Terapia przez pisanie

Pisanie trudnych, intymnych książek w oparciu o własną historię może być pomocnym doświadczeniem. Mamy w terapii technikę “pisania narracji”. Zastanawiamy się, jak opisać to trudne i straszne, co nas spotkało, żeby było mniej bolesne. Na ostatnim etapie pracy z traumą, sprawdzamy, jak to wszystko, co się stało, poskładać z obecnym życiem. Mogę myśleć: „jestem beznadziejny, jestem ofiarą, dlaczego mnie to spotkało”, ale mogę chcieć myśleć: „nie cofnę tego, co się stało, ale mam wpływ na to, jak o tym opowiadam”. Na terapii pracujemy nad tym, by odzyskać poczucie wpływu na rzeczywistość. Pisanie książki to nazywanie, nadawanie znaczeń. Niektórym elementom można nadać większe znaczenie – np. temu, że przetrwałam, a innym je odebrać.

Jednak samo pisanie może też być pułapką. Są ludzie, którzy bez problemu opowiadają o najstraszniejszych rzeczach, które ich spotkały. Bez emocji, bez dotykania czegokolwiek. Czy to wystarczy do uzdrowienia? Nie. Żeby „transformować” trudne doświadczenia, potrzebujemy je dotknąć,  co wiąże się z tym, że może nas zaboleć. Czasem, gdy słucham strasznych historii opowiadanych “na zimno”, zastanawiam się, jak bolesne musiało to być doświadczenie, skoro ktoś tak bardzo musiał się od niego odciąć.

Więcej o pisaniu książek zawierających nasze trudne, bolesne przeżycia znajdziecie w WYWIADZIE ze mną, który ukazał się w październikowym wydaniu magazynu Twój Styl.

Image by Paul Stachowiak from Pixabay

Fot. Paul Stachowiak / Pixabay

Neuroatypowa trauma

Zapraszam Was do obejrzenia podcastu różnoPODOBNI, w którym – wraz z prowadzącym Bartoszem Jakimcem – przyglądamy się traumie i jej powiązaniu z neuroatypowością. To rozmowa, która porządkuje podstawy, ale też pokazuje niuanse. Bo trauma to nie samo wydarzenie – tylko to, jak zareagował na nie nasz układ nerwowy i psychika. To dlatego dla jednej osoby coś będzie „tylko trudne”, a dla innej stanie się doświadczeniem traumatycznym. Znaczenie ma wiek, zasoby, wsparcie i kontekst. Rozmawiamy o tym, jak trauma się objawia: od pobudzenia, przez dysocjację, aż po fragmentaryczną pamięć czy amnezję. I o tym, że nawet bardzo głośne, obiektywnie „duże” wydarzenia nie zawsze prowadzą do PTSD, podczas gdy pozornie „zwykłe” doświadczenia mogą przeciążyć układ nerwowy.

Dużo miejsca poświęcamy neuroatypowości. Temu, że osoby w spektrum autyzmu czy z ADHD mogą być bardziej narażone na doświadczenie traumy, m.in. przez trudności sensoryczne, społeczne, wykluczenie czy ciągłą krytykę. I że coś, co dla osób neurotypowych jest ledwo zauważalne, dla neuroatypowych może być realnym obciążeniem. Pojawia się też temat nakładania się objawów. Bo trauma i neuroatypowość mogą wyglądać podobnie: nadpobudliwość, problemy z koncentracją, trudności z regulacją emocji. A jednocześnie mogą współistnieć. To nie jest „albo–albo”. I właśnie dlatego tak ważne jest, żeby specjaliści widzieli różnice, ale też rozumieli, jak jedno wpływa na drugie.

To też rozmowa o tym, że trzeba uważać na uproszczenia i generalizacje. Nie wszystko jest traumą, ale jednocześnie pod wieloma trudnościami, z którymi pacjenci trafiają do gabinetu, trauma może się skrywać i to czasem zupełnie zaskakująco.

Całość rozmowy TUTAJ.