Towarzyszenie osobie w żałobie

Towarzyszenie osobie w żałobie rzadko polega na znalezieniu właściwego zdania. Częściej polega na tym, żeby nie próbować zbyt szybko zamienić cierpienia w spokój, milczenia w rozmowę, bezradności w działanie. Wiele osób po stracie i tak doświadcza presji, że powinny „iść dalej”, „wrócić do życia”, „wziąć się w garść” albo przeżywać żałobę w sposób bardziej zrozumiały dla otoczenia. Gdy tak się nie dzieje, może pojawić się poczucie winy: że żałoba trwa za długo, że przychodzi falami, że raz jest rozpacz, raz złość, raz pustka, a czasem nawet śmiech lub chwila ulgi. Tymczasem żałoba nie jest zadaniem do wykonania według zewnętrznego harmonogramu. Jest procesem, w którym człowiek stopniowo uczy się żyć w świecie zmienionym przez stratę. Nie oznacza to, że wszystko „musi minąć”. Oznacza raczej, że relacja z tym, co się wydarzyło, może z czasem przybierać inne formy.

Dlatego wspieranie osoby w żałobie wymaga nie tylko empatii, ale też zdolności do wytrzymywania własnego dyskomfortu. Czasem chcemy pocieszać, doradzać, poklepywać po plecach albo mówić, że „będzie dobrze”, ponieważ trudno nam patrzeć na czyjś ból i nie mieć nad nim kontroli. Możemy wtedy, nawet z dobrą intencją, próbować przyspieszać coś, co potrzebuje swojego tempa. Możemy też nieświadomie traktować osobę w żałobie tak, jakby była popsuta i wymagała naprawienia. A ona nie jest popsuta. Jest po stracie. Czasem najbardziej pomocne okazuje się nie to, że wiemy, co powiedzieć, ale to, że potrafimy usiąść obok, zostać, nie oceniać i nie poprawiać jej przeżyć. Być z nią taką, jaka jest teraz. Uznając, że jej życie odtąd będzie inne, ale nie musi być przeżywane w samotności.

Fot. Tim Mossholder / Unsplash

Dodaj komentarz