Miłość nie usuwa różnic

Wiele osób wchodzi w relację z cichym oczekiwaniem, że dobra miłość powinna przypominać trwały stan entuzjazmu. Ma być lekko, zgodnie, intensywnie, bez większego tarcia. A kiedy pojawia się różnica, ambiwalencja, rozczarowanie albo zwykły dyskomfort codzienności, łatwo pomyśleć: „to chyba nie to”. Tymczasem bycie z kimś nie oznacza ciągłego potwierdzania, że „dobrze wybraliśmy”. Oznacza raczej gotowość do tego, żeby nie każdą niezgodność traktować jak dowód pomyłki.

W związkach wiele spraw nie jest prostymi problemami do rozwiązania, ale paradoksami, które trzeba wspólnie unosić: potrzeba bliskości i potrzeba autonomii, bezpieczeństwo i pragnienie nowości, współzależność i wolność, podobieństwo i różnica. To wymaga czegoś mniej efektownego niż romantyczny zachwyt, ale często znacznie ważniejszego: zdolności do rozmowy, ciekawości wobec drugiej osoby, odpowiedzialności za własny udział w relacji i tolerowania ambiwalencji.

Miłość bowiem nie polega na odnalezieniu kogoś, kto we wszystkim się z nami zgadza, kto ma podobne zainteresowania, podobne tempo życia, podobną wrażliwość. Częściej zaczyna się tam, gdzie spotykamy drugiego człowieka jako odrębnego, nie w pełni przewidywalnego, czasem fascynującego, czasem trudnego, czasem rozczarowująco innego niż nasze wyobrażenie. Dojrzała relacja nie usuwa różnicy, ale uczy nas z nią żyć.

Fot. Mark Vletter / Unsplash