Towarzyszenie osobie w żałobie

Towarzyszenie osobie w żałobie rzadko polega na znalezieniu właściwego zdania. Częściej polega na tym, żeby nie próbować zbyt szybko zamienić cierpienia w spokój, milczenia w rozmowę, bezradności w działanie. Wiele osób po stracie i tak doświadcza presji, że powinny „iść dalej”, „wrócić do życia”, „wziąć się w garść” albo przeżywać żałobę w sposób bardziej zrozumiały dla otoczenia. Gdy tak się nie dzieje, może pojawić się poczucie winy: że żałoba trwa za długo, że przychodzi falami, że raz jest rozpacz, raz złość, raz pustka, a czasem nawet śmiech lub chwila ulgi. Tymczasem żałoba nie jest zadaniem do wykonania według zewnętrznego harmonogramu. Jest procesem, w którym człowiek stopniowo uczy się żyć w świecie zmienionym przez stratę. Nie oznacza to, że wszystko „musi minąć”. Oznacza raczej, że relacja z tym, co się wydarzyło, może z czasem przybierać inne formy.

Dlatego wspieranie osoby w żałobie wymaga nie tylko empatii, ale też zdolności do wytrzymywania własnego dyskomfortu. Czasem chcemy pocieszać, doradzać, poklepywać po plecach albo mówić, że „będzie dobrze”, ponieważ trudno nam patrzeć na czyjś ból i nie mieć nad nim kontroli. Możemy wtedy, nawet z dobrą intencją, próbować przyspieszać coś, co potrzebuje swojego tempa. Możemy też nieświadomie traktować osobę w żałobie tak, jakby była popsuta i wymagała naprawienia. A ona nie jest popsuta. Jest po stracie. Czasem najbardziej pomocne okazuje się nie to, że wiemy, co powiedzieć, ale to, że potrafimy usiąść obok, zostać, nie oceniać i nie poprawiać jej przeżyć. Być z nią taką, jaka jest teraz. Uznając, że jej życie odtąd będzie inne, ale nie musi być przeżywane w samotności.

Fot. Tim Mossholder / Unsplash

Przeżywanie żałoby

W przeżywaniu żałoby nie ma drogi na skróty.

Przeżycie straty wiąże się z konfrontacją z takimi doświadczeniami, jak smutek, ból, lęk, poczucie winy, samotności, niesprawiedliwości czy przytłoczenia. Warto jednak zaznaczyć, że chodzi nie tylko o to, by dopuścić do siebie trudne uczucia związane z przeżywanie żałoby, ale również by – kiedy przyjdzie na to właściwy moment – pozwolić im odejść. Przeciąganie doświadczania żałoby może wynikać m. in. z rozpaczliwej chęci zatrzymania osoby, której dotyczy strata. Zgoda na przeminięcie uczuć związanych z żałobą mogłaby wtedy równać się z ostatecznym przyznaniem się do faktu, że danej osoby już nie ma, że odeszła i że trzeba zacząć żyć inaczej, na nowo, w innej rzeczywistości niż ta, która do tej pory była udziałem tej osoby.

Jeszcze jedną kwestią, wartą odnotowania, jest fakt, że proces żałoby nie wiąże się tylko z przeżywaniem negatywnych stanów emocjonalnych, z bólem i cierpieniem. Pojawiać się bowiem mogą zarówno uczucia przykre, jak i przyjemne. W procesie niepowikłanej żałoby obok przykrych przeżyć mogą się pojawiać w sposób naturalny takie uczucia, jak ulga i uspokojenie (np. po śmierci bliskiej osoby cierpiącej na przewlekłą chorobę). Często te doświadczenia emocjonalne prowadzą do pojawiania się poczucia winy i nielojalności, które utrudniają adaptację do życia po utracie kogoś bliskiego. Jednak pojawianie się w trakcie trwania żałoby przeżyć bardziej pozytywnych jest naturalną i zdrową reakcją na godzenie się ze stratą.

Nie istnieje jednak jeden szablon, podług którego miałby przebiegać właściwy proces żałoby. Kryzys ten przeżywany jest przez każdego inaczej. Porównywanie swoich reakcji do sposobów działania i doświadczania innych ludzi może nie tylko nie być pomocne, ale wręcz utrudniać proces adaptacji do nowej rzeczywistości.


Tekst pochodzi z mojego artykułu Wobec straty.

Fot. Kelly Sikkema / Unsplash

Psychoterapia jako proces żałoby

Fot. Sabine van Erp / Pixabay

Pacjenci przychodzą na psychoterapię z nadzieją na ulgę, z pragnieniem naprawienia siebie lub życia, które wydaje się nieudane. Dopiero w toku pracy okazuje się, że nie chodzi o „naprawienie” czegokolwiek, ale o uznanie tego, co zostało utracone, niedane, zniszczone. Jak zauważa Martha Stark, terapeuta towarzyszy pacjentowi w stawaniu twarzą w twarz z realnością, która wcześniej była zbyt bolesna, by ją przyjąć. To właśnie w tej konfrontacji zaczyna się żałoba: nie tylko po osobach czy wydarzeniach, lecz po wyobrażeniach o sobie, o świecie i o innych, które już nie mogą się utrzymać.

Nancy McWilliams mówi z kolei, że w psychoterapii pacjent stopniowo godzi się z faktem, iż jego cierpienie nie jest jego winą, a zarazem nikt inny nie może go z niego „uratować”. Utrata tej iluzji wszechmocnego obiektu – rodzica, partnera, terapeuty – bywa jednym z najbardziej bolesnych etapów terapii. To moment, w którym pacjent przestaje szukać wybawienia i zaczyna podejmować odpowiedzialność za swoje życie. Ta przemiana nie jest aktem jednorazowym, lecz procesem, który – jak każda żałoba – wymaga czasu, bólu i cierpliwości wobec własnych granic.

Żałoba w terapii nie jest więc końcem nadziei, lecz jej przekształceniem. Uczy, że można żyć w świecie nieidealnym, bez konieczności idealizowania innych i bez ciągłego karania siebie. Z tej akceptacji rodzi się coś nowego: nie tyle szczęście rozumiane jako brak bólu, ile dojrzałość i zdolność do jego pomieszczenia. Terapeutyczna żałoba jest więc paradoksalnie początkiem życia bardziej realnego, opartego nie na fantazji naprawy, lecz na gotowości, by być w prawdzie o sobie.

Niejednoznaczna strata

W codziennej praktyce psychoterapeutycznej często spotykam sytuacje, które trudno sklasyfikować jako typową stratę. W psychologii istnieje na to określenie: niejednoznaczna utrata (ambiguous loss). Pojęcie to stworzyła psycholożka, psychoterapeutka rodzin i badaczka Pauline Boss. To „strata bez zamknięcia”, której cechą charakterystyczną jest brak rytuałów pomagających pogodzić się z tym, co zostało utracone. W takich chwilach pacjentki i pacjenci tkwią w liminalnej przestrzeni, zawieszeni między tym, co było, a tym, co może, lecz nie musi się wydarzyć. Na przykład pojawiająca się utrata roli czy relacji, jak przy demencji u bliskiej osoby („Czy nadal jestem dzieckiem dla rodzica, który już mnie nie pamięta?”) albo w sytuacji, kiedy bliski umiera („Czy mogę już się pożegnać, czy nadal mogę się cieszyć, że żyje?”), nie może zostać opłakana jako strata ostateczna. Stan psychologicznej nieobecności, „tu, ale już nie tu” (here, but not here), uniemożliwia przejście do żałoby w klasycznym znaczeniu.

Tego typu żałoba nie tylko zatrzymuje proces opłakiwania, lecz także rodzi paradoksalny konflikt: z jednej strony na coś jest już za późno (bo widzimy, że strata dokonała się po części), a z drugiej strony wciąż czekamy, jakby na potwierdzenie ostateczne („coś jeszcze musi się zdarzyć”). U osoby doświadczającej niejednoznacznej straty ten stan żałoba trwa w formie oczekiwania i może prowadzić zarówno do przedłużającego się bólu, jak i do utrudnienia emocjonalnej adaptacji.

W terapii ważne jest, aby nazwać to doświadczenie, osadzić je w relacji terapeutycznej i wspólnie szukać sposobów na to, by „żyć dalej” mimo braku odpowiedzi, mimo braku zamknięcia. Model terapeutyczny, który proponuje Pauline Boss, odchodzi od idei ostatecznego „zamknięcia”. Zamiast tego skupia się na budowaniu odporności, znaczenia oraz na „oswajaniu niepewności”, czyli uczeniu się życia w warunkach, w których do prawdy nie da się dotrzeć. To szczególnie bliska mi perspektywa, o której pisałem w poście o zdolności negatywnej .

Fot. Leiada Krözjhen / Unsplash

Praca terapeutyczna z pacjentem w obliczu nagłej choroby

To już ostatni moment, by dołączyć na żywo (później będzie możliwość odsłuchania) do mojego webinaru „Praca terapeutyczna z pacjentem w obliczu nagłej choroby„. Szkolenie to ma na celu wyposażenie specjalistów w wiedzę niezbędna do pracy z pacjentami mierzącymi się z nagłą chorobą.

Nagła diagnoza – czy to ciężkiej choroby somatycznej, jak nowotwór, czy psychicznej, jak zaburzenie afektywne dwubiegunowe – to wydarzenie, które może wywrócić życie pacjenta do góry nogami. Wywołuje ono kryzys, który dotyka nie tylko zdrowia, ale także tożsamości, relacji, poczucia kontroli i bezpieczeństwa. Rolą terapeuty jest towarzyszenie w procesie adaptacji do tej nowej rzeczywistości, wspieranie w radzeniu sobie z lękiem, smutkiem, żalem i niepewnością, a także pomoc w odbudowie wewnętrznych zasobów.

Cele dydaktyczne: 

Podczas spotkania omówione zostaną:

  • postrzeganie choroby przez pacjenta – jako ważny aspekt zarówno procesu terapeutycznego, jaki radzenia sobie z diagnozą;
  • rola komunikacji z pacjentem zarówno w gabinecie terapeutycznym, jak i w odniesieniu do psychoedukacji rodziny pacjenta;
  • strategie terapeutyczne wspierające regulację emocji, wzmacnianie poczucia sprawczości oraz budowanie nadziei i zasobów;
  • praca z rodziną pacjenta w budowaniu systemu wsparcia, radzeniu sobie z napięciami w relacjach oraz wspieraniu procesu leczenia i adaptacji do choroby.
  • CSS (zespół zmęczenia opiekuna) i sposoby dbania o siebie – jako ważne elementy pomocy osobie chorej.

Termin: 14 kwietnia 2025 godz. 17:00 – 21:00

Zapisy TUTAJ

Pop psychologia to nie psychologia – cz. 2

Obiecany powrót do cyklu „pop psychologia to nie psychologia”, w którym rozprawiam się z obiegowymi nieporozumieniami, co do terminów psychologicznych i sposób patrzenia na nie. Dzisiaj druga odsłona tego cyklu, w którym pojawia się kilka kolejnych zdań, rozprawiających się z powszechnymi pop psychologicznymi stwierdzeniami (których znowu celowo nie będę tutaj podawać, żeby nie powielać treści).

  • Co cię nie zabiję, nie musi cię wzmocnić, ale może sprawić, że poniesione koszty będą odbijać się długoterminowymi skutkami przez całe życie.
  • Żałoba nie wymaga terapii – za to osoba w żałobie potrzebuje towarzyszenia, wysłuchania, zrozumienia.
  • ChAD (choroba afektywna dwubiegunowa) to coś więcej niż wahania nastroju.
  • Bycie asertywnym to nie tylko mówienie „nie”, a sama asertywność nie polega na wyrażaniu złości.

Link do pierwszej części cyklu TUTAJ.

Image by Ivča from Pixabay

Fot. Ivča / Pixabay

Mit pięciu faz procesu żałoby

Photo by ameenfahmy on Unsplash

W 1969 roku lekarka Elisabeth Kübler-Ross opublikowała swoją książkę „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Przedstawiony w niej model przeżywania żałoby początkowo dotyczył ludzi, którzy dowiadywali się, że są śmiertelnie chorzy. Później autorka rozszerzyła go również na osoby, które doświadczyły straty w postaci odejścia kogoś bliskiego. Model ten zakładał istnienie pięciu etapów (faz) żałoby, którymi były: zaprzeczanie, gniew/złość, targowanie się, depresja oraz akceptacja.

Współcześnie większość terapeutów czy psychologów, zajmujących się pomocą osobom doświadczającym żałoby, traktuje ten model jedynie jako relikt przeszłości. Wiadome bowiem jest, że ludzie różnie reagują na stratę. Mogą występować różne etapy radzenia sobie z sytuacją odejścia bliskiej osoby. Proces ten jest bardzo indywidualny, zależny od wielu czynników (osobowości danego człowieka, relacji z bliskim, który odszedł, sposobem w jaki odszedł itd.) i nie sposób go opisać w kilkuetapowym modelu teoretycznym.


Tekst pochodzi z artykułu Wobec straty.

Po co nam rytuały?

Jessica KwokRytuały, zgodnie z definicją nieżyjącego już kulturoznawcy i antropologa kultury prof. Wojciecha Burszty to „czynności symboliczne, spełniane według ściśle określonych, sformalizowanych reguł, które stanowią formę aktu o społecznie doniosłym znaczeniu”. W tym rozumieniu czynności te spełniają kilka funkcji. Zaspokajają potrzebę przynależności do grupy czy społeczeństwa oraz spełniają funkcję socjalizacyjną. Mają również funkcje komunikacyjną i regulującą, dzięki której wzmacniana jest więź społeczna, a jednostki zyskują poczucie tożsamości (np. święta religijne, manifestacje, igrzyska, mecze). I wreszcie pełnią funkcję radzenia sobie ze zmiennością życia oraz z lękiem przed przemijaniem i ostatecznym unicestwieniem (np. obrzędy żałobne).

Jednak na rytuały można spojrzeć z innej perspektywy: jako na sekwencje zachowań werbalnych i niewerbalnych, które mają cel i sens. W zakres tej definicji wchodziłyby tzw. rytuały codzienne jak np. poranny rytuał budzenia się (mycie zębów, parzenie kawy, wyglądanie przez okno, prasowanie itd.) czy wieczorny rytuał wyciszania się po całym dniu (oglądanie filmu, czytanie książki, rozmowa z bliską osobą itd.).

Rytuały codzienne pomagają ludziom lepiej radzić sobie ze stresem. Wzmacniają też poczucie kontroli i wpływają na samopoczucie. Mogą pomóc w trenowaniu uważności i celebrowaniu danego momentu dnia. Wreszcie porządkują rytm całodobowy oraz urealniają potrzebę sensu.

Więcej o rytuałach w audycji Strefa Prywatna w Polskim Radiu Czwórce.

Gdzie jesteś Romeo?

Wraz z latami każdy związek się zmienia, ewoluuje. Niektóre osoby żałują, że ich związek nie jest taki jak 30 lat temu. I jest to zrozumiałe, ponieważ, kiedy relacja się zmienia, może pojawić się tęsknota za dawnymi czasami, opłakanie ich, nawet żałoba, a potem może zrobić się miejsce na nowe. Co nie oznacza, że nudne i mniej wartościowe. Po prostu inne. Problem pojawia się w parach, które z czasem rozjechały się światopoglądowo. Jeśli jest to tylko kwestia zainteresowań, sposobu spędzania czasu wolnego, mamy spore pole do dyskusji i kompromisu. Ważne jest również uświadomienie sobie, że nie wszystko musimy robić razem. Esther Perel, belgijska psycholożka badała, jak to się dzieje, że niektóre pary z długoletnim stażem, łączy namiętność. Z wiekiem temperatura w związku spada, jej miejsce zastępuje bezpieczna bliskość. Odkryła, że namiętne są związki, które się zaskakują. Jedno z parterów wyjeżdża w podróż, ma zainteresowania, do którego drugie nie ma dostępu. Kiedy znów się spotykają, są siebie ciekawi, spragnieni.

Więcej w artykule „Gdzie jesteś Romeo?

Fot. Olessya / Pixabay 

WOBEC STRATY

W 1969 roku lekarka Elisabeth Kübler-Ross opublikowała swoją książkę „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Przedstawiony w niej model przeżywania żałoby początkowo dotyczył ludzi, którzy dowiadywali się, że są śmiertelnie chorzy. Później autorka rozszerzyła go również na osoby, które doświadczyły straty w postaci odejścia kogoś bliskiego. Model ten zakładał istnienie pięciu etapów (faz) żałoby, którymi były: zaprzeczanie, gniew/złość, targowanie się, depresja oraz akceptacja. Współcześnie większość terapeutów czy psychologów, zajmujących się pomocą osobom doświadczającym żałoby, traktuje ten model jedynie jako relikt przeszłości. Wiadome bowiem jest, że ludzie różnie reagują na stratę. Mogą występować różne etapy radzenia sobie z sytuacją odejścia bliskiej osoby. Proces ten jest bardzo indywidualny, zależny od wielu czynników (osobowości danego człowieka, relacji z bliskim, który odszedł, sposobem w jaki odszedł itd.) i nie sposób go opisać w kilkuetapowym modelu teoretycznym.

Społeczne aspekty żałoby

Na charakter samego procesu żałoby wpływ ma kilka czynników. Między innymi są to czynniki osobowościowe, kulturowe czy cywilizacyjne. Te ostatnie wynikają chociażby z szybkiego rozwoju nauk medycznych, który to rozwój skupiony jest głównie wokół ulepszania procesów zdrowienia oraz rozszerzania zakresu działań medycznych. Owo zagarnianie przez medycynę obszarów życia, które pierwotnie nie były uznawane za patologiczne, nosi nazwę medykalizacji. Marcin Moskalewicz, historyk idei i adiunkt w Katedrze Historii Nauk Medycznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, definiuje medykalizację jako proces polegający na „postępującym definiowaniu zjawisk pierwotnie (choć niekoniecznie istotowo) niemedycznych jako zjawisk medycznych, a więc na opisywaniu ich za pomocą języka medycznego, włączaniu w obszar kompetencji i władzy lekarzy oraz radzeniu sobie z nimi za pośrednictwem środków uznawanych za medyczne”. Przyjmując taką definicję za medykalizację można uznać skrócenie w DSM V (klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego) czasu żałoby do dwóch tygodni. W poprzedniej edycji tej klasyfikacji czas żałoby określany był na dwa miesiące. W jeszcze wcześniejszej – określany był na rok. Socjolog, Zygmunt Bauman w swojej książce „Ponowoczesność jako źródło cierpień” mówi wręcz, że żałoba poddawana jest współcześnie psychiatryzacji i terapii.

Coraz częściej kwalifikuje się negatywne emocje i doświadczenia jako patologiczne, wymagające szybkiego usunięcia z życia. Socjologowie Allan V. Horwitz i Jerome C. Wakefield zwracają uwagę, że za tym zjawiskiem stoi imperatyw społeczny, wynikający z przyczyn ekonomicznych rynku pracy, który stara się wymusić na jednostkach danego społeczeństwa maksymalizację produktywności i efektywności (np. poprzez zmniejszanie liczby tych dni, kiedy dana osoba jest niedysponowana zawodowo). W ten sposób kształtowane są ludzkie postawy czy sposoby przeżywania doświadczeń życiowych. Uprawomocnione zatem zostaje doświadczanie pozytywnych emocji, podczas gdy negatywne postrzegane są jako pozbawione sensu, a co za tym idzie niepożądane w codziennym funkcjonowaniu człowieka. Odnosząc się do wspomnianych wcześniej norm czasowych, dotyczących przeżywania żałoby, można wyciągnąć wniosek, że doświadczanie negatywnych emocji po stracie bliskiej osoby, trwające dłużej niż dwa tygodnie, powinno być niepokojącym sygnałem, wskazującym na konieczność poddania się terapii lub farmakologii.

Skutkiem tego jest – jak trafnie zauważa psycholog i psychoterapeuta Wojciech Eichelberger – nowe, niepokojące zjawisko, polegające na tym, że do gabinetów terapeutycznych coraz częściej przychodzą ludzie tydzień lub dwa po stracie bliskiej osoby, zaniepokojeni faktem, że cały czas są smutni. Pytają, czy przypadkiem nie potrzebują terapii lub leków. Oczekują, że dwa tygodnie na przeżycie żałoby są wystarczającym okresem, po którym powinni bez problemu wrócić do pracy, a ich motywacja i efektywność powinny być na takim poziomie, jak u innych pracowników.

Psychologiczne aspekty żałoby

Brak dawania sobie czasu na przeżycie żałoby, oczekiwanie, że negatywne emocje nie powinny trwać długo, nie sprawi automatycznie, że te trudne doświadczenia znikną. Mało tego, nieprzeżyta wystarczająco żałoba może odbijać się w przyszłości negatywnymi konsekwencjami w postaci destrukcyjnych zachowań, intruzywnych (wdzierających się masowo do świadomości) myśli czy trudności w kontaktach międzyludzkich. Dzieje się tak, ponieważ zaprzeczając lub marginalizując uczucia smutku, tęsknoty czy żalu związanego z odejściem bliskiej osoby, człowiek nie pozwala, by te negatywne uczucia naturalnie wybrzmiały i odeszły. Zamiast tego mogą utrwalić się one i przerodzić w długotrwały (czasami wieloletni) chroniczny kryzys związany ze stratą.

Jak wskazują na to psychologowie, w przeżywaniu żałoby nie ma drogi na skróty. Manu Keirse, psycholog kliniczny i doktor nauk medycznych, wskazuje, że wprawdzie uciekanie w wir pracy i obowiązków, przyjmowanie postawy, że wszystko jest w porządku, próby niekoncentrowania się na stracie owszem działają, jednak tylko w krótkim okresie. Na dłuższą metę takie zachowania mogą namnażać problemy psychiczne, blokować rozwój, skutkować występowaniem objawów somatycznych czy też dać o sobie znać w trudnych momentach (np. pod postacią nagłych napadów złości czy płaczu).

Przeżycie straty wiąże się zatem z konfrontacją z takimi doświadczeniami, jak smutek, ból, lęk, poczucie winy, samotności, niesprawiedliwości czy przytłoczenia. Warto jednak zaznaczyć, że chodzi nie tylko o to, by dopuścić do siebie trudne uczucia związane z przeżywanie żałoby, ale również by – kiedy przyjdzie na to właściwy moment – pozwolić im odejść. Przeciąganie doświadczania żałoby w nieskończoność może wynikać m. in. z rozpaczliwej chęci zatrzymania osoby, której dotyczy strata. Zgoda na przeminięcie uczuć związanych z żałobą mogłaby wtedy równać się z ostatecznym przyznaniem się do faktu, że danej osoby już nie ma, że odeszła i że trzeba zacząć żyć inaczej, na nowo, w innej rzeczywistości niż ta, która do tej pory była udziałem tej osoby.

Jeszcze jedną kwestią, wartą odnotowania, jest fakt, że proces żałoby nie wiąże się tylko z przeżywaniem negatywnych stanów emocjonalnych, z bólem i cierpieniem. Pojawiać się bowiem mogą zarówno uczucia przykre, jak i przyjemne. Psychiatra i psychoterapeuta, Paweł Brudkiewicz, zwraca uwagę, że „w procesie niepowikłanej żałoby obok przykrych przeżyć mogą się pojawiać w sposób naturalny uczucia ‘pozytywne’, takie jak ulga i uspokojenie (np. po śmierci bliskiej osoby cierpiącej na przewlekłą chorobę). Często te doświadczenia emocjonalne prowadzą do pojawiania się poczucia winy i nielojalności, które utrudniają adaptację do życia po utracie kogoś bliskiego”. Pojawianie się w trakcie trwania żałoby przeżyć bardziej pozytywnych jest więc naturalną i zdrową reakcją na godzenie się ze stratą. Nie istnieje jednak jeden szablon, podług którego miałby przebiegać właściwy proces żałoby. Kryzys ten przeżywany jest przez każdego inaczej. Porównywanie swoich reakcji do sposobów działania i doświadczania innych ludzi może nie tylko nie być pomocne, ale wręcz utrudniać proces adaptacji do nowej rzeczywistości.

Budowanie nowej tożsamości

Pełne przeżycie żałoby, pozwolenie sobie na doświadczanie różnorakich, czasami skrajnych emocji, przechodzenie przez różne etapy godzenia się ze stratą stanowią podstawę zdrowego radzenia sobie z tak ciężkim doświadczeniem, jakim jest odejście bliskiej osoby. Nie ma jednoznacznych kryteriów, za pomocą których można by było ustalić, ile powinien trwać cały proces żałoby. Kiedy – po kilku miesiącach lub nawet dłużej – żałoba się kończy, warto mieć na uwadze, że smutek, łzy i tęsknota mogą się jeszcze pojawić w życiu. Jednak po okresie stopniowej akceptacji nowej rzeczywistości będą pojawiać się już w sposób nieutrudniający funkcjonowanie w życiu.

Czas na żałobę jest potrzebny do zbudowania nowej tożsamości. Zmienia się nie tylko otaczająca rzeczywistość, ale i sam człowiek ulega transformacji. Jest to proces budowania nowego ja poprzez integrowanie i akceptowanie innego stanu rzeczy. Jest to niekiedy czas na szukanie nowego sposobu funkcjonowania w świecie, na znajdywanie być może nowych celów i wartości, na lepsze zrozumienie siebie i świata. Okres żałoby nie jest potrzebny to tego, by wyleczyć się z bólu po stracie – bardziej do nauczenia się tego, jak żyć z bólem i stratą.

Autor: Igor Rotberg
 
 
Dla zainteresowanych:

Bauman, Z. (2000). Ponowoczesność jako źródło cierpień. Warszawa: Wydawnictwo Sic!
Brudkiewicz, P. (2013). Żałoba i depresja w przebiegu żałoby, Medycyna Praktyczna [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Horwitz, A.V., Wakefield, J.C. (2007). Loss Of Sadness: How Psychiatry Transformed Normal Sorrow into Depressive Disorder. New York: Oxford University Press
Keirse, M. (2004). Smutek strata żałoba. Jak sobie z nimi radzić? Jak pomóc innym?, tłum. Wężowska, M., Radom: Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne
Konigsberg, R. D. (2010). The truth about grief: The myth of its five stages and the new science of loss. New York, NY: Simon & Schuster
Kübler-Ross, E. (1979). Rozmowy o śmierci i umieraniu, tłum. Doleżal-Nowicka, I., Poznań: Media Rodzina
Moskalewicz, M. (2012). Medykalizacja: patogeneza i objawy, Academia.edu [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Pawłowicz, B. (2012). Chemicznie sterowani, w Programy Eichelbergera, Zwierciadło [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Znamirowska-Soczawa, B. (2013) Teraz mogę wszystko. Być Kobietą Dojrzałą, Katowice: Stasiówka.

Artykuł dostępny jest również na portalu naTemat.