W ZGODZIE I W KONFLIKCIE

Bycie w związku, poza dostarczaniem pozytywnych doznań oraz zaspokajaniem potrzeb czy realizacją istotnych życiowych wartości, wiąże się również z pewnymi kosztami. Tymi kosztami są między innymi pojawiające się od czasu do czasu konflikty, z którymi pary różnie sobie radzą. Psychologowie uważają, że konflikty stanowią często integralną części rozwoju relacji intymnej. I – chociaż mogą być bardzo trudnymi doświadczeniami – często to dzięki konfliktom para może wzmocnić poczucie bezpieczeństwa oraz własnego sprawstwa.

Bezkonfliktowość

Jednym z powszechnych błędnych przekonań dotyczących kłótni w relacjach intymnych jest to, że konflikty z partnerem są niechybnym znakiem rozpadu związku. Przekonanie to mówi, że szczęśliwy związek to taki, w którym partnerzy zawsze się ze sobą zgadzają, w którym zawsze jest harmonia. Ta pełna zgodność obojga partnerów rozumiana jest niekiedy jako zlanie się ze sobą, bycie absolutną jednością. Stąd też mogą płynąć oczekiwania, że partnerzy wszystko i zawsze muszą robić razem i we wszystkim być jednomyślnymi. Tymczasem, jak podkreślają psychologowie, brak odrębności partnerów uniemożliwia budowanie związku. Oczywiście, poczucie jednomyślności może pojawiać się na początku relacji, kiedy dwoje partnerów jest w fazie zakochania. Natomiast – jak podkreśla to psychoterapeutka Anna Bal – „dojrzała relacja zaczyna się, gdy uczestniczą w niej dwie odrębne osoby ze swoimi światopoglądami, zainteresowaniami, światami”. Wprawdzie są momenty, kiedy partnerzy doświadczają dużego zbliżenia, ale jeśli nie pojawia się przestrzeń na autonomię, trudno mówić o dojrzałej relacji. Z tego też powodu doświadczanie samotności w związku nie musi być czymś niepokojącym. Może oznaczać akceptację własnej odrębności.

Brak różnicy zdań, brak odrębności, a co za tym idzie brak niekiedy kłótni czy sprzeczek może wskazywać, że para nie pozwala sobie rozwijać się relacji. Jak pisze w swojej książce „Psychologia miłości” prof. Bogdan Wojciszke, w miarę trwania związku miłosnego zmiany relacji są nieuchronne i stanowią następstwo zróżnicowanej dynamiki trzech podstawowych składników miłości: namiętności, intymności i zaangażowania. I wprawdzie kiedy ludzie lepiej się poznają, kiedy stają się dla siebie bardziej transparentni, wzrasta ich poziom intymności, jednak jednocześnie spada namiętność. Jak zwraca uwagę terapeutka i badaczka Esther Perel, namiętność podsycana jest przez pewną dawkę tajemniczości, ryzyka, czegoś zaskakującego, nieoczekiwanego. Z tego też względu odrębność życia partnerów jest istotna. Zlanie się może wprawdzie zaprowadzić do stworzenia pięknej relacji przyjaźni, ale jednocześnie całkowicie zabić pożądanie.

Konflikty i kryzysy

Na postrzeganie kryzysu jako niepożądanego elementu w dobrym związku może wpływać hedonistyczny aspekt współczesnej kultury. Wpływ ten wyraża się w oczekiwaniu, że wszystko ma służyć przyjemności i związek również ma dostarczać tylko pozytywnych uczuć i stanów. W związku z tym, kiedy tylko pojawiają się jakiekolwiek trudności, oceniane są albo jako przeciwstawne idei dobrego związku, albo nazywane są często kryzysem, podczas gdy mogą być naturalnymi wyzwaniami, nieuchronnymi w związku. Do takich doświadczeń rozwojowych zaliczają psychologowie np. urodzenie pierwszego dziecka, kiedy to zmieniają się role w parze. Psycholożka i psychoterapeutka Danuta Golec mówi, że „w związkach pojawiają się kryzysy rozwojowe i kryzysy chorobowe i często są mylone. Trudne wyzwania bywają traktowane jak gorączka, którą należy natychmiast zbijać, co może tylko pogarszać stan. Para zakłada, że czegoś nie powinno w ogóle być, a kiedy pojawiają się trudności, no to koniec, trzeba się rozstać”. Tymczasem związek jest miejscem, gdzie jest zarówno miło, jak i trudno, i to właśnie oczekiwanie, że będzie on dobry tylko wtedy, kiedy nie będą przydarzać się żadne negatywne emocje czy doświadczenia, może skutkować rozstaniem dwojga partnerów.

Oczywiście mogą pojawiać się również kryzysy, które nie są związane z naturalnymi wyzwaniami, lecz wskazują na jakieś inne trudności, z którymi zmaga się para. Nie ma jednak gotowej odpowiedzi sugerującej, w których przypadkach para na pewno się rozstanie. I wprawdzie nie warto ratować związku na siłę, jednak jeśli już partnerzy decydują się rozstać – jak mówi wspomniana wcześniej Danuta Golec – „warto, żeby para dowiedziała się, dlaczego się rozstaje. Bo jeśli tego nie zrozumie, to zapewne oboje będą to samo powtarzać w kolejnych związkach”.

Konfliktowość oswojona

Konflikt nie musi stanowić zagrożenia dla związku. Jednak nieporuszanie tematów dotyczących kwestii, w których partnerzy się różnią czy nierozmawianie na trudne tematy jako sposób na uniknięcie nieporozumień może stanowić duże obciążenie dla relacji. Zwłaszcza kiedy takie niewypowiedziane kwestie tkwią w którymś z partnerów przez długi czas. Czasami ludzie mają przekonanie, że tamta druga osoba powinna się domyślić. Często jest to ślepa uliczka. Biorąc pod uwagę, że ta druga osoba może być zmęczona, nieuważna, zajęta swoimi sprawami i potrzebami, tym bardziej trudno oczekiwać, żeby odczytała myśli i intencje swojego partnera. I wcale nie musi to oznaczać, że przestała kochać. Miłość nie obdarza ludzi zdolnościami telepatycznymi. Jak mówi Danuta Golec jest to „przejaw jakiejś fantazji, która jest podsycana kulturowo, że zakochani ludzie powinni mieć rentgeny w oczach i czytać sobie w myślach”.

Konfrontacja z tym, że partnerzy różnią się między sobą, może być trudna. Nie tylko może być powodem konfliktów, ale również godzić w ideę jednomyślności i pełnej zgodności dwojga partnerów. Jednak ani różnica poglądów, ani sam potencjalny konflikt na jej tle nie musi prowadzić od razu do tak poważnej decyzji, jak ta o rozstaniu. W budowaniu związku ważne jest natomiast to, w jaki sposób para umie radzić sobie z konfliktami, czyli jakie sposoby wypracowała do tej pory i na ile jest otwarta na poszukiwanie nowych rozwiązań. Czasami okazuje się bowiem, że takie doświadczenie konfliktowej sytuacji może – wbrew pozorom – umocnić fundament danej relacji, zbudować większe poczucie bezpieczeństwa, dać parterom przekonanie, że ich związek ma solidną konstrukcję. Partnerzy, przechodząc konstruktywnie przez konflikt, zyskują poczucie, że ich związek ma dobre, solidne fundamenty i byle kłótnia nie jest dla niego zagrożeniem.

Oczywiście związek nigdy nie jest stały i niezmienny, więc należy liczyć się z mogącymi pojawić się nowymi trudnościami czy wyzwaniami. Jednak unikanie konfliktów w obliczu trudności nie sprawi, że automatycznie związek stanie się szczęśliwy. Brak konfliktów wcale nie musi oznaczać, że związek jest harmonijny. Może za to wskazywać na jałowość relacji, problemy z komunikacją, brak asertywności któregoś z partnerów, lęk przed rozstaniem, trwanie w relacji nie partnerskiej, lecz symbiotycznej lub wręcz być sygnałem obojętności. Dlatego też takie emocje jak gniew czy złość nie stanowią przeciwstawieństwa miłości. Nieodłączną częścią dojrzałej miłości są bowiem pojawiające się tarcia. To nie konflikty świadczą, że coś niedobrego dzieje się w związku, lecz nieumiejętność ich rozwiązywania.

Autor: Igor Rotberg

Dla zainteresowanych:

Jucewicz, A., Sroczyński, G. (2015). Kochaj wystarczająco dobrze, Warszawa: AGORA SA
Jucewicz, A., Sroczyński, G. (2015). Nie muszę z tobą być. Magazyn Świąteczny Wyborcza.pl [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Perel, E. (2013). Inteligencja erotyczna. Seks, kłamstwa i domowe pielesze, tłum. Magdalena Zielińska M., Kraków: Znak
Skorupa, M. (2015). Konflikt – mocny fundament związku. Nie bój się kłócić! Zdrowie Gazeta.pl [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Sroczyński, G. (2015). Kochaj wystarczająco dobrze: Życie z kosmitą. Wysokieobcasy.pl [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Wojciszke, B. (2010). Psychologia miłości. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Reklamy

WOKÓŁ MITU ROMANTYCZNEJ MIŁOŚCI

W 2012 roku dr Jeremy Osborn z Albion College przeprowadził badania, opublikowane w czasopiśmie „Mass Communication”, z których wniosek był następujący: istnieje zależność pomiędzy tym, że ktoś wierzy, iż romantyczna miłość z hollywoodzkiego filmu może się mu przydarzyć a spadkiem zaangażowania w aktualną relację, w której żyje. Wiara w filmowy czy powieściowy ideał miłości może zatem wpływać negatywnie na istniejący związek. Prof. Bogdan Wojciszke, psycholog, autor „Psychologii miłości” mówi, że „kult miłości romantycznej jest w naszej kulturze równie rozpowszechniony co niedorzeczny”. Wskazuje również, że jest to promocja jednej tylko formy miłości, która uważana jest za wartą przeżywania i która zasługuje na to, by być uwiecznianą przez sztukę. „Jest to pewien nonsens. To tak, jakby skoncentrować się w opisie życia człowieka wyłącznie na czternastym roku życia. Przecież to tylko jeden rok, więc dlaczego akurat na nim się skupiać?” – dodaje psycholog. Jednak kultura i sztuka lubują się w wychwalaniu tego krótkotrwałego stanu upojenia hormonalnego. Miłość romantyczna, jako towar sprzedawany przez reżyserów, pisarzy czy kompozytorów, ma poczesne miejsce w zbiorowej świadomości. Tymczasem przez większość życia kochamy partnerów w inny, nieromantyczny sposób. Zasadzając nasze przekonania o miłości głównie na wyobrażeniach, zaczerpniętych z filmów i powieści romantycznych, nie wiemy, co ciekawego i godnego uwagi można robić z uczuciem i związkiem, kiedy romantyczna faza przemija.

Szukanie ideału

Współczesna forma mitu romantycznego mówi nam, że istnieje gdzieś w świecie odpowiednia dla nas osoba, która jest naszym dopełnieniem. Bez niej jesteśmy wybrakowani. Razem natomiast, jak złożone dwie połówki jabłka, stanowimy idealną całość. Rozpoznajemy tę osobę po fakcie zakochania się, które musi być obezwładniające i całkowite. Mit romantyczny mówi nam również, że po znalezieniu takiej osoby, będziemy szczęśliwi już do końca naszego życia. Niestety takie spojrzenie na intymne relacje jest często powodem wielu nieporozumień, konfliktów, frustracji i rozczarowań. Może nieść niebezpieczeństwo ciągłego szukania ideału, który spełni wszystkie odpowiednie kryteria i wymagania. Tymczasem w świecie jest wiele osób, z którymi potencjalnie możemy stworzyć satysfakcjonujący związek. Wynika to między innymi z tego, że – jak to ujmuje wspomniany wcześniej  Bogdan Wojciszke – o udanym związku decyduje nie to, jakie stałe cechy osobowości posiadają partnerzy, lecz jak funkcjonują w związku. To, że ktoś jest miły, ciepły i towarzyski albo wycofany, nerwowy i roztargniony nie znaczy, że związek z tą osobą będzie udany lub nie. Wzajemne funkcjonowanie w intymnej relacji dwóch osób to coś więcej niż suma ich stałych cech charakteru. Związek może wydobywać to, co w nas najlepsze. Może też ujawniać naszą mroczną, nieprzyjazną stronę, której istnienia w sobie nawet nie podejrzewaliśmy.

Faza zakochania również nie jest predyktorem dobrego związku. Wskazuje ona jedynie na pewne procesy zachodzące w naszej psychice, jak i naszym ciele. Na ogół charakteryzuje się tym, że jedna myśl (o obiekcie naszych uczuć) przesłania wszystkie inne myśli. Spada poziom naszego krytycyzmu, pojawiają się problemy z koncentracją, trudności w wykonywaniu prac intelektualnych. Jesteśmy niezwykle podekscytowani i skłonni do podejmowania szeregu aktywności, które wcześniej nie przyszłyby nam do głowy. Cele życiowe, które do tej pory były dla nas ważne, mogą odchodzić na dalszy plan lub całkowicie znikać. Na poziomie somatycznym możemy odczuwać spadek łaknienia, jak również mogą występować problemy ze snem. To wszystko świadczy tylko o tym, że nasze ciało i nasza psychika znalazły się w fazie zakochania – nie wskazuje natomiast na to, że związek z osobą, w której jesteśmy zakochani, okaże się w przyszłości satysfakcjonujący. Często faza zakochania może być bardzo dla nas myląca w ocenie przyszłego związku, ponieważ na ogół oznacza, że oczarowała nas nie prawdziwa osoba, lecz jej wyidealizowany przez nas obraz. Utożsamianie akurat tej postaci uczucia do drugiego człowieka z miłością oraz jej idealizowanie wpływa negatywnie na budowanie przyszłej relacji. Pozbawia bowiem chęci poszukiwania innych wzorców kochania drugiego człowieka i nieuchronnie prowadzi do rozczarowania, obwiniania siebie lub partnera, ponieważ ten etap związku zawsze przemija.

Pragnienie stałości

Uczucia, które na początku relacji charakteryzowały się dużą intensywnością, wraz z kontynuowaniem znajomości ulegają ochłodzeniu. Faza uniesień i zachwytów drugą osoba zawsze ma swój kres. Większość osób jest jednak przekonana, że początkowa namiętność, dla której charakterystyczne są takie określenia jak „obsesja” czy „widzenie tunelowe”, jest właśnie taką, jaka być powinna w związku. Buntują się przeciwko temu, że po kilku miesiącach lub latach stygnie ona do pewnej normy (która to norma uzależniona jest od indywidualnych cech danej osoby, takich jak wiek, stan zdrowia czy styl życia). Stawiając jako punkt odniesienia początkową intensywność uczuć, mają trudności w zaakceptowaniu, że ich niższy poziom okazuje się być właściwą namiętnością, adekwatną do dojrzałej relacji. Jednak, jak pisze w swojej książce „Psychologia miłości” Bogdan Wojciszke, „z faktu, że namiętność zanika po prostu dlatego, iż taka jest jej natura, wynika jeden wniosek praktyczny. Jeżeli wygasa czy słabnie namiętność jednego czy obojga partnerów, to nie ma większego sensu twierdzenie jakoby przyczyną były negatywne cechy któregokolwiek z nich („On nie potrafi kochać”) czy ich związku („To nie była prawdziwa miłość”). Równie bezsensowne byłoby obwinianie drzew, że opadły z nich liście, albo twierdzenie, że lata tak naprawdę nie było, skoro po nim nadeszła jesień. Akceptacja tej prawdy mogłaby uchronić wiele par przed goryczą rozczarowań czy rozstań”.

Jeśli zatem związek ma istnieć dalej, partnerzy potrzebują zdać sobie sprawę z faktu, że ulega on zmianie oraz być gotowymi na stworzenie relacji opartej na innych podstawach niż tylko początkowa namiętność. W odróżnieniu od zakochania, które obezwładnia i rozwija się właściwie poza kontrolą, związek partnerski wymaga zaangażowania i działania, ponieważ sam się nie tworzy. Na ogół przyjmuje się, że związek nacechowany romantycznymi uniesieniami trwa przeciętnie od dwóch do czterech lat. Ten czas – na co zwraca uwagę psycholog, Bartłomiej Dobroczyński – jest potrzebny na to, by nauczyć się siebie, zbudować związek partnerski i znaleźć nowe rodzaje więzi. Jest potrzebny na podjęcie decyzji o tym, czy chce się dalej być razem. Jeśli partnerzy pozostają w związku dłużej, wtedy do już nie tak intensywnej jak na początku namiętności dołączają się przyjaźń, a później przywiązanie, czasami też wspólne interesy. Zatem „w miarę trwania związku miłosnego nie tylko mogą pojawić się ważne zmiany w jego treści i intensywności, ale zmiany takie są wręcz nieuchronne jako następstwo zróżnicowanej dynamiki trzech podstawowych składników miłości” – pisze z kolei w swojej książce Wojciszke. Te podstawowe składniki to: namiętność, intymność i zaangażowanie. Wszystkie, wraz w trwaniem relacji miłosnej, ulegają zmianie. Oczekiwanie stałości w związku jest więc z góry skazane na niepowodzenie i rozczarowanie.

Ma być tylko przyjemnie

Romantyczne przekonanie, sprowadzające się do sformułowania „I żyli długo i szczęśliwie”, niesie ze sobą oczekiwanie, że związek będzie cały czas taki sam (czyli intensywność uczuć będzie niezmienna) oraz że po trudach szukania miłości i przejścia przez etap zakochania partnerzy będą doświadczać tylko pozytywnych uczuć i stanów. Tymczasem związek jest miejscem, gdzie jest zarówno miło, jak i trudno. Miejscem, w którym doświadcza się poczucia szczęścia i spełnienia, jak również zmaga się z niepewnością i trudnościami. Oczekiwanie, że związek będzie udany wtedy, gdy będzie pozbawiony kłótni, nieporozumień i kryzysów, wynika z braku zrozumienia dynamiki związku. Nieobecność kłótni i kryzysów nie świadczy o tym, że związek jest idealny. Wręcz przeciwnie: może (chociaż oczywiście nie musi) wskazywać na problemy z komunikacją, na brak asertywności któregoś z partnerów, na trwanie w relacji nie partnerskiej, lecz symbiotycznej, na lęk przed rozstaniem lub na wiele innych kwestii. Przekonanie, że kryzys pojawia się tylko jako zapowiedź końca relacji, utrudnia rozwiązanie trudnej sytuacji, podczas gdy to właśnie dzięki kryzysom związek może zacząć się zmieniać w stronę bardziej satysfakcjonującą dla obojga partnerów, co oczywiście wymaga jakiejś pracy. Proces zmian w związku, jego kolejne fazy oraz dynamika (polegająca na braku stałości) są naturalne dla intymnych relacji. Wynika to m. in. z tego, że ludzie się zmieniają (zarówno pod wpływem związku, jak i ze względu na nowe doświadczenia w ich życiu). Mają na to wpływ również względy kulturowe, społeczne czy ekonomiczne. Jednak żeby związek mógł trwać i rozwijać się, a co za tym idzie, przechodzić przez kolejne etapy, trzeba włożyć pewnie wysiłek w jego rozwój. Psycholog Robert Epstein uważa, że przeświadczenie, iż związek powinien być stały i zawsze szczęśliwy, jest bardzo niebezpiecznym mitem. Przekonanie to bowiem wpływa negatywnie na poziom zaangażowania w związek. Ludzie rezygnują z relacji w momencie, kiedy pojawiają się w niej jakieś kłopoty. Zapominają, że uczucia są z definicji bardzo krótkotrwałe. By związek mógł trwać, potrzebne jest zaangażowanie.

Do przekonania, że związek ma przynosić tylko pozytywne doświadczenia, może dołączać się również oczekiwanie, że relacja intymna ma być remedium na kłopoty. Takie przeświadczenie może prowadzić do bolesnych rozczarowań i stanowić początek końca tej miłości. Wynika bowiem z niego błędny wniosek, że związek miłosny trwa tak długo, jak długo jest w nim przyjemnie. Istotą związku nie jest jednak sprawienie, że problemy partnerów przestaną istnieć, co uczyni ich życie na zawsze szczęśliwym. Nie jest nią również naprawianie osobowości (jak chociażby zwiększanie poczucia własnej wartości). Upatrywanie w relacji intymnej schronienia, które ma uchronić przed przyszłymi zranieniami czy kłopotami, daje tylko złudne poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Ludzie często przeceniają wpływ związku na własne życie. Bogdan Wojciszke mówi, że „związek to jedno z uwarunkowań zewnętrznych o stosunkowo małym wpływie na nasze poczucie szczęścia. Dlatego nie ma się co łudzić, że jeżeli będzie się miało następnego partnera, a prowadziło podobny tryb życia i realizowało te same cele, to coś nagle radykalnie się zmieni”.

Seks doskonały

Ma być romantycznie. Ma być idealnie. Mało tego, za każdym razem ma być tak samo dobrze i namiętnie. Tego typu przekonania często rodzą wiele frustracji, ponieważ nie uwzględniają zarówno zmian, jakie zachodzą w relacji intymnej, jak również wysiłku, jaki jest potrzebny do tworzenia dojrzałego seksu. Jest zupełnie naturalną sprawą fakt, że seks z czasem może tracić na atrakcyjności. Dzieje się tak nawet w parach, które nadal bardzo się kochają. Namiętność spada między innymi dlatego, że ludzie lepiej się poznają i wzrasta ich poziom intymności. Jak zwraca na to uwagę terapeutka i badaczka Esther Perel, u podstaw podtrzymywania pożądania w trwałym związku leży pogodzenie dwóch wzajemnie sprzecznych fundamentalnych potrzeb: bezpieczeństwa, przewidywalności, niezawodności, pewności, trwałości oraz przygody, nowości, tajemnicy, ryzyka, niebezpieczeństwa, czegoś zaskakującego, nieoczekiwanego. Autorka „Inteligencji erotycznej” dodaje, że w pożądaniu nie ma troski i opieki, które są bardziej wyznacznikami silnej miłości, ale również są silnymi anty-afrodyzjakami. Miłość wiąże się z bezinteresownością, podczas gdy w pożądaniu jest pewna dawka samolubstwa. Również wzrost poczucia bezpieczeństwa oraz przewidywalność, powstająca w związku, oddalają seksualnie partnerów od siebie, ponieważ pożądanie, by rosło, potrzebuje aspektów nieznanych, niespełnionych. Potrzebna jest niepewność. Perel mówi wprost: im bardziej partner czuje się przy drugiej osobie odpowiedzialny, tym mniej potrafi się przy niej zapomnieć. Warto ten mechanizm mieć na uwadze, inaczej „budzi się roszczeniowa postawa wobec partnerów. Chcemy, żeby zapewniali nam poczucie stabilizacji, komfortu, żeby byli przewidywalni, a jednocześnie dostarczali ekscytujących przeżyć i nowych wrażeń okrytych aurą tajemniczości” – dodaje Perel. Oczekiwanie, że życie seksualne nie będzie ulegało zmianie, że zawsze będzie idealnie, romantycznie i zmysłowo nie tylko stwarza niebezpieczeństwo rozczarowania samym seksem, ale również partnerem i samym związkiem, a także może rodzić poczucie winy i być przyczyną samooskarżania.

Idea romantycznego seksu zakłada również jego pełną spontaniczność. Tymczasem, aby seks był udany, potrzebne jest włożenie weń pewnego wysiłku. Zaskakujące jest to, że jeśli spojrzymy wstecz na seks, który wydawał nam się spontaniczny, kiedy byliśmy nastolatkami, okazuje się, że wcale taki nie był. Często nieświadomie poczyniliśmy pewne przygotowania, żeby miłosne igraszki mogły się wydarzyć. Szykowaliśmy się specjalnie na spotkanie czy imprezę. Być może piliśmy alkohol, żeby mieć poczucie większej swobody. To wszystko były przygotowania do późniejszego aktu miłosnego. Jednak czasami powstaje wyobrażenie, że kiedyś seks był spontaniczny oraz oczekiwanie, żeby taki był teraz. Niestety niesie to ze sobą niebezpieczeństwo zaniechania jakiegokolwiek działania oraz zdejmowania z siebie odpowiedzialności za nieudany seks. Marty Klein, seksuolog, zwraca uwagę, że wielu ludzi odrzuca ideę wkładania wysiłku w tworzenie dorosłego seksu, tkwiąc cały czas w wyobrażeniach, jakie mieli, będąc nastolatkami. Ograniczają swoje życie seksualne jedynie do przygód miłosnych lub oczekują, że będzie ono układało się podług powieści romantycznych. Nie biorą pod uwagę tego, że dorosły seks uwzględnia wszystkie nasze cechy, nasze trudności, zalety i słabości. A żeby mieć udane życie seksualne, trzeba się postarać.

Poza romantycznym schematem

Jeśli romantyczne podejście do miłości nie gwarantuje satysfakcjonującego związku, a wręcz może być utrudnieniem dla stworzenie relacji partnerskiej, jak również przyczyniać się do jej zakończenia, co zatem ułatwia budowanie dojrzałej relacji? Wojciszke wskazuje, że czynnikiem, wpływającym na utrzymywanie się związku na satysfakcjonującym poziomie, jest robienie wspólnie różnych ekscytujących rzeczy. Psycholog dodaje, że „nuda jest tym, co podstępnie zabija relację dwojga ludzi. Emocje, czy silne, czy słabe, karmią się bowiem pobudzeniem fizjologicznym, a to zawsze wymaga jakiegoś łamania schematów”. Autor „Psychologii miłości” mówi również, że cieszenie się szczęściem partnera wpływa pozytywnie na utrzymanie miłości. Nie jest to znowu tak oczywiste, ponieważ  niektórzy ludzie nie potrafią tego robić i czują się nieszczęśliwi z powodu satysfakcji drugiej osoby. Nate Bagley, który przez rok przeprowadzał wywiady z zakochanymi parami, do czynników, które czynią związek udanym, dodaje między innymi kochanie i akceptowanie samego siebie. Innymi czynnikami, jakie wymienia są zaufanie, które tworzy się nie przez słowa, a przez działanie oraz zachęcanie partnerów do podążania za ich osobistymi celami i marzeniami, nawet jeśli dzieje się to kosztem własnego dyskomfortu lub niewygody.

Z kolei wspominana wcześnie Esther Perel, która odwiedziła ponad 20 krajów, badając, co wpływa na udane życie erotyczne w parach o długim stażu, mówi, że pary te rozumieją, że każdy ma swoją erotyczną przestrzeń i seksualna prywatność. Rozumieją również, że gra wstępna nie zaczyna się na pięć minut przez aktem seksualnym, ale z końcem poprzedniego orgazmu. Rozumieją, że erotyka polega na tym, by czasami przestać być odpowiedzialnym – atrakcyjność partnerów bowiem rośnie, kiedy dostrzega się nich nie opiekunów, lecz ciekawą osobowość. Rozumieją wreszcie, że namiętność nie jest stała, ale umieją ją też wskrzesić, ponieważ nie funkcjonują w oparciu o mit dotyczący spontaniczności. Perel mówi wprost, że zaangażowany seks to seks zaplanowany. Jest on świadomy i celowy. Dodaje również, że „większą satysfakcję seksualną niż inni odczuwają ci, którzy mają realistyczne oczekiwania wobec partnera. Ich seks nie zawsze jest pełen pasji, ale jest wystarczająco dobry, by dawać przyjemność (….) To ludzie zadowoleni ze swojej seksualności, z własnego ciała, mający dość wysokie poczucie seksualnej wartości, a to prowadzi do dobrej komunikacji seksualnej i zapewnia większą satysfakcję”.

Romantyczne przekonanie, że prawdziwa miłość nie zna granic i jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody, samo w sobie jest niekiedy największą przeszkodą na drodze do tego, by związek mógł trwać. Sama miłość (rozumiana jako uczucie) nie wystarcza. Potrzebne jest jeszcze zaangażowanie i wysiłek włożony w budowanie relacji opartej nie tylko na początkowym uczuciu. Jak podsumowuje to Bagley, szczęśliwe pary wiedzą, że jeśli będzie ciężko – albo zwłaszcza gdy będzie ciężko – lepiej będzie im razem. Nie jest to spowodowane wiarą, że niesie ich magiczne, bliżej nieokreślone uczucie romantycznej miłości, lecz tym, że zdają sobie sprawę, iż kryzysy i trudne momenty są naturalną częścią każdej intymnej relacji. Nauczyli się pracować razem nad związkiem, mają zatem zaufanie do siebie i partnera i wiedzą, że cokolwiek się zdarzy, będą razem próbować pokonać trudności – dzięki temu maja większe szanse poradzić sobie z trudną sytuacją.

Autor: Igor Rotberg

 

Dla zainteresowanych:

Dobroczyński, B. (2014) Miłość to nie uczucie, MojaPsychologia.pl [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Epstein, R. (2002) Love frenzy: Can I learn to love the media? Psychology Today [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Gannon, M. (2012) Belief in TV Romances May Hurt Your Love Life, Purch [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Klein, M. (2012) Inteligencja seksualna, tłum. Sławińska M., Kraków: MIROKU
Perel, E. (2008) Czy małżeństwo zabija seks, rozmowę przepr. Florek-Moskal, M., Wprost [online]. Dostępny w Internecie  tutaj
Perel, E. (2013) Inteligencja erotyczna. Seks, kłamstwa i domowe pielesze, tłum. Magdalena Zielińska M., Kraków: Znak
Willett, M. (2014) A Single Guy Quit His Job And Spent A Year Interviewing Couples In Love — This Is The Best Relationship Advice He Learned, Business Insider [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Wojciszke, B. (2008). Miłość ci wszystko wypaczy, rozmowę przepr. Rotkiewicz M., Polityka [online]. Dostępny w Internecie tutaj
Wojciszke, B. (2010). Psychologia miłości. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

MIŁOŚĆ JEST WYZWANIEM

Ryzyko jest nieodłącznym elementem życia. Zarówno jeśli chodzi o realizacje naszych pasji, zamierzeń, bliższych i dalszych celów, jak i o związki, relacje. Podejmujemy ryzyko nie tylko przy próbach szukania partnera, ale również wtedy, kiedy otwieramy się na kogoś, kiedy się zakochujemy i wtedy, kiedy już jesteśmy w związku, przechodząc chociażby przez kryzysy. Ponieważ nie ma złotej recepty na harmonijne związki, decyzje, które podejmujemy zawsze obarczone są w jakiś stopniu niepewnością. Nawet pomimo nabierania z kolejnymi relacjami większego doświadczenia, każdy nowy związek to nowe wyzwania, nowe doświadczenia. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że każda z osób, z którą się wiążemy, jest inna od poprzedniej, ale również dlatego, że my sami się zmieniamy. Zmieniają się nasze potrzeby, zapatrywania, poglądy, uczucia.

Poszukiwanie partnera

Już na bardzo początkowym etapie poszukiwań partnera, zanim jeszcze się zakochamy i zaczniemy budować związek, mogą pojawiać się wątpliwości, lęki, uczucia, które potrafią skutecznie ukrócić wysiłki idące w kierunku znalezienia odpowiedniej osoby.

Pojawia się tutaj lęk przed bliskością. Na ogół jest on na tyle nieuświadomiony, że osoba, która go doświadcza, racjonalizuje swoje działania (lub zaniechanie działań), tłumacząc się, że bycie singlem bardziej jej odpowiada, że jest adekwatne do jej stylu życia, że umożliwia realizowanie większej ilości celów życiowych itd. Jednym z powodów niepodejmowania prób zbudowania związku partnerskiego może być obawa przez odrzuceniem, u podstaw której mogą leżeć dwie przyczyny. Jedną z nich jest zakończenie wieloletniego związku. Przeżycia związane z tak dużą zmianą w życiu mogą być na tyle traumatyczne, że stanowią ogromną przeszkodę na drodze do znalezienia następnego życiowego partnera. Druga przyczyna może leżeć w tym, że osoba ma za sobą wiele krótkich związków zakończonych niepowodzeniami. Jeśli nie wyciąga na bieżąco konstruktywnych wniosków z tych doświadczeń, które mogłyby zaprocentować lepszą znajomością siebie, swoich potrzeb oraz mechanizmów rządzących życiem uczuciowym, grozi jej postrzeganie swojego życia jako pasma samych nieszczęść, istną życiową porażkę. Trudno wtedy podjąć ryzyko i dać sobie szansę na rozpoczęcie nowej relacji.

Zmiana ról społecznych, w których funkcjonujemy, zmiana dotychczasowego porządku w naszym życiu mogą również nieść ze sobą niepokój. Odejście od przyzwyczajeń – nawet jeśli skutkują one nieprzyjemnymi doświadczeniami (np. poczuciem samotności) – jest czasem dużo trudniejsze, niż nam się wydaje. Wymaga bowiem zmierzenia się z sytuacjami, które mogą być dla nas zupełnie nowe, leżące poza naszą strefą komfortu. Ciężko jest jednak poznać przyszłego partnera przy jednoczesnym zachowaniu status quo dotychczasowego życia. Pewien wysiłek, odwaga i chęć zmiany są tutaj nieodzowne. Co ciekawe, brak pewności siebie w obszarze uczuciowym nie musi równocześnie oznaczać bycia nieśmiałym w innych sferach życia. Może nam brakować po prostu pewnego treningu umiejętności społecznych i podczas, gdy na prezentacji w pracy zawodowej radzimy sobie wyśmienicie, kiedy przychodzi do kwestii związanych z poszukiwaniem partnera, odczuwamy niemiłe uczucie połączone z chęcią wycofania się, ucieczki.

U podstaw trudności w znalezieniu partnera może leżeć też lęk przed utratą własnego ja, obawa, że będąc w relacji z partnerem, musimy tłumić nasze potrzeby, ograniczać naszą osobowość, zaniechać realizacji naszych pasji. Niektóre osoby mają trudność w wyobrażeniu sobie takiego kompromisu w relacji partnerskiej, który będzie dla nich satysfakcjonujący. Łączą go bezpośrednio z poświęceniem się, z koniecznością wyrzeczenia się własnego ja, zaprzeczenia sobie. Oczywiście truizmem jest, że związek wymaga od partnerów kompromisów, a co za tym idzie zarówno odwagi, żeby móc przyjrzeć się sobie, jaki i otwartości na zmianę samego siebie. Jednak nie jest prawdą, że wraz z momentem wejścia w relację intymną dwoje partnerów stapia się w całość i od tej pory zaczynają funkcjonować jako jeden organizm. Nie chodzi o to, żeby posiadać zawsze to samo zdanie na każdy temat i w identyczny sposób doświadczać świata. Jednym z warunków zdrowego związku jest bowiem bycie świadomym przez partnerów różnicy zdań i swobodnym wyrażaniu różnych odczuć przy jednoczesnym poczuciu zaangażowania i bliskości.

Warto tutaj jeszcze nadmienić, że jeżeli lęk przed miłością i zaangażowaniem przybiera chorobliwą postać, można przypuszczać, że w grę wchodzi jakieś głębsze zaburzenie, które być może wymaga psychoterapii. Jedną z grup, które mogą tego doświadczać, stanowią osoby wychowywane w różnego typu rodzinach dysfunkcyjnych, jak chociażby w rodzinach z problemem alkoholowym (tzw. Dorosłe Dzieci Alkoholików). Osoby te doświadczały w dzieciństwie często ambiwalentnych uczuć ze strony ich najbliższych, brakowało w ich wychowaniu poczucia bezpieczeństwa i zaufania, które mogłyby dostawać ze strony dorosłych. W rodzinach dysfunkcyjnych nie rozwijała się intymność i wzajemne zrozumienie. U osób wychowanych w takich rodzinach powstaje więc często szereg mechanizmów uniemożliwiających im wejście w intymny związek oparty na zaufaniu. Jak pisze Janet G. Woititz, autorka książki „Lęk przed bliskością”, praca nad zmienieniem tych wzorców jest trudna i wymaga wiele wysiłku. Przekonuje jednak, że wysiłek zdecydowanie warty jest podjęcia.

Motyle w brzuchu

Zakochanie często jawi się nam jako przeżycie niezwykle pożądane, wspaniałe, jako coś, do czego się dąży, za czym się tęskni. Jednak, przyglądając się bliżej zakochaniu, trudno jednoznacznie określić ten stan jako wyłącznie dobry, szczęśliwy, łatwy i przyjemny. Oczywiście, doświadczając zakochania, człowiek przeżywa dużo ekscytacji, uniesienia, jednak jest to też stan, w którym doświadcza się lęku, niepewności, obniżonego nastroju. Wymienione emocje charakteryzują się zresztą dużą labilnością w tym okresie. W związku z tym ten etap życia uczuciowego może być bardzo męczący, ciężki, mocno angażujący. Niektórzy określają go nawet jako stan swoistej psychofizjologicznej psychozy, kiedy jedna myśl przesłania wszystkie inne. Wynikiem tego jest zanik krytycyzmu, problemy z koncentracją, kłopoty w wykonywaniu prac intelektualnych. Cele życiowe, które do tej pory były kierunkowskazem w życiu człowieka, oddalają się lub całkowicie znikają z pola widzenia. I, o ile doświadczanie uczuć uniesienia może być dla nas pociągające, o tyle przeżywanie wszystkich negatywnych, lękowych stanów może być czynnikiem, który sprawia, że wycofujemy się z dalszego angażowania się w relację lub wręcz unikamy kolejnego zakochania się.

Okazuję się również, że bliskość może niepokoić i przestraszać. Dlatego trudno jest czasami odsłonić się, pokazać siebie, podjąć ryzyko. Na tym etapie zaczyna się również rodzić zależność. Możemy więc bać się tego, że dając partnerowi dostęp do siebie, wystawiamy się na możliwość większego zranienia z jego strony. Dzielimy się z drugą osobą naszymi marzeniami, nadziejami, potrzebami. Bliskość taka może jednak sprawiać, że będzie powstawała w nas obawa, że ta druga osoba może nas dotknąć, wykorzystując naszą zależność. Zaryzykowanie i obdarzenie kredytem zaufania drugą osobę wymaga pewnej odwagi.

Na etapie zakochania zmagamy się również z zagrożeniem, jakie niesie dla nas rezygnacja z opanowania emocjonalnego. Jak mówi Michał Czernuszczyk, psycholog i psychoterapeuta, „zakochanie się jest nieodłącznie związane z utratą kontroli, z poddaniem się fascynacji, czemuś nieznanemu, nieprzewidywalnemu”. Brak poczucia panowania nad naszymi emocjami może być trudnym dla nas stanem. Kiedy się zakochujemy, zaczynamy budować wspólną przyszłość z drugim człowiekiem, budujemy również jakiś obraz nas samych wokół tej relacji. Nie jesteśmy jednak w stanie przewidzieć, jak potoczy się owa znajomość. Czy przekształci się z intymny związek? Czy po krótkim okresie intensywnego zauroczenia pozostaniemy tylko znajomymi? Czy może też dojdzie do burzliwego rozstania? Brak jednoznacznej prognozy co do dalszego rozwoju niedawno zawartej relacji może budzić w nas opór, lęk. Jest w nim zawarte bowiem ryzyko (rozczarowania, zranienia itd.). Niepewność ta może być jednak również pociągająca. Daje bowiem szansę i nadzieję na coś nowego, ciekawego w naszym życiu.

Ważne więc na etapie zakochania jest pozwolenie sobie na bycie niedoskonałym, poszanowanie własnej wrażliwości oraz odwaga do zmierzenia się z uczuciami i myślami, o które sami siebie nie podejrzewaliśmy. Akceptacja niepewności zdaje się być kluczowa dla budowania związków. W swoich badaniach, Brené Brown – wykładowczyni nauk społecznych na Uniwersytecie Houston, analizująca zdolność człowieka do współodczuwania i kochania – mówi, że jednym z ważniejszych czynników, które sprawiają, że człowiek posiada poczucie własnej wartości (co sprzyja budowaniu związków) jest gotowość do działania, podjęcia akcji właśnie wtedy, kiedy nie ma gwarancji na sukces. Opisuje to między innymi jako gotowość do podjęcia ryzyka, kiedy to wychodzimy z inicjatywą pierwszego spotkania z osobą, na której nam zależy, licząc się z możliwością odmowy. Kiedy jako pierwsi mówimy „kocham cię”, licząc się z tym, że możemy nie usłyszeć tego samego od drugiego człowieka. Opisuje to też jako gotowość do zainwestowania naszej energii, czasu, własnych emocji, marzeń w związek, który może, ale nie musi się udać.

Ryzykowne związki

Wydawać by się mogło, że po trudach szukania miłości, przebrnięciu przez skomplikowany etap zakochania należy się nam jakaś nagroda i że jest nią właśnie związek – miejsca wiecznej szczęśliwości. Takie postrzeganie związku wywodzi się jednak z mitu romantycznego („…i żyli długo i szczęśliwie”) i w większości prowadzi do nieporozumień, rozczarowań i bólu. Jacek Masłowski, filozof, psychoterapeuta i coach, sugeruje, że warto odmitologizować związek, jako miejsce, w którym jest jedynie miło. To jest miejsce, w którym również jest trudno. W związkach bowiem podejmujemy ryzyko, zmagamy się z niepewnością i trudnościami wynikającymi z samej natury relacji intymnych.

Warto również krytycznie przyjrzeć się mitowi dopasowania seksualnego. Oczywiście, prawdą jest, że część osób bardziej do siebie pasuje na początku relacji, jednak, jak mówi Marta Niedźwiecka, psychiatra i psychoterapeutka, „każda para na jakimś etapie swojej historii będzie spotykała się z mniejszym lub większym wyzwaniem w postaci dostosowania komunikacji, potrzeb, temperamentów, sposobu działania”. Dodaje również, że „mit dopasowania oddala nas od sprawczości, decyzyjności”. Ważny staje się tutaj wysiłek, jaki wkładamy w ten obszar naszego związku. To z kolei wiąże się z podejmowaniem ryzyka związanego z komunikowaniem naszych potrzeb, oczekiwań, ale również wiąże się z gotowością do wysłuchania drugiej osoby, z gotowością do przyznania się, że być może jest jakiś problem, że być może trzeba będzie uwzględnić różne cechy naszych charakterów, nasze niedoskonałości, zahamowania.

Związek nie jest nigdy stały, niezmienny, dany raz na zawsze. Michał Czernuszczyk wskazuje na to, że warunkiem dobrego związku jest jego zdolność do zmiany. Dzieje się to chociażby dlatego, że ludzie lepiej się poznają, a ich poziom intymności wzrasta. Zmieniają się ich potrzeby, oczekiwania, zachowania. Rzadko się zdarza, żeby dwoje partnerów zmieniało się w tym samym tempie przez cały czas trwania związku. Relacja intymna wymaga od nas jakieś pracy. Żeby miłość trwała i mogła się rozwijać, a co za tym idzie, przechodzić przez kolejne etapy relacji, trzeba włożyć wysiłek, a u podstaw tworzenia związku zdaje się leżeć umiejętność komunikacji.

Ponieważ relacja intymna podlega transformacji zarówno dlatego, że partnerzy się zmieniają, jak i ze względu na to, że mogą pojawiać się różne, nieprzewidziane zdarzenia losowe, kryzysy bywają nieodłącznymi elementami każdego związku. Są teorie, że w sposób zupełnie naturalny co kilka lat, nawet w dobrze funkcjonującym związku, pojawiają się momenty kryzysowe. Oczywiście, sam kryzys nie jest ani dobry, ani zły – tak jak trudności – natomiast niewątpliwie nie jest łatwą sprawą. Pojawiają się wtedy bardzo trudne uczucia, które mogą wręcz być obezwładniające. Możemy wtedy powiedzieć lub zrobić rzeczy, które nas lub drugą osobę mogą bardzo zaboleć. Jak dodaje Michał Czernuszczyk, w takich chwilach „łatwo się nam nawzajem poranić, obrazić, dotknąć w najczulsze miejsca. Co więcej, mogą to być nieodwracalne dotknięcia i zranienia”.

Kryzys daje nam jednak szansę na zobaczenie siebie i innej osoby w nowym świetle, na przedefiniowanie naszego związku. Umożliwia zobaczenie tych aspektów relacji, które do tej pory były niewidoczne z powodu zrutynizowania relacji. Przeformułowanie związku niesie ze sobą jednak pewne ryzyko. Pojawiają się wątpliwości i pytania. Co mogę zyskać? Co mogę stracić? Czego właściwie chcę? Czy to, co jest teraz, mi odpowiada? Czy chcę czegoś innego? Są to pytanie, które trudno czasami sobie postawić i jeszcze trudniej na nie odpowiedzieć. Są to wątpliwości, które budzą lęk. Wydaje się jednak, że warto je zadawać samemu sobie, nawet jeśli nie zna się na nie na początku odpowiedzi. Nic bowiem bardziej nie generuje problemów, niż trwanie latami w związku, którego bilans, w naszym odczuciu, jest ujemy. Dzięki kryzysom natomiast związek może zacząć się zmieniać w stronę bardziej satysfakcjonującą dla obojga partnerów. Miłość jest wyzwaniem – wymaga odwagi, żeby zacząć związek, żeby go pogłębiać oraz żeby kontynuować pomimo występujących kryzysów i zwątpienia. Oczywiście, czasami może się pojawić decyzja o rozstaniu, lecz – jeśli jest przemyślana i świadoma – może być najlepszą decyzją, jaką podejmiemy.

Lęk i odwaga

Lęk przed bliskością, który w zamyśle ma chronić człowieka przed negatywnymi doświadczeniami, takimi jak porzucenie, odrzucenie, bycie oszukanym, zdradzonym, w rzeczywistości sam staje się przyczyną niepożądanych doświadczeń: poczucia osamotnienia, rozgoryczenia, frustracji, tłumienia swoich wewnętrznych potrzeb emocjonalnych. Warto pamiętać, że lęk jest czymś naturalnym i dosyć powszechnym. Nie należy go tłumić za wszelką cenę. Odwaga bowiem nie oznacza działania pozbawionego lęku. Oznacza działanie, podejmowanie ryzyka, pomimo odczuwania lęku. Ryzyko to więc nie jest ryzykanctwem. Jacek Walkiewicz, psycholog, mówca i trener, wskazuje, że kluczową kwestią konstytuującą odwagę jest zaufanie do samego siebie, wiara we własne możliwości. Podkreśla jednak, że powiedzenie „dam radę” nie oznacza zawsze, że „dobrze będzie”. Nie oznacza to również, że wszystko musimy robić sami, lecz świadczy o tym, że wierzymy, iż znajdziemy ludzi i rozwiązania niezbędne z sytuacji, w której będziemy potrzebowali pomocy.

Miłość sama się nie dzieje, związek sam się nie rozwija. I tak, jak w innych obszarach życia, żeby być spełnionym, tak i w życiu uczuciowym trzeba podjąć pewien wysiłek – wysiłek, który może być też rozumiany jako uważność, przytomność. Z drugiej strony, oczekiwanie, że nic się w życiu nigdy nie popsuje jest dosyć absurdalne i jak mówi Aimee Mullins – amerykańska  sportsmenka i aktorka, której amputowano obydwie nogi poniżej kolan – warto podchodzić do trudności jako do czegoś naturalnego i  stałego w naszym życiu. Podejmując ryzyko, jesteśmy narażeni na trudności, kryzysy, gorsze momenty, rozczarowania, ale nie unikniemy trudności, unikając ryzyka.

Nie da się zacząć związku bez robienia kroku w nieznane. Nie da się pogłębiać relacji, nie ryzykując. Już sam proces szukania partnera wymaga czasu, nakładu energii i zaangażowania. Kiedy się jest w związku, zaangażowanie jest również potrzebne. Na żadnym etapie nie ma gwarancji, że uda się z drugim człowiekiem stworzyć harmonijny, intymny związek oraz że ten związek będzie trwał wiecznie. Oczywiście można się skupiać tylko na lęku przed zranieniem, odrzuceniem, niespełnieniem, wykazując się asekurancką postawą. Można również udawać, że tych niebezpieczeństw nie ma, demonstrując bardziej ryzykanckie zachowanie. Można także być świadomym możliwości bycia zranionym i jednocześnie wchodzić w nieznane. Jednak wiara w to, że warto podejmować ryzyko, jak mówił Erich Fromm, filozof, socjolog i psycholog, autora „Ucieczki od wolności”, wymaga odwagi, a nawet gotowości zaznania bólu i rozczarowania.

Autor: Igor Rotberg


Dla zainteresowanych:

Brown, B. (2013). Z wielką odwagą, tłum. Owsiak A., Warszawa: Laurum
Czernuszczyk, M. (2009). Wybieram to, przed czym uciekam, Charaktery [online]. Niedostępny w Internecie.
Woititz, J. G. (2000). Lęk przed bliskością, tłum. Zaremba E., Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne


Artykuł dostępny jest również na stronie Polskiego Portalu Psychologii Społecznej