HISTORIE, KTÓRE SOBIE OPOWIADAMY

Stosunek do własnej przeszłości może być różny, tak jak różni są ludzie. Może być negatywny, pozytywny, wybiórczy. Można mieć przekonanie, że nosi się w sobie rozwiązania wszystkich problemów, a rozwiązania te ukryte są właśnie w przeszłości człowieka. Kiedy się ją pozna, zrozumie, będzie można naprawić to wszystko, co źle funkcjonuje w życiu. Można mieć także inne przeświadczenie: nie ma sensu nad przeszłością się w ogóle zastanawiać, wyciągać z niej wniosków, analizować. Niektórzy opowiadają bardzo barwne historie ze swojego życia, ze złożonymi wątkami i wielopostaciową narracją. Inni – wręcz przeciwnie. Ich opowieści są oszczędne, zawarte w kilku punktach, bez dygresji i zbędnych ozdobników. Część osób chętnie powraca do opowieści z dzieciństwa, inni – unikają ich, ale ochoczo poruszają historie z lat młodzieńczych czy z początku dorosłości. Historie, które sobie opowiadamy, realnie wpływają na nasze decyzje, działania, nastrój, poczucie szczęścia i zadowolenia, na kontakty z innymi ludźmi i na wiele innych obszarów w naszym życiu. Czasami warto się im przyjrzeć bardziej krytycznie, z dystansu. Może niektóre z nich przydałoby się przeredagować, opowiedzieć na nowo, innymi słowami.

Rekonstrukcja zdarzeń

Proces zapamiętywania nie jest jednorodny. Zależy on od wielu czynników. Od działań długofalowych (np. od momentu w życiu, w którym się znajdujemy) do zdarzeń chwilowych (takich jak np. nastrój, którego właśnie doświadczamy czy pora dnia). Na samo zapamiętywanie wpływają więc zarówno bodźce zewnętrzne (np. to, gdzie zdarzenie miało miejsce), jak i własne emocje (czy byliśmy np. pobudzeni czy raczej spokojni). To, co osoba zachowa w pamięci warunkują również indywidualne cechy osobowości. Jedni łatwiej zapamiętują rzeczy związane z obrazami (wzrokowcy), inni z dźwiękami (słuchowych), a inni jeszcze lepiej rzeczy, którym towarzyszył ruch (kinestetycy). Nastawienie osoby, motywacja i świadomie skierowana uwaga na dane wydarzenie czy materiał do zapamiętania również odgrywają ważną rolę. Jeśli coś nas nudzi lub jeśli powtarzamy sobie, że na pewno się nam to do niczego nie przyda, trudniej wtedy będzie nam daną rzeczy zapamiętać. Dokładnie te same czynniki biorą udział w procesie przypominania sobie rzeczy z przeszłości. W różnych momentach możemy sobie przypomnieć pewne rzeczy, a zupełnie nie móc dotrzeć do innych.

Poza czynnikami zewnętrznymi oraz wewnętrznymi, związanymi z emocjami, z  osobowością, na szczególną uwagę zasługują te sytuacje, w których osoba była bardzo pobudzona. Pamięć bowiem wzmacniana jest przez emocje, za które odpowiada układ limbiczny. Pobudzenie emocjonalne aktywuje ciało migdałowate, wskutek czego produkowane są różne hormony umożliwiające łatwiejsze tworzenie śladów pamięciowych oraz zmienianie ich w ślady długotrwałe. Dlatego też często pamiętamy lepiej te doświadczenia, którym towarzyszyło silne wzburzenie emocjonalne. W ten sposób tłumaczone jest również powstawanie traum czy innych zaburzeń emocjonalnych, jak chociażby Zespołu Stresu Pourazowego (PTSD). Z drugiej strony, doświadczanie stresu często uniemożliwia nam łatwe przypomnienie sobie zapamiętanych informacji. Naukowcy zauważyli, że przeciągający się, długotrwały stres może obniżać ilość neuronów znajdujących się w hipokampie, czyli w obszarze mózgu odpowiedzialnym między innymi za uczenie się i pamięć.

Jak bardzo zatem możemy polegać na swojej pamięci? Czy to, co uważamy, że się zdarzyło, naprawdę miało miejsce? Wiele na to wskazuje, że przeszłość, do której się odwołujemy, tylko częściowo pokrywa się z autentycznymi wydarzeniami. Resztę stanowią nasze własne uzupełnienia, które – na ogół nieświadomie – biorą udział w rekonstrukcji wydarzeń z przeszłości. Wiele osób wierzy, że pamięć działa tak samo, jak urządzenie nagrywające: rejestrujemy informacje, które potem przywołujemy i odtwarzamy, kiedy są nam potrzebne (kiedy np. odpowiadamy na zadane pytanie). Elizabeth Loftus, badaczka pamięci i psycholog sądowy, twierdzi jednak, że nasza pamięć bardziej przypomina Wikipedię: nie tylko my możemy tam wejść i coś pozmieniać, ale również mogą zrobić to inni. Do takich wniosków doszła badając historie ludzi, którzy zeznawali jako świadkowie morderstwa. Okazało się, że pamięć wzrokowa naocznych świadków jest zawodna. Duża część spośród niesłusznych wyroków w USA wynikała właśnie z błędnych zeznań osób obserwujących dane zdarzenie. Co więcej, badaczka w swoich eksperymentach dowiodła, że przy odpowiednich warunkach można osobie wszczepić wspomnienia dotyczące zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca.

Nasze wspomnienia są zatem dosyć plastyczne i mogą się zmieniać cały czas. Przypominając sobie jakieś zdarzenie, nie odtwarzamy go precyzyjnie. Rekonstrukcja opiera się na wielu czynnikach i wielu źródłach, za pomocą których uzupełniamy luki w naszej historii. Niewiele osób jest świadomych tego, że niekiedy brakujące elementy opowieści zapożyczają z tego, co usłyszeli od innych osób opowiadających bądź o tym wydarzeniu, bądź tylko o sytuacji o podobnej tematyce. Również – co może zaskakiwać – przy rekonstrukcji wspomnień osoby mogą czerpać niektóre elementy historii z utworów literackich, które przeczytali czy filmów, które obejrzeli, a które to pozycje nawiązywały do podobnych zdarzeń. Wnioski z eksperymentów, które przeprowadziła Loftus, pokazują dobitnie, że także sposób sformułowania pytania może wpływać na pamięć o przeszłych wydarzeniach. Fałszywa sugestia zawarta w pytaniu może spowodować, że zmienią się podstawowe parametry danej sytuacji (takie chociażby, jak liczba osób biorących udział w zdarzeniu). Wspomniany przed chwilą proces rekonstrukcji może nie tylko sprawić, że ubarwimy wspomnienia, dodamy im więcej dramatyzmu lub odwrotnie – pozbawimy emocji, ale proces ten może również wpłynąć na pojawienie się w naszych opowieściach bohaterów, rzeczy czy wydarzeń, które nigdy nam się nie przytrafiły. Jak mówi bowiem Loftus, to, co sobie przypominamy jest jedynie „odradzającym się odbiciem zmieniającego się wspomnienia”.

Percepcja, retrospekcja, rozpamiętywanie.

W psychologii pojęcie „perspektywy czasu” nie jest nowe, ale dopiero w ostatnich kilku latach koncepcję tę rozwinął szerzej Philip Zimbardo, który wraz z Johnem Boydem stworzył odpowiedni kwestionariusz badający naszą percepcja czasu. Kwestionariusz mierzy pięć perspektyw czasowych, którymi są: przeszłość pozytywna (nagrody i pozytywne doświadczenia, sukcesy i rzeczy, z których jesteśmy dumni), przeszłość negatywna (bolesne wspomnienia, traumy, trudne doświadczenia, życiowe porażki), teraźniejszość hedonistyczna (codzienne przyjemności, cieszenie się przeżywaną chwilą, zaspokajanie zmysłów), teraźniejszość fatalistyczna (przekonania typu: nie warto się starać, cokolwiek ma być, to będzie) oraz przyszłość (zarówno zorientowana na cele, jak i odwołująca się do tego, co będzie po życiu). W zależności od tego, jak dana osoba ma rozłożone akcenty w postrzeganiu czasu, takie podejmuje decyzje w życiu. Optymalny model, zaproponowany przez badaczy, to wysoki wskaźnik przeszłości pozytywnej, umiarkowanie wysoki – przyszłości, umiarkowany – hedonistycznej teraźniejszości oraz niski – przeszłości negatywnej i teraźniejszości fatalistycznej. Zimbardo podkreśla, że ludzie rzadko są świadomi sposobu, w jaki dzielą strumień doświadczeń – na ogół robią to automatycznie. Oczywiście, nie istnieją osoby, które są wyłącznie ukierunkowane na jedną perspektywę czasu, ponieważ inne również biorą udział w określaniu postrzegania doświadczeń. Może się jednak zdarzyć, że któraś z perspektyw zdecydowanie dominuje nad innymi.

Zbytnie koncentrowanie się na przeszłości może prowadzić do negatywnych konsekwencji w codziennym życiu. Analizowanie godzinami przeszłych zdarzeń, opowiadanie tylko o minionych sprawach, przeglądanie wyłącznie starych fotografii może wskazywać, że osoba jest zorientowana tylko na przeszłość. Istnieją tutaj dwa niebezpieczeństwa. Jedno wynika z koncentrowania się przede wszystkim na przeszłości negatywnej i rozpamiętywanie wszystkich bolesnych zdarzeń i traum, które nam się przydarzyły lub które – za sprawą procesu rekonstrukcji – przywołujemy do życia. Tymczasem, jak mówi psychoterapeutka, Małgorzata Liszyk – Kozłowska, nasze dzieciństwo rzadko składa się tylko z samych dramatów. Przyczyną, dla której często tak właśnie jest zapamiętywane, jest fakt, że dziecko jest zależne od otoczenia i w momencie, kiedy dzieje się coś zagrażającego poczuciu bezpieczeństwa, emocje, których wtedy dziecko doświadcza, są na tyle silne, że łatwiej zakodowuje sobie negatywne zdarzenia.

Drugie niebezpieczeństwo, odwołując się do terminologii zaproponowanej przez Zimbardo, związane jest ze zbytnim skoncentrowaniem się na przeszłości pozytywnej przy niskim lub znikomym wskaźniku teraźniejszości hedonistycznej, a wysokim fatalistycznej. Takie postrzeganie perspektywy czasu występuję u ludzi, którzy często używają sformułowań: „Kiedyś to były czasy…”, „Za moich czasów żyło się lepiej…”, „Kiedyś ludzie byli bardziej uczciwi…”. W tym wypadku przeszłość pozytywna jest używana nie do znajdywania oparcia i solidnego gruntu dla nowych doświadczeń, tylko do tego, by podkreślić, jak źle jest w teraźniejszości. Oba niebezpieczeństwa związane z koncentracją na przeszłości będą zatem przesłaniać teraźniejszość, uniemożliwiając działanie. Będą odbierać całą radość z cieszenia się chwilą obecną oraz powstrzymywać przed podejmowaniem decyzji związanych z przyszłymi celami, a także skutecznie udaremniać próby zmienienia czegokolwiek w życiu.

Innym negatywnym procesem wynikającym z nadmiernej koncentracji na przeszłości jest ruminacja dotycząca przeszłych zdarzeń. Ruminacja to psychologiczne określenie na natrętne myślenie dotyczące określonego tematu. Oczywiście, samo intensywne myślenia, zwłaszcza w kontekście problemu, który trzeba rozwiązać, jest jak najbardziej potrzebne. Jednak w ruminacji dołącza się do tego uporczywość procesu myślowego, drobiazgowa analiza oraz brak możliwości przejścia do etapu syntezy i znalezienia ostatecznego rozwiązania, które kończyłoby proces refleksji (np. „w przyszłości podejmę bardziej przemyślane działania” albo „nie warto się nad tym więcej zastanawiać, bo nic to chwilowo nie zmieni”). U podstaw ruminacji leży funkcja adaptacyjna (zastanawiamy się nad tym, co nie jest w porządku i co można by było zmienić), ale nadmierne myślenie ma wpływ negatywny, zwłaszcza na nastrój i ogólne samopoczucie. „Czasem trzeba przejść od myślenia do działania, zająć się dręczącą sprawą. Czasem nie da się już nic więcej zrobić i przychodzi czas na akceptację rzeczywistości. Czasem zaś, wrażliwość emocjonalna danego człowieka jest tak duża, że obsesyjnie myśli nad każdą drobnostką.” – mówi psycholog, Joanna Boj. Owa wrażliwość emocjonalna skłania niektórych do postrzegania siebie jako osób o dużym wglądzie i skłonności do introspekcji. Tymczasem przy bliższym zbadaniu procesu myślowego okazuje się, że są to bardzo niszczące i demotywujące ruminacje. Zdaniem Ricka Hansona, neuropsychologa, introspekcja jest procesem produktywnym, w odróżnieniu od ruminacji, która jest negatywistyczna i bardzo karząca. I o ile również same retrospekcje, czyli refleksje dotyczące przeszłości, są naturalnymi i potrzebnymi procesami wewnętrznymi, o tyle rozpamiętywanie przeszłości i „przeżuwanie” przeszłych zdarzeń skutkuje negatywnymi konsekwencjami dla nas samych, może bowiem odbierać radość z przeżywania chwili obecnej, obniżać samoocenę, więzić w roli ofiary, nie dawać możliwości przepracowania poczucia winy, zamykać drogę do wybaczenia innym pewnych zachowań, a także prowadzić do nasilania się zaburzeń lękowych i depresji.

Trzeba jeszcze nadmienić, że ciągłe rozpamiętywanie przeszłości wyrabia nawyk takiego zachowania. W związku z czym wydarzenia i ludzie, których już dawno nie ma w naszym życiu, cały czas – przy naszym współudziale – są w nim obecni. To my dajemy im prawo głosu w podejmowaniu decyzji. Oczywiście, jeśli nawyk taki wyrabialiśmy przez lata, nie możemy oczekiwać, że z dnia na dzień zmienimy lub pozbędziemy się go, wyrabiają sobie zdrowsze zachowania. Warto jednak przyjrzeć się bliżej takim nawykom (które sprawiają, że bardziej żyjemy w przeszłości niż w teraźniejszość), jeśli chcemy przeredagować historie, które codziennie sobie opowiadamy, a które dotyczą naszego życia

Opowieści o naszym życiu. Wydanie czwarte, poprawione.

Coraz częściej odchodzi się we współczesnej psychologii od – tak popularnej jeszcze w filmach i książkach – dogłębnej analizy dotyczącej przeszłości. Samo poznanie faktów (o ile w ogóle jest to możliwe), sama świadomość, że być może dany objaw wziął się z jakichś zdarzeń, które miały miejsce w naszym życiu, nie sprawi automatycznie, że ów symptom zniknie. Możemy nawet rozczarować się próbami dotarcia do realnych wydarzeń oraz samym badaniem przeszłych zdarzeń. Niestety, rozkładając naszą przeszłość na czynniki pierwsze, nie sprawimy, że stanie się ona piękniejsza. Może to oczywiście nas wzbogacić, rozszerzyć naszą świadomość, pogłębić nasze rozumienie innych osób, ale problem dotyczy naszego życia dziejącego się aktualnie. Musimy się zatem z tym problemem uporać w oparciu o dostępne dla nas środki, które aktualnie posiadamy. Jedną z metod jest krytyczne przyjrzenie się i zmiana historii, które sobie na co dzień opowiadamy. Snujemy bowiem różne opowieści na temat naszego życia. Pozytywne, negatywne, historie, którymi się straszymy, opowieści, które nas wspierają albo wręcz przeciwnie – pozbawiają nas energii i chęci do działania. Wszystko jest w porządku, jeśli wspomnienia nas wzmacniają, dając nam oparcie i wiarę w siebie. Niestety, duża część z opowiadanych przez nas historii jest bardzo negatywna, podkopująca naszą samoocenę, podcinająca nam skrzydła, pozbawiająca nas energii i zamykająca nas w poczuciu winy lub dojmującym poczuciu niesprawiedliwości. Dla naszego umysłu jest bez znaczenia, co będziemy sobie mówić na temat przeszłych wydarzeń, które działy w naszym życiu – dla nas ma to kolosalne znaczenie, bo wpływa znacząco na jakość życia.

Na pewno warto zmienić te historia, które sprawiają, że przez lata ciągniemy za sobą emocjonalny bagaż. Za jego sprawą często projektujemy na przyszłość negatywne wyobrażenia bazując na tym, co wydarzyło się kiedyś. Tak mocno jesteśmy przywiązani do tych wyobrażeń, że nie dopuszczamy do świadomości innych scenariuszy i zamiast, co najwyżej, wyciągnąć jakieś konstruktywne i budujące nas wnioski, pogrążamy się w przeszłości, traktując ją jako teraźniejszość, a nawet przyszłość. Warto krytycznie spojrzeć również na opowieści podkopujące naszą zaradność, pokazujące dobitnie, jak bardzo jesteśmy nieudolni. Podtrzymują one tylko wyuczoną bezradność, pozbawiając nas możliwości skorzystania z nadarzających się okazji. Bardzo dużą grupę stanowią również opowieści, które przyklejają nam etykietkę, które nas stygmatyzują. Nawet jeśli etykietka została nam nadana przez kogoś innego, w większości wypadków dalszy proces podtrzymywania tej historii jest zależny od nas i często zupełnie nieświadomie codziennie powtarzamy sobie tę stygmatyzującą opowieść.

Wprawdzie przeszłości i wszystkich uprzednio zaistniałych zdarzeń nie możemy zmienić, ale możemy wpłynąć na sposób myślenia o nich. Psychologia nie dysponuje metodami całkowitego „wyczyszczenia” złych wspomnień. Pojawia się jednak coraz więcej badań wskazujących, że opisy przeszłych zdarzeń, które nosimy w sobie, często tylko w niewielkim stopniu pokrywają się z faktami. Większość wspomnień z naszego życia oparta jest na dosyć selektywnym procesie zapamiętywania i odtwarzania, jak również na procesach rekonstrukcyjnych, które informacje potrzebne do uzupełnienia braków w historii czerpią z bardzo wielu źródeł (niekiedy również fikcyjnych). Jednak w dużej mierze przyzwyczailiśmy się wierzyć tym opowieściom. Marcin Fabjański, filozof, pisarz i trener, zwraca uwagę na to, że „każde nowe wydarzenie modyfikuje pamięć. Nasza opowieść, którą piszemy, jest w istocie powieścią, którą piszemy codziennie. Już nie tylko przyszłość, ale także przeszłość możemy więc świadomie kształtować”, a dzięki temu zmieniać naszą osobowość, rozwiązywać problemy, cieszyć się bardziej przeżywaną chwilą. Nie chodzi oczywiście o to, żeby zaprzeczać faktom, żeby się okłamywać, ale o to, że być może warto czasami opowiedzieć sobie historie dotyczące naszego życia na nowo, własnymi słowami, bez powielania starych wzorców, używając takiego oręża sformułowań, które kiedyś nie były dla nas dostępne, a są teraz. Na pewno nie zmienimy tego, co się zdarzyło, ale możemy zmienić naszą historię, którą opowiadamy na ten temat, na taką, która będzie pomagać nam, która będzie nas wspierać i umacniać.

Autor: Igor Rotberg


Dla zainteresowanych:

Loftus, E., Ketcham, K (1992). Witness for the Defense: The Accused, the Eyewitness, and the Expert Who Puts Memory on Trial, New York: St. Martin’s Griffin
Loftus, E. (2013). The Fiction Of Memory, TED [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Romanowska, D.(2013). Fałszowanie wspomnień, Newsweek [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Zimbardo, P., Boyd J (2009). Paradoks czasu, przeł. Cybulko A., Zieliński M., Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN
Zimbardo, P. (2009).The psychology of time, TED [online]. Dostępny w Internecie tutaj

Reklamy

4 myśli nt. „HISTORIE, KTÓRE SOBIE OPOWIADAMY

  1. Nasunęła mi się refleksja na temat preferencji narodowych (albo kulturowych) – jako Polacy mamy tendencję do wspominania przeszłości w barwach wiktymologiczno-patrotycznych, podziwiamy dawnych bohaterów, zapominając o ich negatywnych cechach, a jednocześnie czujemy się ofiarami historii… I co Pan na to, Panie Igorze? Pozdrawiam, Kasia

    • Myślę, że bardziej niż do psychologa jest to pytanie do socjologa albo kulturoznawcy, który odwołując się do adekwatnych badań lub teorii, mógłby wyjaśnić i omówić obserwowane i przytaczane przez Panią zjawisko.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Igor Rotberg

  2. Witam serdecznie,
    Zakładam, że pewne wzorce czerpiemy z własnego dzieciństwa, z zachowań rodziców i innych osób, z którymi mamy bliską styczność. Czy jest to możliwe, że jak Pan pisze skoro „przy rekonstrukcji wspomnień osoby mogą czerpać niektóre elementy historii z utworów literackich, które przeczytali czy filmów, które obejrzeli, a które to pozycje nawiązywały do podobnych zdarzeń”, to np. obejrzane filmy czy przeczytane książki mogą być dla nas źródłem, z którego czerpiemy wzory zachowań w życiu dorosłym (jeśli np. pewne wzory z tych właśnie książek czy filmów były dla nas bardziej „atrakcyjne” niż zachowania podpatrywane w domu)?
    Pozdrawiam,
    Aga

    • Powiedziałbym, że wiele czynników może mieć wpływ na nasze wzorce zachowań. Na pewno nie muszą być to tylko wzorce, które obserwowaliśmy w naszym rodzinnym domu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s