcu myślenia, odczuwania bądź zachowania, który to wzorzec zapisany jest w mózgu w postaci połączeń synaptycznych. Ważne tutaj staje się nie to, jak dużo połączeń synaptycznych ma dana osoba, lecz czy potrafi wykorzystać swoje najlepsze połączenia. Przekładając to na język praktyczny, nie chodzi o zdobycie jak najbardziej rozległej wiedzy oraz posiadanie jak najwięcej umiejętności. Jeśli dana osoba nie posiada talentów w określonych dziedzinach, będzie kierowała zaangażowanie i czas raczej na walczenie z swoimi niedoskonałościami niż na rzeczywisty rozwój. Mechanizm ten ma istotne znaczenie, kiedy w grę wchodzi udoskonalanie swoich wrodzonych talentów i budowanie swoich mocnych stron.

Na mocną stronę człowieka składają się trzy elementy: posiadana przez niego wiedza, jego umiejętności oraz talenty. Sama wiedza i umiejętności nie są wystarczające, aby osiągnąć życiowy sukces i czuć spełnienie. Potrzebny jest do tego jeszcze talent. Aktualnie odchodzi się od stosowania narzędzi dotyczących rozwoju osobistego i zawodowego, które jest oparte na modelu deficytowym (modelu luk kompetencyjnych). Twierdzi się bowiem, że model ten pozbawia człowieka możliwości osiągnięcia pełnego potencjału. Współcześnie bardziej proponuje się koncepcję modelu opartego na mocnych stronach człowieka. W ramach tego modelu dowodzi się, że osiągnięciu większego sukcesu sprzyja bardziej wykorzystywanie mocnych stron osoby, niż wkładanie tego samego wysiłku w pracę nad słabościami.

(więcej wiedzy dotyczącej powyższego tematu można znaleźć w pracach m. in. takich autorów jak Robert E. Quinn, Jane E. Dutton, Gretchen M. Spreitzer, Laura M. Roberts, Kim S. Cameron, Marcus Buckingham, Donald O. Clifton)

Kręte ścieżki zawodowe

Igor Rotberg rozmawia z Jadwigą Korzeniewską, socjolożką, autorką bloga Laboratorium Zmieniacza. Jadwiga Korzeniewska prowadzi również warsztaty z zakresu kształtowania nawyków w oparciu o sześć źródeł wpływu na zmianę.

 

Igor Rotberg: Jest w nas nierzadko przekonanie, że jeśli dostaliśmy już pracę, powinniśmy się jej bezsprzecznie trzymać jak najdłużej. Tymczasem warto zweryfikować takie podejście, ponieważ zmiana pracy może okazać się jedną na najważniejszych decyzji w naszym życiu. Wiem, że tak było u Ciebie. Co, w Twoim przypadku, było pierwszym krokiem do zmian?

Jadwiga Korzeniewska: W moim przypadku pierwszym krokiem do zmian w życiu zawodowym było po prostu poddanie pod refleksję tego, co teraz robię i zastanowienie się nad tym, czy to daje mi spełnienie. Czy wyobrażam sobie, że mogę to samo robić za 5, 10 lat? Wyobraziłam sobie swoją przyszłość: obiad z członkiem zarządu i długopis z moim imieniem i nazwiskiem na rocznicę pracy w firmie X. I zakończyło się to puentą, że już wiem, czego robić nie chcę – a wbrew pozorom to bardzo dużo. Ciekawa jestem, jak wyglądał początek drogi ku nowemu w twoim przypadku?

IR: Mój początek drogi – chociaż mówiąc ściślej nie tylko początek – związany był z poszukiwaniem, eksperymentowaniem, próbowaniem. Starałem się sprawdzać, które ścieżki i wybory są dla mnie rozwojowe i które dają mi motywację oraz zapał do pracy, a które pozbawiają mnie tej energii. Oczywiście w miarę poszukiwań zmieniałem się sam, w związku z tym zmieniały się też moje wybory – co jest dosyć ważne, bo trzymanie się dawnych decyzji tylko dlatego, że kiedyś były dla nas istotne, może przyczyniać się do utknięcia w miejscu, które od dawna już nas nie satysfakcjonuje.

JK: Widzę, że zrobiłeś coś bardzo podobnego do mnie, czyli potraktowałeś siebie jednocześnie jako badacza i obiekt własnych badań. Niezwykle cenne jest to, co powiedziałeś o weryfikowaniu własnego planu. Zdarza się, że człowiek tak mocno trzyma się swojego nowego planu, że aż bieleją mu knykcie, a finalnie okazuje się, że dotarł do miejsca, w którym wcale nie chciał się znaleźć.

IR: Tobie udało się jednak zmienić ten plan i zmienić pracę. Powiedziałaś, że w pewnym momencie już wiedziałaś, czego nie chcesz robić. A jak było z rozpoznaniem tego, co chciałabyś robić w swoim życiu zawodowym?

JK: To okazało się trudniejszą działką, gdyż moim zdaniem żyjemy w kulturze, która mocno akcentuje nasze niedostatki zamiast pokazywać nam nasze mocne strony i uczyć je rozwijać. Najprościej mówiąc: nie miałam pojęcia, w czym jestem dobra i w jakim kierunku się rozwijać. Musiałam to wszystko odkryć metodą prób i błędów.

IR: Tak, dużo łatwiej jest na ogół określić, czego nie chcemy robić niż to, co chcemy. Oczywiście jeśli wiemy, co nam nie pasuję, to i tak już coś wiemy i warto się tego trzymać. Jednak poprzestając tylko na tej wiedzy prawdopodobnie będziemy dalej wykonywać to, co do tej pory wykonywaliśmy.

JK: I tak właśnie było, i jest w moim przypadku. A przypadek to trudny, bo neurotycznego perfekcjonisty – choć od pewnego czasu – na odwyku od perfekcjonizmu. Przepracowanie mojego paraliżującego przed działaniem strachu i perfekcjonizmu zajęło mi dobre 2 lata. Zmiany bywają procesem długim i żmudnym – warto o tym pamiętać.

IR: Dlatego też, chociaż – jak wspomniałaś wcześniej –  przekaz kulturowy, zamiast wspierać nasze mocne strony, podkreśla nasze niedostatki, okazuje się, że w procesie zmiany zawodowej bardziej pomocne jest rozpoznanie naszych zasobów wewnętrznych. Zasobami może być nie tylko nasza wiedza wyniesiona z lat edukacji czy kompetencje zawodowe użyteczne w biurze, ale również umiejętności takie jak umiejętność słuchania drugiej osoby czy nasze talenty. Nie zawsze mamy dostęp do wszystkich naszych zasobów wewnętrznych. Jednak na pewno warto poświęcić chwilę, by do nich dotrzeć, ponieważ dużo korzystniejsze jest opieranie się na swoich mocnych stronach, niż – jak to mówię – na „łataniu dziur”, czyli kompensacji niedostatków, która zabiera dużo więcej czasu, a w efekcie przynoszą mniej korzyści.

JK: Tak, przyjrzenie się własnym umiejętnościom, taki przegląd tego, co umiemy, jest szalenie pomocny. Warto zapytać o to ludzi z naszego otoczenia. Jak ktoś mi kiedyś powiedział: „Mapa to nie teren” – czasem człowiek tak się zapatrzy na swoją mapę, że nie ma pojęcia, iż ktoś może dysponować zupełnie inną. Dla mnie te różne mapy są nawet ciekawsze niż sam teren. W każdym razie mam na myśli to, że możemy sobie nie zdawać sprawy z własnych mocnych stron, bo mamy mentalne klapki na oczach lub szukamy nie w tym miejscu, w którym trzeba. Warto skorzystać wtedy z informacji zwrotnych od naszych bliskich, podpytać, sprawdzić, co ciekawego mają do powiedzenia. To może czasem zaskoczyć, a z moich doświadczeń wynika, iż niejednokrotnie daje kopa do dalszego działania.

IR: To prawda – zobaczenie swoich mocnych stron i budowanie na nich naszych kompetencji i umiejętności jest bardzo motywujące. Ale – tak, jak mówisz – nie wszyscy zdajemy sobie sprawy z naszych atutów. Czasami niektóre pomijamy, bo wydają nam się nieważne, mało istotne. Oczywiście niekiedy warto zapisać się na jakieś szkolenia, kursy czy warsztaty, pozwalające nam nabyć nową wiedzę i nowe umiejętności. Jednak jeśli aktywności doszkalające stanowią główną część naszych działań, może okazać się, że poświęcamy na to tak dużo czasu i zaangażowania, iż nie starcza nam już napędu na nasze projekty, na realizację naszych celów.

JK: Zwróciłeś uwagę na bardzo ważny moim zdaniem aspekt – zafiksowanie się i zapętlenie na jednej drodze do celu, na jednej metodzie. Pokazujesz, że można poświęcić tak wiele energii na dokształcanie siebie i nabywanie nowych umiejętności, że brakuje czasu na faktyczne podjęcie działania. A jak słusznie zauważył Anthony Robbins: „Prawdziwa decyzja jest mierzona poprzez fakt podjęcia nowego działania. Jeśli nie ma działania – tak naprawdę nie podjąłeś decyzji.”

IR: Takim dobrym działaniem lub – jak ja to nazywam „zrobieniem pół kroku” – jest dotarcie do kogoś, kto robi coś podobnego do tego, co my chcielibyśmy robić

JK: Ja lubię określenie „nie wyważaj otwartych drzwi” – jeśli możesz dotrzeć do kogoś, kto osiągnął już cel zbliżony do twojego albo jest od ciebie dalej na drodze do tego celu, zrób to – spotkaj się z nim, pogadaj, skorzystaj z doświadczeń, którymi zechce się z tobą podzielić. Nie chodzi tu o kopiowanie czyjejś ścieżki, a o wymianę wiedzy i doświadczeń po to, by niekoniecznie musieć uczyć się na własnych błędach.

IR: Tutaj dotykamy ważnej kwestii dotyczącej naszych wyobrażeń odnośnie celu lub zmiany, której chcemy w życiu zawodowym. Czasami postrzegamy tych, którzy coś osiągnęli, jako osoby, którym „udało się” w życiu. Tymczasem rozmawiając z nimi możemy dowiedzieć się, ile, na ich drodze rozwoju, było porażek, jak bardzo musieli zmagać się z trudnościami. Z jednej strony może nas to uchronić przed rozczarowaniem, że oto jest tak trudno, z drugiej strony pozwoli nie brać własnych porażek tak bardzo osobiście. Dodatkową cenną rzeczą płynącą z takich rozmów będzie bagaż doświadczeń osób, które osiągnęły to, co chcemy osiągnąć lub są na ścieżce, na której chcemy być. W końcu jakoś radziły sobie z problemami, kryzysami czy momentami niepowodzenia. Skorzystanie z ich wiedzy i doświadczenia może okazać się bardzo cenne.

JK: Dokładnie tak, jak mówisz – nigdy nie znamy całej historii osoby, której „się udało”. Nie wiem, ile za jej sukcesem kryje się determinacji, wytrwałości, ale też porażek, potknięć itd. I może gdyby znać całą historię, człowiek wcale nie wszedłby tak ochoczo w buty tego, któremu „się udało”. Dlatego staram się nie zazdrościć innym ludziom ich sukcesów, a raczej uczyć od nich, inspirować ich drogą. Moim zdaniem to bardzo ważne, by otwierać się na nowych ludzi w procesie zmian.

IR: Ważne jest również zrozumienie, że istnieje wiele dróg, którymi może podążać nasze życie zawodowe. Nie ma jednej, z góry dla nas określonej, ścieżki kariery. Warto więc próbować i szukać czegoś dla siebie.

JK: Rzeczywiście nie ma jednej, złotej recepty do przepisania każdemu. Gdyby tak było, mielibyśmy planetę pełną szczęśliwych i spełnionych ludzi. Warto szukać swojej drogi, eksperymentować, sprawdzać, co działa, a co nie, czyli to, co robiliśmy oboje zmierzając ku zmianom w naszym życiu zawodowym. To się świetnie sprawdza, bo człowiek sukcesywnie dowiaduje się, co mu „leży”, a co nie.

IR: Szukając swojej drogi i eksperymentując, warto z kolei pamiętać, że my też się zmieniamy, a w związku z tym wraz z nami mają prawo zmieniać się nasze cele i dążenia. Nie musimy zatem być przywiązani do raz podjętych decyzji zawodowych, jeśli nie dają nam one już żadnej satysfakcji. Z drugiej strony niedokończenie studiów albo nawet niezaczęcie studiowania na wymarzonym kierunku lub niepodjęcie pracy w miejscu, które nas inspiruje, nie musi oznaczać, że już za późno na zmianę. Na szukanie swojego miejsca w świecie i na spełnienie zawodowe nigdy nie jest za późno!