Entuzjaści pracy

Igor Rotberg rozmawia z dr Jackiem Bucznym, badaczem motywacyjnych mechanizmów zachowania i uzależnień behawioralnych, naukowcem i wykładowcą w Uniwersytecie SWPS w Sopocie.

Igor Rotberg: Zaangażowaniem w życie zawodowe charakteryzują się nie tylko pracoholicy, ale również entuzjaści pracy. Są oni w stanie poświęcać pracy tak samo dużo czasu jak ci pierwsi. Jednak jest kilka rzeczy, które różnią obie te grupy. Jedną z takich rzeczy są pozytywne emocje, które u pracoholików występują jedynie przed pójściem do pracy, u entuzjastów pracy natomiast mogą utrzymywać się przez cały dzień. Entuzjaści pracy mają również większe poczucie sensu. Kieruje nimi wewnętrzna motywacja. Z kolei pracoholików cechuje motywacja zewnętrzna, a praca ma służyć redukcji napięcia. Biorąc pod uwagę wskaźniki zaproponowane przez Janet Spence i Ann Robbins (przymus pracy, zaangażowanie w pracę oraz zadowolenie z pracy), można powiedzieć, że pracoholicy osiągają wysoki poziom na skali przymusu i zaangażowania w pracę oraz niski na skali zadowolenia z pracy. Tymczasem entuzjaści pracy, przy równie wysokim zaangażowaniu w życie zawodowe, nie odczuwają przymusu pracy, natomiast czerpią dużą satysfakcję z wykonywanej przez siebie aktywności zawodowej.

Jacek Buczny: Z pewnością te dwa typy psychologiczne różni taka właśnie dynamika stanu emocjonalnego. Można powiedzieć, parafrazując Pana wypowiedź, że entuzjaści pracy, nie odczuwając tego przykrego napięcia pracy, mogą bardziej koncentrować się, na przykład na przyjemności wynikającej z zadań składających się na wykonywaną pracę. Nie znaczy to, że entuzjaści odczuwają w pracy wyłącznie pozytywne emocje. W doświadczeniu tych osób można znaleźć ślady złości i smutku, i frustracji. Różni ich od pracoholików proporcja odczuwanych emocji i ich źródło. U pracoholików byłoby to odczuwanie przyjemności wynikającej ze spełniania oczekiwań, uzyskania przewagi nad innymi, uniknięcie porażki. Entuzjastów pracy cieszy bardziej osiągnięcie celu wpisanego w pracy, pozytywne relacje ze współpracownikami. Myślę też, że zaangażowanie, które Pan podał ma zupełnie inny charakter. Powiedziałbym, że zaangażowanie pracoholików ma charakter destruktywny, nadmierny, bo jest przejawem nadużywania pracy. Na poziomie bardzo ogólnym, można stwierdzić, że obie grupy są zaangażowane, ale wiedza na temat entuzjazmu i pracoholizmu, nakazuje, aby mówić o różnych formach zaangażowania. Proszę zwrócić uwagę na to, że pracoholicy mają problem z delegowaniem zdaniem, przerwaniem czynności i nakładają na siebie nadmierną ilość obowiązków. Sedno tkwi w tym, że te dwa typy kierują się różnymi motywacjami, więc one nie mogą skutkować tym samym rodzajem zaangażowania.

IR: Dr Kamila Wojdyło, badająca styl osób zapracowanych, zwraca uwagę również na to, że entuzjasta pracy – w odróżnieniu od pracoholika – jest w stanie bardziej oddzielić życie zawodowe od prywatnego. Można by było pokusić się o stwierdzenie, że skoro jego motywacja jest nastawioną na rozwój osobisty i ponieważ czerpie on satysfakcję z życia zawodowego, może to wpływać pozytywnie na jego życie prywatne.

JB: Zastawiam się, jak ta większa skuteczność w rozdzielaniu życia rodzinnego i zawodowego rzeczywiście wygląda, jakim kosztem zachodzi, co faktycznie ją umożliwia. Skoro entuzjaści pracy działają pod wpływem motywacji wewnętrznej, to pewnie łatwiej zanurzyć im się w pracę i łatwiej jest pracować bez opamiętania. Takie działanie może być przecież mniej kosztowne, bo nie wymaga zmagania się z negatywnymi emocjami, których w pracy doświadczają pracoholicy. Niestety nie znam badań, które pokazywałyby, w jaki sposób to pozytywne zaangażowanie się w pracę miałoby przenosić się na pozytywne funkcjonowanie w rodzinie. Możemy tylko pomyśleć, że istota tego zjawiska może na przykład tkwić w sposobie radzenia sobie z trudnościami. Na przykład, badania pokazały, że pracoholicy często myślą o porażkach i ich przyczynach. Dzieje się tak przede wszystkim w obliczu problemów. Ich myśli bardzo mocno skupiają się na problemie, doświadczenie emocjonalne pełne jest lęku i braku wiary w poradzenie sobie z problemem. Silna tendencja do ruminowania zmniejsza szansę na aktywne radzenie sobie z problemami, których przecież w życiu rodzinnym (prywatnym) nie brakuje.

IR: Pracoholizm nie tylko może wpływać na trudności w radzeniu sobie z problemami, ale oddziałuje również negatywnie na zdrowie i zwiększa ryzyko wypalenia zawodowego. Dokładnie odwrotnie jest w przypadku entuzjazmu pracy. Warto zatem zastanowić się nad tym, w jaki sposób przeciwdziałać takim zjawiskom jak pracoholizm i jak zachęcać to rozwoju postaw charakterystycznych dla entuzjazmu pracy. Biorąc pod uwagę czynniki odróżniające oba style pracy, jednym z rozwiązań byłoby wpieranie motywacji wewnętrznej, czyli zwracanie uwagi na to, co dla pracowników jest ważne i stwarzanie takiego środowiska pracy, które umożliwiałoby im realizację tych wartości.

JB: Zmniejszanie szansy na wystąpienie pracoholizmu czy jego osłabianie to z pewnością działania, które powinny mieć charakter kompleksowy. Niestety nie są mi znane programy badawcze czy inne systematyczne działania opisane w literaturze fachowej, które elegancko pokazałyby, jak to robić. Musimy poczekać. Najpierw powinniśmy lepiej poznać przyczyny powstawania pracoholizmu, by skupić się na szukaniu sposób radzenia sobie z tym społecznym problemem. Aktualna wiedza podpowiada, że pracoholizm występuje wtedy, gdy zasadniczym źródłem motywacji do pracy są czynniki zewnętrzne o charakterze przymusu oraz silna presja na osiągnięcie wygórowanym standardów. Oznacza to zatem, że wspierając motywację wewnętrzną, pomagamy pracownikowi. Osiągnięcie tego wymaga jednak zmiany optyki w zarządzaniu. Czy wyobrażamy sobie szkołę w której stopniami (jeśli w ogóle) nagradzani są uczniowie za osiągniecie własnych celów, niezależnie od poziomu rówieśników? Czy wyobrażamy sobie edukację, która skupiona jest przede wszystkim na uczniu i jego talentach; szkołę bez egzaminów? Czy wszyscy mogą stać się entuzjastami jakiejś dziedziny? Podobne pytania można byłoby zadać w kontekście funkcjonowania firm. Na ile możliwe jest dopasowanie zindywidualizowanego czy prorozwojowego podejścia do pracownika do tego, że firma skoncentrowana jest na zysku i wskaźnikach efektywności, aby utrzymać się na rynku?

IR: Nie wszystkie zawody są w równym stopniu zagrożone występowaniem pracoholizmu, w niektórych pewnie łatwiej o pojawianie się postawy entuzjazmu pracy. Dr Marcin Żółtak z Wyższej Szkoły Bankowej mówi, że pracoholizm częściej może występować w wolnych zawodach oraz na stanowiskach menedżerskich, a także w nowych branżach, które charakteryzują się szybkim rozwojem. Praca w sztywnych ramach czasowych (np. od 8 do 16) pewnie nie będzie predestynować do umacniania się uzależnienia od pracy. 

JB: Sposób pracowania, struktura zatrudnienia czy gospodarka zmieniały się w ostatnich latach bardzo poważnie. Dzisiaj wielu pracowników stoi przed wyzwaniami, zastanawia się nad własną efektywnością i stara się sprostać wielu oczekiwaniom. Praca znacząco się skomplikowała, z czego wyrosły wymagania, konieczność dokonywania osobistych zmian w imię adaptacji do rynku pracy. Taka dynamika może sprzyjać pojawianiu się niewłaściwych wzorców zachowania, w tym pracoholizmu. Menadżerowie, których Pan wspomniał, należą do tej populacji, ale są w niej także nauczyciele, czy sprzedawcy. Problem pracoholizmu może dotykać grup, które muszą sprostać poważnym wymaganiom zewnętrznym, muszą konkurować, dążąc do rozwoju warsztatu pracy. Byłbym za tym, aby patrzeć na czynniki sprzyjające pojawianiu się pracoholizmu przez pryzmat funkcji pracy, nie grup zawodowych.

IR: Do kompleksowego charakteru działań, o których Pan mówił, wspierających postawy entuzjazmu pracy, a przynajmniej przeciwdziałających występowaniu pracoholizmu, można by było zaliczyć również dbałość pracodawców do zachęcania pracowników do wykorzystywania urlopów, a odwodzenia od rezygnacji z relaksu. Zwiększanie ilości działań opartych na współpracy w stosunku do tych opartych na rywalizacji również może być dobrym pomysłem. Stwarzanie poczucia pewności zatrudnienia także mogłoby pomóc w zmniejszeniu liczby nadgodzin w pracy czy brania obowiązków zawodowych do wykonania w domu. Chociaż nie wiadomo, na ile ten ostatni punkt jest realny do wdrożenia. Z kolei dla samych pracowników ważne byłoby rozwijanie pozazawodowych zainteresowań oraz nauka głębokiego relaksu, z czym pracoholicy często mają problem.

JB: Wiemy także, że pracoholicy nie korzystają z konstruktywnych form radzenia sobie z problemami. W związku z tym oddziaływania służące zmniejszaniu szansy na kształtowanie się pracoholizmu mogłyby polegać na uczeniu pracowników skutecznych i konstruktywnych form radzenia sobie ze stresem. Myślę, że rozwijanie umiejętności czytania reakcji własnego ciała, umiejętności identyfikacji zmęczenia, zdrowego odżywania się powinny przełożyć się na skuteczne budowanie „buforów” zabezpieczających przed pracoholizmem, i jednocześnie wspierających entuzjazm pracy.

 

O rozmówcy:
Jacek Buczny – doktor psychologii, pracownik naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu SWPS w Sopocie. Prowadzi badania naukowe dotyczące samokontroli, w tym uzależnień behawioralnych. We współpracy z badaczami polskimi i niemieckimi opublikował wyniki badań dotyczących pracoholizmu oraz jest współautorem narzędzia służącego do pomiaru pracoholizmu jako uzależnienia od pracy (ang. work craving). Kierował grantami finansowanymi przez Narodowe Centrum Nauki, Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jest autorem międzynarodowych publikacji z zakresu samokontroli i uzależnień behawioralnych.

Rozmowa dostępna jest również na portalu naTemat.

Reklamy

SUKCES MA WIELE TWARZY

Czym jest sukces? Czy istnieje jedno kryterium sukcesu? Czy jest nim zasobność portfela, czy może realizacja własnych marzeń albo wychowanie dzieci? Potocznie zwykło się uważać, że wyznacznikiem sukcesu jest szybka kariera oraz pokaźne konto w banku. Pomimo, że docierają do nas z różnych źródeł opowieści o tak szybkich i spektakularnych sukcesach, nie możemy jednak zapominać, że rodzajów sukcesu może być tyle, ilu ludzi, bowiem dla każdego człowieka liczą się inne rzeczy. Każdy może mieć swoją własną hierarchię wartości, inne potrzeby, pragnienia, marzenia.

Mało tego, w świadomości zachodniej cywilizacji istnieje duża społeczna presja sukcesu. Pod koniec XX wieku, wraz z pojawieniem się yuppie, pracoholizm oraz poczucie konieczności odniesienia jakiegoś sukcesu stały się wręcz wszechobecne. W ostatnim czasie, w ramach przeciwwagi, coraz bardziej widoczny staje się ruch Slow Life, którego niezłomnym krzewicielem jest Carl Honoré, autor „Pochwały powolności”. Idee, zawarte w tym nurcie, stopniowo przebijają się do szerszej świadomości, jednak cały czas bycie człowiekiem sukcesu – zwłaszcza w sensie biznesowym – jest postrzegane przez jednostkę jako konieczność, życiową misję, opus magnum.

Tymczasem niekoniecznie trzeba odnieść sukces finansowy, żeby być szczęśliwym. Niekoniecznie trzeba dążyć do sukcesu, żeby postrzegać swoje życie jako spełnione. Dodatkowo istnieje bardzo wiele różnych form sukcesu – nie wszystkie przekładają się bezpośrednio na powiększenie naszego portfela. Ludzie różnią się w swoich dążeniach. Nie ma jednej, modelowej sztancy, podług której należałoby oceniać sukces.

Więcej, lepiej, z pasją

Wielu z nas postrzega, że drogą do sukcesu i doskonałości jest zdobycie jak najbardziej rozległej wiedzy oraz posiadanie jak najwięcej umiejętności. Marcus Buckingham, współautor książki „Po pierwsze, złam wszelkie zasady”, i Donald O. Clifton, dyrektor Centrum Badań Międzynarodowych i Szkolenia w Instytucie Gallupa, twierdzą, że „aby zbudować swoje talenty, trzeba wystrzegać się tej pułapki”. Podkreślają, że zapisywanie się na setki szkoleń, warsztatów i kursów nie jest automatycznie gwarancją odniesienia sukcesu. Jeśli nie posiadamy talentów w tych dziedzinach, będziemy kierować naszą energię i zapał jedynie na „naprawianie niedoskonałości i opanowanie szkód”. Warto zastanowić się, z czego świadomie zrezygnować, żeby móc w pełni wykorzystać swój potencjał, rozwijając własne zainteresowania.

Prawdą jest, że tylko my sami jesteśmy w stanie odkryć nasze pasje. Należy jednak przy tym mieć na uwadze, że talenty nie muszą być tylko artystyczne. Pasją więc nie musi być koniecznie malowanie obrazów, występowanie na scenie czy fotografia. Mogą nią być pozornie błahe zajęcia, takie jak sprzątanie, gotowanie czy prowadzenie samochodu. Specjaliści doradzają, że aby odkryć pasję, warto przyjrzeć się tym działaniom, których się podejmujemy bez względu na to, czy ktoś nam za nie płaci oraz czy ktoś nas za nie nagradza. Dzięki temu jesteśmy w stanie znaleźć nasze unikatowe, mocne strony.

A co, jeśli szukaliśmy pasji, lecz żadnej nie możemy znaleźć? Cass Phillipps, założycielka konferencji FailCon, w jednym ze swoich wystąpień mówiła, że ludziom zdarza się szukać pasji bardzo długo, czasami całe życie. Poszukiwanie pasji, podkreślała, wiąże się często również z porażkami. Dużym szczęściem mogą pochwalić się osoby, które już jako dziecko odkryły swoje zamiłowania, realizując je później sukcesywnie w życiu dorosłym. Większość ludzi jednak, przechodząc przez różne etapy w swoim życiu, podejmowała się wielu działań, próbując swoich sił w rozmaitych obszarach. Pasje bowiem mogą się pojawiać tak samo w życiu, jak mogą też z niego znikać. Posiadanie lub nieposiadanie pasji nie stanowi o tym, że nasze życie będzie szczęśliwe bądź nieszczęśliwe. Może się zdarzyć, że jesteśmy dobrzy w wielu rzeczach, ale w żadnej nie jesteśmy wyjątkowi. To, że nie znaleźliśmy naszej pasji albo fakt, że już nie posiadamy tych zainteresowań, które kiedyś były dla nas ważne, nie świadczy o tym, że nie możemy przeżyć naszego życia, czując się spełnionymi.

Wystarczy chcieć

Zapewne wielu z nas spotkało się z literaturą dotyczącą osiągania sukcesu. Duża część tych pozycji proponuje metody bardzo ponętne, jednak mało skuteczne. Idee tam podane przekonywać mają do tego, że aby osiągnąć sukces, wystarczy chcieć, powtarzać przed snem jak zaklęcia afirmacje pomyślności i czekać, aż los się do nas uśmiechnie, co – jak zapewniają poradniki – zdarzyć się powinno szybciej, niż nam się wydaje. W niewielu książkach można przeczytać, że osiągnięcie sukcesu jest na ogół okupione ciężką pracą, wieloma wyrzeczeniami, rezygnacją z części marzeń i poprzedzone niemałą ilością porażek i trudności. Dlatego sukcesu nie udaje się nam osiągnąć, my go wypracowujemy, ponieważ jak mówi Jacek Walkiewicz, psycholog, mówca i trener, „profesjonalizm nigdy nie jest dziełem przypadku”.

Jeśli przyjrzymy się bliżej biografiom ludzi, którzy w różnych dziedzinach odnieśli sukces, zobaczymy, jak wielu z nich przeżywało ciężkie chwile w swoim życiu.  Niektórzy doświadczali nawet załamania nerwowego, zaznawali spektakularnych porażek finansowych i inwestycyjnych. Czasami musieli zrezygnować z części planów i pragnień, na rzeczy innych marzeń, a wybory te nie zawsze były łatwe. Jednak realizacja marzeń to właśnie pokonywanie trudności. Jeśli chcemy odnieść sukces, możemy być pewni, że jakieś trudności, prędzej czy później, pojawią się na naszej drodze, bo – cytując Franka A. Clarka, amerykańskiego pisarza – „jeśli możesz znaleźć drogę, na której nie ma żadnych przeszkód – prawdopodobnie wiedzie ona donikąd”.

W związku z tym, poza pracą, kluczową kwestią staje się wytrwałość i bycie konsekwentnym. Łatwo jest powziąć jakieś postanowienie, kiedy humor nam dopisuje, dużo trudniej jednak wytrwać w tym zamiarze, kiedy nastroju uniesienia już nie ma, a na drodze piętrzą się przeszkody. Jednak, jak mówi Jerry West, koszykarz, trener i działacz sportowy, nie zdołamy wiele w życiu osiągnąć, jeśli będziemy pracować tylko w te dni, kiedy dopisuje nam samopoczucie. Z kolei Carol Dweck, profesor psychologii z Columbia University, prowadząca badania nad motywacją osiągnięć, wysuwa następujący wniosek: głównymi cechami charakteryzującymi ludzi, którzy osiągają sukces, jest upodobanie do wyzwań oraz wytrwałość okazywana właśnie wtedy, gdy coś idzie nie tak. Dzięki temu ludzie ci potrafią poradzić sobie nawet w najtrudniejszych chwilach. Wiedzą oni również, że ich szansa na osiągnięcie zamierzonego celu rośnie z każdą próbą, nawet jeśli ta próba okazuje się być nieudaną. Również Krystyna Kofta, pisarka i felietonistka, podkreśla, że jeśli chcemy osiągnąć sukces, musimy być wytrwali i cierpliwi. Dodaje również, że „pieniądze przychodzą, ale nie zawsze od razu. To jest stopniowy rozwój. I trzeba się stale czegoś uczyć”.

Szybko, sprawnie i do przodu!

Osiąganie sukcesu jest procesem. Jest na ogół długofalowym przedsięwzięciem. I jak w każdym z tego typu działań, taki i tutaj występują zarówno momenty, kiedy człowiek szybko realizuje zamierzone wcześniej cele, jak i momenty zahamowania. Sam przestój nie jest ani dobry, ani zły. Ograniczenia czy okresy spowolnienia w realizacji przedsięwzięć są naturalnymi zjawiskami. Marcin Fabjański, autor książki „Stoicyzm uliczny” proponuje zastosować technikę „relabelingu”, czyli nazwania danej sytuacji na nowo. Zamiast określać sytuację jako przestój, można zdefiniować ją jako moment odpoczynku, chwilę na zastanowienie się nad dalszymi planami czy też chociażby czas na podjęcie innych działań.

Jednak, poza momentami przestoju, zdarzają się również sytuacje wymagające cofnięcia się, zrobienia kroku w tył, żeby nie brnąć dalej w realizację tych inicjatyw i planów, które w pewnym momencie okazały się nietrafione. Zrozumienie tego bywa czasami trudne, tak bardzo chcemy przeć do przodu. Lecz to właśnie wycofanie się, przyznanie się do porażki lub do błędnej decyzji jest jedną z kluczowych umiejętności potrzebnych na drodze do sukcesu. Taka sytuacja daje na przykład możliwość zobaczenia, że dotychczasowe zasoby przestały działać, a dzięki temu mobilizuje do nauki nowych umiejętności. Tom Peters, pisarz amerykański, stawia tutaj nawet śmiałą tezę, że „to porażka, a nie sukces, pcha świat do przodu”, jako że porażka oznacza zazwyczaj, iż człowiek przekroczył granice własnego komfortu próbując czegoś nowego, „sknocił coś, ale czegoś się przy tej okazji nauczył”.

W procesie dążenia do realizacji celów i zamierzeń zazwyczaj nie zdarza się sytuacja, w której tylko coś zyskujemy, a hossa nieprzerwanie powiększa nasze profity. W przyrodzie krzywa zawsze rosnąca nie istnieje. Oczekiwanie, że – kiedy  wreszcie podjęliśmy decyzję o realizacji naszych planów i skoro zainwestowaliśmy w nie nasz czas, dochody i zaangażowanie – pomyślność zawsze będzie nam już towarzyszyć, jest błędne i często prowadzi do niepotrzebnych frustracji, stresów i napięć.

Sukces zawsze stanowi wartość pozytywną.

Już w 1967 roku dwóch psychiatrów, Thomas Holmes i Richard Rahe, opracowało skalę 43 najbardziej stresogennych wydarzeń życiowych. Wśród wymienionych, oprócz takich jak śmierć współmałżonka, rozwód, zwolnienie z pracy, były tam również takie wydarzenia jak ślub, awans zawodowy, polepszenie sytuacji finansowej. Okazuje się bowiem, że ludzie trudno radzą sobie z tak dużą zmianą w życiu (bez względu na to, czy zmiana ta niesie pozytywne czy negatywne konsekwencje). Dlatego też, kiedy ludzie odnoszą sukces, często reagują stresem, ponieważ sytuacja ta konstytuuje nowe zadania, którym trzeba sprostać. Zarówno wśród bliskiej rodziny, jak i dalszych znajomych, może pojawić się zazdrość czy chęć – w celach odniesienia własnych korzyści – skorzystania z kontaktów z osobą, która odniosła sukces. Ona z kolei, z obawy przed wykorzystaniem, często odcina relacje społeczne, dystansując się do otoczenia, co prowadzi do poczucia osamotnienia, czasem nawet depresji.

Opiewany w kulturze masowej spektakularny sukces wcale zatem nie musi nieść ze sobą tylko pozytywnych konsekwencji. Często jest źródłem cierpienia. Trudno nam jest szybko zaadaptować się do nowej sytuacji. Kiedy do sukcesu dochodzimy stopniowo, doświadczając porażek i nieprzyjemności, uczymy się również radzić sobie z trudnościami, z nieprzewidywanymi zdarzeniami. Ci, którym sukces przyszedł bardzo szybko, przeważnie takiego przygotowania emocjonalnego nie mają. Dobitny wyraz temu daje w swojej książce „Toksyczny sukces. Jak przestać zmagać się z życiem, a zacząć się nim cieszyć” Paul Pearsall, neuropsycholog z Uniwersytetu Hawajskiego w Manoa, wskazując, że sukces „może przynieść ze sobą nie tylko radość, wynikającą z posiadania wielu rzeczy i możliwości, lecz również rozczarowanie i samotną rozpacz, zarówno osobom, które go doświadczają, jak i ich najbliższym”. Autor podkreśla również, że osoby, które odniosły sukces, cierpią często z powodu poczucia niedosytu i zawiedzenia, doświadczają nieustannego stresu i niepokoju, wnikających z presji, aby osiągać jeszcze więcej. Odczuwają również przytłoczenie życiem oraz brakuje im czasu na cieszenie się prostymi przyjemnościami.

50 twarzy sukcesu

Nie istnieje jeden wzorzec sukcesu jak wzorzec metra w Sèvres pod Paryżem. Każdy człowiek może określić go podług własnych potrzeb, oczekiwań, wartości i doświadczeń. Nie każdy jednak musi do niego dążyć za wszelką cenę, by czuć się spełnionym życiowo człowiekiem. Nie każdy sukces również musi się przekładać na wzrost zamożności. Jak mówi prof. dr hab. Janusz Czapiński, specjalizujący się w zakresie psychologii społecznej, poza sukcesem rozumianym jako bogacenie się finansowe lub jako uznanie społeczne, istnieje również rodzaj sukcesu określany jako wewnętrzny, gdzie my sami ustawiamy wysokość poprzeczki. Codziennie możemy go zatem odnosić.

Sukces finansowy i społeczny są tylko dwoma rodzajami sukcesu. Jednak bez względu na to, do jakiego sukcesu dążymy, każdy wiąże się z pracą, byciem konsekwentnym, umiejętnością radzenia sobie z porażkami oraz z odwagą i podjęciem ryzyka wyjścia poza strefę komfortu. Sukces może nieść ze sobą poczucie satysfakcji życiowej, zadowolenia, może stwarzać możliwości realizacji innych projektów, pomocy innym, podjęcia działań charytatywnych. Może również skutkować negatywnymi konsekwencjami, może nas obciążać, zwiększać poziom stresu, frustracji i rozczarowania. Jednak czy wciąż jest to sukces? Stosując definicję Jacka Walkiewicza, raczej nie – ponieważ, jak mówi, sukces można poznać właśnie po tym, że nas wspiera.

Autor: Igor Rotberg


Dla zainteresowanych:

Buckingham, M., Coffman C. (2001). Po pierwsze: Złam wszelkie zasady. Warszawa: Wydawnictwo MT Biznes
Dweck, C. (2013). Nowa psychologia sukcesu, tłum. Czajkowska A., Warszawa: Muza
Fabjański, M. (2010). Stoicyzm uliczny, Warszawa: Czarna Owca
Holmes, T. H., & Rahe, R. H. (1967). The social readjustment rating scale. Journal of psychosomatic research, 11, 213
Honoré, C. (2012). Pochwała powolności, tłum. Umiński K., Warszawa: Drzewo Babel
Pearsall, P. (2003). Toksyczny sukces, tłum. Jóźwiak B., Poznań: Rebis
Phillipps, C. (2012). Failure to Find Passion, TEDxGoldenGatePark [online]. Dostępny w Internecie tutaj


Artykuł dostępny jest również na stronie Polskiego Portalu Psychologii Społecznej