
Słowa wypowiadane i pisane mogą mieć olbrzymią moc. Przynoszą uśmiech na naszej twarzy, ale również sprawiają, że pojawią się w nas trudne uczucia. Są w stanie pomagać nam w życiu, ale też nas ranić. Nie jesteśmy w stanie przejść przez życie bez doświadczenia zranienia. To oczywiste, że często szukamy sposobów, by poradzić sobie w momentach, gdy słowa skierowane przez kogoś do nas sprawiają nam ból.
Słowa, a dokładnie język, są sposobem, za pomocą którego możemy poznawać świat. Na takiej samej zasadzie możemy poznawać siebie i budować własną tożsamość. Kiedy mamy już ukształtowaną naszą tożsamość, słowa wypowiadane przez innych mogą być dla nas trudne, ponieważ często odnoszą się do naszego poczucia własnej wartości i przekonania o nas samych. Chcemy zachować dobre myślenie o sobie.
Innymi czynnikami, które wpływają na to, że dane słowa odbieramy jako raniące, mogą być nasze schematy poznawcze i emocjonalne (które często wywodzą się z dzieciństwa), nasze doświadczenie gromadzone przez życie, a także nawyki i przyzwyczajenia myślowe, zniekształcenia poznawcze, przez które patrzymy na rzeczywistość, przekonania dotyczące obszaru powinności (co powinno się robić, czego nie), jak również urazy i traumy (zwłaszcza wczesnodziecięce), które nierzadko skutkują odczuwaniem różnych, często skrajnych, stanów emocjonalnych pod wpływem neutralnych bodźców zewnętrznych (np. wypowiadanych przez kogoś słów).
Jak sobie zatem z tym radzić? Czy istnieje uniwersalny trening na bolesne słowa? Na te i inne pytania odpowiadałem w ATYKULE, który ukazał się w marcowym numerze magazynu psychologicznego Charaktery.



Uczucia, które na początku relacji charakteryzowały się dużą intensywnością, wraz z kontynuowaniem znajomości ulegają ochłodzeniu. Faza uniesień i zachwytów drugą osoba zawsze ma swój kres. Większość osób jest jednak przekonana, że początkowa namiętność, dla której charakterystyczne są takie określenia jak „obsesja” czy „widzenie tunelowe”, jest właśnie taką, jaka być powinna w związku. Buntują się przeciwko temu, że po kilku miesiącach lub latach stygnie ona do pewnej normy (która to norma uzależniona jest od indywidualnych cech danej osoby, takich jak wiek, stan zdrowia czy styl życia). Stawiając jako punkt odniesienia początkową intensywność uczuć, mają trudności w zaakceptowaniu, że ich niższy poziom okazuje się być właściwą namiętnością, adekwatną do dojrzałej relacji.


Wskazuje ona jedynie na pewne procesy zachodzące w naszej psychice, jak i naszym ciele. Na ogół charakteryzuje się tym, że jedna myśl (o obiekcie naszych uczuć) przesłania wszystkie inne myśli. Spada poziom naszego krytycyzmu, pojawiają się problemy z koncentracją, trudności w wykonywaniu prac intelektualnych. Jesteśmy niezwykle podekscytowani i skłonni do podejmowania szeregu aktywności, które wcześniej nie przyszłyby nam do głowy. Cele życiowe, które do tej pory były dla nas ważne, mogą odchodzić na dalszy plan lub całkowicie znikać. Na poziomie somatycznym możemy odczuwać spadek łaknienia, jak również mogą występować problemy ze snem. To wszystko świadczy tylko o tym, że nasze ciało i nasza psychika znalazły się w fazie zakochania – nie wskazuje natomiast na to, że związek z osobą, w której jesteśmy zakochani, okaże się w przyszłości satysfakcjonujący.