Czy dorosłość oznacza odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się w naszym życiu, nawet jeśli nie było to naszą winą? Nie odpowiadamy za wszystko, co nas spotyka. Nie odpowiadamy za doświadczoną przemoc, zaniedbanie ze strony rodziców, chorobę, śmierć bliskiej osoby ani decyzje innych ludzi. Możemy jednak stopniowo odzyskiwać wpływ na to, jak odnosimy się do skutków tych doświadczeń i co robimy z nimi dzisiaj. Nie jesteśmy winni temu, co nas spotkało, ale możemy mieć wpływ na to, jak będziemy żyć z jego konsekwencjami.
W psychoterapii ważne jest odróżnienie odpowiedzialności od oskarżenia. Dziecko nie odpowiada za środowisko, do którego musiało się przystosować. Nie wybiera też w pełni świadomie sposobów przetrwania, takich jak odcinanie emocji, nadmierna czujność czy przekonanie, że zawsze musi radzić sobie samo. W dorosłym życiu te same sposoby mogą jednak podtrzymywać cierpienie i wpływać na relacje. Pacjent nie jest winny temu, że je rozwinął. Może jednak stopniowo zauważać, w jaki sposób uczestniczy dziś w odtwarzaniu pewnych sytuacji. Właśnie tutaj zaczyna się sprawczość. Nie oznacza ona pełnej kontroli nad życiem, lecz stopniowe poszerzanie obszaru, w którym można dokonywać wyboru.
Można mieć uzasadniony lęk przed odrzuceniem, a jednocześnie ranić partnera przez ciągłe kontrolowanie go. Można mieć za sobą doświadczenie przemocy, a mimo to krzyczeć na własne dziecko. Można być bardzo wrażliwym na krytykę, a równocześnie upokarzać osoby, które zwracają nam uwagę. Wyjaśnienie zachowania nie jest jego usprawiedliwieniem. Dojrzałość nie polega więc na uznaniu, że wszystko w życiu zależy od nas. Polega raczej na umiejętności odróżnienia tego, za co nie odpowiadamy, od tego, za co możemy wziąć odpowiedzialność dzisiaj. Nie jesteśmy winni wszystkim ranom, które nosimy, ale możemy stopniowo decydować, czy i w jaki sposób będą one wpływać na nasze dalsze życie.

Fot. Fuu J / Unsplash