WOBEC STRATY

W 1969 roku lekarka Elisabeth Kübler-Ross opublikowała swoją książkę „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Przedstawiony w niej model przeżywania żałoby początkowo dotyczył ludzi, którzy dowiadywali się, że są śmiertelnie chorzy. Później autorka rozszerzyła go również na osoby, które doświadczyły straty w postaci odejścia kogoś bliskiego. Model ten zakładał istnienie pięciu etapów (faz) żałoby, którymi były: zaprzeczanie, gniew/złość, targowanie się, depresja oraz akceptacja. Współcześnie większość terapeutów czy psychologów, zajmujących się pomocą osobom doświadczającym żałoby, traktuje ten model jedynie jako relikt przeszłości. Wiadome bowiem jest, że ludzie różnie reagują na stratę. Mogą występować różne etapy radzenia sobie z sytuacją odejścia bliskiej osoby. Proces ten jest bardzo indywidualny, zależny od wielu czynników (osobowości danego człowieka, relacji z bliskim, który odszedł, sposobem w jaki odszedł itd.) i nie sposób go opisać w kilkuetapowym modelu teoretycznym.

Społeczne aspekty żałoby

Na charakter samego procesu żałoby wpływ ma kilka czynników. Między innymi są to czynniki osobowościowe, kulturowe czy cywilizacyjne. Te ostatnie wynikają chociażby z szybkiego rozwoju nauk medycznych, który to rozwój skupiony jest głównie wokół ulepszania procesów zdrowienia oraz rozszerzania zakresu działań medycznych. Owo zagarnianie przez medycynę obszarów życia, które pierwotnie nie były uznawane za patologiczne, nosi nazwę medykalizacji. Marcin Moskalewicz, historyk idei i adiunkt w Katedrze Historii Nauk Medycznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, definiuje medykalizację jako proces polegający na „postępującym definiowaniu zjawisk pierwotnie (choć niekoniecznie istotowo) niemedycznych jako zjawisk medycznych, a więc na opisywaniu ich za pomocą języka medycznego, włączaniu w obszar kompetencji i władzy lekarzy oraz radzeniu sobie z nimi za pośrednictwem środków uznawanych za medyczne”. Przyjmując taką definicję za medykalizację można uznać skrócenie w DSM V (klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego) czasu żałoby do dwóch tygodni. W poprzedniej edycji tej klasyfikacji czas żałoby określany był na dwa miesiące. W jeszcze wcześniejszej – określany był na rok. Socjolog, Zygmunt Bauman w swojej książce „Ponowoczesność jako źródło cierpień” mówi wręcz, że żałoba poddawana jest współcześnie psychiatryzacji i terapii.

Coraz częściej kwalifikuje się negatywne emocje i doświadczenia jako patologiczne, wymagające szybkiego usunięcia z życia. Socjologowie Allan V. Horwitz i Jerome C. Wakefield zwracają uwagę, że za tym zjawiskiem stoi imperatyw społeczny, wynikający z przyczyn ekonomicznych rynku pracy, który stara się wymusić na jednostkach danego społeczeństwa maksymalizację produktywności i efektywności (np. poprzez zmniejszanie liczby tych dni, kiedy dana osoba jest niedysponowana zawodowo). W ten sposób kształtowane są ludzkie postawy czy sposoby przeżywania doświadczeń życiowych. Uprawomocnione zatem zostaje doświadczanie pozytywnych emocji, podczas gdy negatywne postrzegane są jako pozbawione sensu, a co za tym idzie niepożądane w codziennym funkcjonowaniu człowieka. Odnosząc się do wspomnianych wcześniej norm czasowych, dotyczących przeżywania żałoby, można wyciągnąć wniosek, że doświadczanie negatywnych emocji po stracie bliskiej osoby, trwające dłużej niż dwa tygodnie, powinno być niepokojącym sygnałem, wskazującym na konieczność poddania się terapii lub farmakologii.

Skutkiem tego jest – jak trafnie zauważa psycholog i psychoterapeuta Wojciech Eichelberger – nowe, niepokojące zjawisko, polegające na tym, że do gabinetów terapeutycznych coraz częściej przychodzą ludzie tydzień lub dwa po stracie bliskiej osoby, zaniepokojeni faktem, że cały czas są smutni. Pytają, czy przypadkiem nie potrzebują terapii lub leków. Oczekują, że dwa tygodnie na przeżycie żałoby są wystarczającym okresem, po którym powinni bez problemu wrócić do pracy, a ich motywacja i efektywność powinny być na takim poziomie, jak u innych pracowników.

Psychologiczne aspekty żałoby

Brak dawania sobie czasu na przeżycie żałoby, oczekiwanie, że negatywne emocje nie powinny trwać długo, nie sprawi automatycznie, że te trudne doświadczenia znikną. Mało tego, nieprzeżyta wystarczająco żałoba może odbijać się w przyszłości negatywnymi konsekwencjami w postaci destrukcyjnych zachowań, intruzywnych (wdzierających się masowo do świadomości) myśli czy trudności w kontaktach międzyludzkich. Dzieje się tak, ponieważ zaprzeczając lub marginalizując uczucia smutku, tęsknoty czy żalu związanego z odejściem bliskiej osoby, człowiek nie pozwala, by te negatywne uczucia naturalnie wybrzmiały i odeszły. Zamiast tego mogą utrwalić się one i przerodzić w długotrwały (czasami wieloletni) chroniczny kryzys związany ze stratą.

Jak wskazują na to psychologowie, w przeżywaniu żałoby nie ma drogi na skróty. Manu Keirse, psycholog kliniczny i doktor nauk medycznych, wskazuje, że wprawdzie uciekanie w wir pracy i obowiązków, przyjmowanie postawy, że wszystko jest w porządku, próby niekoncentrowania się na stracie owszem działają, jednak tylko w krótkim okresie. Na dłuższą metę takie zachowania mogą namnażać problemy psychiczne, blokować rozwój, skutkować występowaniem objawów somatycznych czy też dać o sobie znać w trudnych momentach (np. pod postacią nagłych napadów złości czy płaczu).

Przeżycie straty wiąże się zatem z konfrontacją z takimi doświadczeniami, jak smutek, ból, lęk, poczucie winy, samotności, niesprawiedliwości czy przytłoczenia. Warto jednak zaznaczyć, że chodzi nie tylko o to, by dopuścić do siebie trudne uczucia związane z przeżywanie żałoby, ale również by – kiedy przyjdzie na to właściwy moment – pozwolić im odejść. Przeciąganie doświadczania żałoby w nieskończoność może wynikać m. in. z rozpaczliwej chęci zatrzymania osoby, której dotyczy strata. Zgoda na przeminięcie uczuć związanych z żałobą mogłaby wtedy równać się z ostatecznym przyznaniem się do faktu, że danej osoby już nie ma, że odeszła i że trzeba zacząć żyć inaczej, na nowo, w innej rzeczywistości niż ta, która do tej pory była udziałem tej osoby.

Jeszcze jedną kwestią, wartą odnotowania, jest fakt, że proces żałoby nie wiąże się tylko z przeżywaniem negatywnych stanów emocjonalnych, z bólem i cierpieniem. Pojawiać się bowiem mogą zarówno uczucia przykre, jak i przyjemne. Psychiatra i psychoterapeuta, Paweł Brudkiewicz, zwraca uwagę, że „w procesie niepowikłanej żałoby obok przykrych przeżyć mogą się pojawiać w sposób naturalny uczucia ‘pozytywne’, takie jak ulga i uspokojenie (np. po śmierci bliskiej osoby cierpiącej na przewlekłą chorobę). Często te doświadczenia emocjonalne prowadzą do pojawiania się poczucia winy i nielojalności, które utrudniają adaptację do życia po utracie kogoś bliskiego”. Pojawianie się w trakcie trwania żałoby przeżyć bardziej pozytywnych jest więc naturalną i zdrową reakcją na godzenie się ze stratą. Nie istnieje jednak jeden szablon, podług którego miałby przebiegać właściwy proces żałoby. Kryzys ten przeżywany jest przez każdego inaczej. Porównywanie swoich reakcji do sposobów działania i doświadczania innych ludzi może nie tylko nie być pomocne, ale wręcz utrudniać proces adaptacji do nowej rzeczywistości.

Budowanie nowej tożsamości

Pełne przeżycie żałoby, pozwolenie sobie na doświadczanie różnorakich, czasami skrajnych emocji, przechodzenie przez różne etapy godzenia się ze stratą stanowią podstawę zdrowego radzenia sobie z tak ciężkim doświadczeniem, jakim jest odejście bliskiej osoby. Nie ma jednoznacznych kryteriów, za pomocą których można by było ustalić, ile powinien trwać cały proces żałoby. Kiedy – po kilku miesiącach lub nawet dłużej – żałoba się kończy, warto mieć na uwadze, że smutek, łzy i tęsknota mogą się jeszcze pojawić w życiu. Jednak po okresie stopniowej akceptacji nowej rzeczywistości będą pojawiać się już w sposób nieutrudniający funkcjonowanie w życiu.

Czas na żałobę jest potrzebny do zbudowania nowej tożsamości. Zmienia się nie tylko otaczająca rzeczywistość, ale i sam człowiek ulega transformacji. Jest to proces budowania nowego ja poprzez integrowanie i akceptowanie innego stanu rzeczy. Jest to niekiedy czas na szukanie nowego sposobu funkcjonowania w świecie, na znajdywanie być może nowych celów i wartości, na lepsze zrozumienie siebie i świata. Okres żałoby nie jest potrzebny to tego, by wyleczyć się z bólu po stracie – bardziej do nauczenia się tego, jak żyć z bólem i stratą.

Autor: Igor Rotberg
 
 
Dla zainteresowanych:

Bauman, Z. (2000). Ponowoczesność jako źródło cierpień. Warszawa: Wydawnictwo Sic!
Brudkiewicz, P. (2013). Żałoba i depresja w przebiegu żałoby, Medycyna Praktyczna [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Horwitz, A.V., Wakefield, J.C. (2007). Loss Of Sadness: How Psychiatry Transformed Normal Sorrow into Depressive Disorder. New York: Oxford University Press
Keirse, M. (2004). Smutek strata żałoba. Jak sobie z nimi radzić? Jak pomóc innym?, tłum. Wężowska, M., Radom: Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne
Konigsberg, R. D. (2010). The truth about grief: The myth of its five stages and the new science of loss. New York, NY: Simon & Schuster
Kübler-Ross, E. (1979). Rozmowy o śmierci i umieraniu, tłum. Doleżal-Nowicka, I., Poznań: Media Rodzina
Moskalewicz, M. (2012). Medykalizacja: patogeneza i objawy, Academia.edu [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Pawłowicz, B. (2012). Chemicznie sterowani, w Programy Eichelbergera, Zwierciadło [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Znamirowska-Soczawa, B. (2013) Teraz mogę wszystko. Być Kobietą Dojrzałą, Katowice: Stasiówka.

Artykuł dostępny jest również na portalu naTemat.

 

Reklamy

STAROŚĆ – TEŻ RADOŚĆ

Starzejemy się od momentu urodzenia. Proces ten dotyczy bez wyjątku każdego z nas. Jednak sama starość, definiowana jako późny okres naszego życia, wzbudza często duże emocje, czasami rodzi lęk, co może skutkować próbami pogoni za atrybutami młodzieńczego wieku. Z drugiej strony liczne badania pokazują, że starość może obdarzyć nas lepszym samopoczuciem czy mniejszym poziomem stresu, a coraz więcej osób w starszym wieku, o których możemy dowiedzieć się z mediów, jak i tych z naszego otoczenia, realizuje swoje zainteresowania i pasje, wyłamując się z utartego schematu postrzegania starości jako tylko zniedołężnienia i wycofania z życia. Może więc powiedzenie „starość – nie radość” powinno przejść do lamusa?

Zestarzeję się, kiedy będzie mi się chciało

Zwykło się uważać, że starość jest przynależna do grupy osób, które ukończyły pewien wiek. Starość można jednak postrzegać również w kategoriach osobistej decyzji. Wtedy to od nas będzie zależało, czy i kiedy zaczniemy czuć się starymi ludźmi. Sprzyja temu społeczne przyzwolenie na wychodzenie poza stereotypowe zachowania, które – jeszcze w ubiegłym stuleciu – były mocno przypisane do określonych grup wiekowych. Aktualnie wiele osób decyduje się na karierę po 50. czy 60. roku życia, a niektórzy nawet później. Osoby te zakładają wtedy firmy, zaczynają realizować swoje pasje zawodowe i prywatne. I pomimo, że mogą napotykać pewne ograniczenia (związane np. z ich kondycją fizyczną), nie czują się starzy.

Psycholożka, prof. Katarzyna Popiołek, mówi nawet, że starość nie istnieje, że nie ma wzorców osobowości, które by ją wyznaczały, że sprowadza się ona do osobistej decyzji, a nie z góry określonej granicy, za którą właśnie zaczynałaby się starość. „Nie ma podstaw do stworzenia jakiejś ogólnej charakterystyki grupy ludzi starszych, która tak naprawdę nie istnieje jako grupa jednorodna” – mówi Prof. Popiołek dodając, że – „człowiek rozwija pewne określone cechy i nie ma takiego punktu, w którym nagle dzieje się coś takiego, że należałoby powiedzieć, iż teraz jest coś innego – okres, w którym należałoby kogoś koniecznie inaczej traktować”. Psycholog i psychoterapeuta Wojciech Eichelberger wypowiada się w podobnym duchu i mówi, że starość jest bardzo subiektywnym odczuciem. Jest w dużej mierze zjawiskiem społecznym, indukowanym przez obyczaje, obowiązujące sposoby myślenia, przekonania, które obowiązują w danej kulturze, ale też marketing – dodaje psycholog.

Biorąc pod uwagę postrzeganie starości w kategoriach osobistej decyzji lub subiektywnego odczucia, można powiedzieć, że to, jak oceniamy ten okres, zależy od tego, jaki sens mu nadajemy. Możemy postrzegać starość jako okres, kiedy nic dobrego w naszym życiu się nie przydarzy, kiedy należy ograniczyć działalność zawodową, towarzyską, społeczną czy edukacyjną. Taka autodyskryminacja, takie wyłączanie się z pewnych ról społecznych skutkuje zawężaniem doświadczania własnego życia praktycznie do dwóch sfer: tej związanej ze zdrowiem (a właściwie jego szwankowaniem) oraz tej związanej z pieniędzmi (a właściwie ich brakiem).

Możemy jednak widzieć starość jako okres, w którym nadal warto podejmować nowe role w życiu, uczyć się nowy rzeczy, brać udział w ciekawych wydarzeniach czy poznawać nowych ludzi. Możemy postrzegać ten czas jako taki, w którym realizowanie swoich pasji i rozwijanie własnych zainteresowań nadal ma sens. Wspomniana wcześniej prof. Popiołek mówi, że „żyjemy w świecie pełnym fascynujących ludzi i zdarzeń. Pojawia się coraz więcej organizacji, stowarzyszeń, fundacji, uniwersytetów trzeciego wieku, które czekają na nas, na naszą aktywność”. Dodaje, że dzięki temu możemy zawierać nowe znajomości, wykorzystywać swoją energię do działania na różnych polach, nauczyć się czegoś nowego czy rozwijać pasje, na które dotąd nie mieliśmy czasu lub możliwości.

Nie muszę ulegać presji wiecznej młodości

W swojej książce „The Depths: The Evolutionary Origins of the Depression Epidemic” psycholog Jonathan Rottenberg wskazuje między innymi, jak bardzo współczesna kultura skupia się na kulcie wiecznej młodości i piękna, na waloryzacji siły i sprawności, na ukrywaniu chorób i śmierci oraz na micie wiecznej szczęśliwości. Wśród ludzi starzejących się w związku z tym czasami rodzi się pragnienie, żeby ukryć zmarszczki i siwe włosy i czym prędzej się odmłodzić. Celnie ujęła to w jednym z wywiadów Magdalena Tulli, pisarka i tłumaczka, mówiąc, że „ludzie nie chcą oglądać zmarszczek i siwych włosów, bo to by przeszkadzało mieć nadzieję, że w ich życiu tego nie będzie. Chcą się łudzić, że tak naprawdę wcale nie ma starości i śmierci, a cudze zmarszczki mówią, że są. I właśnie stąd te niesłychane, nieprzyzwoite wymagania, ten nacisk: zrób z tym coś”.

Życie naznaczone gloryfikacją młodości może mieć wpływ nie tylko na to, jak wyglądamy i jakie ubrania nosimy, ale również może negatywnie wpływać na stan naszego zdrowia. Odpychając od siebie myśli dotyczące tego, że nasze ciało wraz z wiekiem podlega również transformacji, może skutkować chociażby odkładaniem badań kontrolnych. Jak wskazuje psycholożka i psychoterapeutka Justyna Pronobis-Szczylik, takie zachowanie jest mechanizmem samoniszczącym i wynika z zaprzeczania rzeczywistości. Chcąc zatem sprostać ideałowi wiecznej młodości, przestajemy się tak naprawdę o siebie troszczyć. Dodatkowo problem sprowadza się do tego, że nie możemy się nie zestarzeć. Rozdźwięk pomiędzy naszymi oczekiwaniami, wynikającymi z presji otoczenia, a naturalnymi procesami starzenia, może prowadzić do frustracji, rozgoryczenia i rozczarowania życiem.

Tymczasem starość to nie tylko pomarszczona twarz i siwe włosy. Z przeprowadzonych przez naukowców z  University of California w San Diego badań wynika, że dobre samopoczucie i zadowolenie z życia wzrasta w starszym wieku i nie jest to zależne od dobrej lub złej kondycji fizycznej. Również badania, które przeprowadził prof. Arthur Stone z instytutu Gallupa, potwierdzają to, że – w porównaniu z młodym wiekiem – osoby starsze mniej się martwią. Mają również bardziej pozytywne widzenie świata i lepiej radzą sobie z regulacją emocji. Są także mniej neurotyczne. W związku z tym postrzeganie starości przez pryzmat niedomagania fizycznego oraz jako okresu gorszego w porównaniu z idealizowaną młodością, jest jednostronne i ograniczające.

W każdym momencie dorosłego życia możemy realizować ważne dla nas wartości i życiowe cele. Będąc osobami nawet bardzo dojrzałymi, możemy uczyć się nowych rzeczy czy podejmować nowe role życiowe. Nie chodzi jednak o to, żeby na siłę się odmładzać, chcąc sprostać społecznemu oczekiwaniu bycia zawsze aktywnym i młodo wyglądającym. Różnica pomiędzy koniecznością ukrywania siwych włosów i zmarszczek, a możliwością realizowania własnych pasji i uczenia się nowych rzeczy na starość jest taka, że w pierwszym przypadku postawa ta wynika z przymusu społecznego, w drugim – z osobistego wyboru. Z jednej strony zatem starzenie się nie musi sprawiać, że za wszelką cenę będziemy chcieli ukryć nasz wiek i udawać, że nadal jesteśmy młodzi, z drugiej strony – starzenie się nie musi nam przeszkadzać w rozwoju, chęci poznawania nowości czy stawiania sobie kolejnych życiowych celów i ich realizowania.

Autor: Igor Rotberg

 
Dla zainteresowanych:

Eichelberger, W., Religa, M, Kubicki, P., Kula, M. (2013) Dyskusja o starości z udziałem Wojciecha Eichelbergera, Małgorzaty Religi, Pawła Kubickiego i Marcina Kuli, PR2 [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Jeste, DV; Depp, CA; Vahia, IV (2010). „Successful cognitive and emotional aging”. World Psychiatry 9 (2): 78–84.
Pronobis-Szczylik, J. (2014) Kochaj siebie i badaj. Justyna Pronobis-Szczylik o tym, skąd się bierze powszechny lęk przed badaniami kontrolnymi i jak go zwalczyć, rozmowę przepr. Walewski, P., Polityka [online]. Dostępny w Internecie tutaj.
Stone, A. A., Schwarz, J. E., Broderick, J. E., Deaton, A. (2010) A snapshot of the age distribution of psychological well-being in the United States. Proceedings of the National Academies of Science; 107 (22):9985–90.
Tulli, M. (2014) Zbuntowana – rozmowa z Magdaleną Tulli, rozmowę przepr. Wodecka, D., Wyborcza.pl [online].Dostępny w Internecie tutaj.
Znamirowska-Soczawa, B. (2013) Teraz mogę wszystko. Być Kobietą Dojrzałą, Katowice: Stasiówka.

Artykuł dostępny jest również na portalu naTemat.