Languishing – czym jest to zjawisko?

Image by Elias from Pixabay

„Languishing” – termin ukuty przez socjologa Coreya Keyesa – może być tłumaczony jako „wegetowanie”, „osłabienie”, „brak werwy” lub „marnienie”. Miał on określać pewien stan psychiczny, który nie jest depresją (u pozbawionych werwy ludzi nie dostrzega się symptomów tej choroby), nie jest również pełnią zdrowia psychicznego. Osobom doświadczającym tego stanu brakuje motywacji, mają trudności z koncentracją, nie czują radości z tego co robią, trudno im się zebrać, i częściej mają ogólnie złe samopoczucie.

Zjawisko to szczególnie było obserwowane w okresie przedłużającej się pandemii i w czasie postpandemicznym i w tym znaczeniu może być rozumiane jako wyraz długotrwałych, emocjonalnych skutków pandemii. Czy jednak termin ten nie jest kolejnym modnym słowem? O tym w AUDYCJI „Strefa prywatna” opowiada psycholog i psychoterapeuta Igor Rotberg.

Fot. Elias / Pixabay

Ile imperatywów masz w swoim słowniku?

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele z rad, odnośnie naszego samopoczucia i komfortu życia, jest podawanych w formie nakazów lub zakazów. Mając na uwadze własne zdrowie, stan psychiczny, dobro naszych najbliższych, często fundujemy sobie literaturę naszpikowaną imperatywami: „Bądź szczęśliwy!”, „Uśmiechaj się codziennie!”, „Przytulaj się przynajmniej kilka razy w ciągu dnia!”, „Pielęgnuj swoje hobby!”, „Nigdy nie mów nigdy!”, „Spotykaj się często z przyjaciółmi!”, „Uwierz w siebie!”, „Kochaj siebie!”, „Okazuj wdzięczność!”, „Bądź w zgodzie ze sobą!”, „Żyj w harmonii!”. Zalecenia te można by wymieniać jeszcze bardzo długo. Do tego dołączają się porady, które koniecznie musimy spełnić, żeby nasze życie było szczęśliwe, harmonijne i idealne. Literatura poradnikowa obfituje w dzisiejszych czasach w tytuły takie jak: „7 wskazówek, jak osiągnąć sukces”, „5 kluczowych zmian, które musisz wprowadzić w życie, żeby osiągnąć spokój”, „6 porad, które uczynią twój związek szczęśliwym” itd.

Chcąc, żeby nasze życie czy życie naszych najbliższych było lepsze, ciekawsze, milsze czy po prostu bardziej szczęśliwe, nierzadko staramy się zastosować do wszystkich nakazów i zakazów, które w przekazie społecznym związane są z dobrym samopoczuciem lub zdrowiem. Nie jest odkryciem, że nie jesteśmy w stanie ich wszystkich spełnić. Zamiast poczucia zwiększania się naszego poziomu szczęścia, odczuwamy wtedy rozczarowanie i frustrację.

Image by Gerd Altmann from Pixabay

Poza frustracją, wynikającą z niemożności spełnienia wszystkich imperatywów związanych z dobrym samopoczuciem, innym niebezpieczeństwem jest rozwinięcie w sobie poczucia, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, że nawet niemożliwe jest możliwe. Powoduje to, że bardziej niż w świecie realnych sukcesów, możliwości, ale i ograniczeń, zaczynamy żyć w świecie fantazji. Dlatego też, gdy tylko pojawiają się jakieś przeszkody i utrudnienia lub życie nie przynosi nam spektakularnych sukcesów, przeżywamy to bardzo negatywnie. Niekiedy może to skutkować obniżeniem poziomu poczucia własnej wartości, bo brak możliwości zrealizowania wszystkich imperatywów, które w naszym odczuciu powinny nam pomóc, musi oznaczać, że coś z nami jest nie w porządku.


Tekst pochodzi z artykułu W świecie imperatywów.

Faza zakochania a dobry związek

Faza zakochania nie jest predyktorem dobrego związku. Image by autumnsgoddess0 from Pixabay 02Wskazuje ona jedynie na pewne procesy zachodzące w naszej psychice, jak i naszym ciele. Na ogół charakteryzuje się tym, że jedna myśl (o obiekcie naszych uczuć) przesłania wszystkie inne myśli. Spada poziom naszego krytycyzmu, pojawiają się problemy z koncentracją, trudności w wykonywaniu prac intelektualnych. Jesteśmy niezwykle podekscytowani i skłonni do podejmowania szeregu aktywności, które wcześniej nie przyszłyby nam do głowy. Cele życiowe, które do tej pory były dla nas ważne, mogą odchodzić na dalszy plan lub całkowicie znikać. Na poziomie somatycznym możemy odczuwać spadek łaknienia, jak również mogą występować problemy ze snem. To wszystko świadczy tylko o tym, że nasze ciało i nasza psychika znalazły się w fazie zakochania – nie wskazuje natomiast na to, że związek z osobą, w której jesteśmy zakochani, okaże się w przyszłości satysfakcjonujący.

Często faza zakochania może być bardzo dla nas myląca w ocenie przyszłego związku, ponieważ na ogół oznacza, że oczarowała nas nie prawdziwa osoba, lecz jej wyidealizowany przez nas obraz. Utożsamianie akurat tej postaci uczucia do drugiego człowieka z miłością oraz jej idealizowanie wpływa negatywnie na budowanie przyszłej relacji. Pozbawia bowiem chęci poszukiwania innych wzorców kochania drugiego człowieka i nieuchronnie prowadzi do rozczarowania, obwiniania siebie lub partnera, ponieważ ten etap związku zawsze przemija.


Tekst pochodzi z artykułu Wokół mitu romantycznej miłości.

Krzywa stale rosnąca nie istnieje

Image by Alexandra_Koch from Pixabay

Fot. Alexandra Koch / Pixabay

Współczesny człowiek żyje w świecie wielu zmian, które dzieją się jednocześnie i to z dużą szybkością. Przyspieszenie postępu technologicznego wymusza potrzebę przystosowania się do transformacji w różnych obszarach funkcjonowania człowieka: zawodowym, społecznym, towarzyskim, edukacyjnym itd. Przyzwyczajenie się do pośpiechu, społeczna presja sukcesu czy chociażby nieustanna pogoń za szczęściem sprawiają, że cały czas staramy się biec do przodu bez zatrzymania, odpoczynek i sen redukując do niezbędnego minimum.

W dążeniu do dobrostanu, do poczucia szczęścia, do niezależności finansowej, rozwoju kariery czy posiadania kolejnych dóbr materialnych, nie ma nic złego. Problemy pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy oczekiwać, że nasz rozwój, nasza kariera czy nasza droga ku szczęściu będzie przebiegać bez żadnych zakłóceń, cały czas w takim samym lub nawet szybszym tempie niż teraz. Nie uwzględniając momentów spowolnienia, zatrzymania, a także takich sytuacji, kiedy niezbędne staje się wykonania kroku w tył, oczekujemy tylko zysków i nieprzerwanej hossy.

Tymczasem krzywa stale rosnąca w przyrodzie nie istnieje. Zakładając, że nieustannie będziemy realizować nasze zamierzenia w takim tempie i zakresie, w jakim to sobie zaplanowaliśmy, buntujemy się bardzo w tych momentach, kiedy życie w jakiś sposób (czy to przez wymogi zdrowotne, rodzinne czy zawodowe) zmusza nas chociażby do spowolnienia. Traktujemy przeszkody na naszej drodze rozwoju i kariery jako wydarzenia, które nie powinny mieć miejsca, które świadczą o naszej nieudolności i słabości. Jednak zdarzenia, które odbieramy jako przeszkody, są naturalną częścią naszej drogi rozwoju, kariery, samorealizacji czy spełniania marzeń.


Tekst pochodzi z artykułu W zmiennym tempie życia.

NVC i terapia – odcinek 1

NVC - odcinek 1

Psychologia Współczesna i Integri TSR zapraszają na pierwszy odcinek zapowiadanego jakiś czas temu cyklu webinarów poświęconych wykorzystaniu elementów NVC (Porozumienia Bez Przemocy) do pracy terapeutycznej. W tym odcinku Agnieszka Turska-Majewska i Igor Rotberg rozmawiają o celach i potrzebach w psychoterapii. Dzielą się przemyśleniami i doświadczeniami związanymi z pogłębianiem pracy terapeutycznej opartej na celach poprzez dopytywanie o potrzeby oraz poruszają wątek zastosowania rozróżnienia między potrzebami a strategiami w procesie terapii.

Odcinek 1 jest do obejrzenia TUTAJ.

Mózg słyszy, co mówisz

Ważne jest nie tylko to, co mówimy do siebie o sobie, ale też o świecie i ludziach. Słuchając bacznie samych siebie, możemy odkryć nasze przekonania na temat rzeczywistości. Powstają one pod wpływem istotnego życiowego doświadczenia albo są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ich cechą jest to, że pozostają dla nas niezauważalne – powtarzamy je tak często, że już nie zwracamy na nie uwagi – jak na fakt, że oddychamy. Co nie znaczy, że te komunikaty nie pracują w naszej głowie! Jeżeli często wzdychamy: „Trudno, życie takie już jest”, bezwiednie odbieramy sobie motywację, wiarę we własną sprawczość. Nie musimy tego mówić na głos, wystarczy powtarzać w myślach. Słowo raz wypowiedziane nie ma wielkiej mocy, ale powtarzane setki razy staje się samospełniającym się proroctwem i kreuje rzeczywistość. Żyjemy w opowieściach o naszym życiu. Dlatego warto być świadomym tego, co sobie mówimy.

Więcej o naszych przekonaniach, o narracjach ubogich i bogatych oraz z zmienianiu naszych opowieści o życiu w WYWIADZIE Igor Rotberga.

Jeff Jacobs

Fot. Jeff Jacobs / Pixabay 

Empatia, współodczuwanie, współczucie

Empatię możemy podzielić na dwie kategorie:

  • empatia afektywna – inaczej: współodczuwanie. „Czuję to samo, co ty” (kiedy tobie jest smutno, to i mi jest smutno, kiedy ty się złościsz, to i ja się jestem zezłoszczona/zezłoszczony)
  • empatia poznawcza, czyli rozumienie tego, co czuje druga osoba. Umiejętność postawienia się w czyichś butach. „Rozumiem, że jest ci smutno”, „Tak, musi być tobie ciężko teraz”.

Współczucie natomiast nie jest stanem, w którym czujemy to samo, co druga osoba, i dlatego zaczynamy jej pomagać. Jest to rozumienie czyichś uczuć w połączeniu z troską, i przede wszystkim działaniem (czyli dzięki współczuciu możemy pomóc np. naszemu dziecku, nawet gdy nas irytuje lub kiedy jesteśmy zmęczeni). Współczucie nie jest też litością.

Prof. Paul Gilbert twórca podejścia skoncentrowanego na współczuciu mówi o trzech przepływach współczucia:

  • współczucie wobec siebie (umiejętność dawania go sobie samemu, samowspółczucie)
  • współczucie wobec innych (umiejętność dawania go innym)
  • współczucie od innych (umiejętność brania go od innych)

Jeżeli mamy świadomość trzech przepływów współczucia, to mamy również szerszą wizję, wspólne doświadczenie człowieczeństwa, które przekłada się na to, że niezależnie od tego, jaki jest rodzaj naszego cierpienia, dyskomfortu, to wszyscy jesteśmy w tym razem, w tej trudnej ludzkiej egzystencji.

Pułapki rozwoju osobistego

Możliwości, jakie dają nam warsztaty, szkolenia, kursy, seminaria czy poradniki związane z rozwojem osobistym, zdają się być wprost nieograniczone. Wystarczy wiedzieć, gdzie i co w naszym życiu nie działa tak, jakbyśmy chcieli, a potem już udać się w odpowiednie miejsce szkoleniowe czy nabyć adekwatny do problemu podręcznik i za chwilę będziemy naprawionymi, dobrze funkcjonującymi, świetnie przystosowanymi osobami. Wielu ludzi uległo magii tak pojętego rozwoju.

Okazuje się jednak, że rozwój osobisty nie zawsze idzie to w parze ze szczęściem i satysfakcją życiową. Nie wszystko w życiu, co odbiega od oczekiwanych przez nas standardów trzeba naprawiać. Nie wszystko się nawet można.

Treningi, warsztaty rozwoju osobistego wabią ofertą lepszego życia. Popularne i dostępne, bo można uczestniczyć online. Czy oferta „radykalnej przemiany w weekend”, „przebudowy osobowości” albo „przebudowy osobowości” może być spełniona? Gdzie jest granica bezpieczeństwa, jak ocenić wartość coachingu i w jaki sposób wyznaczyć granicę przemiany, za którą traci się własne „ja”, a bliscy nas nie poznają? Na te i inne pytania dotyczące pułapek rozwoju osobistego przeczytacie w ARTYKULE Jagny Kaczanowskiej. 

ar130405
Fot. ar130405

Kompleksy – jak sobie z nimi radzić?

Kompleksy są to negatywne przekonania co do naszej osoby. Obejmować one mogą różne uczucia (takie jak lęk czy złość), ale przede wszystkim wiążą się z pojawianiem się wstydu. To jest trudna dla nas emocja, więc staramy się jakoś z nią poradzić i robimy to za pomocą różnych mechanizmów obronnych, czyli takich strategii psychologicznych, które są próbą poradzenia sobie z tym, co przykre. Dodatkowo występowanie kompleksów utrudnia nam normalne funkcjonowanie, przyczyniając się do pogarszania naszej samooceny oraz obniżania pewności siebie. StockSnap 02

Można wyróżnić kilka kategorii kompleksów. I są nimi:

  • wygląd zewnętrzny (np. waga, wzrost)
  • rodzina pochodzenia (np. biedna rodzina lub rodzice nadużywający alkoholu)
  • cechy charakteru (np. introwertyzm)
  • brak określonych zdolności i umiejętności (np. brak znajomości języków obcych, obsługi komputera czy brak prawa jazdy)
  • praca i wykształcenie (np. nieskończenie szkoły, przerwanie studiów czy praca nisko płatna)
  • sytuacja finansowa (np. to, co posiadamy, gdzie mieszkamy, jak się ubieramy)
  • odmienności (np. kolor skóry, pochodzenie etniczne, wyznanie religijne czy orientacja seksualna)
  • ułomności (np. wada wymowy czy poruszanie się na wózku)

Więcej o kompleksach w wywiadzie z Igorem Rotbergiem w audycji radiowej Nocna Zmiana (od 1:11:40 do 1:27:20).

Po co nam rytuały?

Jessica KwokRytuały, zgodnie z definicją nieżyjącego już kulturoznawcy i antropologa kultury prof. Wojciecha Burszty to „czynności symboliczne, spełniane według ściśle określonych, sformalizowanych reguł, które stanowią formę aktu o społecznie doniosłym znaczeniu”. W tym rozumieniu czynności te spełniają kilka funkcji. Zaspokajają potrzebę przynależności do grupy czy społeczeństwa oraz spełniają funkcję socjalizacyjną. Mają również funkcje komunikacyjną i regulującą, dzięki której wzmacniana jest więź społeczna, a jednostki zyskują poczucie tożsamości (np. święta religijne, manifestacje, igrzyska, mecze). I wreszcie pełnią funkcję radzenia sobie ze zmiennością życia oraz z lękiem przed przemijaniem i ostatecznym unicestwieniem (np. obrzędy żałobne).

Jednak na rytuały można spojrzeć z innej perspektywy: jako na sekwencje zachowań werbalnych i niewerbalnych, które mają cel i sens. W zakres tej definicji wchodziłyby tzw. rytuały codzienne jak np. poranny rytuał budzenia się (mycie zębów, parzenie kawy, wyglądanie przez okno, prasowanie itd.) czy wieczorny rytuał wyciszania się po całym dniu (oglądanie filmu, czytanie książki, rozmowa z bliską osobą itd.).

Rytuały codzienne pomagają ludziom lepiej radzić sobie ze stresem. Wzmacniają też poczucie kontroli i wpływają na samopoczucie. Mogą pomóc w trenowaniu uważności i celebrowaniu danego momentu dnia. Wreszcie porządkują rytm całodobowy oraz urealniają potrzebę sensu.

Więcej o rytuałach w audycji Strefa Prywatna w Polskim Radiu Czwórce.