Jak dbać o siebie w zawodzie terapeuty?

Każdy, kto choć raz leciał samolotem, wie – maskę tlenową należy nałożyć najpierw sobie, a następnie dziecku. Ta zasada stała się metaforą dla rodziców i osób wykonujących zawody pomocowe: musimy najpierw zadbać o siebie i swoje bezpieczeństwo, aby właściwie dbać o tych, za których jesteśmy odpowiedzialni.

Mimo teoretycznej świadomości, jak ważny jest to temat, samoopieka i profilaktyka zdrowia psychicznego jest jednym z najbardziej zaniedbanych obszarów w programach studiów psychologicznych i szkoleń z psychoterapii. To sprawia, że psychologom i terapeutom na różnych etapach rozwoju zawodowego często trudno jest dbać o balans między pracą a życiem prywatnym. Pracują za dużo, biorą pod opiekę zbyt wiele “trudnych przypadków” naraz i nie zawsze pamiętają o tym, aby regularnie uzupełniać własne emocjonalne zasoby. Skutki bywają poważne: przemęczeni i niezaopiekowani terapeuci stają się mniej efektywni, nadmiernie przeżywają trudności swoich Pacjentów lub wręcz przeciwne – są wobec nich mniej empatyczni. Zaniedbują prywatne relacje, zaczynają odczuwać objawy depresji czy lęku.

Zapraszam zatem serdecznie terapeutów i osoby pracujące w zawodach pomocowych na szkolenie Jak dbać o siebie, pracując z osobami po traumie?, na którym opowiem o takich zjawiskach, jak:

  • Wtórny zespół stresu pourazowego (Secondary Traumatic Stress Disorder – STSD) / wtórny stres traumatyczny
  • Zmęczenie współczuciem
  • Trauma zastępcza
  • Wypalenie zawodowe wśród terapeutów pracujących z traumą
  • Zastępcza rezyliencja
  • Zastępczy wzrost potraumatyczny

Przyjrzy się również:

  • Autodiagnozie
  • Samopomocy i jej granicom
  • Profilaktyce

Więcej informacji o kursie znajdziesz TUTAJ.

Mx1B7npQjPbs4SPnRD7HE8nHuJ4C0nlP6UjN18kI

Jaki sens nadajesz starości?

Image by MV-Fotos from Pixabay

Zwykło się uważać, że starość jest przynależna do grupy osób, które ukończyły pewien wiek. Starość można jednak postrzegać również w kategoriach osobistej decyzji. Sprzyja temu społeczne przyzwolenie na wychodzenie poza stereotypowe zachowania, które – jeszcze w ubiegłym stuleciu – były mocno przypisane do określonych grup wiekowych. Aktualnie wiele osób decyduje się na karierę po 50. czy 60. roku życia, a niektórzy nawet później. Osoby te zakładają wtedy firmy, zaczynają realizować swoje pasje zawodowe i prywatne. Starość może być bardzo subiektywnym odczuciem. Jest w dużej mierze zjawiskiem społecznym, indukowanym przez obyczaje, obowiązujące sposoby myślenia, przekonania, które obowiązują w danej kulturze, ale też marketing.

Biorąc pod uwagę postrzeganie starości w kategoriach osobistej decyzji lub subiektywnego odczucia, można powiedzieć, że to, jak oceniamy ten okres, zależy od tego, jaki sens mu nadajemy. Możemy postrzegać starość jako okres, kiedy nic dobrego w naszym życiu się nie przydarzy, kiedy należy ograniczyć działalność zawodową, towarzyską, społeczną czy edukacyjną. Możemy też widzieć starość jako okres, w którym nadal warto podejmować nowe role w życiu, uczyć się nowy rzeczy, brać udział w ciekawych wydarzeniach czy poznawać nowych ludzi. Możemy postrzegać ten czas jako taki, w którym realizowanie swoich pasji i rozwijanie własnych zainteresowań nadal ma sens.


Tekst pochodzi z artykułu Starość – też radość.

Narcyzm to nie bycie zakochanym w sobie

Vika_Glitter

Narcyzm to bycie zakochanym w sobie?

Nic bardziej mylnego!

Możemy często spotkać się z przekonaniem, że narcyz to osoba zakochana w sobie. W rzeczywistości jednak nie jest to prawda. U podstaw zaburzenia narcystycznego leży bowiem wstyd. Tam w ogóle nie ma miłości do siebie.

Tam jest wielkościowość napędzana przymusem osiągnięcia nierealistycznych standardów i nienawiścią do siebie oraz lękiem przed byciem przeciętnym. To wszystko ma źródło we wstydzie dotyczącym wad i niedoskonałości. Stąd też konieczność schowania wszystkiego, co niedoskonałe.

Osoba z zaburzeniami narcystycznymi nie jest zakochana w sobie. Wręcz przeciwnie – nienawidzi siebie i jest sobą zawstydzona, swoim byciem niedoskonałym człowiekiem.  Boi się, że zostanie to w końcu odkryte – dlatego tak bardzo będzie próbowała przekonać siebie i innych, że jest doskonała.

Autor: Igor Rotberg

Bezkonfliktowość – wada czy zaleta?

Image by NoName_13 from Pixabay

Jednym z powszechnych błędnych przekonań dotyczących kłótni w relacjach intymnych jest to, że konflikty z partnerem są niechybnym znakiem rozpadu związku. Przekonanie to mówi, że szczęśliwy związek to taki, w którym partnerzy zawsze się ze sobą zgadzają, w którym zawsze jest harmonia. Stąd też mogą płynąć oczekiwania, że partnerzy wszystko i zawsze muszą robić razem i we wszystkim być jednomyślni. Tymczasem, jak podkreślają psychologowie, brak odrębności partnerów uniemożliwia budowanie związku. Dojrzała relacja zaczyna się, gdy uczestniczą w niej dwie odrębne osoby ze swoimi światopoglądami, zainteresowaniami, światami.

Brak różnicy zdań, brak odrębności, a co za tym idzie brak niekiedy kłótni czy sprzeczek może wskazywać, że para nie pozwala sobie rozwijać się relacji. W miarę trwania związku miłosnego zmiany relacji są nieuchronne. Bycie w związku, poza dostarczaniem pozytywnych doznań oraz zaspokajaniem potrzeb czy realizacją istotnych życiowych wartości, wiąże się również z pewnymi kosztami. Tymi kosztami są właśnie między innymi pojawiające się od czasu do czasu konflikty, z którymi pary różnie sobie radzą. Stanowią one integralną część rozwoju relacji intymnej. I – chociaż mogą być bardzo trudnymi doświadczeniami – często to dzięki konfliktom para może wzmocnić poczucie bezpieczeństwa oraz własnego sprawstwa.


Tekst pochodzi z artykułu W zgodzie i w konflikcie.

Pomaganie nie jedno ma imię

Dlaczego pomagamy?

  • wierzymy, że gdy będziemy w potrzebie, znajdzie się ktoś, kto pomoże nam;
  • działanie to łagodzi nasz wewnętrzny dyskomfort, kiedy obserwujemy czyjąś krzywdę;
  • pomaganie sprawia, że możemy dobrze o sobie myśleć („jeśli pomagam, to nie mogę być złym człowiekiem”);
  • mamy przeświadczenie, że pomaganie „zeruje” nasze wcześniejsze, złe uczynki;
  • czujemy się wtedy ważni, przydatni, potrzebni;
  • takie działania mogą pomagać nam zyskiwać sympatie, uznanie i aprobatę społeczną;
  • wynika to z naszych schematów myślowych (często zaczerpniętych z kontekstu społeczno-kulturowego lub rodzinnego);
  • dzięki temu czujemy się bardziej sprawczy, możemy oddziaływać na świat;
  • mamy wtedy przeświadczenie, że należymy do wspólnoty.

To tylko niektóre z motywacji leżącej u podstaw pomagania innym ludziom. Więcej o pomaganiu w AUDYCJI RADIOWEJ.

Photo by Lina Trochez on Unsplash

Neuroatypowa trauma

Zapraszam Was do obejrzenia podcastu różnoPODOBNI, w którym – wraz z prowadzącym Bartoszem Jakimcem – przyglądamy się traumie i jej powiązaniu z neuroatypowością. To rozmowa, która porządkuje podstawy, ale też pokazuje niuanse. Bo trauma to nie samo wydarzenie – tylko to, jak zareagował na nie nasz układ nerwowy i psychika. To dlatego dla jednej osoby coś będzie „tylko trudne”, a dla innej stanie się doświadczeniem traumatycznym. Znaczenie ma wiek, zasoby, wsparcie i kontekst. Rozmawiamy o tym, jak trauma się objawia: od pobudzenia, przez dysocjację, aż po fragmentaryczną pamięć czy amnezję. I o tym, że nawet bardzo głośne, obiektywnie „duże” wydarzenia nie zawsze prowadzą do PTSD, podczas gdy pozornie „zwykłe” doświadczenia mogą przeciążyć układ nerwowy.

Dużo miejsca poświęcamy neuroatypowości. Temu, że osoby w spektrum autyzmu czy z ADHD mogą być bardziej narażone na doświadczenie traumy, m.in. przez trudności sensoryczne, społeczne, wykluczenie czy ciągłą krytykę. I że coś, co dla osób neurotypowych jest ledwo zauważalne, dla neuroatypowych może być realnym obciążeniem. Pojawia się też temat nakładania się objawów. Bo trauma i neuroatypowość mogą wyglądać podobnie: nadpobudliwość, problemy z koncentracją, trudności z regulacją emocji. A jednocześnie mogą współistnieć. To nie jest „albo–albo”. I właśnie dlatego tak ważne jest, żeby specjaliści widzieli różnice, ale też rozumieli, jak jedno wpływa na drugie.

To też rozmowa o tym, że trzeba uważać na uproszczenia i generalizacje. Nie wszystko jest traumą, ale jednocześnie pod wieloma trudnościami, z którymi pacjenci trafiają do gabinetu, trauma może się skrywać i to czasem zupełnie zaskakująco.

Całość rozmowy TUTAJ.

Pozytywne myślenie

Kiedy analizujemy rolę przekazu społecznego, mającego na celu zwiększenie poziomu odczuwanego szczęścia w naszym życiu, na szczególną uwagę zasługuje kult „pozytywnego myślenia”. Zaszczepia on w nas bowiem ideę, że w życiu przydarzać się nam będą tylko dobre wydarzenia za sprawą samego myślenia o nich, a sama rezygnacja z myślenia o tym, co trudne i nieprzyjemne, sprawi, że nie będziemy doświadczać nieszczęść i niepowodzeń. Idea ta z kolei znalazła wyraz w propagowaniu stosowania pozytywnych afirmacji jako remedium na życiowe problemy lub przynajmniej jako sposób na poprawienie naszego samopoczucia.

Afirmacje, pozytywne myślenie, imperatywy mające podnieść nasz poziom zadowolenia z życia to odpryski uproszczonych idei z jednego z nurtów w psychologii, a mianowicie psychologii pozytywnej. Teorie zawarte w tym nurcie, zapoczątkowanym przez prace Martina Seligmana, są dużo bardziej złożone, a samo pojawienie się psychologii pozytywnej wniosło ważne zmiany do myślenia o psychice człowieka. Wcześniej bowiem przeważało widzenie człowieka jako istoty kruchej, słabej, nieradzącej sobie z trudnymi doświadczeniami. To, co dobrego wniosła psychologia pozytywna, to spojrzenie na człowieka jako wyposażonego w skuteczne mechanizmy radzenia sobie z życiem. Teorie te są jednak dalekie od naiwnego optymizmu pozytywnego myślenia.


Tekst pochodzi z artykułu W świecie imperatywów.

Photo by Ahmed Zayan on Unsplash

Koło naukowe – Salus et Resistentia

AEH koło naukowe

W najbliższy poniedziałek (15 stycznia) będę miał przyjemność uczestniczyć jako ekspert w spotkaniu w ramach Psychologicznego Koła Naukowego AEH Salus et Resistentia.

Rozmowa dotyczyć będzie zagadnień związanych z traumami transgeneracyjnymi, pracą terapeutyczną z genogramem oraz z systemowym rozumieniem przekazów rodzinnych. Wraz z prowadzącą, doktorantką psychologii Agatą Sosnowską, zapraszamy wszystkich studentów i studentki oraz wykładowców i wykładowczynie AEH.

Spotkanie odbędzie się na platformie MTeams.

Autor: Igor Rotberg

Introwertyk nie oznacza osoby nietowarzyskiej

Image by MAIRA ALI from Pixabay

Introwertyk nie oznacza osoby która:

  • nie lubi ludzi;
  • jest nieśmiała;
  • źle się czuje w większym gronie;
  • jest nietowarzyska;
  • nie lubi rozmów;
  • nie ma kompetencji społecznych.

Introwertyk to osoba, która po prostu inaczej niż ekstrawertyk doświadcza swojej towarzyskości. Kontakty z innymi ludźmi rozładowują jej baterie – ale to nie znaczy, że nie lubi spotykać się z innymi. Po prostu będzie potrzebować czasu na pobycie samej ze sobą, żeby naładować akumulatory, a mówiąc językiem bardziej psychologicznym – żeby odbudować zasoby relacyjne.

Ekstrawertyk z kolei będzie doświadczał swojej towarzyskości w taki sposób, że kontakty z innymi ludźmi będą ładować jego akumulatory – dzięki temu będzie mógł odbudowywać swoje zasoby energii i motywacji, które zostały zużyte przez inne czynności.

PS. Ekstrawertyk może nie lubić ludzi, być nieśmiały, źle się czuć w większym gronie, być nietowarzyskim, nie lubić rozmów i nie posiadać kompetencji społecznych…. Ale oczywiście nie musi.

Autor: Igor Rotberg

Narcystyczne zaburzenie osobowości a zachowania narcystyczne

Fot. Gerd Altmann Pixabay

Narcystyczne zaburzenie osobowości to nie to samo, co zachowania narcystyczne. W pierwszym przypadku zaburzona jest struktura osobowości. Co to znaczy? To znaczy, że osoba z narcystycznym zaburzeniem osobowości posiada stały dysfunkcyjny wzorzec zachowania i doświadczania, który może być obserwowany w różnych obszarach życia (np. spostrzegania siebie i innych, wyrażania emocji, funkcjonowania w relacjach czy kontroli impulsów). Charakterystyczne jest to, że jest on pozbawiony elastyczności i dominuje nad innymi sposobami funkcjonowania, powodując kliniczne cierpienie lub upośledzając funkcjonowanie. Występowanie go można obserwować wraz z początkiem okresu młodzieńczego.

Tymczasem zachowania narcystyczne mogą występować u każdego z nas – mogą być warunkowane przez sytuacje zewnętrzne. Np. kiedy jesteśmy chorzy i nasza uwaga skupia się głównie na nas. Nie jesteśmy w stanie jednocześnie skupić się na innych osobach, ich przeżyciach. Ba, mówi się nawet, że pewien poziom cech narcystycznych jest u każdego z nas. I być może każdemu z nas zdarzyło się zachować wielkościowo czy arogancko. Nie ma w tym nic patologicznego na poziomie struktury osobowości – jeśli czasami zdarzy się nam zachować narcystycznie nie oznacza to, że mamy narcystyczne zaburzenia osobowości. Żeby bowiem zdiagnozować zaburzenia osobowości potrzebne jest coś więcej niż tylko jednorazowe zachowanie narcystyczne – potrzebne jest ustalenie zmian struktury osobowości, czyli sprawdzenie czy występuje wcześniej omawiany patologiczny, dysfunkcyjny wzorzec zachowania, myślenia, czucia  czy wchodzenia w relacje.

Autor: Igor Rotberg