Dać dziecku to, czego sami nie dostaliśmy

Kiedy próbujemy dać dziecku to, czego sami nie dostaliśmy, łatwo przestajemy widzieć, czego ono naprawdę potrzebuje.

Czasem, z bardzo dobrych powodów, chcemy dać dziecku to, czego sami nie dostaliśmy. Więcej uwagi, więcej ciepła, więcej bezpieczeństwa. Albo próbujemy „naprawić” to, co w naszym odczuciu nie udało się przy pierwszym dziecku. Problem polega na tym, że w takim działaniu łatwo przestajemy widzieć dziecko takim, jakie jest, a zaczynamy widzieć w nim odpowiedź na własną historię. Tymczasem każde dziecko jest inne, ma inną wrażliwość i sposób przeżywania świata. To, czego nam brakowało, nie musi być tym, czego ono potrzebuje. Kiedy próbujemy leczyć własne zranienia poprzez relację z dzieckiem, relacja zaczyna służyć bardziej regulacji naszych emocji niż rozpoznaniu jego rzeczywistości.

To, co realnie możemy zrobić, to zatrzymać się przy tym konkretnym dziecku i jego indywidualnych potrzebach. Dawać nie to, co „powinno być dane”, ale to, co jest adekwatne tu i teraz. A własnymi zranieniami zająć się w inny sposób, w relacjach, które są do tego przeznaczone. Podobnie z kolejnymi dziećmi, nie są one drugą szansą na poprawienie przeszłości, tylko odrębnymi osobami, które potrzebują własnej, dopasowanej relacji. A to, co wydarzyło się wcześniej, czasem wymaga przyjęcia odpowiedzialności, uznania błędów i zmierzenia się z ich konsekwencjami. To trudniejsze niż próba „naprawienia” wszystkiego od nowa, ale na dłuższą metę pozwala budować relacje, które są bardziej prawdziwe i mniej obciążone przeszłością.

Fot. Vitaly Gariev / Unsplash

Pop psychologia to nie psychologia – cz. 4

I to kolejna, już czwarta odsłona cyklu „pop‑psychologia to nie psychologia”, w którym rozprawiam się z powszechnymi nieporozumieniami dotyczącymi terminów psychologicznych oraz interpretacji niektórych zjawisk. Podobnie jak we wcześniejszych wpisach, nie przytaczam twierdzeń pop‑psychologicznych – po prostu wskazuję i objaśniam, co jest w nich nie tak.

  • Człowiek nie jest kowalem swojego losu. Nie wszystko w naszym życiu zależy od naszych decyzji – wpływ mają również czynniki społeczne, biologiczne i ekonomiczne, często leżące poza naszą kontrolą.
  • Burza mózgów nie zawsze przynosi najlepsze pomysły. Zespoły tworzą ich zwykle mniej niż osoby pracujące indywidualnie. Dlatego częściej lepiej wymyśla się pomysły pracując samemu.
  • Rodzicielstwo bliskości to nie jest skupianie się na potrzebach dziecka. To podejście zakłada uwzględnianie wszystkich relacji w systemie rodzinnym. Dodatkowo rodzice nie muszą być perfekcyjni ani dysponować nieograniczonymi zapasami cierpliwości – dobrze, jeśli czasem popełniają błędy.
  • Nie każdy, kto ma trudności z organizacją czasu czy prokrastynację, ma ADHD. Gonitwa myśli, skłonność do odkładania spraw to coś, co wiele osób doświadcza – ale nie musi być to symptom zaburzenia. Diagnozę stawia specjalista.

Link do pierwszej części cyklu TUTAJ. Link do drugiej części TUTAJ. Link do trzeciej części TUTAJ.

Fot. hjrivas / Pixabay