SUKCES MA WIELE TWARZY

Czym jest sukces? Czy istnieje jedno kryterium sukcesu? Czy jest nim zasobność portfela, czy może realizacja własnych marzeń albo wychowanie dzieci? Potocznie zwykło się uważać, że wyznacznikiem sukcesu jest szybka kariera oraz pokaźne konto w banku. Pomimo, że docierają do nas z różnych źródeł opowieści o tak szybkich i spektakularnych sukcesach, nie możemy jednak zapominać, że rodzajów sukcesu może być tyle, ilu ludzi, bowiem dla każdego człowieka liczą się inne rzeczy. Każdy może mieć swoją własną hierarchię wartości, inne potrzeby, pragnienia, marzenia.

Mało tego, w świadomości zachodniej cywilizacji istnieje duża społeczna presja sukcesu. Pod koniec XX wieku, wraz z pojawieniem się yuppie, pracoholizm oraz poczucie konieczności odniesienia jakiegoś sukcesu stały się wręcz wszechobecne. W ostatnim czasie, w ramach przeciwwagi, coraz bardziej widoczny staje się ruch Slow Life, którego niezłomnym krzewicielem jest Carl Honoré, autor „Pochwały powolności”. Idee, zawarte w tym nurcie, stopniowo przebijają się do szerszej świadomości, jednak cały czas bycie człowiekiem sukcesu – zwłaszcza w sensie biznesowym – jest postrzegane przez jednostkę jako konieczność, życiową misję, opus magnum.

Tymczasem niekoniecznie trzeba odnieść sukces finansowy, żeby być szczęśliwym. Niekoniecznie trzeba dążyć do sukcesu, żeby postrzegać swoje życie jako spełnione. Dodatkowo istnieje bardzo wiele różnych form sukcesu – nie wszystkie przekładają się bezpośrednio na powiększenie naszego portfela. Ludzie różnią się w swoich dążeniach. Nie ma jednej, modelowej sztancy, podług której należałoby oceniać sukces.

Więcej, lepiej, z pasją

Wielu z nas postrzega, że drogą do sukcesu i doskonałości jest zdobycie jak najbardziej rozległej wiedzy oraz posiadanie jak najwięcej umiejętności. Marcus Buckingham, współautor książki „Po pierwsze, złam wszelkie zasady”, i Donald O. Clifton, dyrektor Centrum Badań Międzynarodowych i Szkolenia w Instytucie Gallupa, twierdzą, że „aby zbudować swoje talenty, trzeba wystrzegać się tej pułapki”. Podkreślają, że zapisywanie się na setki szkoleń, warsztatów i kursów nie jest automatycznie gwarancją odniesienia sukcesu. Jeśli nie posiadamy talentów w tych dziedzinach, będziemy kierować naszą energię i zapał jedynie na „naprawianie niedoskonałości i opanowanie szkód”. Warto zastanowić się, z czego świadomie zrezygnować, żeby móc w pełni wykorzystać swój potencjał, rozwijając własne zainteresowania.

Prawdą jest, że tylko my sami jesteśmy w stanie odkryć nasze pasje. Należy jednak przy tym mieć na uwadze, że talenty nie muszą być tylko artystyczne. Pasją więc nie musi być koniecznie malowanie obrazów, występowanie na scenie czy fotografia. Mogą nią być pozornie błahe zajęcia, takie jak sprzątanie, gotowanie czy prowadzenie samochodu. Specjaliści doradzają, że aby odkryć pasję, warto przyjrzeć się tym działaniom, których się podejmujemy bez względu na to, czy ktoś nam za nie płaci oraz czy ktoś nas za nie nagradza. Dzięki temu jesteśmy w stanie znaleźć nasze unikatowe, mocne strony.

A co, jeśli szukaliśmy pasji, lecz żadnej nie możemy znaleźć? Cass Phillipps, założycielka konferencji FailCon, w jednym ze swoich wystąpień mówiła, że ludziom zdarza się szukać pasji bardzo długo, czasami całe życie. Poszukiwanie pasji, podkreślała, wiąże się często również z porażkami. Dużym szczęściem mogą pochwalić się osoby, które już jako dziecko odkryły swoje zamiłowania, realizując je później sukcesywnie w życiu dorosłym. Większość ludzi jednak, przechodząc przez różne etapy w swoim życiu, podejmowała się wielu działań, próbując swoich sił w rozmaitych obszarach. Pasje bowiem mogą się pojawiać tak samo w życiu, jak mogą też z niego znikać. Posiadanie lub nieposiadanie pasji nie stanowi o tym, że nasze życie będzie szczęśliwe bądź nieszczęśliwe. Może się zdarzyć, że jesteśmy dobrzy w wielu rzeczach, ale w żadnej nie jesteśmy wyjątkowi. To, że nie znaleźliśmy naszej pasji albo fakt, że już nie posiadamy tych zainteresowań, które kiedyś były dla nas ważne, nie świadczy o tym, że nie możemy przeżyć naszego życia, czując się spełnionymi.

Wystarczy chcieć

Zapewne wielu z nas spotkało się z literaturą dotyczącą osiągania sukcesu. Duża część tych pozycji proponuje metody bardzo ponętne, jednak mało skuteczne. Idee tam podane przekonywać mają do tego, że aby osiągnąć sukces, wystarczy chcieć, powtarzać przed snem jak zaklęcia afirmacje pomyślności i czekać, aż los się do nas uśmiechnie, co – jak zapewniają poradniki – zdarzyć się powinno szybciej, niż nam się wydaje. W niewielu książkach można przeczytać, że osiągnięcie sukcesu jest na ogół okupione ciężką pracą, wieloma wyrzeczeniami, rezygnacją z części marzeń i poprzedzone niemałą ilością porażek i trudności. Dlatego sukcesu nie udaje się nam osiągnąć, my go wypracowujemy, ponieważ jak mówi Jacek Walkiewicz, psycholog, mówca i trener, „profesjonalizm nigdy nie jest dziełem przypadku”.

Jeśli przyjrzymy się bliżej biografiom ludzi, którzy w różnych dziedzinach odnieśli sukces, zobaczymy, jak wielu z nich przeżywało ciężkie chwile w swoim życiu.  Niektórzy doświadczali nawet załamania nerwowego, zaznawali spektakularnych porażek finansowych i inwestycyjnych. Czasami musieli zrezygnować z części planów i pragnień, na rzeczy innych marzeń, a wybory te nie zawsze były łatwe. Jednak realizacja marzeń to właśnie pokonywanie trudności. Jeśli chcemy odnieść sukces, możemy być pewni, że jakieś trudności, prędzej czy później, pojawią się na naszej drodze, bo – cytując Franka A. Clarka, amerykańskiego pisarza – „jeśli możesz znaleźć drogę, na której nie ma żadnych przeszkód – prawdopodobnie wiedzie ona donikąd”.

W związku z tym, poza pracą, kluczową kwestią staje się wytrwałość i bycie konsekwentnym. Łatwo jest powziąć jakieś postanowienie, kiedy humor nam dopisuje, dużo trudniej jednak wytrwać w tym zamiarze, kiedy nastroju uniesienia już nie ma, a na drodze piętrzą się przeszkody. Jednak, jak mówi Jerry West, koszykarz, trener i działacz sportowy, nie zdołamy wiele w życiu osiągnąć, jeśli będziemy pracować tylko w te dni, kiedy dopisuje nam samopoczucie. Z kolei Carol Dweck, profesor psychologii z Columbia University, prowadząca badania nad motywacją osiągnięć, wysuwa następujący wniosek: głównymi cechami charakteryzującymi ludzi, którzy osiągają sukces, jest upodobanie do wyzwań oraz wytrwałość okazywana właśnie wtedy, gdy coś idzie nie tak. Dzięki temu ludzie ci potrafią poradzić sobie nawet w najtrudniejszych chwilach. Wiedzą oni również, że ich szansa na osiągnięcie zamierzonego celu rośnie z każdą próbą, nawet jeśli ta próba okazuje się być nieudaną. Również Krystyna Kofta, pisarka i felietonistka, podkreśla, że jeśli chcemy osiągnąć sukces, musimy być wytrwali i cierpliwi. Dodaje również, że „pieniądze przychodzą, ale nie zawsze od razu. To jest stopniowy rozwój. I trzeba się stale czegoś uczyć”.

Szybko, sprawnie i do przodu!

Osiąganie sukcesu jest procesem. Jest na ogół długofalowym przedsięwzięciem. I jak w każdym z tego typu działań, taki i tutaj występują zarówno momenty, kiedy człowiek szybko realizuje zamierzone wcześniej cele, jak i momenty zahamowania. Sam przestój nie jest ani dobry, ani zły. Ograniczenia czy okresy spowolnienia w realizacji przedsięwzięć są naturalnymi zjawiskami. Marcin Fabjański, autor książki „Stoicyzm uliczny” proponuje zastosować technikę „relabelingu”, czyli nazwania danej sytuacji na nowo. Zamiast określać sytuację jako przestój, można zdefiniować ją jako moment odpoczynku, chwilę na zastanowienie się nad dalszymi planami czy też chociażby czas na podjęcie innych działań.

Jednak, poza momentami przestoju, zdarzają się również sytuacje wymagające cofnięcia się, zrobienia kroku w tył, żeby nie brnąć dalej w realizację tych inicjatyw i planów, które w pewnym momencie okazały się nietrafione. Zrozumienie tego bywa czasami trudne, tak bardzo chcemy przeć do przodu. Lecz to właśnie wycofanie się, przyznanie się do porażki lub do błędnej decyzji jest jedną z kluczowych umiejętności potrzebnych na drodze do sukcesu. Taka sytuacja daje na przykład możliwość zobaczenia, że dotychczasowe zasoby przestały działać, a dzięki temu mobilizuje do nauki nowych umiejętności. Tom Peters, pisarz amerykański, stawia tutaj nawet śmiałą tezę, że „to porażka, a nie sukces, pcha świat do przodu”, jako że porażka oznacza zazwyczaj, iż człowiek przekroczył granice własnego komfortu próbując czegoś nowego, „sknocił coś, ale czegoś się przy tej okazji nauczył”.

W procesie dążenia do realizacji celów i zamierzeń zazwyczaj nie zdarza się sytuacja, w której tylko coś zyskujemy, a hossa nieprzerwanie powiększa nasze profity. W przyrodzie krzywa zawsze rosnąca nie istnieje. Oczekiwanie, że – kiedy  wreszcie podjęliśmy decyzję o realizacji naszych planów i skoro zainwestowaliśmy w nie nasz czas, dochody i zaangażowanie – pomyślność zawsze będzie nam już towarzyszyć, jest błędne i często prowadzi do niepotrzebnych frustracji, stresów i napięć.

Sukces zawsze stanowi wartość pozytywną.

Już w 1967 roku dwóch psychiatrów, Thomas Holmes i Richard Rahe, opracowało skalę 43 najbardziej stresogennych wydarzeń życiowych. Wśród wymienionych, oprócz takich jak śmierć współmałżonka, rozwód, zwolnienie z pracy, były tam również takie wydarzenia jak ślub, awans zawodowy, polepszenie sytuacji finansowej. Okazuje się bowiem, że ludzie trudno radzą sobie z tak dużą zmianą w życiu (bez względu na to, czy zmiana ta niesie pozytywne czy negatywne konsekwencje). Dlatego też, kiedy ludzie odnoszą sukces, często reagują stresem, ponieważ sytuacja ta konstytuuje nowe zadania, którym trzeba sprostać. Zarówno wśród bliskiej rodziny, jak i dalszych znajomych, może pojawić się zazdrość czy chęć – w celach odniesienia własnych korzyści – skorzystania z kontaktów z osobą, która odniosła sukces. Ona z kolei, z obawy przed wykorzystaniem, często odcina relacje społeczne, dystansując się do otoczenia, co prowadzi do poczucia osamotnienia, czasem nawet depresji.

Opiewany w kulturze masowej spektakularny sukces wcale zatem nie musi nieść ze sobą tylko pozytywnych konsekwencji. Często jest źródłem cierpienia. Trudno nam jest szybko zaadaptować się do nowej sytuacji. Kiedy do sukcesu dochodzimy stopniowo, doświadczając porażek i nieprzyjemności, uczymy się również radzić sobie z trudnościami, z nieprzewidywanymi zdarzeniami. Ci, którym sukces przyszedł bardzo szybko, przeważnie takiego przygotowania emocjonalnego nie mają. Dobitny wyraz temu daje w swojej książce „Toksyczny sukces. Jak przestać zmagać się z życiem, a zacząć się nim cieszyć” Paul Pearsall, neuropsycholog z Uniwersytetu Hawajskiego w Manoa, wskazując, że sukces „może przynieść ze sobą nie tylko radość, wynikającą z posiadania wielu rzeczy i możliwości, lecz również rozczarowanie i samotną rozpacz, zarówno osobom, które go doświadczają, jak i ich najbliższym”. Autor podkreśla również, że osoby, które odniosły sukces, cierpią często z powodu poczucia niedosytu i zawiedzenia, doświadczają nieustannego stresu i niepokoju, wnikających z presji, aby osiągać jeszcze więcej. Odczuwają również przytłoczenie życiem oraz brakuje im czasu na cieszenie się prostymi przyjemnościami.

50 twarzy sukcesu

Nie istnieje jeden wzorzec sukcesu jak wzorzec metra w Sèvres pod Paryżem. Każdy człowiek może określić go podług własnych potrzeb, oczekiwań, wartości i doświadczeń. Nie każdy jednak musi do niego dążyć za wszelką cenę, by czuć się spełnionym życiowo człowiekiem. Nie każdy sukces również musi się przekładać na wzrost zamożności. Jak mówi prof. dr hab. Janusz Czapiński, specjalizujący się w zakresie psychologii społecznej, poza sukcesem rozumianym jako bogacenie się finansowe lub jako uznanie społeczne, istnieje również rodzaj sukcesu określany jako wewnętrzny, gdzie my sami ustawiamy wysokość poprzeczki. Codziennie możemy go zatem odnosić.

Sukces finansowy i społeczny są tylko dwoma rodzajami sukcesu. Jednak bez względu na to, do jakiego sukcesu dążymy, każdy wiąże się z pracą, byciem konsekwentnym, umiejętnością radzenia sobie z porażkami oraz z odwagą i podjęciem ryzyka wyjścia poza strefę komfortu. Sukces może nieść ze sobą poczucie satysfakcji życiowej, zadowolenia, może stwarzać możliwości realizacji innych projektów, pomocy innym, podjęcia działań charytatywnych. Może również skutkować negatywnymi konsekwencjami, może nas obciążać, zwiększać poziom stresu, frustracji i rozczarowania. Jednak czy wciąż jest to sukces? Stosując definicję Jacka Walkiewicza, raczej nie – ponieważ, jak mówi, sukces można poznać właśnie po tym, że nas wspiera.

Autor: Igor Rotberg


Dla zainteresowanych:

Buckingham, M., Coffman C. (2001). Po pierwsze: Złam wszelkie zasady. Warszawa: Wydawnictwo MT Biznes
Dweck, C. (2013). Nowa psychologia sukcesu, tłum. Czajkowska A., Warszawa: Muza
Fabjański, M. (2010). Stoicyzm uliczny, Warszawa: Czarna Owca
Holmes, T. H., & Rahe, R. H. (1967). The social readjustment rating scale. Journal of psychosomatic research, 11, 213
Honoré, C. (2012). Pochwała powolności, tłum. Umiński K., Warszawa: Drzewo Babel
Pearsall, P. (2003). Toksyczny sukces, tłum. Jóźwiak B., Poznań: Rebis
Phillipps, C. (2012). Failure to Find Passion, TEDxGoldenGatePark [online]. Dostępny w Internecie tutaj


Artykuł dostępny jest również na stronie Polskiego Portalu Psychologii Społecznej

Reklamy

POKOCHAĆ PORAŻKI

Jest jeden niezawodny sposób, żeby uniknąć porażek w życiu – zaprzestać jakichkolwiek działań.  Raczej niewykonalne i raczej nie o to nam chodzi. Czy w związku z tym, że doświadczamy porażek wielokrotnie w naszym życiu, możemy zrobić coś, żeby umieć sobie z nimi lepiej radzić? Samo słowo „porażka” leży bardzo blisko słów: klęska, dramat, nieszczęście, tragedia, jak również bardzo mocno jest w stanie napiętnować, podkopać, podciąć skrzydła, uwięzić. Przydarza się nam jednak tak często, że byłoby nierozsądne udawać, że problem nie istnieje, że nas nie dotyczy. Oczywiście jedni z nas radzą sobie z porażkami lepiej, inni gorzej, dłużej cierpiąc i dłużej przeżywając. Częściowo kształtuje nas wychowanie, wiedza i doświadczenie, jakie wynieśliśmy z domu rodzinnego. Ale nieumiejętność radzenia sobie z porażkami nie definiuje nas ostatecznie. Zawsze jest możliwość wprowadzenia takiej zmiany do swojego życia, która sprawi, że kiedy następnym razem potkniemy się, szybciej i sprawniej się podniesiemy. Ba, być może nawet docenimy to, co się wydarzyło, czerpiąc z tego realne korzyści dla nas samych.

Bolesne uczucie

Jak mówiła na jednej z konferencji popularnonaukowych zorganizowanych na licencji TED Cass Phillipps, założycielka jednodniowych konferencji FailCon, „porażka boli, porażka rani naszą dumę”, w związku z tym częściej łatwiej jest nam poddać się, niż iść dalej. W momencie doświadczania porażki nasza pamięć podsuwa nam obrazy związane na ogół z innymi niepowodzeniami, których doświadczyliśmy już uprzednio w naszym życiu. Trudno jest nam wtedy dotrzeć do tych wspomnień, które jasno pokazują sytuacje, w których odnieśliśmy sukces. Nawet jeśli ktoś nam takie sytuacje przypomina, dyskredytujemy je dosyć szybko. Jak pisze Paweł Fortuna, autor książki „Pozytywna psychologia porażki”: „Niepowodzenie uderza w naszą samoocenę. Ale i w przekonanie o własnej skuteczności”. Dlatego też może wydawać się nam, że już nic w życiu nie osiągniemy, że niepowodzenie przekreśla jakąkolwiek szansę na dalszy rozwój, na pozytywną zmianę w naszym życiu.

Porażki obarczają nas jeszcze jedną rzeczą, która wydaje się nawet groźniejsza od samej porażki, ponieważ jest w stanie nas unieruchomić, powstrzymać przed dotarciem do celu bardzo skutecznie. Jest to lęk przed popełnieniem kolejnej porażki. Lęk, który jest w stanie nas sparaliżować, uniemożliwić nam działanie, sprawić, że rezygnujemy z ważnych dla nas planów, który może nas zatrzymać w dążeniu do realizacji marzeń na tak długo, że pomimo dużej frustracji, nie decydujemy się na podjęcie kolejnej próby. Lęk ten przybiera różne formy, od prokrastynacji, przez perfekcjonizm, do wycofania się z życia czy nawet fobii społecznej. W porę niezauważony i nieprzepracowany, może rozrosnąć się do niebywałych rozmiarów.

Społeczny przekaz

Porażka wciąż pozostaje tematem trudnym do dyskusji w przestrzeni publicznej. Przekaz społeczny dotyczący samych porażek, jak i osób, które ich doświadczają, jest na ogół negatywny. „On jest nieudacznikiem”, „to jest jej największa życiowa porażka”, „nic mu się w życiu nie udało”, „ona nic w życiu nie osiągnęła” – ileż to razy słyszymy tego typu wypowiedzi. Ludzie, którzy odnoszą sukcesy, są często osobami, które podziwiamy, czasami – którym zazdrościmy. Tych, którzy doświadczają niepowodzeń w życiu, staramy się jednak unikać, a jeśli pojawiają się w naszych wypowiedziach, to nie w kontekście troski, lecz raczej wyśmiania czy wręcz pogardy. A przecież porażki są nieuniknione i dotyczą nas wszystkich.

Oczywiście, docierają do nas również opowieści gloryfikujące porażki, historie z poradników psychologicznych, opisujące osoby, które pomimo trudności życiowych, przekuły niepowodzenia w sukces. Większość z nas zapewne zna historię Thomasa Edisona, który wynalazł żarówkę (czyli osiągnął sukces) po kilku tysiącach wcześniejszych błędnych prób. Traktował on bowiem te niepowodzenia jako lekcje, z których wyciągał wnioski, uparcie idąc do przodu. Jak wiele jednak potrafimy dla siebie wyciągnąć z takich przykładów jak historia Edisona i jego sukcesu? Czy w jakikolwiek sposób przekładają się na nasze życie codzienne?

Zmiana myślenia

Praca ze zmianą podejścia do własnych niepowodzeń nie jest łatwa, opiera się bowiem na umiejętnym wykorzystywaniu kolejnych doświadczeń związanych z porażkami, które nam się przydarzają. Jest jednak na pewno możliwa i jak najbardziej przydatna.

Zmiana myślenia dotyczącego porażek zaczyna się od uświadomienia sobie, że na pewno jeszcze doświadczymy w naszym życiu przynajmniej kilku niepowodzeń, a co za tym idzie, i co jest kluczową kwestią, warto byśmy dali sobie prawo do popełniania błędów. Przykładem może być nauka obcego języka. Idziemy na kurs językowy, uczymy się wybranego przez nas języka, poznajemy jego gramatykę, struktury, słownictwo. Ale jeśli nie przełamiemy w sobie oporu przed posługiwaniem się tym językiem, pomimo bardzo dużego prawdopodobieństwa, że będziemy robić na początku wiele błędów, to nie za wiele z tej nauki wyniesiemy. Carol Dweck, profesor psychologii z Uniwersytetu Stanforda od 20 lat prowadzi badania nad motywacją osiągnięć. Jeden z wniosków z jej badań wskazuje, że „sukces to nie kwestia wrodzonego talentu, błyskotliwej inteligencji ani szczęścia. Sukces odnoszą ludzie przekonani o tym, że wciąż mogą się wiele nauczyć”. Porażka więc nie oznacza końca naszej drogi, naszych starań. Jest wręcz przeciwnie: to istotna część drogi do sukcesu, bez której osiągnięcie celu jest niemożliwe.

Przekonanie zatem, że doświadczenie niepowodzenia świadczy o tym, że nie damy rady i nic już w życiu nie osiągniemy, jest całkowicie błędne i sprowadza się do dychotomicznego postrzegania naszej drogi rozwoju: albo osiągamy sukces, albo też doświadczamy sromotnej porażki. Tymczasem niepowodzenie, będąc elementem drogi rozwoju, nie wyklucza osiągnięcia sukcesu. Takie rozumowanie daje nam szansę na to, że nie ulegniemy lękowi przed podjęciem kolejnej próby. Zmiana wewnętrznego dialogu, który prowadzimy w naszych umysłach, jest bardzo istotna. Kiedy nieustająco powtarzamy sobie jak mantrę „nic mi się w życiu nie udaje”, „nic w życiu nie potrafię osiągnąć”, pozbawiamy się możliwości jakiegokolwiek rozwoju. Natomiast myślenie w kategoriach: „porażka – niezbędny element na drodze do osiągnięcia celu”, daje nam możliwość nieprzywiązywania się osobistego do niepowodzeń, dzięki czemu sami sobie nie podcinamy skrzydeł.

Jak mówi Andrzej Bubrowiecki, coach rozwoju osobistego i trener w biznesie, niepowodzenia to jest nic innego, jak nowa dziedzina naszej wiedzy, a ilość popełnianych błędów wyznacza naszą skuteczność, ponieważ oznacza to, że podejmujemy dużo działań i że się uczymy. To prowadzi nas do przewrotnej konkluzji: doświadczanie niepowodzeń jest bardzo dobrym znakiem. Właściwie można śmiało powiedzieć, że możemy cieszyć się, jeśli w naszym życiu pojawiają się porażki. Znaczy to bowiem, ni mniej ni więcej, że idziemy do przodu, że się rozwijamy, że podejmujemy kolejne próby, wychodząc poza naszą strefę komfortu. Brak porażek świadczy więc tylko o tym, że właśnie stanęliśmy w miejscu lub wręcz, że się cofamy.

Kiedy zatem następnym razem – a prawdopodobnie zdarzy się to już niebawem – doświadczymy jakiejś porażki, przyjmijmy ją nie jako zło konieczne. Ten sposób myślenia nadal będzie nas więził w kręgu negatywnego podejścia do porażki. Przyjmijmy ją jako znak, że idziemy do przodu. Możemy nawet pozwolić sobie na radość, bo nasze niepowodzenie świadczy o tym, że się nadal nie poddaliśmy i że cały czas próbujemy. A to z kolei jest oznacza, że jesteśmy na dobrej drodze do odniesienia sukcesu, bowiem jak powiedział kiedyś prezes IBM, Thomas Watson: „Najszybszą drogą do sukcesu jest podwojenie ilości błędów, które popełniamy”.

Autor: Igor Rotberg


Dla zainteresowanych:

Bubrowiecki, A. (2009). O kreatywnym myśleniu cz.2, rozmowę przepr. Kosiorek T., radio Euro (Bis) [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Dweck, C. (2013). Nowa psychologia sukcesu, tłum. Czajkowska A., Warszawa: Muza
Fortuna, P. (2013). Gdy życie daje ci cytrynę, rozmowę przepr. Kaczanowska, J., Styl.pl [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Fortuna, P. (2012). Pozytywna psychologia porażki, Gdańsk: GWP
Phillipps, C. (2012). Failure to Find Passion, TEDxGoldenGatePark [online]. Dostępny w Internecie tutaj


Artykuł dostępny jest również na stronie Polskiego Portalu Psychologii Społecznej