RADOŚĆ NIEPEWNEGO ŻYCIA

Przekonanie, że jesteśmy w stanie kontrolować samych siebie, innych ludzi i całą rzeczywistość wokół nas, jest dosyć iluzoryczne. Wszystkiego, co wydarza się w naszym życiu, nie jesteśmy w stanie skontrolować. Nie wszystko da się zaplanować. Skąd więc to dążenie do kontroli? Wynikać ono może z potrzeby posiadania poczucia bezpieczeństwa. Mamy przekonanie, że kontrolując swoje życie, sprawimy, że nasze poczucie bezpieczeństwa będzie na stałym poziomie. Niekiedy do tego może dołączyć się przekonanie, że jeśli na chwilę odpuścimy ciągłą kontrolę, zdarzy się coś złego, nieprzewidzianego, co zburzy spokój i porządek naszego świata. Innym przekonaniem jest to, że tylko kontrolując wszystko, jesteśmy w stanie uniknąć pomyłek i niepowodzeń, które to pomyłki i niepowodzenia odbieramy często jako wyraz naszej niedoskonałości lub niedojrzałości. W tym przypadku budujemy poczucie własnej wartości na nierealnych standardach. Tymczasem właśnie dawanie sobie prawa do pomyłek, jak również proszenie o pomoc i umiejętność jej przyjęcia, świadczą o naszej dojrzałości. Niekiedy odpuszczenie kontroli i przekazanie komuś na chwilę sterów, nawet jeśli jesteśmy na kierowniczym stanowisku, świadczą o trosce i odpowiedzialności za siebie i innych.

Ścisła kontrola

Konsekwencje potrzeby ciągłego kontrolowania siebie oraz otaczającej rzeczywistości są różnorakie i dotykają wielu obszarów życia. Jednym z takich obszarów jest nasz dobowy rytm snu i czuwania. Skutkiem potrzeby nadmiernej kontroli mogą być bowiem problemy z zasypianiem. Dzieje się tak, ponieważ kiedy chcemy mieć pewność, że – wszystko jest pod kontrolą, że wszystko na pewno przypilnowaliśmy, trudniej nam jest się zrelaksować, odpuścić, odpocząć. Ciągle pojawiają się wątpliwości, czy na pewno wszystko jest tak, jakbyśmy chcieli. Generujemy napięcia i stres, rozpatrując w nieskończoność, co mogliśmy zrobić lepiej, a czego nie zrobiliśmy i co jeszcze musimy zrobić. Zwiększa to również prawdopodobieństwo wystąpienia chronicznego zmęczenia, a także wypalenia zawodowego spowodowanych nieumiejętnością podzielenia się obowiązkami z innymi pracownikami czy osobami z najbliższego otoczenia. Brené Brown, autorka „Darów niedoskonałości”, dowodzi w swoich badaniach, że chęć ciągłego kontrolowania otoczenia oraz skłonność do perfekcjonizmu i potrzeba bycia samowystarczalnym, dodatkowo obniża nasz poziom odczuwanego szczęścia.

Taka nadmierna kontrola wpływa również na nasze emocje. Ponieważ nie jesteśmy w stanie skontrolować wszystkiego w naszym życiu, często doświadczamy rozczarowania, szybciej się irytujemy, częściej dochodzi u nas do wybuchów gniewu. Ciężko przychodzi nam zaakceptowanie standardów życia innych osób, na czym mogą tracić nasze związki i przyjaźnie. Dodatkowo, kiedy czasami „puszczą nam hamulce” i na chwilę stracimy kontrolę, możemy wpaść w drugą skrajność i kompulsywnie wydawać pieniądze, pić alkohol przez cały weekend czy leżeć dwa dni przed telewizorem, nie robiąc absolutnie nic. Takie działania sprawiają, że wkrótce odczuwamy poczucie winy i jeszcze bardziej staramy się kontrolować siebie.

Dlatego dla osób, które mają skłonność do perfekcjonizmu, do zamartwiania się tym, czy wszystko jest należycie zrobione oraz do brania zbyt dużej odpowiedzialności na siebie, tak ważna jest nauka opuszczania potrzeby ciągłej kontroli. Małgorzata Smoczyńska, założycielka Akademii Kobiet Sukcesu oraz autorka wielu warsztatów rozwoju osobistego, radzi, żeby zejść sobie samemu z drogi, czyli przestać na chwilę sterować wszystkim i wszystko planować, odpuścić kontrolę nad odpoczywaniem i planowanie każdej wolnej chwili oraz przestać pilnować tego, żeby nie leżeć bezczynnie dłużej niż 5 minut. Z kolei psycholog i psychoterapeuta Wojciech Eichelberger wskazuje, że warto nauczyć się prosić o pomoc, choć niekiedy może to wydawać się bardzo trudne. Mówi też, że warto skupiać się nie na tym, by robić rzeczy idealnie, lecz wystarczająco dobrze, czyli tak, by zostawić sobie margines na popełnianie błędów.

Poza wyznaczonym planem

Nieustanne kontrolowanie rzeczywistości nie dość, że może wpływać negatywnie na nasze życie osobiste i zawodowe, to dodatkowo – wbrew zamiarom i przekonaniom – nie sprawia, że niespodziewane zdarzenia, przykre sytuacje czy wypadki nigdy nam się nie przydarzą. Akceptacja tego faktu na pewno może ułatwić odpuszczenie chęci ciągłej kontroli. Każdy w nas w jakimś stopniu odczuwa brak poczucia bezpieczeństwa. Można jednak nauczyć się żyć z niepewnością i czuć się z tym dobrze. Doktor psychologii Ronald Siegel wskazuje, że odpuszczenie potrzeby ciągłej kontroli oraz widzenie rzeczy takimi, jakimi one są, ułatwia nam pogodzenia się z nieuchronnością zmian oraz faktem, że nie zawsze wszystko wychodzi tak, jakbyśmy tego chcieli. Wtedy – na co wskazuje Siegel –„zamartwianie się, że coś pójdzie nie tak, które codziennie wypełnia nasze myśli, traci moc. Łatwiej zaakceptować uliczny korek, piknik zepsuty przez deszcz, zgubione klucze i przegapioną wyprzedaż. Nie martwimy się już tak bardzo, że czasem uda nam się umówić na randkę, a czasami nie, że czasem dostaniemy awans, a czasami nie. Kiedy przestaniemy starać się kontrolować całą rzeczywistość, w mniejszym stopniu będziemy przeżywać codzienne życiowe zawirowania, a zarazem będziemy mniej podatni na problemy emocjonalne, takie jak depresja czy stany lękowe, albo inne stany związany ze stresem, choćby bóle i bezsenność”.

Ponieważ życie nie zawsze toczy się zgodnie z planem, nauka obcowania z pewnym dyskomfortem staje się jedną z ważniejszych życiowych umiejętności. Autor książki „Minimalizm” Leo Babauta mówi, że prawdziwą sztuką jest „rozkwitać w niepewności”. Dodaje, że uleganie rozproszeniu uwagi oraz chorobliwe odkładanie spraw na później to formy unikania dyskomfortu. Jeśli więc umiemy sobie radzić z niepewnością, z poczuciem braku bezpieczeństwa, jeśli umiemy odpuszczać chęć ciągłej kontroli, mamy szansę na zrealizowanie wielu interesujących nas zamierzeń i podjęcie się ważnych dla nas działań. Babauta dodaje, że jeśli jednak jeszcze tego nie umiemy, nigdy nie jest za późno, żeby zacząć się uczyć.

Autor: Igor Rotberg

Dla zainteresowanych:

Babauta, L. (2014). A Guide for Young People: What to Do With Your Life, Zen Habits [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Brown, B. (2012). Dary niedoskonałości, tłum. Puławski K., Poznań: Media Rodzina
Eichelberger, W. (2009). Odpuść sobie, rozmowę przepr. Pawłowicz B., Zwierciadło [online]. Niedostępny w Internecie.
Siegel R.D. (2011). Uważność. Trening pokonywania codziennych trudności, tłum. Gładysek J., Warszawa: Czarna Owca.
Smoczyńska, M. (2014). Skuteczne działanie w stanie FLOW – czyli o sile niedziałania, niezarządzania i niekontrolowania, Życie Pełne Możliwości [online]. Niedostępny w Internecie.

Artykuł dostępny jest również na portalu naTemat.

Reklamy

Opuszczając krainę „Kiedyś”

Igor Rotberg rozmawia z Jadwigą Korzeniewską, socjolożką, autorką bloga Laboratorium Zmieniacza. Jadwiga Korzeniewska prowadzi również warsztaty z zakresu kształtowania nawyków w oparciu o sześć źródeł wpływu na zmianę.

 

Jadwiga Korzeniewska: Wielkimi krokami zbliża się okres, w którym wiele osób robi rachunek sumienia i rozlicza się przed sobą z tego, co z noworocznych postanowień udało się wdrożyć. Niejednokrotnie okazuje się wtedy, że postanowienia pozostały w fazie decyzji i nie zmieniły się w działanie. Znam te momenty i wiem jak są bolesne. Czy masz podobne doświadczenia lub obserwacje?

Igor Rotberg: Znam takie momenty i znam wiele osób, które dokonują takich spostrzeżeń. Uwzględniając fakt, że często trudno jest dotrzymać noworocznych postanowień lub – jak wspomniałaś – pozostają one jedynie w fazie decyzji, można generalnie podzielić ludzi na dwie grupy. Pierwsza z nich mówi, że co jak co, ale w tym nowym roku na pewno uda się przełożyć postanowienia noworoczne na realne kroki i w nich wytrwać. Z kolei osoby z drugiej grupy, zmęczone kolejnymi, niezrealizowanymi planami, mówią, że tym razem nie będą podejmowały żadnych postanowień noworocznych. Skoro i tak nigdy nie udaje im się niczego zrealizować, dlaczego miałoby się to teraz wydarzyć. Pierwsza grupa, bardziej optymistyczna, nadal wierzy w sukces. Druga – bardziej pesymistyczna – odpuszcza.

JK: Zwracasz uwagę na ciekawą rzecz – dwie odrębne perspektywy spojrzenia na kwestię podjęcia kolejnej próby. W podanym przykładzie obydwie grupy mają za sobą niepowodzenia, jednak zachowują się w ich obliczu zgoła odmiennie. Może to mieć związek z tym jak odczytują porażkę, kolejną nieudaną próbę – jako wyzwanie czy też jako informację zwrotną od świata, że nie nadają się do niczego. Zdecydowanie pierwsze podejście zostawia o wiele większą przestrzeń do działania. A zatem mówimy tu o pewnych nawykach w myśleniu, które mogą albo pozwalać nam się rozwijać, eksperymentować, albo zakładają nam betonowe buty na stopy.

IR: Tak, jedna i druga grupa doświadczyła porażki polegającej na niezrealizowaniu własnych planów i zamierzeń. I rzeczywiście jest tak, że postrzeganie niepowodzeń wpływa na to, jakie dalsze działania podejmujemy. Nawykowe myślenie jest tutaj bardzo istotnym elementem. Trudno jest bowiem cokolwiek zmienić w życiu, jeśli nie weźmie się pod uwagę dojmującej roli nawyków w sposobie postrzegania rzeczywistości.

JK: Można zatem rzec, że podwaliny sukcesu – nie tylko w realizacji postanowień noworocznych – leżą w naszej głowie. W tym, co sądzimy o świecie, o ludziach, o sobie i swoich możliwościach. A tego z kolei w dużej mierze uczymy się w toku socjalizacji przez modelowanie. Warto przyjrzeć się krytycznie swoim myślom i zadać sobie pytanie: dlaczego uważam, że tak jest? Przykładowo: dlaczego uważam, że porażka to komunikat mówiący o mnie, że jestem do niczego?

IR: Takie przyjrzenie się własnym przekonaniom może zaowocować zobaczeniem, jak wiele posiadamy nawykowych myśli, które osłabiają podjęcie decyzji. „Nie mogę tego zrobić”, „To jest zbyt ryzykowne”, „Na pewno sobie nie poradzę”, „Nie da się tego wykonać” – wiele takich sformułowań powtarzamy sami sobie, kiedy wpadnie nam do głowy chęć podjęcia działania wykraczającego poza codzienny, dobrze nam znany schemat funkcjonowania. Dlatego też w wielu przypadkach włącza się wtedy mechanizm samoutrudniania, który torpeduje nasze pomysły dotyczące zmiany w życiu.

JK: Strach przed zmianą to produkt naszej głowy. Paradoksalnie ten produkt ma za zadanie chronić nas przed niebezpieczeństwem – a tym dla naszego mózgu jest sytuacja nowa, sytuacja zmiany. Z moich doświadczeń wynika, że nie ma co czekać na to, że ten strach minie. Jak już mówiliśmy w poprzednich rozmowach – to naturalny element procesu zmian, dlatego warto nauczyć się działać pomimo niego, zamiast się mu poddawać. Powstaje zatem pytanie: jak to zrobić?

IR: Na pewno warto zwrócić uwagę na rolę innych osób w naszym życiu. Ponieważ żyjemy w systemie wzajemnych zależności i powiązań, uświadomienie sobie, czy będziemy mieć wokół siebie ludzi, którzy będą nas wspierać, czy wręcz przeciwnie, jest dosyć istotnie. Oczywiście nawet w sytuacji, kiedy przewidujemy, że nasza zmiana spowoduje krytyczną ocenę ze strony innych, nie znaczy to, że musimy poddać się na starcie. Zawsze bowiem znajdą się osoby, które będą nas krytykować. Dzieje się tak dlatego, że prawdopodobnie same boją się podjąć działania związane z ryzykiem lub ocenianie leży po prostu w ich naturze. Nie da się jednak kontrolować wszystkiego, co ludzie o nas pomyślą.

JK: Z moich doświadczeń wynika, że sabotowanie nas przez innych ludzi na naszej drodze do zmiany wynika z jeszcze jednego aspektu – braku zrozumienia dlaczego to robimy. Ja miałam roczny projekt zmiany nawyków żywieniowych, kiedy to nie jadłam słodyczy i słonych przekąsek. Zdarzało się, że ktoś na jakiejś imprezie, gdy słyszał, jak odmawiam zjedzenia np. ciasta, tłumacząc, że nie jem słodyczy, patrzył na mnie i mówił: „Daj spokój, dobrze wyglądasz, możesz sobie pozwolić na to ciasto!”. Dla niego bowiem mój projekt oznaczał, że się odchudzam. Tymczasem dla mnie był to element większego projektu pt. zdrowsze i dłuższe życie. Warto mówić ludziom o tym, jaką ważną dla nas wartość realizujemy poprzez swoją zmianę. Moje doświadczenia potwierdzają, że to diametralnie zmienia nastawienie innych osób do sprawy.

IR: Poruszyłaś tutaj bardzo ważną sprawę, a mianowicie kwestię wartości, które stoją za daną zmianą w życiu. Warto w tym momencie oddzielić cele od wartości. Wartości są bowiem tymi drogowskazami, które wyznaczają kierunki w naszym życiu. Na tej drodze z kolei realizujemy poszczególne cele i projekty. Uświadomienie sobie zatem, jakie wartości leżą u podstawy danej zmiany w życiu, może być bardzo motywujące dla nas oraz – jak wspomniałaś – może być pomocne w rozmowie z innymi, za sprawą której nasze wybory staną się bardziej zrozumiałe dla naszego otoczenia.

JK: Świetnie to ująłeś. Gdy inni rozumieją nasze działania, inaczej się do nich odnoszą. Nawet wtedy, jeśli nie są w stanie nam dopomóc, to niejednokrotnie powstrzymają się od szkodzenia nam. I bywa, że to wystarczy.

IR: Kolejną sprawą, która ułatwi nam na pewno podjęcie decyzji dotyczącej jakiejś zmiany w naszym życiu, jest porzucenie oczekiwania, że ruszymy do przodu dopiero wtedy, kiedy wszystkie niezbędne warunki zostaną spełnione. Czekanie na idealny moment może zakończyć się tym, że nigdy nie rozpoczniemy niczego nowego w naszym życiu.

JK: O tak, to jest paraliż decyzyjny, który znam bardzo dobrze, bo jest typowy dla neurotycznych perfekcjonistów. Teraz jestem na odwyku od tego, dzięki czemu sukcesywnie poruszam się do przodu. Kiedy człowiek robi jakiekolwiek postanowienie zmiany, może go przerażać ranga wyzwania. Napisać 200 stron pracy magisterskiej, zrzucić 10 kg, rzucić palenie – to wszystko są ogromne działania. A można je – jak już wspominaliśmy w poprzedniej rozmowie – podzielić na mniejsze kroki, zgodnie z duchem filozofii kaizen. Właśnie po to, by osłabić też siłę naszego strachu.

IR: Otóż to! Barbara Fredrickson, naukowiec i psycholożka, specjalizująca się w pozytywnych emocjach, mówi, że czasami nawet drobne modyfikacje myślenia czy działania mogą wpływać na zmianę tych obszarów w naszym życiu, które na początku wydają się niemożliwe do jakiejkolwiek modyfikacji. Przemeblowanie w jeden dzień całego naszego życia jest często niewykonalne. Możemy natomiast już dzisiaj wprowadzić do naszego życia drobne zmiany, które za jakiś czas zaowocują umocnieniem się nowych, pożądanych przez nas oczekiwań.

JK: Mamy zatem już kilka istotnych komponentów wprowadzania zmian: przyjrzenie się swoim nawykom w myśleniu, porozmawianie z ludźmi, którzy mogą nas sabotować lub wesprzeć na naszej drodze do zmiany i podzielenie wyzwania na mniejsze etapy.

IR: A więc do dzieła!

OD NIECHCENIA DO ROBIENIA

Działanie w myśl przysłowia „co się odwlecze, to nie uciecze” w wielu wypadkach nie powoduje bardzo nieprzyjemnych konsekwencji. Jeśli jednak stanie się nawykiem, może bardzo utrudniać realizację planów czy wpływać niekorzystnie na samopoczucie. W tym roku zostały opublikowane wyniki badań zespołu naukowców, którym kierował Daniel Gustavson z University of Colorado Boulder, wskazujące na to, że odwlekanie działań w czasie może mieć przyczyny genetyczne. Naukowcy zwracają uwagę, że prokrastynacja może stanowić spuściznę po przodkach i być skutkiem ubocznym impulsywności. Wskazują jednak, że to rozwój cywilizacyjny i konieczność skupiania się na długofalowych planach spowodowały zwiększone występowanie prokrastynacji we współczesnym świecie. Jakkolwiek wyżej wymienione wyniki badań dostarczają nowych implikacji dotyczących omawianego zjawiska, niniejszy artykuł skupia się przede wszystkim na psychologicznych przyczynach oraz sposobach radzenia sobie z prokrastynacją.

Co masz zrobić dziś – zrób jutro

Tendencja do ciągłego odwlekania działania i przesuwania realizacji planów na późniejszy termin często jest kojarzona z byciem leniwym, z folgowaniem sobie, z nieróbstwem. Tymczasem – na co zwraca uwagę psycholożka, trenerka i kognitywistka Katarzyna Juszczak – ma niewiele wspólnego z lenistwem, wręcz przeciwnie: bliżej jej do pracoholizmu. Zarówno osoby z tendencją do prokrastynacji, jak i pracoholicy „skarżą się na brak czasu, nadmiar zobowiązań, przemęczenie i ciągłe poczucie, że robią za mało, że trzeba więcej i więcej” – dodaje psycholożka. Ludzie, którzy odwlekają działanie, są wbrew pozorom wciąż w coś zaangażowani, posiadając bardzo dużo planów, które zamierzają realizować. Często wykazują się dużą ambicją. Stąd też cierpią wtórnie z powodu niezrealizowanych zamierzeń lub wykonania ich na nie dość dobrym poziomie, odbierając to jako porażkę, własną niedoskonałość czy słabość.

Julia Wahl, psychoterapeutka i psycholożka, wskazuje z kolei, że nadmierna aktywność może być inną formą lenistwa. Jest to lenistwo polegające na tym, że człowiek nie chce stanąć twarzą w twarz z tym, co ważne. Chociaż osoby, które mają skłonność do prokrastynacji, robią bardzo dużo rzeczy, w większość nie zajmują się tymi zadaniami, które są naprawdę istotne. Często podświadomie liczą, że sprawy same się rozwiążą w czasie, kiedy oni zajmują się innymi rzeczami. Jest to oczywiście myślenie życzeniowe, powodujące niekiedy torpedowanie własnych projektów i marzeń.

Warto przy okazji zwrócić uwagę jeszcze na trzy kwestie. Pierwsza dotyczy tego, że prokrastynacja jest na ogół nawykiem. W związku z tym, tak jak w przypadku wszystkich nawyków, może być trudna do zmienienia z dnia na dzień, ale również – jak w pracy z innymi nawykami – można sobie z nią poradzić. Drugą kwestią jest to, że odwlekanie działania nie musi występować (i na ogół nie występuje) we wszystkich obszarach życia człowieka. Dlatego prokrastynacja, dotycząca zobowiązań zawodowych czy obowiązków domowych, może zupełnie nie występować w innych dziedzinach życia. Trzecia kwestia związana jest z konsekwencjami chorobliwego odkładania. O ile w samym momencie odłożenia danego zadania na późniejszy termin można poczuć chwilowe obniżenie napięcia (związanego chociażby z lękiem dotyczącym realizacji powziętego zadania), o tyle w dłuższej perspektywie prokrastynacja obciąża człowieka poczuciem winy, sprawiając, że obwiniania on siebie za zaniechanie obowiązków. Jeśli występuje w skrajnej postaci, może doprowadzić do stanów lękowych czy depresyjnych. Nie zawsze jednak musi mieć negatywne skutki dla funkcjonowania jednostki. Jeśli osoba dobrze pracuje pod presją czasu i – pomimo tendencji do prokrastynacji – jest w stanie zawsze zakończyć ważne zadania na czas, nie trzeba przesadnie martwić się tendencją do zwlekania.

Dlaczego tak trudno zabrać się do pracy?

Prokrastynację może powodować wiele rzeczy. Istnieje społeczne przekonanie, że przyczyną może być perfekcjonizm. Pogląd ten mówi, że osoby niedopuszczające myśli o swoich błędach na poziomie samych wyobrażeń, dotyczących rezultatu podjętych działań, są skłonne antycypować możliwe negatywne konsekwencje. Tym sposobem nie podejmują żadnego działania, lub – jak było to wcześniej wspomniane – zajmują się innymi zadaniami, czyniąc je dobrymi wymówkami lub czynnikami uniemożliwiającymi skupienie się na właściwej pracy. Jednak we współczesnej psychologii istnieje również odmienna teoria, według której perfekcjonizm słabo koreluje z prokrastynacją. Piers Steel, psycholog z University of Calgary, zajmujący się badaniami z zakresu motywacji i prokrastynacji, dowodzi w swoich pracach, że perfekcjoniści nie odkładają spraw na później częściej niż inni ludzi. Steel uważa, że cechą, która wpływa na osobowość skłonną do prokrastynacji, jest impulsywność (co jest zbieżne w omawianymi wcześniej wynikami prac badawczych zespołu Daniela Gustavsona). Osoby impulsywne mają problem z samokontrolą. Dlatego też działając pod wpływem nagłych emocji czy chwilowego nastroju, doświadczają większych trudności w koncentracji na działaniu o odroczonej gratyfikacji. Szybciej ulegają pokusom, które dostarczają przyjemności tu i teraz, a duża ilość czynników rozpraszających w ich środowisku tylko zwiększa skłonność do odwlekania. Mają zatem problemy ze zmotywowaniem się do podjęcia działań, z których satysfakcję można czerpać po upływie jakiegoś czasu. Dopiero kiedy termin końcowy staje się realny (czyli dotyczy dnia dzisiejszego) są w stanie zmotywować się do pracy.

Wzrost prokrastynacji mogą również powodować trudne do wykonania zadania. Jeśli do tego są one nużące lub mało konkretne, a wykonanie ich zajmuje dużo czasu, tendencja do odwlekania będzie prawdopodobnie się nasilać. Do tego może dokładać się poczucie posiadania niewystarczających kompetencji lub braku talentu, co nie zawsze odpowiada rzeczywistemu stanowi rzeczy. Poczucie to może wynikać z zaniżonej wartości siebie i przez to zniekształconego obrazu własnej osoby. Prokrastynację nasilać mogą mieć również problemy z koncentracją i skupieniem uwagi. Brak dobrej organizacji pracy, poczucie, że na wykonanie danej czynności jest za mało czasu oraz brak umiejętności dzielenia zadań na mniejsze, jak również delegowania obowiązków – to kolejne możliwe przyczyny, dla których ludzie ulegają tendencji od przekładania realizacji planów na później.

Również lęk pełni istotną rolę w omawianym zjawisku. Przede wszystkim jest to lęk przed odniesieniem porażki oraz osiągnięciem sukcesu. Lęk przed porażką może być spowodowany zarówno wychowaniem, jak i wysokimi wymaganiami stawianymi przez otoczenie w wieku dorosłym. Brak akceptacji własnych niedoskonałości wzmacnia wzrost poziomu stresu, kiedy człowiek konfrontuje się z myślą, że dane zadanie mogłoby nie zostać wykonane. Wspomniana wcześniej Katarzyna Juszczak zwraca uwagę, że osoby, doświadczające takiego lęku, wybierają w ich odczuciu mniejsze zło: wolą myśleć o sobie, że są trochę leniwi, niż ponieść porażkę, która mogłaby wpłynąć negatywnie na poczucie własnej wartości. Z kolei lęk przed sukcesem wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za swoje działania. Lęk ten bierze się na ogół z obawy, że człowiek nie poradzi sobie czy to z zazdrością innych ludzi o jego sukces, czy też z większą odpowiedzialnością i dalszymi wyzwaniami, które – w mniemaniu tej osoby – będę o wiele trudniejsze niż aktualne. Takie przekonania często kształtują się już we wczesnych etapach rozwoju, nierzadko podchwycone od osób z najbliższego otoczenia.

Jeannetta Williams, Shannon Stark i Erica Foster, badacze zajmujący się relacjami między samowspółczuciem, motywacją i prokrastynacją, odkryli, że przyczyn odkładania spraw na potem można szukać również w ciągłej samokrytyce, która zmniejsza poziom motywacji. Nieustanne krytykowanie siebie zaniża poczucie własnej wartości. Poczucie bycia beznadziejnym, mało wartościowym, nie nadającym się do niczego, sprawia, że osoby charakteryzujące się takimi odczuciami wikłają się w działania samoutrudniające, między innymi takie jak prokrastynacja. Ponieważ potencjalne niepowodzenie podjętego działania skutkuje bezpośrednio negatywnym ocenieniem siebie, osoby te czasami w ogóle nie podejmują działań. Prokrastynacja w tym przypadku nie wynika bezpośrednio z samego doświadczenia niepowodzenia, lecz z negatywnych uczuć pojawiających się w momencie samokrytycznego wewnętrznego dialogu.

Żeby się chciało tak, jak się nie chce

Nie ma jednej recepty, która sprawiłaby, że nawyk prokrastynacji przestanie istnieć. Ważne staje się rozpoznanie konkretnej przyczyny i dobranie odpowiednich narzędzi, które pomogą uporać się z czynnikiem wywołującym tendencje do odkładania rzeczy na później. Ponieważ prokrastynacja może być nawykową czynnością, oduczenie się takiego postępowania i wypracowanie innego, alternatywnego sposobu działania może zająć jakiś czas.

Psychologowie i trenerzy motywacyjni, w odniesieniu do zadań, których wielkość lub stopień trudności może wywoływać przewidywanie nieporadzenia sobie z nimi, polecają rozpisanie całości zobowiązania na mniejsze części. Jeśli problem dotyczy zmobilizowania się do rozpoczęcia realizacji danego zadania, takie podzielenie na jak najmniejsze, ale bardzo konkretne etapy oraz skupienie się tylko na pierwszym, małym zadaniu, jest szansą na przezwyciężenie nawyku odkładania spraw na później. Jeśli natomiast problem dotyczy etapu kontynuowania danego zadania, wynikający ze słabej samokontroli, ważne zdaje się być usunięcie z otoczenia na czas wykonywania danej czynności, możliwie dużej liczby czynników rozpraszających. Również uatrakcyjnienie zadania może pomóc w poradzeniu sobie z prokrastynacją, która odnosi się do trudności w podtrzymywaniu raz podjętego działania. Choć może to się wydawać trudne dla osób skłonnych do prokrastynacji, zajęcie się w pierwszej kolejności najmniej przyjemnymi sprawami wpływa na zmniejszenie napięcia i ułatwia poradzenie sobie z ewentualnym zwlekaniem. Również ważnym elementem w radzeniu sobie z prokrastynacją jest dobra (odpowiednia dla danej osoby) organizacja pracy. Umiejętność dobrania właściwej ilości zadań na dany dzień oraz pogodzenia czasu pracy z okresami przeznaczonymi na głęboki odpoczynek i relaks może być wspierana przez odpowiednie narzędzia, przeznaczone do organizacji dnia pracy (np. GTD, czyli pięcioetapowy proces zarządzania zadaniami lub technika Pomodoro, czyli metoda optymalizująca czas przerw). Bez względu jednak na to, jakich narzędzi się użyje, kluczowe jest rozpoznanie przyczyn prokrastynacji. Może się bowiem okazać, że jest ona jedynie konsekwencją innych życiowych kwestii, które domagają się rozwiązania.

Autor: Igor Rotberg

Dla zainteresowanych

Gustavson, D. E., Miyake, A., Hewitt, J. K., Friedman, N. P. (2014). Genetic Relations Among Procrastination, Impulsivity, and Goal-Management Ability: Implications for the Evolutionary Origin of Procrastination, Psychological Science, vol. 25, nr 6, s. 1178-1188
Juszczak, K. (2013). Prokrastynacja – też to masz?, Hello Zdrowie [online]. Dostępne w internecie tutaj
Steel, P. (2010). Procrastination and the Perfectionism Myth, Psychology Today [online]. Dostępne w internecie tutaj
Wahl, J. (2014). Samotność nie jest zawsze zła, naTemat [online]. Dostępne w internecie tutaj
Williams, J. G., Stark, S. K., Foster, E. E. (2008). Start today or the very last day? The relationships among self-compassion, motivation, and procrastination, American Journal of Psychological Research, nr 4, s 37-44

Artykuł dostępny jest również na portalu naTemat.

Kręte ścieżki zawodowe

Igor Rotberg rozmawia z Jadwigą Korzeniewską, socjolożką, autorką bloga Laboratorium Zmieniacza. Jadwiga Korzeniewska prowadzi również warsztaty z zakresu kształtowania nawyków w oparciu o sześć źródeł wpływu na zmianę.

 

Igor Rotberg: Jest w nas nierzadko przekonanie, że jeśli dostaliśmy już pracę, powinniśmy się jej bezsprzecznie trzymać jak najdłużej. Tymczasem warto zweryfikować takie podejście, ponieważ zmiana pracy może okazać się jedną na najważniejszych decyzji w naszym życiu. Wiem, że tak było u Ciebie. Co, w Twoim przypadku, było pierwszym krokiem do zmian?

Jadwiga Korzeniewska: W moim przypadku pierwszym krokiem do zmian w życiu zawodowym było po prostu poddanie pod refleksję tego, co teraz robię i zastanowienie się nad tym, czy to daje mi spełnienie. Czy wyobrażam sobie, że mogę to samo robić za 5, 10 lat? Wyobraziłam sobie swoją przyszłość: obiad z członkiem zarządu i długopis z moim imieniem i nazwiskiem na rocznicę pracy w firmie X. I zakończyło się to puentą, że już wiem, czego robić nie chcę – a wbrew pozorom to bardzo dużo. Ciekawa jestem, jak wyglądał początek drogi ku nowemu w twoim przypadku?

IR: Mój początek drogi – chociaż mówiąc ściślej nie tylko początek – związany był z poszukiwaniem, eksperymentowaniem, próbowaniem. Starałem się sprawdzać, które ścieżki i wybory są dla mnie rozwojowe i które dają mi motywację oraz zapał do pracy, a które pozbawiają mnie tej energii. Oczywiście w miarę poszukiwań zmieniałem się sam, w związku z tym zmieniały się też moje wybory – co jest dosyć ważne, bo trzymanie się dawnych decyzji tylko dlatego, że kiedyś były dla nas istotne, może przyczyniać się do utknięcia w miejscu, które od dawna już nas nie satysfakcjonuje.

JK: Widzę, że zrobiłeś coś bardzo podobnego do mnie, czyli potraktowałeś siebie jednocześnie jako badacza i obiekt własnych badań. Niezwykle cenne jest to, co powiedziałeś o weryfikowaniu własnego planu. Zdarza się, że człowiek tak mocno trzyma się swojego nowego planu, że aż bieleją mu knykcie, a finalnie okazuje się, że dotarł do miejsca, w którym wcale nie chciał się znaleźć.

IR: Tobie udało się jednak zmienić ten plan i zmienić pracę. Powiedziałaś, że w pewnym momencie już wiedziałaś, czego nie chcesz robić. A jak było z rozpoznaniem tego, co chciałabyś robić w swoim życiu zawodowym?

JK: To okazało się trudniejszą działką, gdyż moim zdaniem żyjemy w kulturze, która mocno akcentuje nasze niedostatki zamiast pokazywać nam nasze mocne strony i uczyć je rozwijać. Najprościej mówiąc: nie miałam pojęcia, w czym jestem dobra i w jakim kierunku się rozwijać. Musiałam to wszystko odkryć metodą prób i błędów.

IR: Tak, dużo łatwiej jest na ogół określić, czego nie chcemy robić niż to, co chcemy. Oczywiście jeśli wiemy, co nam nie pasuję, to i tak już coś wiemy i warto się tego trzymać. Jednak poprzestając tylko na tej wiedzy prawdopodobnie będziemy dalej wykonywać to, co do tej pory wykonywaliśmy.

JK: I tak właśnie było, i jest w moim przypadku. A przypadek to trudny, bo neurotycznego perfekcjonisty – choć od pewnego czasu – na odwyku od perfekcjonizmu. Przepracowanie mojego paraliżującego przed działaniem strachu i perfekcjonizmu zajęło mi dobre 2 lata. Zmiany bywają procesem długim i żmudnym – warto o tym pamiętać.

IR: Dlatego też, chociaż – jak wspomniałaś wcześniej –  przekaz kulturowy, zamiast wspierać nasze mocne strony, podkreśla nasze niedostatki, okazuje się, że w procesie zmiany zawodowej bardziej pomocne jest rozpoznanie naszych zasobów wewnętrznych. Zasobami może być nie tylko nasza wiedza wyniesiona z lat edukacji czy kompetencje zawodowe użyteczne w biurze, ale również umiejętności takie jak umiejętność słuchania drugiej osoby czy nasze talenty. Nie zawsze mamy dostęp do wszystkich naszych zasobów wewnętrznych. Jednak na pewno warto poświęcić chwilę, by do nich dotrzeć, ponieważ dużo korzystniejsze jest opieranie się na swoich mocnych stronach, niż – jak to mówię – na „łataniu dziur”, czyli kompensacji niedostatków, która zabiera dużo więcej czasu, a w efekcie przynoszą mniej korzyści.

JK: Tak, przyjrzenie się własnym umiejętnościom, taki przegląd tego, co umiemy, jest szalenie pomocny. Warto zapytać o to ludzi z naszego otoczenia. Jak ktoś mi kiedyś powiedział: „Mapa to nie teren” – czasem człowiek tak się zapatrzy na swoją mapę, że nie ma pojęcia, iż ktoś może dysponować zupełnie inną. Dla mnie te różne mapy są nawet ciekawsze niż sam teren. W każdym razie mam na myśli to, że możemy sobie nie zdawać sprawy z własnych mocnych stron, bo mamy mentalne klapki na oczach lub szukamy nie w tym miejscu, w którym trzeba. Warto skorzystać wtedy z informacji zwrotnych od naszych bliskich, podpytać, sprawdzić, co ciekawego mają do powiedzenia. To może czasem zaskoczyć, a z moich doświadczeń wynika, iż niejednokrotnie daje kopa do dalszego działania.

IR: To prawda – zobaczenie swoich mocnych stron i budowanie na nich naszych kompetencji i umiejętności jest bardzo motywujące. Ale – tak, jak mówisz – nie wszyscy zdajemy sobie sprawy z naszych atutów. Czasami niektóre pomijamy, bo wydają nam się nieważne, mało istotne. Oczywiście niekiedy warto zapisać się na jakieś szkolenia, kursy czy warsztaty, pozwalające nam nabyć nową wiedzę i nowe umiejętności. Jednak jeśli aktywności doszkalające stanowią główną część naszych działań, może okazać się, że poświęcamy na to tak dużo czasu i zaangażowania, iż nie starcza nam już napędu na nasze projekty, na realizację naszych celów.

JK: Zwróciłeś uwagę na bardzo ważny moim zdaniem aspekt – zafiksowanie się i zapętlenie na jednej drodze do celu, na jednej metodzie. Pokazujesz, że można poświęcić tak wiele energii na dokształcanie siebie i nabywanie nowych umiejętności, że brakuje czasu na faktyczne podjęcie działania. A jak słusznie zauważył Anthony Robbins: „Prawdziwa decyzja jest mierzona poprzez fakt podjęcia nowego działania. Jeśli nie ma działania – tak naprawdę nie podjąłeś decyzji.”

IR: Takim dobrym działaniem lub – jak ja to nazywam „zrobieniem pół kroku” – jest dotarcie do kogoś, kto robi coś podobnego do tego, co my chcielibyśmy robić

JK: Ja lubię określenie „nie wyważaj otwartych drzwi” – jeśli możesz dotrzeć do kogoś, kto osiągnął już cel zbliżony do twojego albo jest od ciebie dalej na drodze do tego celu, zrób to – spotkaj się z nim, pogadaj, skorzystaj z doświadczeń, którymi zechce się z tobą podzielić. Nie chodzi tu o kopiowanie czyjejś ścieżki, a o wymianę wiedzy i doświadczeń po to, by niekoniecznie musieć uczyć się na własnych błędach.

IR: Tutaj dotykamy ważnej kwestii dotyczącej naszych wyobrażeń odnośnie celu lub zmiany, której chcemy w życiu zawodowym. Czasami postrzegamy tych, którzy coś osiągnęli, jako osoby, którym „udało się” w życiu. Tymczasem rozmawiając z nimi możemy dowiedzieć się, ile, na ich drodze rozwoju, było porażek, jak bardzo musieli zmagać się z trudnościami. Z jednej strony może nas to uchronić przed rozczarowaniem, że oto jest tak trudno, z drugiej strony pozwoli nie brać własnych porażek tak bardzo osobiście. Dodatkową cenną rzeczą płynącą z takich rozmów będzie bagaż doświadczeń osób, które osiągnęły to, co chcemy osiągnąć lub są na ścieżce, na której chcemy być. W końcu jakoś radziły sobie z problemami, kryzysami czy momentami niepowodzenia. Skorzystanie z ich wiedzy i doświadczenia może okazać się bardzo cenne.

JK: Dokładnie tak, jak mówisz – nigdy nie znamy całej historii osoby, której „się udało”. Nie wiem, ile za jej sukcesem kryje się determinacji, wytrwałości, ale też porażek, potknięć itd. I może gdyby znać całą historię, człowiek wcale nie wszedłby tak ochoczo w buty tego, któremu „się udało”. Dlatego staram się nie zazdrościć innym ludziom ich sukcesów, a raczej uczyć od nich, inspirować ich drogą. Moim zdaniem to bardzo ważne, by otwierać się na nowych ludzi w procesie zmian.

IR: Ważne jest również zrozumienie, że istnieje wiele dróg, którymi może podążać nasze życie zawodowe. Nie ma jednej, z góry dla nas określonej, ścieżki kariery. Warto więc próbować i szukać czegoś dla siebie.

JK: Rzeczywiście nie ma jednej, złotej recepty do przepisania każdemu. Gdyby tak było, mielibyśmy planetę pełną szczęśliwych i spełnionych ludzi. Warto szukać swojej drogi, eksperymentować, sprawdzać, co działa, a co nie, czyli to, co robiliśmy oboje zmierzając ku zmianom w naszym życiu zawodowym. To się świetnie sprawdza, bo człowiek sukcesywnie dowiaduje się, co mu „leży”, a co nie.

IR: Szukając swojej drogi i eksperymentując, warto z kolei pamiętać, że my też się zmieniamy, a w związku z tym wraz z nami mają prawo zmieniać się nasze cele i dążenia. Nie musimy zatem być przywiązani do raz podjętych decyzji zawodowych, jeśli nie dają nam one już żadnej satysfakcji. Z drugiej strony niedokończenie studiów albo nawet niezaczęcie studiowania na wymarzonym kierunku lub niepodjęcie pracy w miejscu, które nas inspiruje, nie musi oznaczać, że już za późno na zmianę. Na szukanie swojego miejsca w świecie i na spełnienie zawodowe nigdy nie jest za późno!

KIEDY PRACA NIE POPŁACA

Coraz więcej pracy. Coraz więcej obowiązków. Za to mniej wolnego czasu, a odpoczynek zredukowany do niezbędnego minimum. Prawdopodobnie pracoholizm jest związany z rozwojem cywilizacyjnym. Bycie nieustanie zajętym i praca okupiona olbrzymim mozołem często postrzegane są jako synonimy pracowitości, bycia ważnym oraz dobrego przystosowania się do życia. Niestety, człowiek ponosi również wysokie koszty takiego funkcjonowania. Nie tylko są to koszty związane z pogorszeniem się zdrowia fizycznego, ale również z problemami psychicznymi. Nierzadko tracą na tym życie rodzinne oraz związek. Nadmierne zaangażowanie w pracę, które miało przynieść satysfakcję i spełnienie życiowe, często to spełnienie niweczy.

Natura problemu

Pracoholizm charakteryzowany jest jako przymus lub uzależnienie od pracy i, tak samo jak w innych uzależnieniach, w sytuacjach, kiedy dana osoba nie pracuje, może skutkować symptomami odstawiennymi. Psychologowie wskazują, że pracoholika, wbrew pozorom, nie cechuje siła charakteru, lecz niska samoocena. Poprzez dążenie do nierealistycznie wysokich standardów, poczucie niskiej wartości jest stale wzmacniane. Dzieje się tak dlatego, że pracoholik, oczekując pozytywnych wzmocnień własnej samooceny i redukcji negatywnych emocji związanych ze stresem zawodowym, z powodu owych nierealnych standardów doświadcza przede wszystkim frustracji oraz niższego zadowolenia z pracy w porównaniu z innymi pracownikami. Sprawia to, że stara się pracować jeszcze bardziej intensywnie, nakręcając błędną spiralę pożądania pracy. Prof. nadzw. dr hab. Lucyna Golińska, autorka książek na temat uzależnienia od pracy, zwraca uwagę, że jest to sposób działania charakterystyczny dla osobowości narcystycznej, gdzie występuje bardzo wysokie zapotrzebowanie na stymulację i wyzwania, które zmierzają do osiągnięcia sukcesu, przy jednoczesnej olbrzymiej potrzebie uznania przez otoczenie. Bez docenienia i aprobaty ze strony innych ludzi osoby te tracą poczucie własnej wartości. Wzmożonym dążeniem do sukcesu starają się więc kompensować emocjonalne deficyty. Prof. Golińska wskazuje jeszcze na osobowość obsesyjno-kompulsywną jako predestynowaną do rozwoju uzależnienia od pracy. U osób tych charakterystyczna jest bowiem duża potrzeba perfekcyjnego działania (neurotyczny perfekcjonizm).

Ważne – przy charakterystyce omawianego zjawiska – jest zrozumienie kontekstu społecznego, ponieważ pracoholizm jest jedynym uzależnieniem, które nie tylko nie jest oceniane negatywnie, lecz cieszy się społecznym uznaniem. Kinga Jasińska, terapeutka, mówi, że nadmierne poświęcanie się pracy jest nawet w pewien sposób społecznie nagradzane. „Gdy myślimy o kimś ‘pracoholik’ często łączy się to z podziwem czy zazdrością. Taka osoba zazwyczaj posiada jakieś dobra materialne, ma status, stanowisko” – podkreśla terapeutka. Pracoholizm jest więc społecznie akceptowanym uzależnieniem, które ma bliższe konotacje z pracowitością, odpowiedzialnością, sumiennością i zaradnością niż z chorobą, zaburzeniem czy deficytem. Tymczasem zbyt duże angażowanie się w życie zawodowe może być również sposobem, żeby nie musieć konfrontować się z własnymi myślami, emocjami, z tymi aspektami osobowości, które najbardziej potrzebują uwagi i paradoksalnie pracy nad nimi. Kwestię tę trafnie ujmuje Paweł Więckowski, doktor filozofii, mówiąc, że „pracoholizm jest idealnym sposobem, aby wypełnić świadomość drobiazgami i nie mieć czasu na autorefleksję. Dla pracoholika najgorsze jest Boże Narodzenie i Wielkanoc – jedyne dni, kiedy nie pracuje i może pomyśleć, jak bardzo jest nieszczęśliwy”.

Następstwa

Konsekwencje pracoholizmu dotyczą wielu obszarów funkcjonowania człowieka. Przede wszystkim wpływają negatywnie na uzależnioną od pracy osobę. Doświadcza ona nieustannej frustracji, ciągłego niepokoju czy niechęci do siebie. Często traci radość życia, nie potrafi przeżywać pozytywnych emocji w sytuacjach niezwiązanych z pracą. Dokładają się do tego problemy zdrowotne związane z przepracowaniem i długotrwałym doświadczaniem stresu. Skutkuje to z kolei – na co zwraca uwagę Kinga Jasińska – chorobą somatyczną lub następnym nałogiem. Pracoholik, sięgając po alkohol czy narkotyki, pragnie dodać sobie sił lub uśmierzyć ból, rozwijając w sobie kolejne uzależnienie. „W większości przypadków wtedy dopiero taka osoba trafia do specjalisty” – dodaje terapeutka.

Negatywne skutki pracoholizmu dotykają również najbliższych człowieka uzależnionego od pracy. Podczas gdy ludzie z dalszego otoczenia mogą w pracoholiku widzieć osobę pracowitą, odpowiedzialną za własną rodzinę, najbliżsi płacą duże koszty. Partnerzy, dzieci czują, że są mniej ważni niż praca, bliskość emocjonalna w intymnej relacji malej lub wręcz zanika, mnożą się konflikty. W osobie uzależnionej od pracy może narastać niechęć do rodziny, która komunikuje swoje zaniepokojenie czy rozżalenie spowodowane ciągłą absencją pracoholika w domu. To z kolei powoduje pogarszanie się samopoczucia u osoby uzależnionej. Obniżanie się nastroju stara się poprawić tym, czym wydaje jej się, że jest najlepszym rozwiązaniem – czyli pracą. Ponieważ sfera zawodowa ma duże znaczenie w postrzeganiu społecznym, często osoby najbliższe, a zwłaszcza partnerzy, nie tylko nie dostają wsparcia od innych, ale ich pretensje i żal, poczucie krzywdy czy doświadczanie innych trudności są wręcz oceniane jako bezzasadne, niesprawiedliwe, będące wyrazem braku wdzięczności. Prof. Lucyna Golińska mówi, że „część partnerów pracoholików przyjmuje tę interpretację społeczną – zaczynają mieć negatywne myśli na swój temat, a ponieważ wydaje im się, że nie potrafią docenić tego, co mają, spada ich poczucie własnej wartości”. Koszty emocjonalne takiego współuzależnienia są bardzo duże i mogą tkwić głęboko w psychice partnera czy innych osób z najbliższego otoczenia.

Jeszcze jednym obszarem, którego dotyczą negatywne konsekwencje pracoholizmu, jest środowisko pracy. Pracoholik nie jest bowiem dobrym pracownikiem ani człowiekiem sukcesu. Pracując ponad normę, wydaje się być pracownikiem idealnym, jednak okazuje się, że dłuższy czas pracy wcale nie przekłada się na jej efektywność. Posiadając bardzo wygórowane wymagania w stosunku do siebie, jak i innych, próbuje cały czas kontrolować środowisko pracy (często nieadekwatnie do posiadanej pozycji zawodowej). Myślenie cały czas o sprawach zawodowych, bycie w ciągłym kontakcie (telefonicznym, mailowym) z miejscem pracy – niekiedy tak bardzo chwalone przez pracodawców – sprawia, że osoba taka nie jest w stanie w pełnie odpocząć, zregenerować siły, a więc rozładować stresu. Dlatego też taki pracownik z czasem funkcjonuje coraz gorzej w pracy, nie radząc sobie z problemami i wyzwaniami zawodowymi. Ponieważ pracoholik jest często osobą dążącą do perfekcji i jednocześnie potrzebującą społecznego uznania, pracuje znacznie mniej wydajnie, zbyt drobiazgowo analizując każdy problem. Tak duży wysiłek i zaangażowanie wkładane w pracę wiążą się z kolei z częstszym niż u innym pracowników ryzykiem wypalenia zawodowego, a przynajmniej większymi absencjami w pracy z powodów zdrowotnych. Ze zrozumiałych względów powoduje to negatywne skutki ekonomiczne dla pracodawcy.

Wypalenie zawodowe

Przedłużający się stres w pracy, przy jednoczesnym braku skutecznych sposobów poradzenia sobie z odczuwanym napięciem oraz spadek efektywności i satysfakcji zawodowej wpływają na ryzyko powstania wypalenia zawodowego. Z cech osobniczych, zwiększających prawdopodobieństwo wypalenia, wymienia się niską samoocenę – tę samą cechę, która może przyczyniać się do powstawania pracoholizmu. Do najczęściej przytaczanych objawów związanych z tym problemem zalicza się awersję do pracy, myśli i zachowania ucieczkowe, poczucie ciągłego przepracowania i przemęczenia, zwiększoną drażliwość oraz spadek cierpliwości w kontaktach z ludźmi, a także dolegliwości somatyczne (bóle głowy, brzucha, kłopoty ze snem). Sam syndrom wypalenia może być trudny do wychwycenia i leczenia, ponieważ po pierwsze, proces doprowadzający do chronicznego przepracowania jest długotrwały i rozwija się powoli. Kiedy występuje już w zaawansowanym stadium, wymaga od osoby przeżywającej wypalenie zawodowe długiego czasu na dojście do równowagi. Po drugie, częstym problemem jest niechęć do przyznania się do choroby wynikającej z przepracowania. Osoby doświadczające wypalenia starają się bagatelizować lub racjonalizować problem (przykładowo mówią, że skoro dużo pracują, oczywiste jest, że ciągle są zmęczone). Dodatkowo osoby te mogą traktować sygnały zmęczenia docierające z ciała jako nieprzyjazne, niepożądane, w związku z czym będą starały się ich pozbyć (poprzez chociażby zwiększenie ilość wypijanej kawy czy innych napojów energetycznych, nadużywanie leków lub sięganie po narkotyki). Nie potrafią odczytywać somatycznych sygnałów przepracowania jako pomocnych, skłaniających do refleksji, do zmiany trybu życia.

Istotną kwestią staje się więc przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu. Aby nie doprowadzić do choroby wynikającej z przepracowania specjaliści zwracają uwagę, że istotna jest umiejętność głębokiego relaksu. Samo wyjście z pracy nie gwarantuje automatycznie właściwego odpoczynku. Ważne jest również oddzielenie życia prywatnego od zawodowego. Koncentrowanie się na sprawach zawodowych w trakcie przerw w pracy oraz poza pracą, bardzo obciąża psychikę, wyrabiając poczucie bycia stale pod presją zobowiązań oraz odpowiedzialności związanej z życiem zawodowym. Tymczasem właśnie dbałość o utrzymywanie zdrowego zakresu obowiązków, rozsądne angażowanie się w sferę zawodową, jak również rozwijanie pozazawodowych zainteresowań oraz znajdowanie czasu na relaks są bardzo pomocne w przeciwdziałaniu wypalenia zawodowego. Jeśli już doszło do powstania syndromu wypalenia, ważne jest określenie stopnia jego nasilenia. W łagodnej fazie wystarczy urlop, uregulowanie rytmu snu i czuwania oraz zadbanie o zdrowe nawyki żywieniowe. W fazie bardziej zaostrzonej, w której występuje wiele objawów, a stan jest chroniczny, potrzebna jest na ogół pomoc lekarza i psychoterapeuty oraz zasadnicza zmiana funkcjonowania w życiu, aby nie tylko odbudować zasoby i przywrócić równowago psychofizyczną, ale również zapobiec wystąpieniu ponownego wypalenia zawodowego w przyszłości.

Radość z pracy

Nie każde duże zaangażowanie się w pracę jest wyrazem szkodliwego pracoholizmu i nie każde prowadzi do problemów zdrowotnych oraz wypalenia zawodowego. Dr Kamila Wojdyło, badająca od wielu lat styl osób zapracowanych, rozróżnia pracoholizm od pasji pracy. Psycholożka zwraca uwagę, że osoba, która jest entuzjastą pracy, chociaż jest bardzo zaangażowana w życie zawodowe, potrafi je oddzielić od życia prywatnego. Nie potrzebuje pracy do podwyższania swoje niskiej samooceny oraz redukowania negatywnych emocji związanych ze stresem zawodowym. Kieruje się nie – jak to ma miejsce w przypadku pracoholików – chęcią wykazania się i zyskania aprobaty, lecz motywacją nastawioną na rozwój osobisty. O podobnym rozgraniczeniu mówi wspomniana wcześniej prof. Lucyna Golińska. Oddziela ona pracoholizm uzależniony (szkodliwy) od entuzjastycznego (związanego z pasją pracy). Ten ostatni przejawia się wprawdzie przymusem pracowania, ale, w odróżnieniu od pracoholizmu uzależnionego, wyzwala pozytywne uczucia, pojawiające się w trakcie wykonywania pracy. Dzięki temu odczuwana jest duża satysfakcja związana z życiem zawodowym, która wpływa pozytywnie również na życie prywatne. Nie zawsze zatem duże zaangażowanie w sferę zawodową jednoznacznie wskazuje na szkodliwy pracoholizm. Niemniej warto mieć na uwadze, że ciągłe nadgodziny, pracowanie ponad normę, rezygnacja z czasu wolnego na rzecz życia zawodowego nie wiążą się na ogół z większą skutecznością i byciem lepszym pracownikiem, lecz z deficytami emocjonalnymi, z których osoba tak funkcjonująca na ogół nie zdaje sobie sprawy.

Autor: Igor Rotberg

Dla zainteresowanych:

Golińska, L. (2013). Od euforii do depresji – różne oblicza pracoholizmu, rozmowę przepr. Ewa Bukowiecka, UZALEŻNIENIE.com.pl [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Golińska, L. (2011). Pracoholik a pracoholik entuzjastyczny – dwa światy?, Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
Golińska, L. (2008). Pracoholizm. Uzależnienie czy pasja, Warszawa: Difin
Skorupa, M. (2014). „Pracoholik to nie człowiek sukcesu, a uzależniony, który musi zabiegać, żeby go doceniono”, Gazeta.pl [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Więckowski, P. (2002). „Mity nt. szczęścia wg profesora Czapińskiego”, Instytutu Psychologii Zdrowia Jerzego Mellibrudy Psychologia.edu.pl [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Wojdyło, K. (2010). Pracoholizm. Perspektywa poznawcza, Warszawa: Difin