Psychoterapia nie uchroni przed cierpieniem

Psychoterapia nie działa jak szczepionka, bo życie nie jest patogenem, przed którym można się zabezpieczyć raz na zawsze. To, co nas spotyka, nie jest „błędem systemu”, tylko częścią bycia w relacjach, w świecie, w ciele. Utrata, rozczarowanie, konflikt, choroba, zmiana, to wszystko nie jest czymś, co można wyeliminować przez pracę nad sobą.

To, co może się zmieniać, to nie tyle to, czy coś nas zaboli, ale to, jak ten ból jest przeżywany i co się z nim dalej dzieje.

W tym sensie psychoterapia bardziej przypomina rozwijanie zdolności regulacji niż budowanie odporności rozumianej jako „nic mnie już nie ruszy”. Raczej poszerza się to, co bywa opisywane jako okno tolerancji, czyli zakres doświadczeń, które jesteśmy w stanie pomieścić bez poczucia przytłoczenia albo odcięcia. Złość, smutek czy lęk nadal się pojawiają, ale rzadziej prowadzą do zalania, wycofania albo działań, które później jeszcze zwiększają cierpienie.

Psychoterapia nie usuwa cierpienia, raczej zmienia jego miejsce w doświadczeniu. Przestaje ono być czymś, co wszystko definiuje, a staje się jednym z elementów życia. I paradoksalnie, jednym z ważniejszych momentów w terapii bywa właśnie rozczarowanie wizją, że po terapii cierpienie zniknie. To trudne, bo oznacza rezygnację z nadziei na życie całkowicie wolne od bólu. A jednocześnie otwiera przestrzeń na coś bardziej realnego, na życie, w którym dyskomfort się pojawia, ale nie musi niszczyć ani organizować wszystkiego wokół siebie.

Fot. Tim Foster / Unsplash

Przeżywanie żałoby

W przeżywaniu żałoby nie ma drogi na skróty.

Przeżycie straty wiąże się z konfrontacją z takimi doświadczeniami, jak smutek, ból, lęk, poczucie winy, samotności, niesprawiedliwości czy przytłoczenia. Warto jednak zaznaczyć, że chodzi nie tylko o to, by dopuścić do siebie trudne uczucia związane z przeżywanie żałoby, ale również by – kiedy przyjdzie na to właściwy moment – pozwolić im odejść. Przeciąganie doświadczania żałoby może wynikać m. in. z rozpaczliwej chęci zatrzymania osoby, której dotyczy strata. Zgoda na przeminięcie uczuć związanych z żałobą mogłaby wtedy równać się z ostatecznym przyznaniem się do faktu, że danej osoby już nie ma, że odeszła i że trzeba zacząć żyć inaczej, na nowo, w innej rzeczywistości niż ta, która do tej pory była udziałem tej osoby.

Jeszcze jedną kwestią, wartą odnotowania, jest fakt, że proces żałoby nie wiąże się tylko z przeżywaniem negatywnych stanów emocjonalnych, z bólem i cierpieniem. Pojawiać się bowiem mogą zarówno uczucia przykre, jak i przyjemne. W procesie niepowikłanej żałoby obok przykrych przeżyć mogą się pojawiać w sposób naturalny takie uczucia, jak ulga i uspokojenie (np. po śmierci bliskiej osoby cierpiącej na przewlekłą chorobę). Często te doświadczenia emocjonalne prowadzą do pojawiania się poczucia winy i nielojalności, które utrudniają adaptację do życia po utracie kogoś bliskiego. Jednak pojawianie się w trakcie trwania żałoby przeżyć bardziej pozytywnych jest naturalną i zdrową reakcją na godzenie się ze stratą.

Nie istnieje jednak jeden szablon, podług którego miałby przebiegać właściwy proces żałoby. Kryzys ten przeżywany jest przez każdego inaczej. Porównywanie swoich reakcji do sposobów działania i doświadczania innych ludzi może nie tylko nie być pomocne, ale wręcz utrudniać proces adaptacji do nowej rzeczywistości.


Tekst pochodzi z mojego artykułu Wobec straty.

Fot. Kelly Sikkema / Unsplash

Niejednoznaczna strata

W codziennej praktyce psychoterapeutycznej często spotykam sytuacje, które trudno sklasyfikować jako typową stratę. W psychologii istnieje na to określenie: niejednoznaczna utrata (ambiguous loss). Pojęcie to stworzyła psycholożka, psychoterapeutka rodzin i badaczka Pauline Boss. To „strata bez zamknięcia”, której cechą charakterystyczną jest brak rytuałów pomagających pogodzić się z tym, co zostało utracone. W takich chwilach pacjentki i pacjenci tkwią w liminalnej przestrzeni, zawieszeni między tym, co było, a tym, co może, lecz nie musi się wydarzyć. Na przykład pojawiająca się utrata roli czy relacji, jak przy demencji u bliskiej osoby („Czy nadal jestem dzieckiem dla rodzica, który już mnie nie pamięta?”) albo w sytuacji, kiedy bliski umiera („Czy mogę już się pożegnać, czy nadal mogę się cieszyć, że żyje?”), nie może zostać opłakana jako strata ostateczna. Stan psychologicznej nieobecności, „tu, ale już nie tu” (here, but not here), uniemożliwia przejście do żałoby w klasycznym znaczeniu.

Tego typu żałoba nie tylko zatrzymuje proces opłakiwania, lecz także rodzi paradoksalny konflikt: z jednej strony na coś jest już za późno (bo widzimy, że strata dokonała się po części), a z drugiej strony wciąż czekamy, jakby na potwierdzenie ostateczne („coś jeszcze musi się zdarzyć”). U osoby doświadczającej niejednoznacznej straty ten stan żałoba trwa w formie oczekiwania i może prowadzić zarówno do przedłużającego się bólu, jak i do utrudnienia emocjonalnej adaptacji.

W terapii ważne jest, aby nazwać to doświadczenie, osadzić je w relacji terapeutycznej i wspólnie szukać sposobów na to, by „żyć dalej” mimo braku odpowiedzi, mimo braku zamknięcia. Model terapeutyczny, który proponuje Pauline Boss, odchodzi od idei ostatecznego „zamknięcia”. Zamiast tego skupia się na budowaniu odporności, znaczenia oraz na „oswajaniu niepewności”, czyli uczeniu się życia w warunkach, w których do prawdy nie da się dotrzeć. To szczególnie bliska mi perspektywa, o której pisałem w poście o zdolności negatywnej .

Fot. Leiada Krözjhen / Unsplash