Utrzymać się w siodle zmian

Igor Rotberg rozmawia z Jadwigą Korzeniewską, socjolożką, autorką bloga. Jadwiga Korzeniewska prowadzi również warsztaty z zakresu kształtowania nawyków w oparciu o sześć źródeł wpływu na zmianę.

Jadwiga Korzeniewska: Zdarza się, że gdy człowiek już zacznie wprowadzać zmiany, to nagle znajduje mnóstwo wymówek i usprawiedliwień, modyfikuje swój plan w pamięci tak, by się z niego nie wywiązać… Dlatego moim zdaniem warto spisywać swoje postanowienia, jeśli na serio myślimy o ich wprowadzeniu w czyn. Po pierwsze pamięć jest ulotna – także autobiograficzna, która luki łata tym, co jest dla niej wygodne i zgodne z całą historią naszego życia. Po drugie – do tego, co na piśmie zawsze można wrócić, by się do tego odwołać. Po trzecie – u mnie działało to na zasadzie umowy spisanej z samą sobą, a jako że wartością jest dla mnie dotrzymywanie słowa danego także sobie, bardzo chciałam spełnić warunki, na które się zgodziłam.

Igor Rotberg: Przy spisywaniu warto pamiętać o tym, żeby od razu wpisać w nasz kalendarz te małe kroki. Samo napisanie postanowienia, którego realizacja być może zajmie nam kilka miesięcy, może być dosyć obciążające. Jednak wpisanie do kalendarza nawet najmniejszego kroku, który możemy wykonać już dzisiaj lub w nadchodzącym tygodniu, będzie działało motywująco. Z jednej strony będziemy mieli zapisany cel, do którego się przybliżamy. Z drugiej strony będziemy widzieć, że coś już robimy w tym kierunku, że proces zmiany już się wydarza, że cel ten w jakimś stopniu już się realizuje.

JK: Dokładnie tak – warto stworzyć cały plan zmiany, żeby wiedzieć, co robić krok po kroku i z jakich narzędzi skorzystać. A w razie, gdy zastosowane metody nie działają, wycisnąć z tego maksimum informacji zwrotnej dla nas, zmienić narzędzie, zmodyfikować plan i spróbować raz jeszcze. W sześciu źródłach wpływu na zmianę nazywamy to zamianą złych dni w dobre dane.

IR: Pomoże nam również pamiętanie, że kryzys i spadek motywacji to etapy następujące po każdej ważnej zmianie w życiu człowieka, po pierwszej fazie nauki nowych rzeczy. Jest to idealny moment na wprowadzenie niezbędnych modyfikacji, ponieważ każdy proces zmiany wymaga od nas pewnej analizy.

JK: Kolejną rzeczą, która może podtrzymać zaangażowanie zwłaszcza w pierwszej fazie zmian jest zamiana wyzwania w grę, czyli krótko mówiąc zaadaptowanie mechanizmów grywalizacji do naszej zmiany osobistej. Każdy może sam zaprojektować sobie taką grę, w której będzie się ścigał sam ze sobą lub rywalizował w grupie. Warto, by nasza gra miała określony czas trwania, była podzielona na etapy i pozwalała na jakąś formę zapisywania wyników.

IR: Jednym elementów grywalizacji jest także świętowanie naszych działań i nagradzanie się. Przy czym warto nagradzać się jak najszybciej po wykonaniu określonej czynności oraz zmieniać nagrody.

JK: Zgadza się – dawanie sobie wciąż tej samej nagrody może powodować stan, w którym ona powszednieje i przestaje mieć dla nas rangę czegoś wyjątkowego. Ja obecnie zaprojektowałam sobie grę dotyczącą zmiany nawyków żywieniowych. Chodzi o jedzenie większej ilości warzyw, owoców i ryb. Codziennie zbieram punkty za pewne działania, mogę też „zdobyć” punkty ujemne za niekorzystne dla mnie zachowania. Gra toczy się na przestrzeni blisko 3 miesięcy, przez które muszę zdobyć 200 punktów, aby dostać dużą nagrodę na koniec gry. Po drodze mam oczywiście małe nagrody za małe sukcesy, aby podtrzymać swoje zaangażowanie. Dla zobrazowania postępów korzystam z tabeli wyników, którą sobie zaprojektowałam. Tabelę wypełniam codziennie, a rozliczam się w etapach tygodniowych, dzięki czemu mam stałą kontrolę nad postępami. Efekt jest taki, że nie myślę w kategoriach: „O rany, jeszcze muszę zjeść rybę…”, tylko myślę: „Ale super, jak zjem rybę, to wpadnie dodatkowy punkt!”. Zatem myślenie przestawia się z powinności na dobrą zabawę. A przy tym wyrabia się nawyk zwracania uwagi na to, co jem.

IR: To jest kwestia, którą poruszaliśmy w naszej poprzedniej rozmowie, czyli zmiana sposobu patrzenia, zmiana nawyków myślowych. Dzięki tej zmianie jesteśmy w stanie rozwijać się i eksperymentować oraz traktować nowe doświadczenia jako dobrą zabawę lub przygodę. Nie czujemy się wtedy przygnieceni własnymi oczekiwaniami, co do tego, jak ma wyglądać nasze życie, ale aktywnie i z przyjemnością uczestniczymy w jego modyfikacji.

JK: Bardzo dobrze to podsumowałeś. Myślę, że to czas, by wspomnieć o otoczeniu fizycznym, które ma wpływ na nasze nawyki i na to jak działamy. Mam na myśli przedmioty, którymi się otaczamy. Przykładem niech będzie zwykły talerz obiadowy. Wyniki eksperymentów Briana Wansinka – eksperta ds. żywienia z Uniwersytetu Cornell – unaoczniły ciekawą rzecz. Uczestnicy eksperymentu posługiwali się raz mniejszymi, raz większymi talerzami obiadowymi i sami nakładali sobie porcje. Za każdym razem osoby te deklarowały, że się najadły w momencie, gdy zjadły ok. 92% tego, co sobie nałożyły – dotyczyło to obydwu rozmiarów talerza a zatem obydwu wielkości porcji. Tymczasem różnica w liczbie przyjętych kalorii między użytymi w eksperymentach talerzami wynosiła czasem nawet 33%! Tego typu drobnych rzeczy fizycznych, które mają na nas wpływ, jest mnóstwo i dlatego warto przejąć kontrolę nad swoim otoczeniem fizycznym – rzeczami, a także miejscami, które odwiedzamy.

IR: Tak, ważne jest to, by środowisko było dla nas jak najbardziej motywujące. Oczywiście wiadomo, że nie wszystko możemy tutaj zmienić. Ale nawet drobne zmiany w tym obszarze mogą dodawać nam codziennie większej wiary w siebie, podtrzymywać na duchu i motywować. Chciałbym jednak tutaj podkreślić coś, o czym już wspomnieliśmy, ale myślę, że zawsze warto to przypominać. Przy motywowaniu siebie, zachęcaniu do podjęcia działania, należy nie zapominać o dawaniu sobie prawa do popełniania błędów. Jeśli będziemy oczekiwali od siebie, że skoro już udało nam się rozpocząć jakąś ważną zmianę w naszym życiu, żadne niepowodzenie nas nie dotknie, to za każdym razem, kiedy coś nam nie wyjdzie, będziemy doświadczać dużego rozczarowania, które może skutkować zaprzestaniem kontynuowania zmiany w naszym życiu. Natomiast postrzeganie niepowodzeń jako nowej dziedziny wiedzy, z której możemy wynieść dużo informacji dla siebie, będzie nie tylko utrzymywało naszą motywację, ale również wyznaczało naszą skuteczność.

JK: Zgadzam się z Tobą w 100%. Warto traktować swoją zmianę jako eksperyment. Być jednocześnie badaczem i przedmiotem swoich badań. Sprawdzać, co działa, ewentualnie modyfikować swój plan zmiany, tak aby był uszyty na miarę naszych realnych możliwości i faktycznych potrzeb.

IR: Dzięki temu będziemy mogli wyruszyć w niezwykłą podróż, pełną ciekawych i inspirujących nas rzeczy, bo – cytując psychologa Jacka Walkiewicza – „Życie jest zawsze tam, gdzie robimy krok do przodu i w większości robimy w nieznane”.

Zasoby wewnętrzne. Talenty. Mocne strony.

Zasobami wewnętrznymi może być praktycznie wszystko: cecha charakteru, umiejętność, wiedza, talent, strategia działania czy ważne wartości lub przekonania. Ważne jest, by pomagały w rozwiązywaniu doraźnego problemu lub osiągnięciu długoterminowego celu. Zasoby wewnętrzne w odróżnieniu od zewnętrznych (takich jak pieniądze, ludzie, technologie itd.) nie wyczerpują się, a niektóre z nich ulegają wzmocnieniu gdy z nich korzystamy. Twierdzi się, że każdy człowiek ma dostęp do prawie wszystkich swoich zasobów wewnętrznych, nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z ich posiadania, jak również wszystkie umieją w pełni je wykorzystać.

Talentami mogą być różne cechy. Są wrodzone i wyrażają się w unikalnym wzorcu myślenia, odczuwania bądź zachowania, który to wzorzec zapisany jest w mózgu w postaci połączeń synaptycznych. Ważne tutaj staje się nie to, jak dużo połączeń synaptycznych ma dana osoba, lecz czy potrafi wykorzystać swoje najlepsze połączenia. Przekładając to na język praktyczny, nie chodzi o zdobycie jak najbardziej rozległej wiedzy oraz posiadanie jak najwięcej umiejętności. Jeśli dana osoba nie posiada talentów w określonych dziedzinach, będzie kierowała zaangażowanie i czas raczej na walczenie z swoimi niedoskonałościami niż na rzeczywisty rozwój. Mechanizm ten ma istotne znaczenie, kiedy w grę wchodzi udoskonalanie swoich wrodzonych talentów i budowanie swoich mocnych stron.

Na mocną stronę człowieka składają się trzy elementy: posiadana przez niego wiedza, jego umiejętności oraz talenty. Sama wiedza i umiejętności nie są wystarczające, aby osiągnąć życiowy sukces i czuć spełnienie. Potrzebny jest do tego jeszcze talent. Aktualnie odchodzi się od stosowania narzędzi dotyczących rozwoju osobistego i zawodowego, które jest oparte na modelu deficytowym (modelu luk kompetencyjnych). Twierdzi się bowiem, że model ten pozbawia człowieka możliwości osiągnięcia pełnego potencjału. Współcześnie bardziej proponuje się koncepcję modelu opartego na mocnych stronach człowieka. W ramach tego modelu dowodzi się, że osiągnięciu większego sukcesu sprzyja bardziej wykorzystywanie mocnych stron osoby, niż wkładanie tego samego wysiłku w pracę nad słabościami.

(więcej wiedzy dotyczącej powyższego tematu można znaleźć w pracach m. in. takich autorów jak Robert E. Quinn, Jane E. Dutton, Gretchen M. Spreitzer, Laura M. Roberts, Kim S. Cameron, Marcus Buckingham, Donald O. Clifton)

Opuszczając krainę „Kiedyś”

Igor Rotberg rozmawia z Jadwigą Korzeniewską, socjolożką, autorką bloga. Jadwiga Korzeniewska prowadzi również warsztaty z zakresu kształtowania nawyków w oparciu o sześć źródeł wpływu na zmianę.

Jadwiga Korzeniewska: Wielkimi krokami zbliża się okres, w którym wiele osób robi rachunek sumienia i rozlicza się przed sobą z tego, co z noworocznych postanowień udało się wdrożyć. Niejednokrotnie okazuje się wtedy, że postanowienia pozostały w fazie decyzji i nie zmieniły się w działanie. Znam te momenty i wiem jak są bolesne. Czy masz podobne doświadczenia lub obserwacje?

Igor Rotberg: Znam takie momenty i znam wiele osób, które dokonują takich spostrzeżeń. Uwzględniając fakt, że często trudno jest dotrzymać noworocznych postanowień lub – jak wspomniałaś – pozostają one jedynie w fazie decyzji, można generalnie podzielić ludzi na dwie grupy. Pierwsza z nich mówi, że co jak co, ale w tym nowym roku na pewno uda się przełożyć postanowienia noworoczne na realne kroki i w nich wytrwać. Z kolei osoby z drugiej grupy, zmęczone kolejnymi, niezrealizowanymi planami, mówią, że tym razem nie będą podejmowały żadnych postanowień noworocznych. Skoro i tak nigdy nie udaje im się niczego zrealizować, dlaczego miałoby się to teraz wydarzyć. Pierwsza grupa, bardziej optymistyczna, nadal wierzy w sukces. Druga – bardziej pesymistyczna – odpuszcza.

JK: Zwracasz uwagę na ciekawą rzecz – dwie odrębne perspektywy spojrzenia na kwestię podjęcia kolejnej próby. W podanym przykładzie obydwie grupy mają za sobą niepowodzenia, jednak zachowują się w ich obliczu zgoła odmiennie. Może to mieć związek z tym jak odczytują porażkę, kolejną nieudaną próbę – jako wyzwanie czy też jako informację zwrotną od świata, że nie nadają się do niczego. Zdecydowanie pierwsze podejście zostawia o wiele większą przestrzeń do działania. A zatem mówimy tu o pewnych nawykach w myśleniu, które mogą albo pozwalać nam się rozwijać, eksperymentować, albo zakładają nam betonowe buty na stopy.

IR: Tak, jedna i druga grupa doświadczyła porażki polegającej na niezrealizowaniu własnych planów i zamierzeń. I rzeczywiście jest tak, że postrzeganie niepowodzeń wpływa na to, jakie dalsze działania podejmujemy. Nawykowe myślenie jest tutaj bardzo istotnym elementem. Trudno jest bowiem cokolwiek zmienić w życiu, jeśli nie weźmie się pod uwagę dojmującej roli nawyków w sposobie postrzegania rzeczywistości.

JK: Można zatem rzec, że podwaliny sukcesu – nie tylko w realizacji postanowień noworocznych – leżą w naszej głowie. W tym, co sądzimy o świecie, o ludziach, o sobie i swoich możliwościach. A tego z kolei w dużej mierze uczymy się w toku socjalizacji przez modelowanie. Warto przyjrzeć się krytycznie swoim myślom i zadać sobie pytanie: dlaczego uważam, że tak jest? Przykładowo: dlaczego uważam, że porażka to komunikat mówiący o mnie, że jestem do niczego?

IR: Takie przyjrzenie się własnym przekonaniom może zaowocować zobaczeniem, jak wiele posiadamy nawykowych myśli, które osłabiają podjęcie decyzji. „Nie mogę tego zrobić”, „To jest zbyt ryzykowne”, „Na pewno sobie nie poradzę”, „Nie da się tego wykonać” – wiele takich sformułowań powtarzamy sami sobie, kiedy wpadnie nam do głowy chęć podjęcia działania wykraczającego poza codzienny, dobrze nam znany schemat funkcjonowania. Dlatego też w wielu przypadkach włącza się wtedy mechanizm samoutrudniania, który torpeduje nasze pomysły dotyczące zmiany w życiu.

JK: Strach przed zmianą to produkt naszej głowy. Paradoksalnie ten produkt ma za zadanie chronić nas przed niebezpieczeństwem – a tym dla naszego mózgu jest sytuacja nowa, sytuacja zmiany. Z moich doświadczeń wynika, że nie ma co czekać na to, że ten strach minie. Jak już mówiliśmy w poprzednich rozmowach – to naturalny element procesu zmian, dlatego warto nauczyć się działać pomimo niego, zamiast się mu poddawać. Powstaje zatem pytanie: jak to zrobić?

IR: Na pewno warto zwrócić uwagę na rolę innych osób w naszym życiu. Ponieważ żyjemy w systemie wzajemnych zależności i powiązań, uświadomienie sobie, czy będziemy mieć wokół siebie ludzi, którzy będą nas wspierać, czy wręcz przeciwnie, jest dosyć istotnie. Oczywiście nawet w sytuacji, kiedy przewidujemy, że nasza zmiana spowoduje krytyczną ocenę ze strony innych, nie znaczy to, że musimy poddać się na starcie. Zawsze bowiem znajdą się osoby, które będą nas krytykować. Dzieje się tak dlatego, że prawdopodobnie same boją się podjąć działania związane z ryzykiem lub ocenianie leży po prostu w ich naturze. Nie da się jednak kontrolować wszystkiego, co ludzie o nas pomyślą.

JK: Z moich doświadczeń wynika, że sabotowanie nas przez innych ludzi na naszej drodze do zmiany wynika z jeszcze jednego aspektu – braku zrozumienia dlaczego to robimy. Ja miałam roczny projekt zmiany nawyków żywieniowych, kiedy to nie jadłam słodyczy i słonych przekąsek. Zdarzało się, że ktoś na jakiejś imprezie, gdy słyszał, jak odmawiam zjedzenia np. ciasta, tłumacząc, że nie jem słodyczy, patrzył na mnie i mówił: „Daj spokój, dobrze wyglądasz, możesz sobie pozwolić na to ciasto!”. Dla niego bowiem mój projekt oznaczał, że się odchudzam. Tymczasem dla mnie był to element większego projektu pt. zdrowsze i dłuższe życie. Warto mówić ludziom o tym, jaką ważną dla nas wartość realizujemy poprzez swoją zmianę. Moje doświadczenia potwierdzają, że to diametralnie zmienia nastawienie innych osób do sprawy.

IR: Poruszyłaś tutaj bardzo ważną sprawę, a mianowicie kwestię wartości, które stoją za daną zmianą w życiu. Warto w tym momencie oddzielić cele od wartości. Wartości są bowiem tymi drogowskazami, które wyznaczają kierunki w naszym życiu. Na tej drodze z kolei realizujemy poszczególne cele i projekty. Uświadomienie sobie zatem, jakie wartości leżą u podstawy danej zmiany w życiu, może być bardzo motywujące dla nas oraz – jak wspomniałaś – może być pomocne w rozmowie z innymi, za sprawą której nasze wybory staną się bardziej zrozumiałe dla naszego otoczenia.

JK: Świetnie to ująłeś. Gdy inni rozumieją nasze działania, inaczej się do nich odnoszą. Nawet wtedy, jeśli nie są w stanie nam dopomóc, to niejednokrotnie powstrzymają się od szkodzenia nam. I bywa, że to wystarczy.

IR: Kolejną sprawą, która ułatwi nam na pewno podjęcie decyzji dotyczącej jakiejś zmiany w naszym życiu, jest porzucenie oczekiwania, że ruszymy do przodu dopiero wtedy, kiedy wszystkie niezbędne warunki zostaną spełnione. Czekanie na idealny moment może zakończyć się tym, że nigdy nie rozpoczniemy niczego nowego w naszym życiu.

JK: O tak, to jest paraliż decyzyjny, który znam bardzo dobrze, bo jest typowy dla neurotycznych perfekcjonistów. Teraz jestem na odwyku od tego, dzięki czemu sukcesywnie poruszam się do przodu. Kiedy człowiek robi jakiekolwiek postanowienie zmiany, może go przerażać ranga wyzwania. Napisać 200 stron pracy magisterskiej, zrzucić 10 kg, rzucić palenie – to wszystko są ogromne działania. A można je – jak już wspominaliśmy w poprzedniej rozmowie – podzielić na mniejsze kroki, zgodnie z duchem filozofii kaizen. Właśnie po to, by osłabić też siłę naszego strachu.

IR: Otóż to! Barbara Fredrickson, naukowiec i psycholożka, specjalizująca się w pozytywnych emocjach, mówi, że czasami nawet drobne modyfikacje myślenia czy działania mogą wpływać na zmianę tych obszarów w naszym życiu, które na początku wydają się niemożliwe do jakiejkolwiek modyfikacji. Przemeblowanie w jeden dzień całego naszego życia jest często niewykonalne. Możemy natomiast już dzisiaj wprowadzić do naszego życia drobne zmiany, które za jakiś czas zaowocują umocnieniem się nowych, pożądanych przez nas oczekiwań.

JK: Mamy zatem już kilka istotnych komponentów wprowadzania zmian: przyjrzenie się swoim nawykom w myśleniu, porozmawianie z ludźmi, którzy mogą nas sabotować lub wesprzeć na naszej drodze do zmiany i podzielenie wyzwania na mniejsze etapy.

IR: A więc do dzieła!

Terapia Poznawcza Oparta na Uważności (MBCT)

MBCT (Mindfulness-Based Cognitive Therapy), czyli Terapia Poznawcza Oparta na Uważności została opracowana przez grupę naukowców, profesorów Zindela Segala, Marka Williamsa i Johna Teasdale’a, którzy bazowali na programie uważności stworzonym przez prof. J. Kabat-Zinna. National Institute for Clinical Excellence zatwierdził MBCT jako skuteczną metodę zapobiegania nawrotom depresji. Metoda ta jest stosowana również w trudnościach w radzeniu sobie z negatywnymi emocjami, przy zaburzeniach lękowych, zaburzeniach odżywiania, zaburzeniach snu, a także w uzależnieniach. 

MBCT, opierając się na programie MBSR (Redukcji Stresu Opartej na Uważności), jest wzbogacona o techniki terapii poznawczo-behawioralnej używane w terapii zaburzeń nastroju. Istotą jest zmiana, charakterystycznych dla zaburzeń nastroju, stanów umysłu oraz rozwijanie nowych, niestosowanych do tej pory sposobów reagowania. Osiąga się to poprzez obserwowanie doznań płynących z umysłu i z ciała, nie reagując na nie automatycznie. Dzięki temu zwiększa się świadomość własnych myśli i uczuć oraz zyskuje się szerszą perspektywę patrzenia na własne myśli i emocje, bez konieczności utożsamiania się z nimi.

MBCT pomaga zatem stać się świadomym wczesnych znaków ostrzegawczych, zapowiadających możliwe nawroty depresji, stanów lękowych lub innych zaburzeń związanych np. z wahaniami nastroju. Pozwala redukować tendencje do unikania tych sygnałów oraz uczy, jak radzić sobie w obecności trudnych myśli i emocji. W związku z tym osoby uczestniczące w terapii MBCT łatwiej radzą sobie z negatywnymi skutkami stresu, reagują mniej neurotycznie na trudne sytuacje, czerpią większą satysfakcję z życia, a także mają bardziej stabilną samoocenę, która jest mniej zależna od czynników zewnętrznych.

OD NIECHCENIA DO ROBIENIA

Działanie w myśl przysłowia „co się odwlecze, to nie uciecze” w wielu wypadkach nie powoduje bardzo nieprzyjemnych konsekwencji. Jeśli jednak stanie się nawykiem, może bardzo utrudniać realizację planów czy wpływać niekorzystnie na samopoczucie. W tym roku zostały opublikowane wyniki badań zespołu naukowców, którym kierował Daniel Gustavson z University of Colorado Boulder, wskazujące na to, że odwlekanie działań w czasie może mieć przyczyny genetyczne. Naukowcy zwracają uwagę, że prokrastynacja może stanowić spuściznę po przodkach i być skutkiem ubocznym impulsywności. Wskazują jednak, że to rozwój cywilizacyjny i konieczność skupiania się na długofalowych planach spowodowały zwiększone występowanie prokrastynacji we współczesnym świecie. Jakkolwiek wyżej wymienione wyniki badań dostarczają nowych implikacji dotyczących omawianego zjawiska, niniejszy artykuł skupia się przede wszystkim na psychologicznych przyczynach oraz sposobach radzenia sobie z prokrastynacją.

Co masz zrobić dziś – zrób jutro

Tendencja do ciągłego odwlekania działania i przesuwania realizacji planów na późniejszy termin często jest kojarzona z byciem leniwym, z folgowaniem sobie, z nieróbstwem. Tymczasem – na co zwraca uwagę psycholożka, trenerka i kognitywistka Katarzyna Juszczak – ma niewiele wspólnego z lenistwem, wręcz przeciwnie: bliżej jej do pracoholizmu. Zarówno osoby z tendencją do prokrastynacji, jak i pracoholicy „skarżą się na brak czasu, nadmiar zobowiązań, przemęczenie i ciągłe poczucie, że robią za mało, że trzeba więcej i więcej” – dodaje psycholożka. Ludzie, którzy odwlekają działanie, są wbrew pozorom wciąż w coś zaangażowani, posiadając bardzo dużo planów, które zamierzają realizować. Często wykazują się dużą ambicją. Stąd też cierpią wtórnie z powodu niezrealizowanych zamierzeń lub wykonania ich na nie dość dobrym poziomie, odbierając to jako porażkę, własną niedoskonałość czy słabość.

Julia Wahl, psychoterapeutka i psycholożka, wskazuje z kolei, że nadmierna aktywność może być inną formą lenistwa. Jest to lenistwo polegające na tym, że człowiek nie chce stanąć twarzą w twarz z tym, co ważne. Chociaż osoby, które mają skłonność do prokrastynacji, robią bardzo dużo rzeczy, w większość nie zajmują się tymi zadaniami, które są naprawdę istotne. Często podświadomie liczą, że sprawy same się rozwiążą w czasie, kiedy oni zajmują się innymi rzeczami. Jest to oczywiście myślenie życzeniowe, powodujące niekiedy torpedowanie własnych projektów i marzeń.

Warto przy okazji zwrócić uwagę jeszcze na trzy kwestie. Pierwsza dotyczy tego, że prokrastynacja jest na ogół nawykiem. W związku z tym, tak jak w przypadku wszystkich nawyków, może być trudna do zmienienia z dnia na dzień, ale również – jak w pracy z innymi nawykami – można sobie z nią poradzić. Drugą kwestią jest to, że odwlekanie działania nie musi występować (i na ogół nie występuje) we wszystkich obszarach życia człowieka. Dlatego prokrastynacja, dotycząca zobowiązań zawodowych czy obowiązków domowych, może zupełnie nie występować w innych dziedzinach życia. Trzecia kwestia związana jest z konsekwencjami chorobliwego odkładania. O ile w samym momencie odłożenia danego zadania na późniejszy termin można poczuć chwilowe obniżenie napięcia (związanego chociażby z lękiem dotyczącym realizacji powziętego zadania), o tyle w dłuższej perspektywie prokrastynacja obciąża człowieka poczuciem winy, sprawiając, że obwiniania on siebie za zaniechanie obowiązków. Jeśli występuje w skrajnej postaci, może doprowadzić do stanów lękowych czy depresyjnych. Nie zawsze jednak musi mieć negatywne skutki dla funkcjonowania jednostki. Jeśli osoba dobrze pracuje pod presją czasu i – pomimo tendencji do prokrastynacji – jest w stanie zawsze zakończyć ważne zadania na czas, nie trzeba przesadnie martwić się tendencją do zwlekania.

Dlaczego tak trudno zabrać się do pracy?

Prokrastynację może powodować wiele rzeczy. Istnieje społeczne przekonanie, że przyczyną może być perfekcjonizm. Pogląd ten mówi, że osoby niedopuszczające myśli o swoich błędach na poziomie samych wyobrażeń, dotyczących rezultatu podjętych działań, są skłonne antycypować możliwe negatywne konsekwencje. Tym sposobem nie podejmują żadnego działania, lub – jak było to wcześniej wspomniane – zajmują się innymi zadaniami, czyniąc je dobrymi wymówkami lub czynnikami uniemożliwiającymi skupienie się na właściwej pracy. Jednak we współczesnej psychologii istnieje również odmienna teoria, według której perfekcjonizm słabo koreluje z prokrastynacją. Piers Steel, psycholog z University of Calgary, zajmujący się badaniami z zakresu motywacji i prokrastynacji, dowodzi w swoich pracach, że perfekcjoniści nie odkładają spraw na później częściej niż inni ludzi. Steel uważa, że cechą, która wpływa na osobowość skłonną do prokrastynacji, jest impulsywność (co jest zbieżne w omawianymi wcześniej wynikami prac badawczych zespołu Daniela Gustavsona). Osoby impulsywne mają problem z samokontrolą. Dlatego też działając pod wpływem nagłych emocji czy chwilowego nastroju, doświadczają większych trudności w koncentracji na działaniu o odroczonej gratyfikacji. Szybciej ulegają pokusom, które dostarczają przyjemności tu i teraz, a duża ilość czynników rozpraszających w ich środowisku tylko zwiększa skłonność do odwlekania. Mają zatem problemy ze zmotywowaniem się do podjęcia działań, z których satysfakcję można czerpać po upływie jakiegoś czasu. Dopiero kiedy termin końcowy staje się realny (czyli dotyczy dnia dzisiejszego) są w stanie zmotywować się do pracy.

Wzrost prokrastynacji mogą również powodować trudne do wykonania zadania. Jeśli do tego są one nużące lub mało konkretne, a wykonanie ich zajmuje dużo czasu, tendencja do odwlekania będzie prawdopodobnie się nasilać. Do tego może dokładać się poczucie posiadania niewystarczających kompetencji lub braku talentu, co nie zawsze odpowiada rzeczywistemu stanowi rzeczy. Poczucie to może wynikać z zaniżonej wartości siebie i przez to zniekształconego obrazu własnej osoby. Prokrastynację nasilać mogą mieć również problemy z koncentracją i skupieniem uwagi. Brak dobrej organizacji pracy, poczucie, że na wykonanie danej czynności jest za mało czasu oraz brak umiejętności dzielenia zadań na mniejsze, jak również delegowania obowiązków – to kolejne możliwe przyczyny, dla których ludzie ulegają tendencji od przekładania realizacji planów na później.

Również lęk pełni istotną rolę w omawianym zjawisku. Przede wszystkim jest to lęk przed odniesieniem porażki oraz osiągnięciem sukcesu. Lęk przed porażką może być spowodowany zarówno wychowaniem, jak i wysokimi wymaganiami stawianymi przez otoczenie w wieku dorosłym. Brak akceptacji własnych niedoskonałości wzmacnia wzrost poziomu stresu, kiedy człowiek konfrontuje się z myślą, że dane zadanie mogłoby nie zostać wykonane. Wspomniana wcześniej Katarzyna Juszczak zwraca uwagę, że osoby, doświadczające takiego lęku, wybierają w ich odczuciu mniejsze zło: wolą myśleć o sobie, że są trochę leniwi, niż ponieść porażkę, która mogłaby wpłynąć negatywnie na poczucie własnej wartości. Z kolei lęk przed sukcesem wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za swoje działania. Lęk ten bierze się na ogół z obawy, że człowiek nie poradzi sobie czy to z zazdrością innych ludzi o jego sukces, czy też z większą odpowiedzialnością i dalszymi wyzwaniami, które – w mniemaniu tej osoby – będę o wiele trudniejsze niż aktualne. Takie przekonania często kształtują się już we wczesnych etapach rozwoju, nierzadko podchwycone od osób z najbliższego otoczenia.

Jeannetta Williams, Shannon Stark i Erica Foster, badacze zajmujący się relacjami między samowspółczuciem, motywacją i prokrastynacją, odkryli, że przyczyn odkładania spraw na potem można szukać również w ciągłej samokrytyce, która zmniejsza poziom motywacji. Nieustanne krytykowanie siebie zaniża poczucie własnej wartości. Poczucie bycia beznadziejnym, mało wartościowym, nie nadającym się do niczego, sprawia, że osoby charakteryzujące się takimi odczuciami wikłają się w działania samoutrudniające, między innymi takie jak prokrastynacja. Ponieważ potencjalne niepowodzenie podjętego działania skutkuje bezpośrednio negatywnym ocenieniem siebie, osoby te czasami w ogóle nie podejmują działań. Prokrastynacja w tym przypadku nie wynika bezpośrednio z samego doświadczenia niepowodzenia, lecz z negatywnych uczuć pojawiających się w momencie samokrytycznego wewnętrznego dialogu.

Żeby się chciało tak, jak się nie chce

Nie ma jednej recepty, która sprawiłaby, że nawyk prokrastynacji przestanie istnieć. Ważne staje się rozpoznanie konkretnej przyczyny i dobranie odpowiednich narzędzi, które pomogą uporać się z czynnikiem wywołującym tendencje do odkładania rzeczy na później. Ponieważ prokrastynacja może być nawykową czynnością, oduczenie się takiego postępowania i wypracowanie innego, alternatywnego sposobu działania może zająć jakiś czas.

Psychologowie i trenerzy motywacyjni, w odniesieniu do zadań, których wielkość lub stopień trudności może wywoływać przewidywanie nieporadzenia sobie z nimi, polecają rozpisanie całości zobowiązania na mniejsze części. Jeśli problem dotyczy zmobilizowania się do rozpoczęcia realizacji danego zadania, takie podzielenie na jak najmniejsze, ale bardzo konkretne etapy oraz skupienie się tylko na pierwszym, małym zadaniu, jest szansą na przezwyciężenie nawyku odkładania spraw na później. Jeśli natomiast problem dotyczy etapu kontynuowania danego zadania, wynikający ze słabej samokontroli, ważne zdaje się być usunięcie z otoczenia na czas wykonywania danej czynności, możliwie dużej liczby czynników rozpraszających. Również uatrakcyjnienie zadania może pomóc w poradzeniu sobie z prokrastynacją, która odnosi się do trudności w podtrzymywaniu raz podjętego działania. Choć może to się wydawać trudne dla osób skłonnych do prokrastynacji, zajęcie się w pierwszej kolejności najmniej przyjemnymi sprawami wpływa na zmniejszenie napięcia i ułatwia poradzenie sobie z ewentualnym zwlekaniem. Również ważnym elementem w radzeniu sobie z prokrastynacją jest dobra (odpowiednia dla danej osoby) organizacja pracy. Umiejętność dobrania właściwej ilości zadań na dany dzień oraz pogodzenia czasu pracy z okresami przeznaczonymi na głęboki odpoczynek i relaks może być wspierana przez odpowiednie narzędzia, przeznaczone do organizacji dnia pracy (np. GTD, czyli pięcioetapowy proces zarządzania zadaniami lub technika Pomodoro, czyli metoda optymalizująca czas przerw). Bez względu jednak na to, jakich narzędzi się użyje, kluczowe jest rozpoznanie przyczyn prokrastynacji. Może się bowiem okazać, że jest ona jedynie konsekwencją innych życiowych kwestii, które domagają się rozwiązania.

Autor: Igor Rotberg

Dla zainteresowanych

Gustavson, D. E., Miyake, A., Hewitt, J. K., Friedman, N. P. (2014). Genetic Relations Among Procrastination, Impulsivity, and Goal-Management Ability: Implications for the Evolutionary Origin of Procrastination, Psychological Science, vol. 25, nr 6, s. 1178-1188
Juszczak, K. (2013). Prokrastynacja – też to masz?, Hello Zdrowie [online]. Dostępne w internecie tutaj
Steel, P. (2010). Procrastination and the Perfectionism Myth, Psychology Today [online]. Dostępne w internecie tutaj
Wahl, J. (2014). Samotność nie jest zawsze zła, naTemat [online]. Dostępne w internecie tutaj
Williams, J. G., Stark, S. K., Foster, E. E. (2008). Start today or the very last day? The relationships among self-compassion, motivation, and procrastination, American Journal of Psychological Research, nr 4, s 37-44

Artykuł dostępny jest również na portalu naTemat.

Psychoneuroimmunologia

Psychoneuroimmunologia (PNI) jest interdyscyplinarnym kierunkiem badań, który powstał w latach 80. Za twórcę pojęcia uznaje się psychologa Roberta Adera, który zwrócił uwagę na wpływ stanów psychicznych na układ odpornościowy. Dzięki współpracy specjalistów z wielu dziedzin stało się możliwe odkrycie zależności pomiędzy układem odpornościowym, nerwowym i hormonalnym. Jednym z najbardziej znanych przedmiotów dociekań naukowych, związanych z wpływem wyżej wymienionych układów na siebie, jest obszar badań nad stresem. Dzięki pracom badawczym udało się zaobserwować korelację między wzrostem stresu a obniżeniem odporności organizmu. Wysokie napięcie emocjonalne destabilizuje funkcjonowanie układu immunologicznego, który pracuje zbyt słabo lub zbyt intensywnie. PNI bada również wpływ innych emocji na hormony, neurotransmitery i komórki oraz procesy układu immunologicznego. Zmiany w układzie nerwowym z kolei wpływają na myśli i uczucia. Te wzajemne relacje mają odzwierciedlenie na poziomie komórkowym.

PNI jest młodą dziedziną nauki; wciąż prowadzone są badania, które dostarczają nowych odkryć. Wprawdzie w ostatnich latach wiedza w zakresie PNI bardzo się poszerzyła, jednak w dalszym ciągu powstają nowe pytania dotyczące zależności pomiędzy układem immunologicznym, hormonalnym i nerwowym.

MOTYWACJA BEZ MARCHEWKI

Jak zmotywować pracownika do bardziej wydajnej pracy? Jednym z pomysłów, który przychodzi ludziom do głowy, jest zaproponowanie dodatkowego bonusu, nagrody lub premii za wykonanie większej ilości obowiązków. Otóż, w świetle badań psychologicznych okazuje się, że ta metoda sprawdza się współcześnie tylko w ograniczonej liczbie przypadków. W większości może wywołać odwrotny od zamierzonego skutek.

Aby dowieść tej tezy, psycholog Sam Glucksberg powtórzył badanie Karla Dunckera z 1945 roku, modyfikując je przez dodanie części eksperymentalnej. Zadanie Dunckera polegało na przyczepieniu zapalonej świecy do korkowej ściany w taki sposób, by wosk ze świecy nie kapał na stojący pod nią stół. Uczestnicy mieli do dyspozycji świecę, pudełko pinezek oraz pudełko zapałek. Nieoczywiste i wymagające twórczego myślenia było wykorzystanie pudełka po pinezkach jako elementu rozwiązania – przyczepienie go do ściany i umieszczenie na nim zapalonej świecy – i na tym właśnie polegało właściwe wykonanie tego zadania. W eksperymencie Glucksbera uczestników podzielono na dwie grupy i poinformowano, że podczas wykonywania zadania będzie mierzony czas, w jakim poszczególne osoby będą je wykonywać. Wspomniana wyżej modyfikacja polegała na wprowadzeniu elementu nagrody: pierwszej grupie powiedziano tylko, że chodzi o obliczenie średniej długości czasu rozwiązywania tego zadania, w drugiej natomiast uczestnikom obiecano nagrodę finansową, przeznaczoną dla tych, którzy wystarczająco szybko znajdą rozwiązanie. Wyniki eksperymentu pokazały, że grupa druga (a więc ta motywowana zachętą finansową) wykonywała zadanie średnio o 3,5 minuty dłużej niż grupa pierwsza. Przeczy to powszechnemu przekonaniu, że w celu lepszego motywowania ludzi należy ich nagradzać.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż, w eksperymencie, który przeprowadził Glucksberg (a który później wielokrotnie został powtórzony) od uczestników wymagane było twórcze myślenie. Nagrody zawężają ludzką uwagę, a tym samym spowalniają myślenie i sprawiają, że ludzie koncentrują się tylko na celu. Kiedy zatem mamy do czynienia z zadaniami, w których wymagane jest mechaniczne wykonywanie danej czynności, które nie wymagają poszukiwania rozwiązań i innowacyjności, w których cel jest jasno określony, a zasady proste (np. rąbanie drewna) – nagrody rzeczywiście zwiększają motywację. Dlatego też – na co zwraca Daniel Pink, analityk kariery – zewnętrzne motywatory działały jeszcze w wielu przypadkach w XX wieku. Obecnie jednak mogą wpływać na obniżanie motywacji pracownika. Oczywiście, współcześnie niekiedy również mamy do czynienia z prostymi zadaniami, jednak o wiele częściej są to prace wymagające umiejętności poznawczych, kreatywności czy szukania odpowiednich rozwiązań jakiegoś problemu. W tych wypadkach nagrody będą obniżać efektywność.

Jeśli zatem nie nagrody, to co może sprawić, że wzrośnie motywacja i wydajność? Wspomniany wcześniej Daniel Pink, w swojej książce „Drive”, wskazuje, że ważne jest skupienie się na zwiększeniu wewnętrznej motywacji. Składa się na to m. in. zwiększenie autonomiczności. Okazuje się, że miejsca pracy, które wspierają autonomię, dając ludziom rzeczywistą kontrolę nad różnymi aspektami pracy, wykazują się wzrostem efektywności wśród pracowników. Kolejnym aspektem jest zauważenie, że pracownicy potrzebują doskonalić się w tym, co jest dla nich ważne. Zobaczenie zatem przez pracownika własnych postępów jest kluczowe dla wzrostu motywacji i przez to wydajności. Ostatnią sprawą, o której mówi Pink, jest potrzeba widzenia swojej pracy jako pożytecznej w szerszym kontekście. Motywacja wzrasta u tych pracowników, którzy zauważają, że ich praca wnosi coś istotnego do społeczeństwa, wpływa na innych ludzi.

Nagrody i premie, jakkolwiek wydają się łatwym i skutecznym sposobem na zwiększenie motywacji, mogą okazać się niewystarczające w systemach pracy opartych na innowacyjności i szukaniu rozwiązań. Warto wtedy się zastanowić, czy nie będzie korzystniejsze uatrakcyjnienie samej pracy poprzez zwiększenie autonomii pracowników, możliwości ich samodoskonalenia oraz pokazanie im, że mają wpływ na otaczającą ich rzeczywistość, że ich praca ma sens głębszy niż tylko zarobkowy.

Autor: Igor Rotberg

 

Dla zainteresowanych:

Pink, D. (2009). Dan Pink na temat zaskakującej nauki o motywacji, TED [online]. Dostępne w internecie tutaj
Pink, D. (2009). Drive, New York: Riverhead Books

Artykuł dostępny jest również na portalu naTemat.

Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach (TSR)

W tym podejściu terapeutycznym, którego twórcami są Steve de Shazer i Insoo Kim Berg, nie tworzy się teorii opisujących naturę problemu osoby zgłaszającej się na terapię. Nie stawia się również diagnoz, które są tutaj uważne za mało przydatne, a wręcz czasami utrudniające pracę terapeutyczną. Zamiast skupiać się na modelu teoretycznym, odnoszącym się do tego, jak być powinno i jakie są przyczyny, że tak nie jest, TSR skupia się na tych rozwiązaniach, które sprawdzają się w życiu danej osoby. Poszukuje się tutaj również sposobów rozszerzenia sprawdzonych działań na inne obszary życia.

W omawianym podejściu terapeuta akceptuje sposób, w jaki osoba, która do niego przychodzi, postrzega własne życie. Osoba ta traktowana jest jako ekspert od swojego życia. Dlatego terapeuta stosuje techniki, które nie powinny skutkować wywołaniem u niej oporu. Jeśli taka reakcja się pojawia, uznaje się ją jako błąd w zastosowaniu danej interwencji przez terapeutę i szuka się innych metod pracy z daną osobą.

Celem terapeuty jest pomoc przy współtworzeniu z osobą przychodzącą na terapię wizji celu oraz szukanie najbardziej optymalnej drogi do jego osiągnięcia. W związku z tym TSR koncentruje się na zasobach, umiejętnościach oraz mocnych stronach człowieka (a nie na jego deficytach i zaburzeniach). Praca terapeutyczna skupia się na teraźniejszości i przyszłości. Przeszłość jest eksplorowana tylko wtedy, gdy może posłużyć jako zasób w aktualnej sytuacji osoby bądź do osiągania określonych celów w przyszłości.

Podstawowe założenia TSR to:

  1. Jeśli coś działa, rób tego więcej.
  2. Jeśli coś nie działa, rób coś innego.
  3. Jeśli coś się nie zepsuło, nie naprawiaj.

Kręte ścieżki zawodowe

Igor Rotberg rozmawia z Jadwigą Korzeniewską, socjolożką, autorką bloga. Jadwiga Korzeniewska prowadzi również warsztaty z zakresu kształtowania nawyków w oparciu o sześć źródeł wpływu na zmianę.

Igor Rotberg: Jest w nas nierzadko przekonanie, że jeśli dostaliśmy już pracę, powinniśmy się jej bezsprzecznie trzymać jak najdłużej. Tymczasem warto zweryfikować takie podejście, ponieważ zmiana pracy może okazać się jedną na najważniejszych decyzji w naszym życiu. Wiem, że tak było u Ciebie. Co, w Twoim przypadku, było pierwszym krokiem do zmian?

Jadwiga Korzeniewska: W moim przypadku pierwszym krokiem do zmian w życiu zawodowym było po prostu poddanie pod refleksję tego, co teraz robię i zastanowienie się nad tym, czy to daje mi spełnienie. Czy wyobrażam sobie, że mogę to samo robić za 5, 10 lat? Wyobraziłam sobie swoją przyszłość: obiad z członkiem zarządu i długopis z moim imieniem i nazwiskiem na rocznicę pracy w firmie X. I zakończyło się to puentą, że już wiem, czego robić nie chcę – a wbrew pozorom to bardzo dużo. Ciekawa jestem, jak wyglądał początek drogi ku nowemu w twoim przypadku?

IR: Mój początek drogi – chociaż mówiąc ściślej nie tylko początek – związany był z poszukiwaniem, eksperymentowaniem, próbowaniem. Starałem się sprawdzać, które ścieżki i wybory są dla mnie rozwojowe i które dają mi motywację oraz zapał do pracy, a które pozbawiają mnie tej energii. Oczywiście w miarę poszukiwań zmieniałem się sam, w związku z tym zmieniały się też moje wybory – co jest dosyć ważne, bo trzymanie się dawnych decyzji tylko dlatego, że kiedyś były dla nas istotne, może przyczyniać się do utknięcia w miejscu, które od dawna już nas nie satysfakcjonuje.

JK: Widzę, że zrobiłeś coś bardzo podobnego do mnie, czyli potraktowałeś siebie jednocześnie jako badacza i obiekt własnych badań. Niezwykle cenne jest to, co powiedziałeś o weryfikowaniu własnego planu. Zdarza się, że człowiek tak mocno trzyma się swojego nowego planu, że aż bieleją mu knykcie, a finalnie okazuje się, że dotarł do miejsca, w którym wcale nie chciał się znaleźć.

IR: Tobie udało się jednak zmienić ten plan i zmienić pracę. Powiedziałaś, że w pewnym momencie już wiedziałaś, czego nie chcesz robić. A jak było z rozpoznaniem tego, co chciałabyś robić w swoim życiu zawodowym?

JK: To okazało się trudniejszą działką, gdyż moim zdaniem żyjemy w kulturze, która mocno akcentuje nasze niedostatki zamiast pokazywać nam nasze mocne strony i uczyć je rozwijać. Najprościej mówiąc: nie miałam pojęcia, w czym jestem dobra i w jakim kierunku się rozwijać. Musiałam to wszystko odkryć metodą prób i błędów.

IR: Tak, dużo łatwiej jest na ogół określić, czego nie chcemy robić niż to, co chcemy. Oczywiście jeśli wiemy, co nam nie pasuję, to i tak już coś wiemy i warto się tego trzymać. Jednak poprzestając tylko na tej wiedzy prawdopodobnie będziemy dalej wykonywać to, co do tej pory wykonywaliśmy.

JK: I tak właśnie było, i jest w moim przypadku. A przypadek to trudny, bo neurotycznego perfekcjonisty – choć od pewnego czasu – na odwyku od perfekcjonizmu. Przepracowanie mojego paraliżującego przed działaniem strachu i perfekcjonizmu zajęło mi dobre 2 lata. Zmiany bywają procesem długim i żmudnym – warto o tym pamiętać.

IR: Dlatego też, chociaż – jak wspomniałaś wcześniej –  przekaz kulturowy, zamiast wspierać nasze mocne strony, podkreśla nasze niedostatki, okazuje się, że w procesie zmiany zawodowej bardziej pomocne jest rozpoznanie naszych zasobów wewnętrznych. Zasobami może być nie tylko nasza wiedza wyniesiona z lat edukacji czy kompetencje zawodowe użyteczne w biurze, ale również umiejętności takie jak umiejętność słuchania drugiej osoby czy nasze talenty. Nie zawsze mamy dostęp do wszystkich naszych zasobów wewnętrznych. Jednak na pewno warto poświęcić chwilę, by do nich dotrzeć, ponieważ dużo korzystniejsze jest opieranie się na swoich mocnych stronach, niż – jak to mówię – na „łataniu dziur”, czyli kompensacji niedostatków, która zabiera dużo więcej czasu, a w efekcie przynoszą mniej korzyści.

JK: Tak, przyjrzenie się własnym umiejętnościom, taki przegląd tego, co umiemy, jest szalenie pomocny. Warto zapytać o to ludzi z naszego otoczenia. Jak ktoś mi kiedyś powiedział: „Mapa to nie teren” – czasem człowiek tak się zapatrzy na swoją mapę, że nie ma pojęcia, iż ktoś może dysponować zupełnie inną. Dla mnie te różne mapy są nawet ciekawsze niż sam teren. W każdym razie mam na myśli to, że możemy sobie nie zdawać sprawy z własnych mocnych stron, bo mamy mentalne klapki na oczach lub szukamy nie w tym miejscu, w którym trzeba. Warto skorzystać wtedy z informacji zwrotnych od naszych bliskich, podpytać, sprawdzić, co ciekawego mają do powiedzenia. To może czasem zaskoczyć, a z moich doświadczeń wynika, iż niejednokrotnie daje kopa do dalszego działania.

IR: To prawda – zobaczenie swoich mocnych stron i budowanie na nich naszych kompetencji i umiejętności jest bardzo motywujące. Ale – tak, jak mówisz – nie wszyscy zdajemy sobie sprawy z naszych atutów. Czasami niektóre pomijamy, bo wydają nam się nieważne, mało istotne. Oczywiście niekiedy warto zapisać się na jakieś szkolenia, kursy czy warsztaty, pozwalające nam nabyć nową wiedzę i nowe umiejętności. Jednak jeśli aktywności doszkalające stanowią główną część naszych działań, może okazać się, że poświęcamy na to tak dużo czasu i zaangażowania, iż nie starcza nam już napędu na nasze projekty, na realizację naszych celów.

JK: Zwróciłeś uwagę na bardzo ważny moim zdaniem aspekt – zafiksowanie się i zapętlenie na jednej drodze do celu, na jednej metodzie. Pokazujesz, że można poświęcić tak wiele energii na dokształcanie siebie i nabywanie nowych umiejętności, że brakuje czasu na faktyczne podjęcie działania. A jak słusznie zauważył Anthony Robbins: „Prawdziwa decyzja jest mierzona poprzez fakt podjęcia nowego działania. Jeśli nie ma działania – tak naprawdę nie podjąłeś decyzji.”

IR: Takim dobrym działaniem lub – jak ja to nazywam „zrobieniem pół kroku” – jest dotarcie do kogoś, kto robi coś podobnego do tego, co my chcielibyśmy robić

JK: Ja lubię określenie „nie wyważaj otwartych drzwi” – jeśli możesz dotrzeć do kogoś, kto osiągnął już cel zbliżony do twojego albo jest od ciebie dalej na drodze do tego celu, zrób to – spotkaj się z nim, pogadaj, skorzystaj z doświadczeń, którymi zechce się z tobą podzielić. Nie chodzi tu o kopiowanie czyjejś ścieżki, a o wymianę wiedzy i doświadczeń po to, by niekoniecznie musieć uczyć się na własnych błędach.

IR: Tutaj dotykamy ważnej kwestii dotyczącej naszych wyobrażeń odnośnie celu lub zmiany, której chcemy w życiu zawodowym. Czasami postrzegamy tych, którzy coś osiągnęli, jako osoby, którym „udało się” w życiu. Tymczasem rozmawiając z nimi możemy dowiedzieć się, ile, na ich drodze rozwoju, było porażek, jak bardzo musieli zmagać się z trudnościami. Z jednej strony może nas to uchronić przed rozczarowaniem, że oto jest tak trudno, z drugiej strony pozwoli nie brać własnych porażek tak bardzo osobiście. Dodatkową cenną rzeczą płynącą z takich rozmów będzie bagaż doświadczeń osób, które osiągnęły to, co chcemy osiągnąć lub są na ścieżce, na której chcemy być. W końcu jakoś radziły sobie z problemami, kryzysami czy momentami niepowodzenia. Skorzystanie z ich wiedzy i doświadczenia może okazać się bardzo cenne.

JK: Dokładnie tak, jak mówisz – nigdy nie znamy całej historii osoby, której „się udało”. Nie wiem, ile za jej sukcesem kryje się determinacji, wytrwałości, ale też porażek, potknięć itd. I może gdyby znać całą historię, człowiek wcale nie wszedłby tak ochoczo w buty tego, któremu „się udało”. Dlatego staram się nie zazdrościć innym ludziom ich sukcesów, a raczej uczyć od nich, inspirować ich drogą. Moim zdaniem to bardzo ważne, by otwierać się na nowych ludzi w procesie zmian.

IR: Ważne jest również zrozumienie, że istnieje wiele dróg, którymi może podążać nasze życie zawodowe. Nie ma jednej, z góry dla nas określonej, ścieżki kariery. Warto więc próbować i szukać czegoś dla siebie.

JK: Rzeczywiście nie ma jednej, złotej recepty do przepisania każdemu. Gdyby tak było, mielibyśmy planetę pełną szczęśliwych i spełnionych ludzi. Warto szukać swojej drogi, eksperymentować, sprawdzać, co działa, a co nie, czyli to, co robiliśmy oboje zmierzając ku zmianom w naszym życiu zawodowym. To się świetnie sprawdza, bo człowiek sukcesywnie dowiaduje się, co mu „leży”, a co nie.

IR: Szukając swojej drogi i eksperymentując, warto z kolei pamiętać, że my też się zmieniamy, a w związku z tym wraz z nami mają prawo zmieniać się nasze cele i dążenia. Nie musimy zatem być przywiązani do raz podjętych decyzji zawodowych, jeśli nie dają nam one już żadnej satysfakcji. Z drugiej strony niedokończenie studiów albo nawet niezaczęcie studiowania na wymarzonym kierunku lub niepodjęcie pracy w miejscu, które nas inspiruje, nie musi oznaczać, że już za późno na zmianę. Na szukanie swojego miejsca w świecie i na spełnienie zawodowe nigdy nie jest za późno!

Wielozadaniowość

Przyspieszanie tempa życia skutkuje próbami robienia większej liczby rzeczy w coraz mniejszych jednostkach czasu. Skupianie się na jednej czynności jest więc często postrzegane jako strata czasu. Postęp technologiczny zachęca dodatkowo do robienia kilku rzeczy naraz. Ścigamy się z innymi i sami ze sobą, robiąc wszystko w możliwie szybkim tempie. Tymczasem pojawia się coraz więcej opinii dotyczących pułapki wielozadaniowości. Z licznych badań wynika, że takie działania mogą przynosić odwrotne skutki od zamierzonych.

Z badań, które przeprowadzili Zheng Wang i John Tchernev z Uniwersytetu Stanowego Ohio, wynika, że efektywność pracowników, zajmujących się kilkoma zadaniami równocześnie, maleje. Obniża się produktywność w zadaniach, które w danym momencie powinny być priorytetem. Potwierdzają to również badania Clifforda Nassa, specjalisty ds. nauk kognitywnych  z Uniwersytetu Stanforda. Poza spadkiem wydajności, z badań Nassa wynika, że obniża się również poziom koncentracji oraz zdolność przyswajania nowego materiału.

Niektórzy nawet twierdzą, że nie istnieje coś takiego, jak wielozadaniowość, a jedynie przerzucanie się między poszczególnymi zadaniami. Nie wykonujemy więc kilku rzeczy naraz, lecz każdą z tych rzeczy robimy na przemian przez bardzo krótki czas. Owo ciągłe przerzucanie uwagi skutkuje kilkoma znaczącymi konsekwencjami:

  1. Przede wszystkim tracimy czas. Szacuje się, że możemy marnować nawet do 30% swojego czasu w trakcie wykonywania zadań jednocześnie. Dzieje się tak również dlatego, że powrót do przerwanego zadania wymaga cofnięcia się do wcześniejszych ustaleń. Analizując, gdzie skończyliśmy poprzednie zadanie, wydłużamy czas na jego realizację.
  2. Odczuwamy stres wynikający z lęku przez niewywiązaniem się w terminie z wykonaniem danej czynności.
  3. Ponieważ nieustanne przełączanie się pomiędzy czynnościami pochłania dużo naszej energii, dopada nas zmęczenie, a co za tym idzie, popełniamy więcej błędów niż w przypadku, gdybyśmy wykonywali jedną czynność naraz.

Czasami lepiej jest ograniczyć liczbę wykonywanych zadań, gdyż – wbrew pozorom – zyskamy więcej czasu, który będziemy mogli przeznaczyć na inne czynności. Psychologowie zwracają uwagę, że tak naprawdę wielozadaniowość ma sens jedynie, kiedy któraś z czynności jest na tyle prosta, że nie ma potrzeby dużego koncentrowania się na niej (kiedy wykonujemy ją machinalnie).