Czy cierpienie musi mieć sens?

Cierpienie nie staje się wartościowe tylko dlatego, że czegoś nas nauczyło. Nie musi nas wzmacniać, uszlachetniać ani prowadzić do rozwoju. Czasem po prostu boli. Jeśli możemy zrobić coś, żeby ten ból zmniejszyć, wyjść z krzywdzącej relacji, rozpocząć leczenie, poprosić o pomoc czy postawić granicę, poszukiwanie „głębszego sensu” nie powinno zastępować działania. Viktor Frankl, którego myślenie często kojarzy się właśnie z poszukiwaniem sensu, zwracał uwagę, że cierpienia, którego można uniknąć, nie trzeba znosić w imię wyższej wartości.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy mierzymy się z czymś, czego na danym etapie życia nie możemy już zmienić. Może to być choroba, strata, przeszłość, śmierć bliskiej osoby, konsekwencje zdarzeń, których nie da się cofnąć. Wtedy pytanie o sens nie musi brzmieć: „Po co wydarzyło się coś tak bolesnego?”. Może raczej dotyczyć tego, co człowiek zrobi ze swoim życiem wobec tego, co już się wydarzyło. Jak chce siebie potraktować? Co chce ochronić? Co nadal jest dla niego ważne? Nie chodzi więc o uznanie cierpienia za potrzebne. Chodzi raczej o odzyskiwanie wpływu tam, gdzie ten wpływ nadal jest możliwy.

Warto jednocześnie uważać, żeby poszukiwanie sensu samo nie stało się kolejnym obowiązkiem. Nie każdy po traumie odkryje w niej jakiś „dar”, nie każda strata prowadzi do rozwoju. Człowiek nie musi też potrafić powiedzieć, czego nauczyło go cierpienie. Czasami wystarczająco dużo znaczy już to, że przetrwał, zaczął lepiej siebie chronić czy też powoli buduje życie, w którym jest mniej bólu. Sens może się z czasem pojawić. Nie powinien jednak stawać się warunkiem, który trzeba spełnić, żeby mieć prawo cierpieć.

Dodaj komentarz