Próby zmiany partnera rodzą opór, frustrację i poczucie zagrożenia autonomii, podświadomie prowokując reakcję ataku lub wycofania. Nic dziwnego zatem, że – jak zauważa terapeutka par Baya Voce – chwila, w której przestajemy usiłować „naprawić” partnera, to moment, gdy związek naprawdę ma szanse dobrze funkcjonować. Jak to zrobić? Warto potraktować opór partnera nie jako przejaw buntu, lecz jako cenną informację. O czym? O tym, co jest dla niego/niej ważne, co wzbudza w niej/nim lęk, co uruchamia reakcje obronne. To sygnał: „Tu coś boli. Tu coś nie działa. Tu warto się zatrzymać i zrozumieć”. Opór podpowiada, co jest dla drugiej osoby trudne lub niepokojące.
Pary, które są w długich i satysfakcjonujących związkach, również doświadczają konfliktów, podczas których jedna lub obie osoby „odpalają się”. Jednak tym, co wyróżnia udane związki, jest podejście partnerów do takich sytuacji. Badania psychologiczne potwierdzają, że o sile relacji decyduje nie brak konfliktów, lecz to, w jaki sposób partnerzy sobie z nimi radzą i naprawiają więź po sporze. Partnerzy w takich parach są zaciekawieni wzajemnymi reakcjami zamiast je oceniać. Uczą się dostrzegać, że za pozornymi „wadami” często kryją się mechanizmy obronne, które nierzadko okazują się strategiami przetrwania, sposobami reagowania ukształtowanymi przez trudne doświadczenia. Oczywiście nie znaczy to, że usprawiedliwiają partnera czy pomniejszają jego odpowiedzialność za zachowanie. Jednak w oporze widzą znak, że dotykają czegoś naprawdę ważnego, że warto tutaj się zatrzymać, zaciekawić się tym, chcieć zrozumieć drugą osobę.
Koncepcja WWO (osoba wysoko wrażliwa) spopularyzowana przez amerykańską psycholożkę Elaine Aron (2017), opisuje osoby rzekomo wyróżniające się silniejszym odczuwaniem bodźców, głębszym przetwarzaniem informacji, łatwym przestymulowaniem, intensywnym przeżywaniem emocji, wyjątkową empatią i wyczuleniem na subtelne sygnały. Brzmi to całkiem atrakcyjnie i wiele osób czytających taki opis ma wrażenie, że pasuje on do nich, podkreślając ich wrażliwość i niepowtarzalność. Nic dziwnego, że idea WWO zyskała popularność, a niektórzy postrzegają swoją wrażliwość wręcz jako dar, ale i brzemię, które czyni ich życie „inne od reszty”. Pojawiły się jednak pytania, czy owa „wysoka wrażliwość” to faktycznie odrębna cecha, czy też kryją się za nią znane już zjawiska psychologiczne.
Badania naukowe wskazują na istotne powiązania między WWO a narcyzmem wrażliwym. W języku kliniczny odróżnia się narcyzm wielkościowy od wrażliwego. Ten drugi przejawia się m.in. introwersją, niepewnością siebie i defensywnością, podczas gdy pierwszy wiąże się z ekstrawersją, śmiałością i arogancją. To właśnie narcyzm wrażliwy wydaje się mieć wiele cech wspólnych z obrazem WWO. Najnowsze badanie austriacko-niemieckiego zespołu (Jauk i in., 2022) wykazało silną dodatnią korelację między wynikiem skali wysokiej wrażliwości a narcyzmem wrażliwym. I, co ważne, zależność ta nie wynikała jedynie z ogólnej skłonności do neurotyczności. Osoby określające się jako WWO przejawiały typowe reakcje spotykane u osób z narcyzmem wrażliwym, takie jak ukrywanie swojego „prawdziwego ja”, dewaluowanie innych, uzależnianie poczucia własnej wartości od opinii otoczenia (tzw. warunkowa samoocena), wybuchy „narcystycznej furii” oraz fantazje o własnej wielkości. Autorzy sugerują wręcz, że wysoka wrażliwość może okazać się subtelną formą narcyzmu klinicznego, co znaczy, że za deklarowaną „wrażliwością” mogą stać mechanizmy typowe dla narcystycznej osobowości.
Z punktu widzenia nauki koncepcja WWO budzi spore kontrowersje. Psychologia akademicka nie wyróżnia jednoznacznie kategorii „osób wysoko wrażliwych”. Brak jest solidnych dowodów, by istniała odrębna grupa ludzi o jakościowo innej wrażliwości. Wysoka popularność tego terminu wynika m.in. z efektu horoskopowego: opisy Aron są na tyle pochlebne i ogólne, że wiele osób łatwo się z nimi identyfikuje jako z etykietą wyjaśniającą ich trudności. Elaine Aron oparła teorię WWO na osobistych refleksjach i kwestionariuszu z 27 pytań, który okazał się metodologicznie wadliwy. Pytania sformułowano bardzo ogólnie i dotyczą one doświadczeń tak powszechnych, że większość ludzi odpowiada na wiele z nich twierdząco, co wcale nie świadczy o „nadwrażliwości”, lecz o uniwersalnych zasadach funkcjonowania psychiki. W efekcie pojęcie wysokiej wrażliwości jest nieostre i w gruncie rzeczy opisuje kombinację cech temperamentalnych znanych psychologii od lat. Jan Strelau w swojej teorii temperamentu wyróżnił reaktywność emocjonalną (tendencję do silnego reagowania emocjami na bodźce) oraz wrażliwość sensoryczną (wyczulenie na bodźce o niskiej intensywności). Każdy z nas przejawia te cechy w pewnym stopniu, nie są one unikalną właściwością tylko dla osób z WWO. Zatem choć idea osób wysoko wrażliwych proponowana przez Elaine Aron zyskała dużą popularność, należy podchodzić do niej krytycznie i ostrożnie, opierając się na rzetelnych badaniach naukowych zamiast popularnych etykiet.
Bibliografia:
Aron, E., N. (2017). Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza. Łódź: Feeria.
Jauk, E., Knödler, M., Frenzel, J., Kanske, P. (2022). Do highly sensitive persons display hypersensitive narcissism? Similarities and differences in the nomological networks of sensory processing sensitivity and vulnerable narcissism. Journal of Clinical Psychology, 79(1), 228–254.
Strelau, J. (2015). Różnice indywidualne. Historia – determinanty – zastosowania (wyd. 2). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.
Na czym polega głębokie cierpienie i wewnętrzna pustka osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości? Jaki wpływ ma trauma wczesnodziecięca i brak responsywnego rodzica? W jaki sposób narcystyczny rodzic buduje w dziecku rys borderline? I jak lepiej zrozumieć, a finalnie pomóc osobie z takim zaburzeniem?
Po raz kolejny miałem przyjemność gościć u Kamy Wojtkiewicz w podcaście Sznurowadła myśli. Tym razem rozmawialiśmy o narcyzmie, cierpieniu, dewaluacji i traumie relacyjnej. Nie była to jednak kolejna rozmowa o tym, jak uchronić się przed toksycznym narcyzem. Nie znajdziecie w niej wyższościowej oceny, straszenia i obśmiewania. Posłuchacie natomiast o tym, jakie mechanizmy podtrzymują tendencje narcystyczne, co w terapii pomaga – konfrontacja czy empatyczne odzwierciedlenie – i jak dziecko, które uczy się budować fałszywe Ja, żeby zadowolić rodzica, wzmacnia w sobie rys narcystyczny w dorosłości.
Pułapka strategii unikowych opiera się na mechanizmie, który polega na utrwalaniu przekonania, że unikanie jest jedyną bezpieczną strategią radzenia sobie z trudnościami. Rzecz w tym, że ignorując problemy, nie dajemy sobie szansy na ich rozwiązanie, co prowadzi do kumulowania się ich.
Głównym kosztem stosowania strategii unikowych jest utrata możliwości rozwoju emocjonalnego. W obliczu trudnych doświadczeń, takich jak konflikty, krytyka czy porażki, mechanizm unikania chroni nas przed natychmiastowym dyskomfortem, jednak jednocześnie blokuje możliwość nauki, akceptacji własnych ograniczeń, wykorzystania swojego potencjału oraz budowania odporności na stres. Długotrwałe stosowanie strategii unikania prowadzi do narastania lęków, niepewności i obniżenia poczucia własnej wartości, a to pogarsza nasze zdolności adaptacyjne.
Mechanizmy unikania można zmieniać, choć wymaga to świadomej pracy nad sobą. Kluczowym krokiem jest uświadomienie sobie, że unikanie problemów nie jest rozwiązaniem, lecz jedynie sposobem na chwilowe osłabienie bólu. A kluczową umiejętnością jest akceptacja dyskomfortu jako przejściowego stanu, a nie powodu do ucieczki. Oznacza to pozwolenie sobie na doświadczanie niepewności i przeżywanie niekomfortowych emocji.
Więcej o wycofywaniu się wobec trudności, odkładaniu decyzji, zwlekaniu z przeprowadzeniem trudnej rozmowy czy rezygnacji z dążenia do realizacji życiowych celów znajdziecie w artykule, który napisałem do dwumiesięcznika Newsweek Psychologia. Rozmowę możecie przeczytać w PDF lub w formie ELEKTRONICZNEJ.
Koncepcja podwójnej empatii pochodzi z pracy dr . Damiana Miltona z 2012 roku, który zwrócił uwagę, że problem z empatią nie leży wyłącznie po stronie osób w spektrum autyzmu. Okazuje się, że zarówno osoby autystyczne, jak i neurotypowe napotykają przeszkody we wzajemnym rozumieniu doświadczeń i stylów komunikacji. Ta koncepcja kwestionuje wcześniejsze teorie mówiące o rzekomym niedoborze empatii u osób z autyzmem i pokazuje, że trudności w komunikacji wynikają nie z jednostronnego braku, ale z różnic między grupami. Warto podkreślić, że osoby autystyczne równie dobrze potrafią empatyzować emocjonalnie oraz nawiązywać relacje w ramach własnego spektrum, tak jak neurotypowe w swojej grupie.
Badania potwierdzają, że nie tylko osoby autystyczne mają trudności w interpretacji emocji i intencji osób neurotypowych, lecz także neurotypowi nie zawsze trafnie odczytują przekazy osób ze spektrum. To działa w dwie strony. Powinniśmy brać to pod uwagę, oferując wsparcie czy terapię, ponieważ nie chodzi o „naprawę” jednej ze stron, ale o stworzenie przestrzeni do wzajemnego uczenia się języków komunikacyjnych. Co więcej, osoby autystyczne często dobrze zdają sobie sprawę ze swoich wyzwań i aktywnie pracują nad kompensacją różnic, podczas gdy wiele osób neurotypowych może nie być świadomych tych wyzwań i nie podejmuje podobnego wysiłku.
Idea podwójnej empatii zachęca do szukania kompromisu i dialogu dwukierunkowego. Szkolenia oraz interwencje powinny wspierać rozwój kompetencji komunikacyjnych obu stron oraz zrozumienie i akceptację różnic, zamiast skupiać się wyłącznie na kompensowaniu „objawów autyzmu”. Wyzwanie tkwi w stworzeniu wspólnej przestrzeni, gdzie obie grupy uczą się wzajemnego języka komunikacji, zamiast narzucać jedną „poprawną” formę. Dzięki temu buduje się wzajemny szacunek i zrozumienie, co znacząco może zmniejszać poziom niepokoju w relacjach.
Zapraszam Was do obejrzenia prowadzonej przez mnie sesji i zobaczyć, jak wykorzystuję w praktyce konkretne narzędzia i sposoby pracy. Podczas tego webinaru, oprócz możliwości zadania pytań do prezentowanego materiału, będziecie mogli dowiedzieć się:
jak wykorzystywać prace domowe do pracy z osobami z cPTSD;
jak pracować z dysfunkcjonalnymi schematami, które mają swoje źródła w doświadczeniach traumatycznych
jak badać, co czuje i co przeżywa pacjent, szczególnie w konfrontacji z trudnymi doświadczeniami
jak dbać o to, by układ limbiczny pacjenta podczas sesji był w optymalnym pobudzeniu, tak by procesowanie doświadczeń traumatycznych mogło mieć miejsce
jak gruntować pacjenta oraz jak stosować technikę uważności i ucieleśnienia
jak poszerzać okno tolerancji pacjenta na odczuwanie różnych trudnych emocji
jak pracować z różnymi częściami osobowości, a w szczególności z tą, która niesie w sobie uraz z przeszłości w celu leczenie tego urazu
jak radzić sobie w sytuacji, gdy pacjent doświadcza dysocjacji
jak psychoedukować pacjenta o skutkach terapii oraz tego, co może się z nim dziać między sesjami
Do kogo kierowane jest szkolenie?
Dołącz do szkolenia, jeśli jesteś psychologiem lub psychoterapeutą niezależnie od nurtu, w którym pracujesz i chcesz poznać skuteczne sposoby pracy psychoterapeutycznej z pacjentami z cPTSD oraz chcesz umieć lepiej rozpoznawać to zaburzenie W szkoleniu możesz uczestniczyć też jako student psychologii lub osoba, która jest zainteresowana tematem psychoterapii cPTSD.
Kiedy: 7 lipca (poniedziałek), 18:00-21:00 (dołącz na żywo lub obejrzyj nagranie).
I to kolejna, już czwarta odsłona cyklu „pop‑psychologia to nie psychologia”, w którym rozprawiam się z powszechnymi nieporozumieniami dotyczącymi terminów psychologicznych oraz interpretacji niektórych zjawisk. Podobnie jak we wcześniejszych wpisach, nie przytaczam twierdzeń pop‑psychologicznych – po prostu wskazuję i objaśniam, co jest w nich nie tak.
Człowiek nie jest kowalem swojego losu. Nie wszystko w naszym życiu zależy od naszych decyzji – wpływ mają również czynniki społeczne, biologiczne i ekonomiczne, często leżące poza naszą kontrolą.
Burza mózgów nie zawsze przynosi najlepsze pomysły. Zespoły tworzą ich zwykle mniej niż osoby pracujące indywidualnie. Dlatego częściej lepiej wymyśla się pomysły pracując samemu.
Rodzicielstwo bliskości to nie jest skupianie się na potrzebach dziecka. To podejście zakłada uwzględnianie wszystkich relacji w systemie rodzinnym. Dodatkowo rodzice nie muszą być perfekcyjni ani dysponować nieograniczonymi zapasami cierpliwości – dobrze, jeśli czasem popełniają błędy.
Nie każdy, kto ma trudności z organizacją czasu czy prokrastynację, ma ADHD. Gonitwa myśli, skłonność do odkładania spraw to coś, co wiele osób doświadcza – ale nie musi być to symptom zaburzenia. Diagnozę stawia specjalista.
Link do pierwszej części cyklu TUTAJ. Link do drugiej części TUTAJ. Link do trzeciej części TUTAJ.
Akceptacja własnych ograniczeń, niekomfortowych przeżyć oraz tego, że nie zawsze jesteśmy szczęśliwi, sprawia, że możemy kochać samych siebie oraz nawiązywać głębokie relacje z innymi. Ludzie, którzy nie dążą do bycia szczęśliwymi za wszelką cenę, są – wbrew pozorom – bardziej zadowoleni z życia od tych, których cechuje perfekcjonizm i poczucie samowystarczalności, którzy dążą do dopasowania się do określonego modelu doświadczania życia. Ci pierwsi, akceptując swoje niedoskonałości, nie muszą koniecznie zarabiać więcej, znaleźć natychmiast partnera, urodzić dziecko czy przepracować wszystkie swoje zaprzeszłe, negatywne doświadczenia na terapii, by czuć się dobrze ze sobą. Osoby te popełniają błędy w życiu, ale nie postrzegają tych porażek w kategoriach nieszczęścia czy bycia gorszymi. Dają sobie nie tylko prawo do niepowodzeń, ale również do różnych uczuć i myśli, do gorszych dni i gorszego samopoczucia. Akceptują niepewność, jaką niesie samo życie. Ponieważ szczęście nie jest dla nich priorytetem, nie czują frustracji i złości z powodu tego, że ich życie nie jest idealne, a oni sami wiecznie szczęśliwi.
Odejście od społecznego przymusu ciągłego dążenia do polepszania swojego samopoczucie daje nam więcej możliwości doświadczania życia oraz ułatwia samoakceptację. Nie chodzi jednak o to, aby rozsiąść się na własnym nieszczęściu, odrzucając możliwość przeżywania jakichkolwiek pozytywnych chwil w życiu. Chodzi raczej o zauważenie, że miłe i trudne doznania są częścią psychicznego życia człowieka. Samo doświadczanie przyjemnych lub nieprzyjemnych stanów nie jest kłopotem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy usilnie koncentrujemy się na doświadczaniu tylko jednego rodzaju doznań. Szczęście jawi się raczej jako możliwość, nie konieczność, a już na pewno nie jako cel sam w sobie.
Niedawno miałem przyjemność uczestniczyć w projekcie społecznym Psychobzdury, realizowanym w ramach olimpiady Zwolnieni z Teorii. To inicjatywa młodych ludzi, dla których stan zdrowia psychicznego Polaków ma znaczenie.
Na naszym spotkaniu podjęliśmy rozmowę o tym, czym tak naprawdę jest zaburzenie osobowości typu borderline. Zastanawialiśmy się, skąd wzięła się jego powszechność w mediach społecznościowych i dlaczego coraz częściej pojawia się w narracjach młodych osób. Co stoi za tym, że wiele osób mówi: „mam borderline”? I wreszcie – dlaczego rekomenduje się nie stawianie tej diagnozy przed 18. rokiem życia?
Zastanawialiśmy się też o nad tym, jak rozmawiać o zaburzeniach osobowości z empatią – bez idealizowania, ale i bez stygmatyzowania. Jak budować etyczną narrację: wrażliwą, odpowiedzialną, wolną od ocen, ale też bez romantyzującego tonu tak by wspierać, a nie redukować człowieka do diagnozy.
Zapraszam do wysłuchania całości. Link do podcastu TUTAJ.
Przekaz społeczny pełen imperatywów, każących nam nieustanie doskonalić siebie i swoje życie, wikła nas w przekonanie, że w przyszłości unikniemy cierpienia. Niestety powoduje to zwiększanie cierpienia, ponieważ sugeruje nie wprost, że możemy przeżywać szczęście tylko w wyidealizowanej, przyszłej rzeczywistości.
Chybione jest również przekonanie, iż jeśli już przepracujemy wszystko, co mamy do przepracowania, zmienimy całkowicie nasz sposób myślenia, naprawimy swój związek lub zmienimy na bardziej harmonijny, wtedy przyszłość przyniesie nam szczęście.
Oczywiście nie znaczy to, że należy zarzucić jakąkolwiek pracę nad zmianą swoich przyzwyczajeń, nawyków, szkodliwych przekonań czy destrukcyjnych zachowań. Błędne natomiast jest lokowanie szansy na przeżywanie szczęścia dopiero w przyszłości, która jest ze swojej natury i definicji nieprzewidywalna i może nam przynieść nie tylko przyjemne momenty, ale również problemy. Nie tylko szczęście, ale i smutek. I to bez względu na to, jak bardzo będziemy pracować nad sobą.
Ciągłe traktowanie naszego życia jako problemu do rozwiązania zarówno ogranicza możliwości przeżywania dobrych chwil, które są naszym udziałem, jak i sprawia, że postrzegamy teraźniejszość jako nie dość satysfakcjonującą i niewartą naszej pełnej uwagi. Dodatkowo możemy przeżywać frustrację z powodu tego, że przyszłość – kiedy już staje się teraźniejszością – nie przynosi nam tak idealnego życia, jakie planowaliśmy dla siebie. Więc nie dość, że jesteśmy rozczarowani tym, co przyszłe zdarzenia mają nam do zaoferowanie, to jeszcze możemy obwiniać siebie za nieumiejętność zarządzania swoim życiem tak, by było ono idealne.