To, co intensywne, można pomylić z tym, co właściwe

Początkową „chemię” często traktujemy jak dowód wyjątkowego dopasowania. Tymczasem silne emocje mogą mieć bardzo różne źródła. Mogą wynikać z zachwytu, ciekawości. Albo z pożądania i autentycznego poruszenia drugą osobą. Mogą też wiązać się z lękiem, niepewnością czy nadzieją na ukojenie dawnej rany albo uruchomieniem dobrze znanego wzorca relacyjnego. Nie każda intensywność jest więc oznaką miłości. Czasem to po prostu silne pobudzenie, któremu nadajemy romantyczne znaczenie.

Teoria przywiązania Johna Bowlby’ego, badania Mary Ainsworth oraz późniejsze badania nad przywiązaniem osób dorosłych pomagają zrozumieć, dlaczego dla niektórych z nas niepewność może być tak angażująca. Jeśli ktoś dorastał w domu, w których bliskość była nieprzewidywalna, a emocjonalna dostępność opiekunów zmienna, spokojna i stabilna relacja może początkowo wydawać się mniej pociągająca. Z kolei relacja, w której trzeba czekać, domyślać się, analizować wiadomości i szukać potwierdzenia, może sprawiać wrażenie bardziej namiętnej. Niepewność skupia uwagę na drugiej osobie. To, że ciągle o niej myślimy, łatwo wtedy uznać za dowód wyjątkowej więzi.

Dlatego zamiast pytać wyłącznie, czy między nami jest chemia, dobrze przyjrzeć się także temu, co ta chemia ze mną robi. Czy przy tej osobie czuję więcej życia, czy raczej więcej alarmu? Czy intensywność prowadzi mnie do większej obecności, ciekawości i otwartości, czy do ciągłego sprawdzania, kontroli albo lęku? Osoba przyzwyczajona do chaosu może odbierać destabilizację jako dowód głębi, a poczucie bezpieczeństwa jako nudę. Napięcie bywa ekscytujące i przyciągające, ale nie zawsze oznacza bliskość, zaufanie ani realną więź, która może rozwijać się z czasem.

Jeśli chodzi o wspomniane przeze mnie późniejsze badania nad przywiązaniem osób dorosłych, miałem na myśli prace Cindy Hazan i Phillipa Shavera oraz badania Maria Mikulincera i Phillipa Shavera.

Poniżej bibliografia:

Hazan, C., Shaver, P. R. (1987). Romantic love conceptualized as an attachment process. Journal of Personality and Social Psychology, 52(3), 511–524.

Hazan, C., Shaver, P. R. (1994). Attachment as an organizational framework for research on close relationships. Psychological Inquiry, 5(1), 1–22.

Mikulincer, M., Shaver, P. R. (2005). Attachment theory and emotions in close relationships: Exploring the attachment-related dynamics of emotional reactions to relational events. Personal Relationships, 12(2), 149–168.

Mikulincer, M., Shaver, P. R. (2016). Attachment in adulthood: Structure, dynamics, and change (2nd ed.). Guilford Press.

Dlaczego kochamy tak, jak kochamy?

Dlaczego jedna osoba w związku wciąż potrzebuje zapewnień, że jest kochana, a druga zaczyna się wycofywać, gdy bliskość staje się zbyt intensywna? I dlaczego czasem najbardziej pociąga nas ktoś, przy kim czujemy niepokój, niepewność i napięcie?

Między innymi o tym rozmawiałem podczas kolejnego spotkania z Przemkiem Górczykiem. Przyglądaliśmy się temu, jak wczesne doświadczenia więzi wpływają na nasze późniejsze relacje, skąd bierze się lęk przed odrzuceniem i w jaki sposób może ujawniać się w związku. Zastanawialiśmy się także, jak rozumieć zakochanie i co właściwie oznaczają słynne „motyle w brzuchu”. Silne pobudzenie może wynikać z fascynacji, ale bywa też reakcją na niepewność albo uruchomienie dobrze znanego schematu relacyjnego. To, co odbieramy jako wyjątkową chemię, nie zawsze prowadzi do bezpiecznej i trwałej bliskości.

Rozmawialiśmy również o kryzysach w związkach, zdradzie i terapii par. Gdzie kończy się wspólna odpowiedzialność za problemy w relacji, a zaczyna odpowiedzialność za decyzję o zdradzie? Kiedy para ma jeszcze warunki do wspólnej pracy, a kiedy już ich brakuje? Pojawił się też temat różnic między partnerami. Nie wszystkie problemy da się rozwiązać raz na zawsze. Czasem większym osiągnięciem jest nauczenie się życia z różnicą, bez zamieniania jej w ciągłą walkę o to, kto ma rację.

W końcu rozmawialiśmy o dojrzałości emocjonalnej, która nie jest życiem bez bólu, lęku czy bezradności. Chodzi raczej o zdolność zauważania własnych emocji, powstrzymania natychmiastowej reakcji, dostrzeżenia perspektywy drugiej osoby i pozostania w kontakcie z tym, co trudne, bez oddawania temu pełnej kontroli nad swoim zachowaniem.

Zapraszam do obejrzenia całej rozmowy. Podcast można obejrzeć na  YouTube oraz Spotify.

Teoria wzajemnego uznania

„Gdybyś się tak ode mnie nie oddalał, nie musiałabym ciągle o ciebie zabiegać”. „Gdybyś mnie tak nie osaczała, nie musiałbym się odsuwać”. Po chwili obie osoby są już przekonane, że źródłem problemu jest druga strona. Jedna czuje się opuszczona, druga kontrolowana. Jedna walczy o kontakt, druga o trochę przestrzeni. Każda widzi przede wszystkim zachowanie partnera, a własne przeżywa jako zrozumiałą reakcję na to, co wcześniej zrobiła druga osoba. Powstaje błędne koło, w którym coraz trudniej odpowiedzieć na pytanie, kto właściwie zaczął. Zresztą samo szukanie odpowiedzi na to pytanie zwykle niewiele już wnosi.

Psychoanalityczka Jessica Benjamin, autorka teorii wzajemnego uznania, opisywała taki układ za pomocą określenia „doer and done to”. Chodzi o sytuację, w której zaczynamy widzieć relację jako układ kogoś, kto działa, i kogoś, komu coś jest robione. „Ranię cię, bo wcześniej zraniłeś mnie”. „Krzyczę, bo inaczej mnie nie słuchasz”. „Wycofuję się, bo nie dajesz mi spokoju”. W takim konflikcie obie osoby mogą coraz silniej doświadczać siebie jako tej strony, która jedynie reaguje i jest krzywdzona. Oczywiście nie znaczy to, że odpowiedzialność w każdej relacji rozkłada się po równo. Konflikty nie zawsze są symetryczne. Problem pojawia się wtedy, kiedy przestajemy w ogóle dostrzegać własny udział w tym, co dzieje się między nami. Rozmowa o samotności, lęku, bliskości czy potrzebie przestrzeni zaczyna wtedy przypominać dochodzenie: kto ma rację, kto zawinił i kto został bardziej skrzywdzony.

Benjamin pisała też o możliwości wyjścia poza tę logikę. Określała tę perspektywę jako „the Third”. Nie chodzi o trzecią osobę, która miałaby rozstrzygnąć spór, lecz o stworzenie w relacji takiej przestrzeni, w której można zobaczyć jednocześnie własne doświadczenie, doświadczenie drugiej osoby i to, co dzieje się pomiędzy nami. Czasem zaczyna się od prostego zatrzymania: „chyba znowu wpadliśmy w ten sam układ”. To jeszcze nie rozwiązuje konfliktu i nie oznacza, że trzeba natychmiast dojść do porozumienia. Pozwala jednak przestać widzieć partnera wyłącznie jako przeciwnika. W dojrzałym związku potrzebujemy bliskości, ale potrzebujemy też zdolności do przyglądania się temu, co wspólnie tworzymy. Zwłaszcza wtedy, gdy jest nam ze sobą najtrudniej.

Związki koluzyjne i zdrowa współzależność

Czym różnią się związki współzależne od zależnych? Dlaczego tak trudno wyjść z roli ratownika i co ma do tego chemia schematów? Czy wyrażenie złości może grozić utratą bliskości? I jak przestać wchodzić w relacje koluzyjne?

Już po raz trzeci gościłem u Kamy Wojtkiewicz w podcaście Sznurowadła myśli. Porozmawialiśmy o związkach koluzyjnych, w których dysfunkcyjny schemat jednego z partnerów jest komplementarny do schematu drugiego, co utrudnia budowanie bezpiecznej więzi. Rozmawialiśmy również o zdrowej współzależności, jak i zalewaniu miłością i nadmiernej zależności, która pozbawia nas poczucia Ja i autonomii. Zastanawiamy się nad tym, dlaczego dla wielu osób wyrażenie złości na partnera jest tak trudne i jakie inne zastępcze emocje wychodzą wtedy na wierzch. Jeżeli zdarza Wam się wchodzić w rolę ratownika czy ratowniczki lub osoby wymagającej ratunku, albo ciągle gonić za niedostępnymi emocjonalnie osobami, być może znajdziecie w tej rozmowie cenne tropy. Zapraszamy do posłuchania!

Nagrania można odsłuchać na stronie podcastu, Spotify, YouTube, Apple Podcasts oraz Google Podcasts.

Sznurowadła - koluzje

Po co nam romantyczność?

Wiara w mit romantycznej miłości nie pomaga budowaniu związków. Dlaczego zatem w ogóle go stworzyliśmy?

Mity zawsze powstają po to, żeby nam pomóc radzić sobie z trudnościami jakie stawia przed nami życie, żeby nam coś ułatwić. Wzorzec miłości romantycznej powstał w średniowieczu i był odpowiedzią na uczucie niemożliwe do spełnienia z powodu konwenansów, sprzeciwu rodziny, słowem – zewnętrznych przeszkód. Był rodzajem wytłumaczenia – to nie ich wina, że się pokochali. To nie był ich wybór, zdecydował los, Bóg, gwiazdy, przeznaczenie. Wiedzą od początku, że są siebie stworzeni, przeczuwali swoje istnienie.  Nie mogą się połączyć, ale ich miłość będzie trwała na wieki. Ten koncept ewoluował przez epoki, obrastał w symbole, a w końcu zaczęliśmy dopisywać do niego happy end. Jak w baśni albo komedii romantycznej. Współcześnie mit ten nadal jest obecny, ponieważ m.in. służy nam do zdejmowania z siebie odpowiedzialności – to nie ja popełniam błędy, to los zawinił, to wina przeznaczenia.

Oczywiście romantyczne fantazje nie muszą być szkodliwe same w sobie, rzecz w tym, że używamy ich do maskowania naszych rzeczywistych problemów. Skupiamy się na fantazji i nie pytamy siebie: dlaczego ja chcę, żeby mnie ktoś uratował? Co to właściwie znaczy, że czekam na właściwą osobę? Do czego to mi jest potrzebne? Jeśli mam mit, nie muszę poddawać swojego życia refleksji, nie musze iść na terapię, konfrontować się ze stratą wyobrażeń.

Więcej o tym, po co nam romantyczność, przeczytacie w ROZMOWIE, której udzieliłem dla magazynu PANI.

Image by Ylanite Koppens from Pixabay

Fot. Ylanite Koppens / Pixabay

Komunikacja i konflikty w związku

Jak ze sobą rozmawiać, kiedy jedna osoba szuka bliskości, a druga autonomii? Czy leżenie i przerwa na milczenie sprzyjają rozwiązywaniu konfliktów? Dlaczego nie powinniśmy terapeutyzować naszych partnerów? Jak cPTSD (trauma relacyjna) zniekształca obraz drugiej osoby w parze? I w jaki sposób partner/partnerka mogą być uważni na czyjąś ranę opuszczenia? 

Po raz drugi gościłem w Sznurowadła myśli. Rozmowa dotyczyła m.in. komunikacji i konfliktów w związku, poszukiwaniu bliskości oraz potrzeby samotności, rozwiązywania konfliktów i niedopuszczania do ich eskalacji, a także dotyczyła rozwojowego wymiaru kryzysów.

Nagrania można odsłuchać na stronie podcastu, Spotify, YouTube, Apple Podcasts oraz Google Podcasts.

Sznurowadła relacji

Poza mitami na temat związków

W nawiązaniu do poprzedniego postu poniżej znajdziecie kilka stwierdzeń, które mogą ułatwić bycie w związku, a które są związane z najpowszechniejszymi mitami na ten temat.

  1. Idealne związki i idealni partnerzy nie istnieją.
  2. Dobre związki nie są dobre same z siebie, lecz są efektem refleksji nad związkiem i pracy na jego rzecz podjętej przez partnerów.
  3. Próby kształtowania partnera / partnerki na obraz kogoś, kim nie jest, są skazane na porażkę.
  4. Miłość nie ma mocy uzdrawiania wszystkiego – nie uzdrowi zranień z dzieciństwa.
  5. Koncepcja dwóch połówek jabłka albo uniemożliwi Ci stworzenie związku, albo przyniesie Ci mniejsze z niego zadowolenie.
  6. Zupełna zgoda i pełne porozumienie w związku to fantazja.
  7. W dobrze funkcjonującym związku nie ma potrzeby, by partnerzy tak samo czuli, myśleli, tego samego pragnęli.
  8. Kłótnie i nieporozumienia nie są znakiem, że miłość wygasła.
  9. Miłość nie obdarza zdolnościami telepatycznymi – jeśli chcesz, żeby druga osoba wiedziała o Twoich potrzebach, powiedz jej to.

Photo by Jamez Picard on Unsplash

Mit dwóch połówek jabłka

Image by Frauke Riether from Pixabay

Współczesna forma mitu romantycznego mówi, że istnieje gdzieś w świecie odpowiednia dla nas osoba, która jest naszym dopełnieniem. Bez niej jesteśmy wybrakowani. Razem natomiast, jak złożone dwie połówki jabłka, stanowimy idealną całość. Rozpoznajemy tę osobę po fakcie zakochania się, które musi być obezwładniające i całkowite. Mit ten mówi również, że po znalezieniu takiej osoby, będziemy szczęśliwi już do końca naszego życia.

Niestety takie spojrzenie na intymne relacje jest często powodem wielu nieporozumień, konfliktów, frustracji i rozczarowań. Może nieść niebezpieczeństwo ciągłego szukania ideału, który spełni wszystkie odpowiednie kryteria i wymagania. Tymczasem o udanym związku decyduje nie to, jakie stałe cechy osobowości posiadają partnerzy, lecz jak funkcjonują w związku. Wzajemne funkcjonowanie w intymnej relacji dwóch osób to coś więcej niż suma ich stałych cech charakteru.

Romantyczne podejście do miłości nie gwarantuje satysfakcjonującego związku, a wręcz może być utrudnieniem dla stworzenie relacji partnerskiej, jak również przyczyniać się do jej zakończenia. Przekonanie, że prawdziwa miłość nie zna granic i jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody, samo w sobie jest niekiedy największą przeszkodą na drodze do tego, by związek mógł trwać. Sama miłość (rozumiana jako uczucie) nie wystarcza. Potrzebne jest jeszcze zaangażowanie i wysiłek włożony w budowanie relacji opartej nie tylko na początkowym uczuciu.


Tekst pochodzi z artykułu Wokół mitu romantycznej miłości.

Bezkonfliktowość – wada czy zaleta?

Image by NoName_13 from Pixabay

Jednym z powszechnych błędnych przekonań dotyczących kłótni w relacjach intymnych jest to, że konflikty z partnerem są niechybnym znakiem rozpadu związku. Przekonanie to mówi, że szczęśliwy związek to taki, w którym partnerzy zawsze się ze sobą zgadzają, w którym zawsze jest harmonia. Stąd też mogą płynąć oczekiwania, że partnerzy wszystko i zawsze muszą robić razem i we wszystkim być jednomyślni. Tymczasem, jak podkreślają psychologowie, brak odrębności partnerów uniemożliwia budowanie związku. Dojrzała relacja zaczyna się, gdy uczestniczą w niej dwie odrębne osoby ze swoimi światopoglądami, zainteresowaniami, światami.

Brak różnicy zdań, brak odrębności, a co za tym idzie brak niekiedy kłótni czy sprzeczek może wskazywać, że para nie pozwala sobie rozwijać się relacji. W miarę trwania związku miłosnego zmiany relacji są nieuchronne. Bycie w związku, poza dostarczaniem pozytywnych doznań oraz zaspokajaniem potrzeb czy realizacją istotnych życiowych wartości, wiąże się również z pewnymi kosztami. Tymi kosztami są właśnie między innymi pojawiające się od czasu do czasu konflikty, z którymi pary różnie sobie radzą. Stanowią one integralną część rozwoju relacji intymnej. I – chociaż mogą być bardzo trudnymi doświadczeniami – często to dzięki konfliktom para może wzmocnić poczucie bezpieczeństwa oraz własnego sprawstwa.


Tekst pochodzi z artykułu W zgodzie i w konflikcie.