Praca terapeutyczna z pacjentem w obliczu nagłej choroby

To już ostatni moment, by dołączyć na żywo (później będzie możliwość odsłuchania) do mojego webinaru „Praca terapeutyczna z pacjentem w obliczu nagłej choroby„. Szkolenie to ma na celu wyposażenie specjalistów w wiedzę niezbędna do pracy z pacjentami mierzącymi się z nagłą chorobą.

Nagła diagnoza – czy to ciężkiej choroby somatycznej, jak nowotwór, czy psychicznej, jak zaburzenie afektywne dwubiegunowe – to wydarzenie, które może wywrócić życie pacjenta do góry nogami. Wywołuje ono kryzys, który dotyka nie tylko zdrowia, ale także tożsamości, relacji, poczucia kontroli i bezpieczeństwa. Rolą terapeuty jest towarzyszenie w procesie adaptacji do tej nowej rzeczywistości, wspieranie w radzeniu sobie z lękiem, smutkiem, żalem i niepewnością, a także pomoc w odbudowie wewnętrznych zasobów.

Cele dydaktyczne: 

Podczas spotkania omówione zostaną:

  • postrzeganie choroby przez pacjenta – jako ważny aspekt zarówno procesu terapeutycznego, jaki radzenia sobie z diagnozą;
  • rola komunikacji z pacjentem zarówno w gabinecie terapeutycznym, jak i w odniesieniu do psychoedukacji rodziny pacjenta;
  • strategie terapeutyczne wspierające regulację emocji, wzmacnianie poczucia sprawczości oraz budowanie nadziei i zasobów;
  • praca z rodziną pacjenta w budowaniu systemu wsparcia, radzeniu sobie z napięciami w relacjach oraz wspieraniu procesu leczenia i adaptacji do choroby.
  • CSS (zespół zmęczenia opiekuna) i sposoby dbania o siebie – jako ważne elementy pomocy osobie chorej.

Termin: 14 kwietnia 2025 godz. 17:00 – 21:00

Zapisy TUTAJ

Dojrzałość emocjonalna – pomieszczanie ambiwalencji

Fot. Ivan Bandura / Unsplash

Dojrzałość emocjonalna polega na umiejętności pomieszczania ambiwalencji, czyli przyjmowania, że zarówno my, jak i otaczający nas świat nie jesteśmy ani całkowicie idealni, ani zupełnie zepsuci. Polega to na zdolności życia bez iluzji o perfekcji oraz na akceptowaniu faktu, że pozytywne i negatywne cechy współistnieją zarówno w naszym wnętrzu, jak i w relacjach z innymi. Ta zdolność wymaga przekraczania mechanizmów obronnych, takich jak rozszczepienie, które dzieli rzeczywistość na „wszystko dobre” i „wszystko złe”, utrudniając integrację sprzecznych uczuć oraz doświadczeń.

Pomieszczanie ambiwalencji oznacza pracę nad rozpoznaniem i akceptowaniem własnych niejednoznacznych stanów emocjonalnych. Dzięki temu jesteśmy w stanie utrzymać równowagę między ambicją a krytycznym spojrzeniem na siebie i świat, co umożliwia nawiązywanie autentycznych, satysfakcjonujących relacji interpersonalnych oraz elastyczne reagowanie na życiowe wyzwania.

Przyjmowanie złożoności własnego doświadczenia nie tylko redukuje dyskomfort związany z utratą iluzji o idealności, ale także stanowi fundament zdrowej autonomii emocjonalnej. Rozwijając zdolność do autorefleksji i integracji sprzecznych uczuć, uczymy się, że świat jest wystarczająco „OK”, a ludzie – mimo swoich wad – zasługują na zaufanie i mogą stać się partnerami w budowaniu autentycznych relacji. Taki rozwój osobisty przynosi ulgę w egzystencjalnych napięciach oraz otwiera przestrzeń do głębszego, bardziej świadomego życia.

Psychoterapia par – odwaga spojrzenia w siebie

Psychoterapia par to często podróż przez ukryte warstwy wewnętrznego świata każdej osoby w związku. Partnerzy rzadko wiążą się ze sobą wyłącznie na poziomie świadomych decyzji. Często przyciąga ich do siebie to, co nieuświadomione – potrzeby, które nie zostały zaspokojone w dzieciństwie, tęsknoty za uznaniem, bezpieczeństwem czy bezwarunkową obecnością. Związek staje się miejscem, gdzie – niekiedy po cichu – rozgrywa się nadzieja na symboliczną naprawę dawnych zranień. Kiedy te nadzieje pozostają niespełnione, pojawia się frustracja, rozczarowanie i poczucie niezrozumienia. A przecież partner nie może i nie powinien stać się figurą matki czy ojca – choć bywa, że właśnie tego po cichu oczekujemy.

Proces terapeutyczny pary polega więc nie tylko na „naprawie relacji”, ale na głębszym rozumieniu, co każde z partnerów wnosi do tej wspólnej historii. Psychoterapia zaprasza do odkrycia, za czym tak naprawdę się tęskni, kiedy czuje się niezauważoną czy niezauważonym, niedocenioną czy niedocenionym, pomijaną czy pomijanym. Taka praca otwiera przestrzeń nie na oskarżenia, lecz na współczucie – wobec siebie i drugiej osoby. Bo zrozumienie tego, że nasza złość to często wyraz bólu niespełnionej potrzeby, pozwala nie atakować, ale opowiadać. Uczy, jak mówić z miejsca dojrzałości, a nie tylko reaktywności.

Związek nie jest po to, by uzdrowić nasze rany, ale może być miejscem, gdzie uczymy się widzieć je wspólnie – z uważnością i odpowiedzialnością. W terapii nie chodzi więc o to, by zmienić partnera. Chodzi o to, by każde z nas było gotowe zajrzeć w swoje wnętrze, wziąć odpowiedzialność za swoje reakcje i podjąć trud zmiany własnych wzorców. Relacja może się wtedy przekształcić – z pola walki w przestrzeń spotkania. Tam, gdzie wcześniej był mur, może pojawić się most. Ale nie buduje się go z żądań wobec drugiej osoby, tylko z odwagi spojrzenia w siebie.

Fot. Toa Heftiba / Unsplash

Wielowymiarowość kryzysu zdrowia psychicznego

W obliczu rosnącej świadomości na temat wpływu traumy na zdrowie psychiczne, konferencja „Wielowymiarowość kryzysu zdrowia psychicznego” stanowi ważną platformę do dyskusji nad skutecznymi strategiami pomocy osobom doświadczającym traumy i zaburzeń osobowości. W najbliższy poniedziałek, tj. 7 kwietnia br., będę miał przyjemność wystąpić na tej konferencji, organizowanej przez Psychologiczne Koło Naukowe AEH „Salus et Resistentia”. Podczas mojego wystąpienia „Trauma a zaburzenia osobowości – droga do zrozumienia i skutecznej pomocy” omówię etiopatogenezę zaburzeń osobowości, koncentrując się na modelu biopsychospołecznym. Poruszę wątki wzajemnego wpływu zaburzeń osobowości i doświadczeń traumatycznych oraz przedstawię kierunki pracy psychoterapeutycznej w tym obszarze.

Udział w konferencji jest nieodpłatny dla wszystkich. Nie są wymagane zapisy. Miejsce konferencji to AEH na ul. Okopowej 59. Wydarzenie będzie odbywać się w sali 416 (4. piętro, są windy).

Serdecznie zapraszam!

Zatrzymanie – zaproszenie do bogatszego działania

Fot. Martin Baron / Unsplash

Awersja do momentów przestoju, jakie się w życiu przydarzają, może powstawać w związku z tym, że w trakcie szybkiego tempa życia nie musimy konfrontować się z naszymi obawami, niechcianymi uczuciami i wszystkimi myślami, które odpychamy od siebie. Po prostu nie mamy na nie czasu. W momencie, kiedy życie sprawia, że musimy się na jakiś czas zatrzymać, mamy czasami wrażenie, że te wszystkie niepokojące myśli i odczucia zalewają nas. Taki sam mechanizm występuje, kiedy świadomie zatrzymujemy się na chwilę, na przykład podczas medytacji. Możemy mieć wtedy poczucie, że mamy więcej myśli i uczuć, niż nam się wydawało. Zjawisko to opiera się na fakcie, że podczas praktyki medytacyjnej czy momentów przestoju w życiu pozwalamy sobie na konfrontację z tymi wszystkim wewnętrznymi stanami, których na co dzień nie dopuszczamy do siebie.

Będąc zajętymi i zapracowanymi, nie zaznajamiamy się ze sobą, w własnymi emocjami i myślami. Jon Kabat-Zinn w swojej książce „Gdziekolwiek jesteś, bądź” zwraca uwagę, że jeśli się na chwilę zatrzymamy w uważności, mniej potem ulegamy naszym lękom i rzadziej doświadczamy przytłoczenia przez kołowrót myśli. Takie zatrzymanie nie ma nic wspólnego z biernością. Metaforycznie mówiąc: kiedy zdecydujemy się znowu ruszyć, będzie to już inny jakościowo ruch, ponieważ właśnie się zatrzymaliśmy. Nasze działanie stanie się żywsze, bogatsze i konkretniejsze, a my sami będziemy mogli doświadczyć więcej równowagi w życiu.


Tekst pochodzi z artykułu W zmiennym tempie życia.

Koszmary senne – pozytywny sygnał

Fot. Anthony Tran / Unsplash

Badania nad funkcjami snu sugerują, że koszmary senne mogą być sygnałem gotowości mózgu do stawienia czoła trudnym doświadczeniom. Według najnowszych doniesień intensywna aktywność struktur, takich jak ciało migdałowate, hipokamp oraz kora przedczołowa, obserwowana w fazie REM, wskazuje na mechanizmy przetwarzania emocjonalnego, które pozwalają mózgowi na symulację zagrożeń i nabywanie umiejętności regulacji emocji. W rezultacie przekłada się to na lepszą odporność psychiczną w codziennych, często wymagających sytuacjach.

Neuroobrazowanie potwierdza, że podczas intensywnych faz snu REM wzmacniana jest komunikacja między obszarami odpowiedzialnymi za pamięć emocjonalną a strukturami wykonawczymi, co jest kluczowe dla integracji i przetwarzania traumatycznych przeżyć.

Pojawianie się koszmarów sennych może być zatem rozumiane jako gotowość mózgu i naszej psychiki do przetworzenia trudnych lub traumatycznych doświadczeń życiowych. Może być to pozytywny sygnał – informacja zwrotna, że mózg angażuje się w intensywny proces uczenia się radzenia sobie z trudnymi emocjami. Taki mechanizm adaptacyjny nie tylko sprzyja rekonsolidacji pamięci emocjonalnych, ale również buduje elastyczność poznawczą i odporność na przyszłe stresory, co stanowi fundament zdrowia psychicznego w dłuższej perspektywie.

(w niniejszym opracowaniu odwoływałem się do prac Matthew Walkera i Evy van der Helm, badań Josepha LeDoux’a oraz prac Rosalind Cartwright)

Depresja jako złożony mechanizm adaptacyjny

Depresję możemy postrzegać jako patologiczne zaburzenie, ale istnieje także perspektywa widzenia jej jako złożonego mechanizmu adaptacyjnego. Objawy depresji mogą odzwierciedlać strategię organizmu mającą na celu ochronę przed przeciążeniem w obliczu chronicznego stresu. W świetle badań Jonathana Rottenberga depresja może pełnić funkcję zabezpieczającą jednostkę przed przeciążeniem emocjonalnym.

Z ewolucyjnego punktu widzenia mechanizmy obniżenia afektywności, obserwowane w depresji, mogą pełnić funkcję ochronną. W pierwotnych warunkach życia, gdy zasoby energetyczne były ograniczone, a zagrożenia liczne, zmniejszenie napędu i obniżenie nastroju mogły sprzyjać oszczędzaniu energii oraz minimalizowaniu ryzyka podejmowania nieprzemyślanych działań. Depresja mogła umożliwiać jednostce skupienie się na analizie sytuacji i wycofanie się z konfrontacji, dając czas na przemyślenie strategii przetrwania.

Oczywiście, choć taki mechanizm mógł być korzystny w krótkoterminowej perspektywie, w długofalowej – zwłaszcza w kontekście współczesnych wyzwań społecznych i kulturowych – utrzymujący się stan depresyjny staje się źródłem dysfunkcji, zakłócając prawidłowe funkcjonowanie jednostki.

Niemniej jednak zrozumienie depresji jako adaptacyjnego mechanizmu otwiera nowe horyzonty w psychoterapii. Kluczem jest tu nie tylko redukcja negatywnych symptomów, ale przede wszystkim odbudowa zdolności do pełnego przeżywania spektrum emocji. Przyjmując empatyczne i otwarte podejście, terapeuci mogą wspierać pacjentów w procesie ponownego nawiązywania kontaktu z własnymi emocjami, co sprzyja lepszemu zrozumieniu własnych potrzeb oraz rozwijaniu zdrowych mechanizmów radzenia sobie w obliczu życiowych wyzwań.

Fot. Daniel Reche / Pixabay

Współwystępowanie neuroatypowości

Neuroatypowości u dorosłych to złożony obszar badań. Coraz więcej dowodów wskazuje, że u dorosłych nie występują wyłącznie pojedyncze zaburzenia, takie jak ADHD, spektrum autyzmu, dysleksja czy dysgrafia, lecz często współwystępują one w skomplikowanych konfiguracjach. Ta komorbidność wynika z wspólnego podłoża neurobiologicznego i genetycznego, które kształtuje indywidualny profil funkcjonowania mózgu już we wczesnych etapach życia. Jednocześnie, procesy kompensacyjne i adaptacyjne, rozwijające się w dorosłości, mogą maskować klasyczne objawy, co sprawia, że tradycyjne kryteria diagnostyczne nie zawsze oddają pełen obraz neuroróżnorodności.

Trudności diagnostyczne związane ze współwystępowaniem różnych neuroatypowości stawiają przed psychoterapeutami i specjalistami szereg wyzwań. Przede wszystkim, nakładające się objawy mogą utrudniać precyzyjną diagnozę – granice między zaburzeniami są często rozmyte, co wymaga zastosowania interdyscyplinarnego podejścia. Dla psychoterapeutów ważne staje się opracowanie strategii, które pozwolą na skuteczne interwencje w przypadkach, gdzie trudności w koncentracji, deficyty w pamięci roboczej czy problemy w przetwarzaniu językowym łączą się, wpływając negatywnie na funkcjonowanie danej osoby w życiu prywatnym i zawodowym.

Jak najbardziej istnieje potrzeba dalszych badań, które pozwolą lepiej zrozumieć mechanizmy współwystępowania neuroatypowości. Proponowane kierunki badań obejmują przede wszystkim badania longitudinalne, które śledzą rozwój objawów na przestrzeni życia, a także interdyscyplinarne projekty, integrujące dane z genetyki, neuroobrazowania i badań psychologicznych. W praktyce klinicznej pojawiają się już spersonalizowane programy terapii oraz narzędzia diagnostyczne, które pozwalają na indywidualne podejście do każdego pacjenta. Takie metody mają na celu nie tylko łagodzenie objawów, ale również wykorzystanie unikalnych atutów dorosłych z neuroróżnorodnością, umożliwiając im pełniejsze funkcjonowanie w społeczeństwie i czerpanie zadowolenia ze swojego życia.

Fot. Gerd Altmann / Pixabay

Słyszę głosy. Czy to schizofrenia?

Słyszenie głosów, czyli omamy słuchowe, występują nie tylko w schizofrenii czy zaburzeniach psychotycznych (w których występują trudności w odróżnieniu rzeczywistości od halucynacji), ale także w innych zaburzeniach i chorobach psychicznych. Oto niektóre z nich:

Zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (OCD)

Omamy słuchowe nie są tutaj typowym objawem, jednak czasami natrętne myśli mogą być tak intensywne, że pacjenci opisują je jako „głosy” w głowie. Jednocześnie pacjenci traktują je krytycznie i są świadomi ich wewnętrznego pochodzenia.

Ciężkie epizody depresji

W tych epizodach mogą wystąpić objawy psychotyczne, m.in. omamy słuchowe. Pacjenci mogą słyszeć głosy krytykujące ich lub komentujące ich zachowanie, co dodatkowo pogłębia uczucie beznadziejności i niskiej wartości.

Dysocjacyjne zaburzenie tożsamości (DID)

Omamy słuchowe występują tutaj dosyć często. Są one „głosami” innych tożsamości, komunikujących się wewnętrznie. Mogą też być pamięciowymi śladami traumy, takimi jak głosy napastnika czy komentarze podczas nadużycia.

Padaczka skroniowa

W tym przypadku pacjenci mogą doświadczać halucynacji słuchowych jako aury przed napadem.

Choroba Alzheimera

W tej chorobie i innych chorobach otępiennych mogą pojawiać się omamy słuchowe, zwłaszcza w późniejszych stadiach choroby. W takich przypadkach omamy są wynikiem zmian degeneracyjnych w mózgu.

Zaburzenia schizoafektywne

Pacjenci mogą doświadczać tutaj halucynacji słuchowych, takich jak głosy o charakterze upokarzającym, oskarżającym czy nakazującym.

Psychozy alkoholowe

Długotrwałe i szkodliwe spożywanie alkoholu może prowadzić do uszkodzenia mózgu, wywołując zmiany w sposobie postrzegania i świadomości. U chorych mogą pojawiać się różne zaburzenia psychotyczne, w tym omamy słuchowe.

W związku z tym fakt, że ktoś słyszy głosy nie jest jednoznaczne z tym, że choruje na schizofrenię. Omamy słuchowe mogą mieć różne źródła i znaczenie w zależności od kontekstu klinicznego. Dokładna diagnoza i zrozumienie ich pochodzenia są kluczowe dla skutecznego leczenia.

Fot. Gerd Altmann / Pixabay

Mindfulness nie jest magiczną pigułką

Wraz ze wzrostem zainteresowania ideą mindfulness pojawiają się pewne błędne przekonania odnośnie wpływu tej metody na codzienne funkcjonowanie. Można na przykład spotkać się z przeświadczeniem, że praktykowanie uważności sprowadza się tylko do wyciszania się podczas siedzenia na poduszce medytacyjnej i sama ta czynność powinna przełożyć się automatycznie na poprawę życia.

Błędne jest również założenie, że aby wynieść korzyści z uprawiania tej metody, wystarczy praktykować uważność przez kilka tygodni, a potem można wrócić do zwykłej codziennej rutyny. Są ludzie, którzy całymi latami medytując, tracą życie, bo poza poduszką są tak samo nieznośni, neurotyczni czy zestresowani. Praktyka powinna w sposób bezpośredni przekładać się na nasze życie. Inaczej jest stratą czasu. Tymczasem stosowanie mindfulness nie powinno ograniczać się do bycia uważnym tylko w momentach siadania na poduszce. Chodzi o to, aby rozwijać uważność również poza praktyką formalną. Można praktykować mindfulness, wykonując różne codzienne czynności

Ponieważ pojawiło się wiele doniesień, ukazujących mindfulness jako skuteczną metodę pomocy w bardzo trudnych doświadczeniach, można odnieść czasami wrażenie, że uważność jest magiczną pigułką, którą można zastosować bez żadnego wysiłku. Trzeba tylko skupić się na oddechu, a wszystkie problemy same się rozwiążą. To tak nie działa – praktykowanie jest trudne i często bywa też kłopotliwe i niewygodne. Być może dlatego pojawia się u niektórych osób, które rozpoczęły przygodę z mindfulness, rozczarowanie, że nagle zaczęły doświadczać trudnych, nieprzyjemnych uczuć, takich jak smutek, żal czy gniew. Jednak to nie medytacja wywołała gniew. Medytacja otworzyła ich na gniew, który w nich był, ale nauczyli się go tłumić. Otworzyła ich na smutek, żal i całą masę innych przykrych uczuć, na które byli zamknięci.


Tekst pochodzi z mojego artykułu Nieuważna uważności.

Fot. EnergieDeVie / Pixabay