Afirmacje, które nie działają

Jedno z najbardziej znanych badań dotyczących afirmacji zostało przeprowadzone przez Joanne Wood oraz współpracowników, badaczy z Uniwersytetu Waterloo i Uniwersytetu New Brunswick. Wyniki opublikowane w 2009 r. w czasopiśmie „Psychological Science” pokazały, że afirmacje działają wyłącznie w wąskiej grupie osób. Jeżeli ktoś ma raczej stabilne poczucie własnej wartości, wówczas pozytywne zdania o sobie mogą nieznacznie wzmocnić jego nastrój. Gdy jednak samoocena jest niska, efekt okazuje się odwrotny.

Badanie pokazało jeszcze coś ważnego. Uczestnicy eksperymentu z niską samooceną, którzy przez chwilę koncentrowali się na własnych wadach, reagowali lepiej niż ci, którzy zmuszali się do afirmowania pozytywnych sformułowań na swój temat. Przyznanie się przed sobą do negatywnych myśli poprawiało ich nastrój. Wniosek jest prosty, choć mało zgodny z duchem pop psychologii: gdy nasza podszyta niepewnością percepcja siebie drastycznie odbiega od treści afirmacji, dochodzi do wewnętrznego konfliktu i zamiast wsparcia pojawia się frustracja oraz poczucie fałszu.

Więcej o tym, dlaczego afirmacje nie pomagają, a wręcz mogą zaszkodzić przeczytacie w moim artykule „Afirmacje, które nie działają”, który znajdziecie w formie PDF lub w wersji elektronicznej TUTAJ.

Fot. Katrina Wright / Unsplash

Szczęście w przyszłości

Przekaz społeczny pełen imperatywów, każących nam nieustanie doskonalić siebie i swoje życie, wikła nas w przekonanie, że w przyszłości unikniemy cierpienia. Niestety powoduje to zwiększanie cierpienia, ponieważ sugeruje nie wprost, że możemy przeżywać szczęście tylko w wyidealizowanej, przyszłej rzeczywistości.

Chybione jest również przekonanie, iż jeśli już przepracujemy wszystko, co mamy do przepracowania, zmienimy całkowicie nasz sposób myślenia, naprawimy swój związek lub zmienimy na bardziej harmonijny, wtedy przyszłość przyniesie nam szczęście.

Oczywiście nie znaczy to, że należy zarzucić jakąkolwiek pracę nad zmianą swoich przyzwyczajeń, nawyków, szkodliwych przekonań czy destrukcyjnych zachowań. Błędne natomiast jest lokowanie szansy na przeżywanie szczęścia dopiero w przyszłości, która jest ze swojej natury i definicji nieprzewidywalna i może nam przynieść nie tylko przyjemne momenty, ale również problemy. Nie tylko szczęście, ale i smutek. I to bez względu na to, jak bardzo będziemy pracować nad sobą.

Ciągłe traktowanie naszego życia jako problemu do rozwiązania zarówno ogranicza możliwości przeżywania dobrych chwil, które są naszym udziałem, jak i sprawia, że postrzegamy teraźniejszość jako nie dość satysfakcjonującą i niewartą naszej pełnej uwagi. Dodatkowo możemy przeżywać frustrację z powodu tego, że przyszłość – kiedy już staje się teraźniejszością – nie przynosi nam tak idealnego życia, jakie planowaliśmy dla siebie. Więc nie dość, że jesteśmy rozczarowani tym, co przyszłe zdarzenia mają nam do zaoferowanie, to jeszcze możemy obwiniać siebie za nieumiejętność zarządzania swoim życiem tak, by było ono idealne.


Tekst pochodzi z mojego artykułu W świecie imperatywów.

Fot. IR / Canva

Czym jest sukces?

Fot. Cezary Piwowarski / Polskie Radio

Sukces doczekał się wielu definicji. Dla jednych związany jest z życiem prywatnym, dla innych – z zawodowym. Jeśli się przyjrzymy to zauważymy, że różne pokolenia też definiują go inaczej. Miałem przyjemność gościć w Czwórce z bliska przyglądać się sukcesowi podczas „Otwartego studia Czwórki”.

Rozmawialiśmy o tym „Czym jest sukces?”. Czy jest nam do czegoś potrzebny? Jak rozumieją go różne pokolenia? Czy pokolenie Z definiuje go tak samo jak millenialsi? W czym się mierzy sukces? Czy umiemy się cieszyć z własnego i cudzego sukcesu? Czy sukces rewiduje znajomości?

Poza mną gośćmi spotkania byli: Katarzyna Krzywicka-Zdunek, Marta Zawiślińska, Paweł Urzenitzok, Michał Kuryłek, Natalia Mikulska, Nikola Wiktoria Soboń, Marta Gajda, stypendystki Fundacji Edukacyjnej Przedsiębiorczości oraz licealiści i studenci. Spotkanie poprowadził Jakub Jamrozek.

Spotkanie w całości można obejrzeć TUTAJ.

Strefa komfortu – nasz kapitał, nasze zasoby

Motywacyjne slogany o nieograniczonych możliwościach tworzą iluzję, że sukces i szczęście zależą wyłącznie od nas, co prowadzi do poczucia winy i presji na ciągły rozwój. Tymczasem prawdziwy rozwój wymaga autorefleksji i świadomości własnych ograniczeń, a nie bezrefleksyjnego dążenia do przekraczania strefy komfortu.

Wielu ludzi myli rozwój z ciągłym przekraczaniem granic, a poczucie niespełnienia wynika często z porównań z innymi oraz medialnych wzorców sukcesu. Mitem jest przekonanie, że rozwój wiąże się wyłącznie z opuszczaniem strefy komfortu, a sama strefa komfortu – miejscem stagnacji. Rutyna i powtarzalność mogą być równie twórcze, jak odkrywanie nowości, ponieważ pozwalają na pogłębianie umiejętności i dążenie do mistrzostwa. Prawdziwa kreatywność wymaga poczucia bezpieczeństwa, a nie ciągłego stresu. Rozwój nie może polegać wyłącznie na ciągłych zmianach, lecz również na doskonaleniu tego, co już znane, we własnym tempie.

Nieustanne zmienianie siebie przypomina ciągłe przesadzanie rośliny – może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Strefa komfortu jest naszym kapitałem, bazą zasobów, które warto pielęgnować. Zamiast ślepo podążać za ideą zmiany jako wartości samej w sobie, powinniśmy pytać, co stoi za naszymi pragnieniami i jaką realną wartość wnoszą w nasze życie. Prawdziwy rozwój nie wymaga ciągłego biegu, ale wytrwałości i refleksji nad sobą w obecnym stanie.

Image by Free Photos from Pixabay

Fot. Free Photos / Pixabay

Tłumienie niechcianych myśli i emocji

Przymus doświadczania tylko przyjemnych emocji wywodzi się przekazu społecznego dotyczącego tego, czego powinniśmy doświadczać, a czego unikać w życiu. Psycholog Randall Wilson wskazuje na zasady, do których, na przestrzeni wieków, został sprowadzony ów przekaz. Po pierwsze: nieprzyjemne myśli i emocje są złe, a przyjemne – dobre. Po drugie: jeśli człowiek doświadcza negatywnych myśli i emocji, oznacza to, że nie funkcjonuje dobrze i że powinien jak najszybciej pozbyć się tych „szkodliwych” stanów psychicznych. Po trzecie: można prowadzić dobre życie tylko pod warunkiem, że doświadcza się przyjemnych odczuć. Zasady te można zawrzeć w ogólnym stwierdzeniu, że dobre życie jest równoznaczne z dobrym samopoczuciem.

Tymczasem, jak mówi psychoterapeutka Tori Rodriguez, próby tłumienia niechcianych myśli i uczuć mogą odnosić odwrotny skutek i powodować, że, paradoksalnie, będziemy doświadczać jeszcze większej liczby niechcianych stanów psychicznych, co systematycznie będzie wpływało na obniżenie poziomu naszego zadowolenia życiowego.

Oczywiście nie chodzi o fetyszyzowanie braku psychicznej lub emocjonalnej stabilności, który jest często olbrzymim obciążeniem, wielką trudnością, z którą na co dzień trzeba się zmagać. Wielu ludzi cierpi z powodu przeżywanego lęku, doświadczania depresji czy innych poważnych stanów psychicznych. Jednak postrzeganie negatywnych doświadczeń jako przeciwstawnych dobrze przeżytemu życiu jest dużym nieporozumieniem. Są one bowiem naturalnym i stałym elementem ludzkiego życia.


Tekst pochodzi z artykułu Dobre niedobre emocje, dostępnym na mojej stronie.

Pozytywne myślenie

Kiedy analizujemy rolę przekazu społecznego, mającego na celu zwiększenie poziomu odczuwanego szczęścia w naszym życiu, na szczególną uwagę zasługuje kult „pozytywnego myślenia”. Zaszczepia on w nas bowiem ideę, że w życiu przydarzać się nam będą tylko dobre wydarzenia za sprawą samego myślenia o nich, a sama rezygnacja z myślenia o tym, co trudne i nieprzyjemne, sprawi, że nie będziemy doświadczać nieszczęść i niepowodzeń. Idea ta z kolei znalazła wyraz w propagowaniu stosowania pozytywnych afirmacji jako remedium na życiowe problemy lub przynajmniej jako sposób na poprawienie naszego samopoczucia.

Afirmacje, pozytywne myślenie, imperatywy mające podnieść nasz poziom zadowolenia z życia to odpryski uproszczonych idei z jednego z nurtów w psychologii, a mianowicie psychologii pozytywnej. Teorie zawarte w tym nurcie, zapoczątkowanym przez prace Martina Seligmana, są dużo bardziej złożone, a samo pojawienie się psychologii pozytywnej wniosło ważne zmiany do myślenia o psychice człowieka. Wcześniej bowiem przeważało widzenie człowieka jako istoty kruchej, słabej, nieradzącej sobie z trudnymi doświadczeniami. To, co dobrego wniosła psychologia pozytywna, to spojrzenie na człowieka jako wyposażonego w skuteczne mechanizmy radzenia sobie z życiem. Teorie te są jednak dalekie od naiwnego optymizmu pozytywnego myślenia.


Tekst pochodzi z artykułu W świecie imperatywów.

Photo by Ahmed Zayan on Unsplash

Ile imperatywów masz w swoim słowniku?

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele z rad, odnośnie naszego samopoczucia i komfortu życia, jest podawanych w formie nakazów lub zakazów. Mając na uwadze własne zdrowie, stan psychiczny, dobro naszych najbliższych, często fundujemy sobie literaturę naszpikowaną imperatywami: „Bądź szczęśliwy!”, „Uśmiechaj się codziennie!”, „Przytulaj się przynajmniej kilka razy w ciągu dnia!”, „Pielęgnuj swoje hobby!”, „Nigdy nie mów nigdy!”, „Spotykaj się często z przyjaciółmi!”, „Uwierz w siebie!”, „Kochaj siebie!”, „Okazuj wdzięczność!”, „Bądź w zgodzie ze sobą!”, „Żyj w harmonii!”. Zalecenia te można by wymieniać jeszcze bardzo długo. Do tego dołączają się porady, które koniecznie musimy spełnić, żeby nasze życie było szczęśliwe, harmonijne i idealne. Literatura poradnikowa obfituje w dzisiejszych czasach w tytuły takie jak: „7 wskazówek, jak osiągnąć sukces”, „5 kluczowych zmian, które musisz wprowadzić w życie, żeby osiągnąć spokój”, „6 porad, które uczynią twój związek szczęśliwym” itd.

Chcąc, żeby nasze życie czy życie naszych najbliższych było lepsze, ciekawsze, milsze czy po prostu bardziej szczęśliwe, nierzadko staramy się zastosować do wszystkich nakazów i zakazów, które w przekazie społecznym związane są z dobrym samopoczuciem lub zdrowiem. Nie jest odkryciem, że nie jesteśmy w stanie ich wszystkich spełnić. Zamiast poczucia zwiększania się naszego poziomu szczęścia, odczuwamy wtedy rozczarowanie i frustrację.

Image by Gerd Altmann from Pixabay

Poza frustracją, wynikającą z niemożności spełnienia wszystkich imperatywów związanych z dobrym samopoczuciem, innym niebezpieczeństwem jest rozwinięcie w sobie poczucia, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, że nawet niemożliwe jest możliwe. Powoduje to, że bardziej niż w świecie realnych sukcesów, możliwości, ale i ograniczeń, zaczynamy żyć w świecie fantazji. Dlatego też, gdy tylko pojawiają się jakieś przeszkody i utrudnienia lub życie nie przynosi nam spektakularnych sukcesów, przeżywamy to bardzo negatywnie. Niekiedy może to skutkować obniżeniem poziomu poczucia własnej wartości, bo brak możliwości zrealizowania wszystkich imperatywów, które w naszym odczuciu powinny nam pomóc, musi oznaczać, że coś z nami jest nie w porządku.


Tekst pochodzi z artykułu W świecie imperatywów.

Pułapki rozwoju osobistego

Możliwości, jakie dają nam warsztaty, szkolenia, kursy, seminaria czy poradniki związane z rozwojem osobistym, zdają się być wprost nieograniczone. Wystarczy wiedzieć, gdzie i co w naszym życiu nie działa tak, jakbyśmy chcieli, a potem już udać się w odpowiednie miejsce szkoleniowe czy nabyć adekwatny do problemu podręcznik i za chwilę będziemy naprawionymi, dobrze funkcjonującymi, świetnie przystosowanymi osobami. Wielu ludzi uległo magii tak pojętego rozwoju.

Okazuje się jednak, że rozwój osobisty nie zawsze idzie to w parze ze szczęściem i satysfakcją życiową. Nie wszystko w życiu, co odbiega od oczekiwanych przez nas standardów trzeba naprawiać. Nie wszystko się nawet można.

Treningi, warsztaty rozwoju osobistego wabią ofertą lepszego życia. Popularne i dostępne, bo można uczestniczyć online. Czy oferta „radykalnej przemiany w weekend”, „przebudowy osobowości” albo „przebudowy osobowości” może być spełniona? Gdzie jest granica bezpieczeństwa, jak ocenić wartość coachingu i w jaki sposób wyznaczyć granicę przemiany, za którą traci się własne „ja”, a bliscy nas nie poznają? Na te i inne pytania dotyczące pułapek rozwoju osobistego przeczytacie w ARTYKULE Jagny Kaczanowskiej. 

ar130405
Fot. ar130405

Czy mówić: „wszystko będzie dobrze”?

Fot. Gerd Altmann / Pixabay

Mówienie „wszystko będzie dobrze” podtrzymuję wiarę w bezproblemową przyszłość. I nawet jeśli ludzie w większości zdają sobie sprawę, że doświadczanie bólu wpisane jest z ludzkie życie, rozczarowują się za każdym razem, gdy zaskoczy ich choroba, kryzys, niepowodzenie czy strata, ponieważ łudzą się, że może jednak ich życie będzie wyglądało inaczej. Nie chodzi oczywiście o kultywowanie w sobie przygnębiającego przekonania o posępnej przyszłości. Przesadny optymizm i idealizowanie przyszłych zdarzeń mogą jednak wpływać negatywnie na życie, ponieważ nie dość, że dostarczają frustracji i niezadowolenia związanych z faktem, że sprawy nie układają się po naszej myśli, to dodatkowo umniejszają lub wręcz pozbawiają radości z doświadczania chwili obecnej. Postrzegamy bowiem teraźniejszość jako nie dość dobrą, nieidealną, niewartą uwagi.

Tymczasem kryzysy są immanentną cechą ludzkiej egzystencji. Miliony ludzi na świecie właśnie przechodzi przez okres destabilizacji i rozchwiania. Dychotomiczna percepcja czasu, wyrażająca się w postrzeganiu kryzysu jako bezsprzecznie negatywnego momentu w życiu oraz czasu po kryzysie – jako nieprzerwanie trwającej radości, sprawia, że za każdym razem jesteśmy negatywnie zaskoczeni, kiedy coś odbiegło od naszych planów. Zamiast mówić: „wszystko będzie dobrze”, lepiej powiedzieć „poradzę sobie”. Sprawia to, że będąc mniej roszczeniowymi wobec przyszłych zdarzeń, mniej będziemy doświadczać rozczarowań. Nie będziemy się skupiać wtedy na sprawach, na które nie mamy wpływu, a zyskamy większe zaufanie do siebie.


Tekst pochodzi z artykułu Nie zawsze będzie dobrze, dostępnym na naszej stronie.

Fetysz pozytywności

Jeden z przekazów społecznych we współczesnym świecie kultury zachodniej, z którym dosyć często się stykamy, mówi, że dopóty będziemy akceptowani i doceniani, dopóki będziemy radośni i produktywni. Powinniśmy zatem prowadzić zrównoważone, szczęśliwe życie, pozostawiając na boku nasze lęki, obawy, wątpliwości.

Jakby w opozycji do szybkiego tempa współczesnego życia, które sprawia, że trudno jest osiągnąć spokój umysłu, nie powinniśmy odczuwać zdenerwowania i napięcia. Powinniśmy za to nieustannie cieszyć się życiem, będąc opanowanymi, jednocześnie zwiększając naszą wydajność i kreatywność. W skrajnej postaci kult „pozytywnego myślenia” zaszczepia nam ideę, że w życiu przydarzać nam się będą tylko dobre wydarzenia za sprawą samego myślenie o nich.

Fot. Tamanna Rumee / Pixabay

Warsztaty i kursy rozwoju osobistego, spopularyzowanie się pozytywnego myślenia oraz poglądu, że człowiek posiada wpływ na swoje myśli i emocje, wniosły dużo dobrego do życia poszczególnych ludzi. Dzięki rozwojowi i pracy nad sobą można czerpać więcej zadowolenia z życia, mieć poczucie większej harmonii ze sobą i światem, odczuwać więcej spokoju i radości.

Niestety, zachłyśnięcie się pozytywnym myśleniem i kursami samodoskonalenia sprawiały, że zrodziła się wiara w omnipotencje człowieka w kwestii jego możliwości modyfikacji własnego życia w taki sposób, aby mógł doświadczać tylko przyjemnych doznań i nie przeżywać żadnych trudnych. Pragnienie ciągłego ulepszania swojego życia, nieustanna pogoń za szczęściem i tyrania optymizmu sprawiają, że ludzie tłumią nieprzyjemne emocje, zmuszając się często, żeby być cały czas radosnymi, zadowolonymi, przeżywającymi szczęście osobami. Inspiracja i pomoc, które w założeniu miały wspierać rozwój, zaczynają go ograniczać i powstrzymywać.


Tekst pochodzi z artykułu Dobre niedobre emocje, dostępnym na naszej stronie.